Mariusz Przybylski przez lata żył niemal wyłącznie pracą. Dopiero pandemia zmusiła go do zatrzymania się i przewartościowania tego, co naprawdę jest ważne. W rozmowie z Katarzyną Piątkowską projektant opowiada o cenie sukcesu, nowych pasjach, relacjach z gwiazdami oraz kolekcji „Warm up”, która symbolicznie otwiera kolejny etap jego życia.

WIDEO…

player placeholder

Mariusz Przybylski o pracy, kryzysie i nowej kolekcji „Warm up”. Wywiad VIVA!

Pierwszą kolekcję zaprezentowałeś 21 lat temu. Od tamtej pory wiele się zmieniło, ale nie zmienił się Twój profesjonalizm, perfekcyjnie uszyte stroje i to, że na Twoich pokazach pojawiają się znane osoby, takie jak Sebastian Karpiel-Bułecka, Krzysztof Zalewski, Reni Jusis…

Z nimi się trzymam, to całkiem bliscy mi ludzie i czasami opowiadamy sobie o prywatnych rzeczach, czasami  nasze rozmowy są bardzo głębokie, ale to nie jest tak, że jesteśmy w codziennym kontakcie i każdego wieczoru rozmawiamy przez telefon. Takich moich najbliższych przyjaciół mam zupełnie gdzie indziej, poza show-biznesem. I to się nie zmieniło. Choć zmieniło się zupełnie moje podejście do pracy. Kiedyś mi się wydawało, że jeśli nie będę pracował, będę bezużyteczny. Wierzyłem, że tylko dzięki temu, co robię, jestem coś wart. W związku z tym pozwoliłem, żeby praca zdominowała całe moje życie, bo dzięki niej miałem poczucie sensu i przydatności. Długo musiałem pracować nad sobą, żeby tego wartościowego człowieka, jakim jestem, znaleźć w oderwaniu od pracy.

Zobacz także:

– Pracowałeś jak szalony, bo bałeś się, że jeśli nie zrobisz jakiejś kolekcji, to wypadniesz z rynku?

Rynek mody w Polsce jest bardzo trudny i myślę, że taka obawa była jednym z powodów mojego podejścia do pracy. Tylko że ja zatraciłem się w tym tak bardzo, że w pewnym momencie czułem się jak chomik pędzący w kołowrotku, z którego nie da się wyskoczyć. Dopiero pandemia okazała się dla mnie zbawieniem.

Mariusz Przybylski, VIVA! 19/2026.
Fot. Łukasz Bartyzel /

Mariusz Przybylski, VIVA! 19/2026.

– Wiele osób tego doświadczyło.

To był oczywiście dramatyczny czas. Ale on wymusił na mnie całkowite zatrzymanie się. Mój kołowrotek wyhamował do zera. Nastał bardzo trudny moment, w którym chyba nawet otarłem się o jakieś załamanie, bo w moim życiu nagle zapanowała pustka. Do tej pory wszystko furczało, krzyczało, wirowało i nagle okazało się, że tego nie ma. Podam taki przykład, który bardzo dobrze pamiętam. Pewnego razu po prostu położyłem się na kanapie w ciągu dnia i nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Leżałem tak przez jakiś czas i myślałem, że to jest jakiś horror. Byłem przerażony, bo przecież nie znałem takiego życia, żeby bez wyrzutów sumienia zasiąść na chwilę, na przykład z książką na fotelu, i nic nie robić. Pandemia wywaliła mnie z drogi, którą szedłem od wielu lat. Wtedy zobaczyłem, jak byłem tym wszystkim zmęczony. Zacząłem bardzo głęboką pracę nad sobą i znalazłem nową drogę. Taką bardziej do siebie. Pod koniec pandemii nagle odkryłem, że przecież mogę robić w życiu jeszcze inne rzeczy niż tylko projektowanie. Paradoksalnie, gdy się z tym pogodziłem, wszystko zaczęło się układać. Do tej pory praca była taką moją poręczą, której kurczowo się trzymałem, a gdy ją puściłem… wcale nie upadłem. Pojawiła się nowa energia, lekkość, a przede wszystkim dystans. Wydaje mi się, że jeśli czegoś się tak kurczowo trzymasz, masz tendencję do podduszania. Ale jak puścisz, wraca powietrze. Na takie momenty przebudzenia trzeba czasem poczekać.

– Co innego mógłbyś robić, niż zajmować się modą?

Mógłbym pracować jako kucharz.

– To też jest kreatywna praca.

Właśnie. Chciałbym trafić pod skrzydła jakiegoś wspaniałego szefa kuchni, żeby się od niego uczyć. Mógłbym też wrócić do malowania.

– Tu nic nie stoi na przeszkodzie, sklep dla plastyków jest bardzo blisko od miejsca, w którym jesteśmy.

I ja jestem tego coraz bliżej (śmiech). Odnalazłbym się też w psychologii.

– Tymczasem jednak nie zrezygnowałeś z mody.

I bardzo dużo się wokół niej dzieje. Mam nowe pomysły, nowe projekty, wróciłem na Fashion Week w Berlinie.

(...)

Mówiłeś wcześniej o całkowitym zatraceniu się w pracy i przebudzeniu. Jakie są koszty tego wszystkiego?

Mimo tego, że praca brała górę nad całym moim życiem i je definiowała, jestem bardzo wdzięczny, nie żałuję tego, bo – jak mówiłem – to jest moja pasja. Przez lata jednak nie zauważałem, że za mało odpoczywam, że nie realizuję innych pasji, że nie poświęcam czasu przyjaciołom i bliskim. Permanentne zmęczenie zwalałem na karb wieku (śmiech). Ale wziąłem się za to. Dzisiaj cały czas jestem w procesie. Ciągle odkrywam w sobie nowe obszary, nowe możliwości, które mogę poszerzać, ulepszać. Patrzę na moje życie jak na kręgi. Gdy jeden się domyka, otwiera się kolejny. Zrobiłem kolekcję na 20-lecie pracy i nazwałem ją Warm up – rozgrzewka. Kłaniam się 20 poprzednim latom, ale czuję, że przede mną nowe rzeczy, nowe wyzwania. I nie czekam na to. Podjąłem już pewne kroki i działania, żeby to nowe mogło się wydarzyć. Ale tego jeszcze nie zdradzę, bo o planach lepiej zawczasu zbyt dużo nie mówić. 

Rozmawiała Katarzyna Piątkowska


Cały wywiad w nowym numerze VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 8 października.