Niektóre trendy urodowe wymagają zakupu nowego kosmetyku, inne – zmiany fryzury albo makijażu. „Morning shed” proponuje coś innego: zamienić noc w dodatkowy czas na pielęgnację. Zamiast kończyć wieczorną rutynę na demakijażu i kremie, miłośniczki tego trendu nakładają kolejne produkty i.. akcesoria, które mają pomóc im obudzić się z lepszą cerą, gładkimi włosami i wypoczętym wyglądem. Influencerki całość dokumentują na filmach, których finałem jest poranne zdejmowanie kolejnych warstw.
WIDEO…
Nazwa nie jest przypadkowa. Angielskie słowo „shed” oznacza między innymi zrzucanie lub zdejmowanie czegoś. W tym przypadku chodzi o pozbywanie się wszystkich elementów nocnego rytuału, by odsłonić twarz i włosy po kilku godzinach snu. To właśnie ten moment stał się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów trendu.
Na czym polega „morning shed”?
W filmach publikowanych w mediach społecznościowych wieczorne przygotowania potrafią przypominać skomplikowany zabieg kosmetyczny. Pielęgnacja twarzy to dopiero początek. W ruch idą maski całonocne, płatki pod oczy, produkty do ust, a także akcesoria do włosów. Niektóre twórczynie dokładają do tego specjalne opaski modelujące owal twarzy czy taśmy zaklejające usta.
Rano przychodzi czas na efektowne zakończenie. Z głowy znika jedwabny czepek lub wałek do kręcenia włosów bez użycia ciepła, z twarzy – pozostałości nocnej pielęgnacji i przyklejone elementy. Autorki nagrań pokazują, jak wyglądają po przebudzeniu, często zestawiając efekt z tym, jak prezentowały się poprzedniego wieczoru.
Popularność „morning shed” łatwo zrozumieć. Trend obiecuje wykorzystanie czasu, którego zwykle nie poświęcamy na pielęgnację, i skrócenie porannych przygotowań. Ma jednak również drugą stronę: może sprawiać wrażenie, że dobry wygląd wymaga coraz większej liczby produktów i zabiegów, nawet wtedy, gdy śpimy.
Maska na noc zamiast kolejnego kroku rano
Jednym z najprostszych elementów tego rytuału jest maska przeznaczona do stosowania na noc. W przeciwieństwie do kosmetyków wymagających zmycia po kilkunastu minutach, takie formuły pozostają na skórze przez dłuższy czas. Ich zadaniem jest przede wszystkim pielęgnacja i nawilżenie, a nie natychmiastowa metamorfoza.
Warto jednak zwrócić uwagę na przeznaczenie produktu. Nie każda maska nadaje się do pozostawienia na twarzy przez całą noc. Najbezpieczniej wybierać kosmetyki, których producent wyraźnie dopuszcza takie zastosowanie, i nakładać je zgodnie z instrukcją. Zbyt gruba warstwa nie musi przynieść lepszego efektu, może za to pozostawić ślady na poduszce.
W podobny sposób można podejść do pielęgnacji ust. Maska na noc lub bogatszy balsam pomagają ograniczyć uczucie suchości i sprawiają, że usta są rano bardziej miękkie. To rozwiązanie znacznie prostsze niż dokładanie kolejnego akcesorium, które ma pozostać na twarzy podczas snu.
Płatki pod oczy i plasterki na niedoskonałości
W nocnych rytuałach pojawiają się również kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji okolic oczu. Kremy i płatki pod oczy mają przede wszystkim nawilżać delikatną skórę, a w zależności od formuły także zapewniać jej uczucie odświeżenia. Nie należy jednak oczekiwać, że jeden wieczór całkowicie zlikwiduje cienie czy oznaki niewyspania.
Innym elementem trendu są plasterki na wypryski. Wiele z nich, zwłaszcza hydrokoloidowych, pomaga wchłaniać wydzielinę z powierzchni zmiany i chroni ją przed dotykaniem. To praktyczny dodatek do pielęgnacji, ale nie uniwersalne rozwiązanie na każdy rodzaj trądziku. Plaster należy stosować zgodnie z zaleceniami producenta, a w przypadku podrażnienia przerwać jego używanie.
