Róż przeżywa właśnie swoją kolejną metamorfozę. Po erze mocnego konturowania i precyzyjnego modelowania twarzy makijażyści coraz częściej stawiają na naturalny efekt: trochę koloru, dużo światła i skóra sprawiająca wrażenie naturalnie rozgrzanej.
WIDEO…
Makijażysta Zendayi, Ernesto Casillas, jest jednym z ekspertów, którzy pokazują, że klasyczne zasady aplikacji można potraktować znacznie swobodniej.
ZOBACZ TAKŻE: Sprężystość jest nowym glow. Jak dbać o skórę, by dłużej wyglądała młodo?
Róż nie musi kończyć się na policzkach
Jednym z nieoczywistych trików stosowanych przez gwiazdy jest body blushing. Polega na bardzo subtelnym nakładaniu różu również poniżej linii żuchwy — przede wszystkim na obojczykach, dekolcie i najwyższych punktach ramion. Kolor ma być niemal niewidoczny, jak naturalny rumieniec po poranku spędzonym na słońcu.
Makijażysta gwiazd Kasey Spickard zwraca uwagę, że taki sposób aplikacji różu dodaje skórze głębi i ciepła, a jednocześnie sprawia, że makijaż twarzy nie wygląda jak osobna, odcięta od reszty ciała warstwa.
CZYTAJ TEŻ: Francuzki znów zmieniają zasady makijażu. Tej jesieni usta mają wyglądać jak muśnięte czekoladą
Sekret tkwi w tym, czego prawie nie widać
Najlepiej sprawdzi się kremowy róż nakładany oszczędnie i dokładnie roztarty. Zamiast tworzyć wyraźne plamy koloru, powinien jedynie delikatnie ocieplić skórę. Wystarczy musnąć nim szczyty ramion, obojczyki lub dekolt — czyli tam, gdzie naturalnie pojawiłoby się lekkie zaróżowienie.
Hollywood znalazło sposób na przedłużenie lata
Gdy opalenizna zaczyna blednąć, body blushing pozwala zachować wrażenie skóry muśniętej słońcem bez ciężkiej warstwy bronzera. Efekt jest bardziej miękki, romantyczny i zdecydowanie mniej oczywisty — dokładnie taki, jaki od miesięcy oglądamy u gwiazd na czerwonym dywanie.