„Lalka” Wojciecha Jerzego Hasa od początku była filmem osobnym, odważnym i podporządkowanym bardzo wyrazistej wizji reżysera. Has nie próbował zmieścić na ekranie całej powieści i nie zamierzał tworzyć jej szkolnej ilustracji. Wyrzucał wątki, zmieniał proporcje, skupiał uwagę na Wokulskim, a świat Prusa przepuszczał przez własną wrażliwość. W 1968 roku nie wszyscy chcieli mu to wybaczyć. Po niemal sześciu dekadach właśnie ta bezkompromisowość sprawia, że jego film wciąż jest przywoływany, kiedy pojawia się kolejna Izabela Łęcka i kolejny Stanisław Wokulski.

WIDEO…

player placeholder

Kim był Wojciech Jerzy Has? Reżyser, który nigdy nie szedł najprostszą drogą

Wojciech Jerzy Has urodził się 1 kwietnia 1925 roku w Krakowie. Jego rodzice, Stanisław i Wiktoria z domu Mastek, byli związani z Hotelem Polskim przy ulicy Pijarskiej — ojciec pracował jako zarządca, matka była szefową kuchni. Przyszły reżyser początkowo wcale nie planował życia na planie filmowym. Fascynowało go malarstwo. Uczył się w krakowskiej Szkole Handlowej, następnie w Szkole Przemysłu Artystycznego na Wydziale Grafiki, a w 1945 roku rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Równolegle uczęszczał na Kurs Przysposobienia Filmowego, który ukończył w 1946 roku.

Droga od malarstwa do kina okazała się dla jego późniejszych filmów znacząca. Obrazy Hasa od początku wyróżniały się niezwykłym wyczuciem kompozycji, przestrzeni, koloru i przedmiotu. Po pracy przy filmach dokumentalnych i oświatowych zadebiutował jako reżyser pełnometrażowy „Pętlą”, później przyszły między innymi „Pożegnania”, „Jak być kochaną”, „Rękopis znaleziony w Saragossie”, „Lalka” i „Sanatorium pod Klepsydrą”. Z czasem został także pedagogiem łódzkiej szkoły filmowej, a w latach 1990–1996 jej rektorem.

Zobacz także:

Prywatność chronił znacznie mocniej niż swoją twórczość. Był trzykrotnie żonaty. Z pierwszą żoną, Bronisławą Elżbietą, miał syna Marka. Jego drugą żoną została Jadwiga Krawczyk, później Jadwiga Has, a ostatnią — dziennikarka Wanda Ziembicka-Has, z którą pozostawał do śmierci. Sam Marek Has po latach mówił o szczególnej więzi ojca z Krakowem, podkreślając, że jego serce zawsze pozostawało w rodzinnym mieście.

Kontrowersje pojawiały się raczej wokół jego filmów oraz konsekwencji artystycznej niezależności. Najbardziej dramatycznym przykładem stało się później „Sanatorium pod Klepsydrą”. Obraz, którego udziałowi w festiwalu w Cannes sprzeciwiały się komunistyczne władze, ostatecznie znalazł się w konkursie i otrzymał w 1973 roku Nagrodę Jury. Po tym sukcesie Has przez lata nie mógł zrealizować kolejnego filmu.

Wśród najgłośniejszych tytułów w jego dorobku szczególne miejsce zajmuje właśnie „Lalka”. Była ona jednym z jego największych przedsięwzięć, a przy tym filmem, o którym myślał na długo przed rozpoczęciem zdjęć.

Wojciech Jerzy Has, 1967.
Fot. PAP/CAF/Eugeniusz Wołoszczuk

„Lalka” była marzeniem, do którego Has wracał przez lata

Do ekranizacji powieści Bolesława Prusa Wojciech Jerzy Has przymierzał się już w 1958 roku. Wówczas przedsięwzięcie okazało się jednak zbyt kosztowne i zbyt skomplikowane technicznie. Reżyser miał już za sobą pierwsze fabuły, ale na realizację wielkiego widowiska kostiumowego polska kinematografia nie była jeszcze gotowa. Pomysł został więc odłożony — nie porzucony.

