Alicja Klenczon zobaczyła Krzysztofa dzień przed ich właściwym spotkaniem. Przyglądał jej się wtedy chłopak w kożuszku, z niedbale owiniętym szalikiem. Następnego dnia, w Sopocie, podszedł do niej i zaprosił ją do tańca. Tak rozpoczęła się historia, która prowadziła przez małżeństwo, rodzinę, emigrację i bolesne pożegnanie.

WIDEO

player placeholder

Alicja i Krzysztof Klenczon poznali się w Sopocie. Wszystko zaczęło się od tańca

Ich historia mogłaby zaczynać się jak scena z filmu. Najpierw było przypadkowe spojrzenie. Alicja zobaczyła Krzysztofa w barze Alga. Zwróciła uwagę na przystojnego chłopaka w kożuszku i z niedbale owiniętym wokół szyi szalikiem. Nie wiedziała wtedy, że patrzy na muzyka, w którym – jak później wspominała – zaczynały się podkochiwać polskie dziewczyny.

Właściwe spotkanie nastąpiło dzień później. „W Sopocie, w Grandhotelowym Non Stopie, 15 stycznia 1965 roku, podczas pierwszego występu Czerwonych Gitar. Podszedł do mnie i zaprosił do tańca” – opowiadała Alicja Klenczon.

Zobacz także:

Nie była wówczas wielbicielką muzyki, którą grał. Interesowała ją przede wszystkim muzyka klasyczna. A jednak właśnie ten nieśmiały chłopak zrobił na niej wrażenie. Zapytana po latach, czy była to miłość od pierwszego wejrzenia, odpowiedziała: „Można tak powiedzieć. Od samego początku bardzo mi zaimponował”.

Klenczon
Oficjalna strona artysty

Nie imponowała jej sława. Alicję ujął zupełnie inny Krzysztof Klenczon

Krzysztof Klenczon na scenie mógł być pełen energii, ale według żony prywatnie był zupełnie inny. Alicja przedstawiała go jako spokojnego, nieśmiałego człowieka, który nie gonił za imprezami. I właśnie ta cecha miała ją szczególnie zainteresować.

„Tym, że się nie narzucał. Był bardzo nieśmiały, inny” – mówiła, wyjaśniając, czym jej zaimponował. Przyznawała również, że sama lubiła podpuszczać chłopaków, ale na Krzysztofa to nie działało. To sprawiało, że stawał się dla niej jeszcze bardziej intrygujący. Niedługo później byli już parą.

Ich znajomość miała też barwne momenty. Jeszcze przed ślubem Alicja została z Krzysztofem na noc po spotkaniu, na które członkowie zespołu zaprosili ją na rosół. Kiedy jej konserwatywna babcia postanowiła sprawdzić, gdzie jest wnuczka, Alicja uciekła przez okno na pierwszym piętrze. Babcia znalazła jednak pozostawione na krześle rajstopy.

Ślub po dwóch latach znajomości. Ich małżeństwo miało „wzloty i upadki”

Do małżeństwa bardziej spieszył się Krzysztof niż Alicja. Jak wspominała, kilka razy mówił, że powinni wziąć ślub. Ostatecznie zgodziła się po dwóch latach znajomości.

Nie przedstawiała później ich związku jako bajki pozbawionej trudniejszych chwil. „Były i wzloty, i upadki, jak wszędzie, ale dogadywaliśmy się bardzo dobrze” – mówiła. Podkreślała, że ich kłótnie szybko się kończyły – z inicjatywy jednego albo drugiego.

Nie brakowało również niespodziewanych wydarzeń przy samym ślubie. Świadkami mieli zostać Czesław Niemen i Ada Rusowicz, jednak Niemen wycofał się kilka dni przed uroczystością. Ostatecznie świadkiem został Benek Dornowski. Alicja wspominała, że Krzysztof był na Niemena wściekły, choć po latach obaj sobie tę sytuację wyjaśnili.

Dom, córki i zwyczajne życie. Tak Alicja wspominała prywatnego Krzysztofa

Za drzwiami ich domu sława schodziła na dalszy plan. Alicja opowiadała, że byli domatorami. Jeśli gdzieś wychodzili, najczęściej wybierali kino. Gdy w 1968 roku kupili fiata 125p, zaczęli pozwalać sobie również na wycieczki. Poza odwiedzinami znajomych i małymi koncertami ich codzienność miała być zupełnie zwyczajna.

Krzysztof miał również kulinarne talenty. Według Alicji świetnie przygotowywał wołowinę po burgundzku. Zachowała nawet starą kopertę, na której własnoręcznie zapisał przepis. Potrafił też przygotowywać zające, szczególnie na Święta Bożego Narodzenia.

Rodzina była obecna także przy jego twórczości. Kiedy po śniadaniu szedł „trochę pobrzdąkać” i rodził się z tego muzyczny pomysł, przychodził do Alicji i starszej córki Karoliny. Pytał wtedy: „Czy to ma sens?”. Słuchał ich opinii, a niektóre uwagi brał sobie do serca.

Klenczon
AKPA

Chicago miało być nowym rozdziałem. Ich wspólne życie zakończyła tragedia

W 1973 roku Alicja i Krzysztof Klenczonowie wyemigrowali do Chicago. Alicja wskazywała kilka powodów tej decyzji. Mówiła o niechęci do komunizmu, o przekonaniu Krzysztofa, że w Polsce osiągnął już wszystko i chciał spróbować swoich sił gdzie indziej, oraz o własnej tęsknocie za rodzicami, których nie widziała od lat.

Za oceanem ich życie wyglądało inaczej. Krzysztof był rozpoznawalny przede wszystkim w środowisku polonijnym, a rodzina mieszkała wśród Amerykanów, którzy – jak wspominała Alicja – nie wiedzieli, kim jest Klenczon. Nadal jednak występował i komponował.

Potem wydarzyła się tragedia. 27 lutego 1981 roku Krzysztof został ranny w wypadku samochodowym, gdy wracał z koncertu charytatywnego w klubie Milford w Chicago. Czterdzieści dni później zmarł. Alicja po latach przyznawała, że powrót do tych wydarzeń wciąż jest dla niej trudny. „Nie czuję tych lat. Wydaje mi się, że to było wczoraj” – mówiła.

Pamięć o mężu pozostała ważną częścią jej życia. W radiowej Jedynce Alicja Klenczon mówiła także o piosence „Historia jednej znajomości”. „Jest o mnie, ale są też inne dziewczyny i żony członków Czerwonych Gitar, które uważają, że utwór jest o nich. Ja jestem ugodowa, nie będę się kłócić” – powiedziała.

Po latach nadal opowiadała o ich wspólnej historii i dbała o pamięć o twórczości Krzysztofa. Historia zaczęta od spojrzenia w barze Alga i tańca w Grandhotelowym Non Stopie nie skończyła się więc wraz z jego odejściem. W jej wspomnieniach Krzysztof nadal pozostawał obecny.

Źródło: Plejada, Polskie Radio