Nie trzeba przy tym nakładać wszystkiego jednocześnie. W pielęgnacji liczy się dopasowanie produktów do potrzeb skóry, a nie liczba warstw widocznych na filmie. Jeśli kosmetyk wywołuje zaczerwienienie, pieczenie lub swędzenie, nie warto kontynuować kuracji tylko po to, by odtworzyć popularny trend.
Włosy układane podczas snu
„Morning shed” nie ogranicza się jednak tylko do twarzy. Dużą rolę odgrywają w nim akcesoria, które mają pomóc uzyskać fryzurę bez porannego używania lokówki czy prostownicy. Miękkie wałki, na które nawija się włosy przed snem, pozwalają uzyskać fale lub loki bez wysokiej temperatury. Jedwabne i satynowe czepki z kolei pomagają ograniczyć tarcie włosów o poszewkę.
Do nocnej pielęgnacji można dołączyć także kosmetyk bez spłukiwania, jeśli jest odpowiedni dla danego rodzaju włosów. Krem lub odżywka przeznaczona do takiego zastosowania może ułatwić ich wygładzenie i rozczesywanie. Nie oznacza to jednak, że każda osoba potrzebuje rozbudowanego rytuału. Czasem wystarczy zmiana poszewki, delikatniejsze upinanie włosów albo rezygnacja z wysokiej temperatury podczas stylizacji.
Ważny jest również komfort. Wałki nie powinny boleśnie uciskać głowy, a ciasne upięcia nie mogą nadmiernie napinać włosów u nasady. Jeżeli akcesorium utrudnia zasypianie lub powoduje dyskomfort, lepiej z niego zrezygnować.
Nie każdy element trendu jest dobrym pomysłem
Najwięcej wątpliwości budzą te wersje „morning shed”, w których pojawiają się taśmy do zaklejania ust czy opaski mające wysmuklać linię żuchwy. Na nagraniach mogą wyglądać jak kolejny niezbędny etap pielęgnacji, ale popularność w mediach społecznościowych nie jest dowodem skuteczności ani bezpieczeństwa.
Zaklejanie ust podczas snu może być ryzykowne, szczególnie u osób, które mają problemy z oddychaniem przez nos, chrapią lub podejrzewają u siebie bezdech senny. Nie należy traktować tej metody jako uniwersalnego sposobu na lepszy sen czy poprawę wyglądu. W razie problemów z oddychaniem podczas snu właściwym krokiem jest konsultacja ze specjalistą, a nie testowanie rozwiązania z internetowego filmu.
Podobnie należy podchodzić do opasek uciskowych, które mają rzekomo zmieniać owal twarzy. Nie ma dobrych podstaw, by zakładać, że noszenie ich przez noc trwale wysmukli żuchwę. Ucisk może za to powodować dyskomfort i podrażnienia. Jeśli dany element rytuału wymaga znoszenia bólu lub utrudnia spokojny sen, trudno uznać go za rozsądny sposób dbania o siebie.
„Morning shed” bez kilkunastu produktów
Najciekawsza idea stojąca za tym trendem jest prosta: część pielęgnacji można wykonać wieczorem, by rano mieć mniej do zrobienia. Nie oznacza to jednak, że trzeba odtwarzać najbardziej rozbudowane wersje pokazywane w mediach społecznościowych. Wystarczy wybrać jeden lub dwa elementy, które rzeczywiście odpowiadają na nasze potrzeby.
Może to być maska całonocna, jeśli skóra dobrze ją toleruje, balsam do ust, delikatny kosmetyk do włosów albo wałek pozwalający ułożyć fryzurę bez użycia ciepła. Podstawą pozostają oczyszczanie, odpowiednio dobrana pielęgnacja i sen, który nie jest przerywany przez niewygodne akcesoria.
„Morning shed” pokazuje, jak bardzo pielęgnacja stała się częścią internetowej kultury. Wieczorne przygotowania i poranne odsłanianie efektów tworzą atrakcyjne nagrania, ale nie muszą wyznaczać standardu, do którego należy dążyć. Dobrze dobrana rutyna nie powinna przypominać przebrania, z którego trzeba się rano uwolnić. Jej celem jest troska o skórę i włosy – bez presji, że po przebudzeniu musimy wyglądać jak po profesjonalnym zabiegu.