Sytuację zmienił między innymi sukces „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. W drugiej połowie lat 60. w polskim kinie pojawiło się miejsce na znacznie większe historyczne produkcje. Równolegle powstawały przecież „Hrabina Cosel” i „Pan Wołodyjowski”. Has dostał wreszcie możliwość stworzenia świata Prusa na skalę, której od początku potrzebował.

Było to przedsięwzięcie szczególne także dlatego, że nikt przed nim nie przeniósł „Lalki” na ekran. Film Hasa z 1968 roku stał się pierwszą ekranizacją powieści Prusa. Dopiero dziewięć lat później, w 1977 roku, powstał telewizyjny serial Ryszarda Bera z Jerzym Kamasem jako Wokulskim i Małgorzatą Braunek w roli Izabeli Łęckiej.

Na tę „Lalkę” czekał niemal dekadę. Jej realizacja była przedsięwzięciem na ogromną skalę

Kiedy projekt ostatecznie dostał zielone światło, Wojciech Jerzy Has nie zamierzał realizować go półśrodkami. Zdjęcia rozpoczęły się 13 października 1967 roku w Radziejowicach, a zakończyły w maju następnego roku. Sama skala produkcji robi wrażenie nawet z dzisiejszej perspektywy: przygotowano setki kostiumów i tysiące dekoracji oraz rekwizytów, sprowadzano zabytkowe karety i historyczne wagony Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, a na ekranie pojawiły się dziesiątki aktorów i setki statystów.

Budżet filmu miał wynosić 35 milionów złotych, z czego około 12 milionów pochłonęły dekoracje i rekwizyty. W obsadzie znalazło się 87 ról aktorskich oraz około 500 epizodów. Było to kino monumentalne, ale jednocześnie bardzo osobiste. Has budował bowiem nie realistyczną rekonstrukcję Warszawy Prusa, lecz Warszawę przefiltrowaną przez własną wyobraźnię: pełną kontrastów, przedmiotów, luster, manekinów i przestrzeni, które równie wiele mówiły o bohaterach jak dialog.

Był to również pierwszy kolorowy film Hasa. Wraz z operatorem Stefanem Matyjaszkiewiczem reżyser wykorzystał kolor nie jako dekorację, lecz element dramaturgii. Za scenografię odpowiadali Jerzy Skarżyński i Adam Nowakowski, kostiumy przygotowali Lidia i Jerzy Skarżyńscy, a muzykę skomponował Wojciech Kilar. Wszystko składało się na świat, który trudno pomylić z jakąkolwiek inną wersją „Lalki”.

Beata Tyszkiewicz nie chciała być Izabelą Łęcką

Dziś trudno wyobrazić sobie film Hasa bez chłodnego spojrzenia Beaty Tyszkiewicz, a jednak jedna z najbardziej pamiętnych ról aktorki wcale nie była tą, którą od początku chciała zagrać. Tyszkiewicz otwarcie przyznawała, że początkowo odmówiła, ponieważ uważała Izabelę Łęcką za postać „wysoce niesympatyczną”.

Ostatecznie zmieniła zdanie. Nie oznaczało to jednak, że nagle polubiła bohaterkę. 

„Grałam nie tylko to, co zostało napisane, ale starałam się zrozumieć, dlaczego ta osoba jest właśnie taka. Bo tylko wtedy może się ona wydać prawdopodobniejsza. A przecież Izabellę nie bez powodu drażniło zachowanie Wokulskiego. Izabellę drażnił fakt, że za pieniądze nabywa on do niej jakieś prawa” - powiedziała w rozmowie z „Kinem”.

Dyskusja o tym, czy Izabela jest bezduszną femme fatale, czy raczej kobietą uwięzioną w świecie klasowych i obyczajowych oczekiwań, powróciła przy najnowszych adaptacjach.

Beata Tyszkiewicz, Wojciech Jerzy Has, Polska 10.1967.
Fot. PAP/Biernacki / Beata Tyszkiewicz, Wojciech Jerzy Has, Polska 10.1967.

Has nie chciał po prostu „sfilmować lektury”

Największym wyzwaniem była sama powieść. „Lalka” Bolesława Prusa to utwór rozległy, wielowątkowy, pełen retrospekcji, społecznych obserwacji i postaci, których nie sposób przenieść do jednego filmu bez ogromnych skrótów. Has podjął więc decyzję, która później ściągnęła na niego część krytyki: świadomie zrezygnował z wielu elementów literackiego oryginału.

