Choć na pierwszy rzut oka taki kosmetyk może wydawać się wyborem dość ryzykownym, w praktyce od dawna ma swoje miejsce w profesjonalnym makijażu. Szczególnie przydaje się wtedy, gdy zależy nam na świeżym, dopracowanym efekcie bez tworzenia na twarzy ciężkiej maski.
WIDEO…
Niepozorny produkt może całkowicie zmienić sposób, w jaki podchodzimy do makijażu cery z tendencją do rumienienia się. Klucz nie tkwi jednak w mocniejszym kryciu, lecz w sprytnym wykorzystaniu koloru.
ZOBACZ TAKŻE: 3 najlepsze kremy barierowe na coraz chłodniejsze dni. Doskonale zabezpieczą skórę przed zimnem
Zielony korektor? Za tym trikiem stoi teoria koloru
Sekret tkwi w kole barw. Zieleń znajduje się naprzeciwko czerwieni, dlatego wizualnie ją neutralizuje. Właśnie z tego powodu zielone korektory stosuje się punktowo na niedoskonałości, ślady po wypryskach czy miejsca, w których skóra jest wyraźnie zaróżowiona.
Mniej znaczy więcej. Tu najłatwiej popełnić błąd
Nie chodzi jednak o to, by stworzyć na twarzy zieloną warstwę. Dobry efekt zależy przede wszystkim od ilości kosmetyku. Cienka, niemal transparentna warstwa zwykle wystarczy, by przytłumić zaczerwienienie i przygotować skórę do dalszego makijażu.
Najlepiej potraktować go jak produkt do zadań specjalnych i aplikować wyłącznie tam, gdzie rzeczywiście widoczna jest czerwień – na przykład w okolicach nosa, na brodzie lub pojedynczych niedoskonałościach.
CZYTAJ TEŻ: Hailey Bieber wybrała nowy kolor włosów. Espresso brown to odcień stworzony na jesień
Ostrożność przyda się również pod oczami. Jeśli dominują tam niebieskawe lub fioletowe cienie, zieleń może zamiast pomóc dodatkowo je uwydatnić. W tej części twarzy znacznie lepiej sprawdzają się korektory o odpowiednio dobranych brzoskwiniowych czy łososiowych tonach.
Kolejność ma znaczenie. Tak uzyskasz naturalny efekt
Zielony korektor nakładamy przed podkładem. Niewielką ilość produktu delikatnie wklepujemy w zaczerwienione miejsce, a następnie dajemy mu chwilę, by dobrze osiadł na skórze. Dopiero później aplikujemy podkład – najlepiej również ruchem stemplującym, zamiast energicznie go rozcierać. Dzięki temu nie przesuniemy wcześniej nałożonego korektora.
Przy cerze skłonnej do podrażnień warto pamiętać, że makijaż jedynie maskuje widoczne zaczerwienienie, a nie usuwa jego przyczyny. Jeśli rumień jest nasilony, nawraca albo towarzyszą mu pieczenie czy inne niepokojące objawy, warto skonsultować je z dermatologiem.