W filmie zabrakło między innymi rozbudowanych „Pamiętników starego subiekta” Ignacego Rzeckiego czy wątku pani Stawskiej. Reżyser przesunął środek ciężkości w stronę Wokulskiego i jego coraz bardziej bolesnego zderzenia z rzeczywistością. Nie tworzył streszczenia powieści. Tworzył własną interpretację.

Najpierw wzbudziła sprzeciw, później została klasykiem. „Lalka” Hasa znów jest w centrum rozmowy

Kiedy „Lalka” Wojciecha Jerzego Hasa trafiła do kin w listopadzie 1968 roku, nie spotkała się z jednogłośnym zachwytem. Krytycy wytykali reżyserowi właśnie fabularne skróty, odejście od części wątków powieści i przesadne — ich zdaniem — podporządkowanie materiału literackiego stronie wizualnej. Kontrowersje budził również Mariusz Dmochowski jako Wokulski. Film, który dziś przywołuje się jako klasyczny, zaczynał więc swoje ekranowe życie w atmosferze znacznie mniej komfortowej.

Nie oznacza to, że pozostał niedoceniony. Już w 1969 roku podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Panamie „Lalka” otrzymała Wielką Nagrodę, Mariusza Dmochowskiego i Tadeusza Fijewskiego uhonorowano nagrodami aktorskimi, a Stefan Matyjaszkiewicz został wyróżniony za zdjęcia. Beata Tyszkiewicz otrzymała natomiast za rolę Izabeli nagrodę w plebiscycie widzów Wielkopolski „Polne Kwiaty”.

Z biegiem lat zmienił się również sposób patrzenia na to, co początkowo uznawano za wady filmu. Autorska scenografia, niezwykła plastyczność kadrów czy konsekwentne podporządkowanie opowieści perspektywie Wokulskiego zaczęły być postrzegane jako elementy świadomego języka Hasa. 

16 września 2026 roku Netflix pokazał sześcioodcinkową „Lalkę” Pawła Maślony. Stanisława Wokulskiego zagrał Tomasz Schuchardt, Izabelę Łęcką — Sandra Drzymalska. Scenariusz Pawła Demirskiego, Jagody Dutkiewicz i Pawła Maślony świadomie odszedł od wiernej ekranizacji: do opowieści dodano nowe wątki, zmieniono akcenty, a historia otrzymała rytm współczesnego serialu. Sam Netflix od początku zapowiadał produkcję jako „autorską” i „przewrotną” odsłonę klasyki.

 Serial uruchomił dyskusje o granicach adaptacji, wierności Prusowi i prawie współczesnego twórcy do swobodnego korzystania z kanonu. Jedni bronili prawa do reinterpretacji, inni zarzucali produkcji zbyt dalekie odejście od pierwowzoru. Emocje wokół tego, co jeszcze można zmienić w „Lalce”, były na tyle duże, że stały się osobnym tematem medialnych analiz.

Zaledwie dwa tygodnie później pojawił się drugi punkt zapalny. 30 września 2026 roku do kin weszła „Lalka” Macieja Kawalskiego, w której Stanisława Wokulskiego zagrał Marcin Dorociński, a Izabelę Łęcką Kamila Urzędowska. W obsadzie znaleźli się również między innymi Andrzej Seweryn, Maria Dębska, Agata Kulesza i Maja Ostaszewska. Tym razem twórcy poszli w stronę znacznie bardziej klasycznej, wierniejszej strukturze powieści adaptacji.

I tak we wrześniu 2026 roku polska kultura dostała niemal laboratoryjny eksperyment: dwie „Lalki”, dwie odmienne strategie i tę samą powieść. Jedna produkcja demonstracyjnie szukała własnego języka, druga mocniej trzymała się literackiego oryginału. Nic dziwnego, że w rozmowach o obu z nich powracała również ekranizacja Hasa — film twórcy, który prawie sześć dekad wcześniej sam musiał odpowiedzieć na pytanie, czy adaptacja ma przede wszystkim służyć książce, czy może stać się samodzielnym dziełem filmowym.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez @lalka.film