W rozmowie w programie „Pytanie na śniadanie” Karolina Wajda, jedyna córka Beaty Tyszkiewicz i Andrzeja Wajdy, wróciła pamięcią do ostatniego spotkania z ojcem w jej ukochanym dworku w Głuchach. To właśnie wtedy usłyszała od reżysera szczególnie wzruszające dziś słowa, które traktuje jak najpiękniejsze rodzicielskie błogosławieństwo tego, w jaki sposób postanowiła kroczyć przez życie.
WIDEO…
Karolina Wajda wspomina ostatnią wizytę Andrzeja Wajdy w dworku. Wzruszające wyznanie
Karolina Wajda w najnowszej rozmowie w „Pytaniu na śniadanie” wspomniała, że większość jej relacji z ojcem rozgrywała się właśnie na tle rodzinnego domu w Głuchach, który jej rodzice kupili jeszcze rok przed jej narodzinami. Jak podkreśliła, dwór był wielkim życiowym pragnieniem Andrzeja Wajdy.
To było spełnienie jego marzenia, dwór polski, konie, meble…
Reżyser odwiedził ją tam po raz ostatni latem 2016 roku, na kilka miesięcy przed śmiercią. To spotkanie okazało się dla niej szczególnie poruszające również ze względu na słowa, które usłyszała wówczas od artysty.
I to było bardzo dla mnie wzruszające, dlatego że powiedział właśnie, że on się cieszy, że jemu się podoba, że ja dobrze wybrałam, że wybrałam prawdziwe życie, że wybrałam właściwie w dużej mierze życie niezależne, że nie jestem tak naprawdę od nikogo zależna, że stworzyłam ten ten swój świat
- wspominała Karolina Wajda.
Córka reżysera przywołała też w obraz ojca jako człowieka niezwykle wspierającego ją w rozmaitych projektach, a w dodatku biorącego udział w pracach w posiadłości. Przypomniała historię o wspólnym sadzeniu alei kasztanowej i narzuconym przez artystę tempie pracy, które zapadło w pamięć pracownikom dworku.
Kiedy tam zamieszkałam już jako dorosła osoba, to on mnie bardzo w tym wspierał. Wspierał mnie w projektach, w przygotowywaniu tych projektów. Był zawsze szalenie precyzyjny i szczegółowy. Poza tym był człowiekiem, który potrafił, zrobić beczkę z drewna, posadzić drzewo… (...) Posadziliśmy całą aleję kasztanową, jak on przyjechał, i dwa dni żeśmy sadzili tą aleję z pracownikami. To moi pracownicy pytali: „Czy pan Wajda jeszcze będzie przyjeżdżał?”, bo oni, jak on przyjeżdżał, woleli wtedy wziąć wolne. (...) Tempo narzucał po prostu.
W tej samej rozmowie Karolina Wajda opisała, czym dziś się zajmuje, czemu poświęca swój czas oraz jakimi priorytetami kieruje się w życiu.
Jak wygląda dzisiejsze życie Karoliny Wajdy?
Karolina Wajda od lat prowadzi życie z dala od filmowego świata, w którym zasłynęli jej rodzice. Mieszka na stałe w dworku w Głuchach, miejscu urodzin Cypriana Kamila Norwida. Zajmuje się tam między innymi szkoleniem koni i jeźdźców oraz organizowaniem pokazów jeździeckich.
W rozmowie w „Pytaniu na śniadanie” mówiła o sobie przede wszystkim jako o miłośniczce zwierząt. Zdradziła, że dziś z wielką przyjemnością hoduje koty orientalne, wcześniej zajmowała się rasą maine coon, a przy domu wciąż zajmuje się drobiem. To właśnie obcowanie ze zwierzętami, opieka nad nimi oraz bezpośrednie przyglądanie się cyklowi ich życia nadaje jej codzienności barw, których próżno byłoby szukać w niedalekiej warszawskiej metropolii.
Chodzi o to, żeby teraz coś hodować, bo wtedy coś się rodzi. A jak się rodzą zwierzęta, jak przyjmuję nowe zwierzęta, to życie nabiera innego sensu zupełnie
- wyznała.
W tej samej rozmowie opowiedziała o tym, dlaczego podjęła decyzję o alternatywnej drodze życie względem tego, które prowadzili jej rodzice.
Karolina Wajda w szczery wyznaniu o wychowaniu przez znanych rodziców
Warto zaznaczyć, że Karolina Wajda decyzję o przeprowadzce na wieś w wieku 22 lat. Jak zaznaczyła, choć Tyszkiewicz i Wajda mieli planować przyszłość córki w oparciu o inne perspektywy, zawsze wspierali ją we wszelkich decyzjach, dając przestrzeń na dokonywanie własnych wyborów.
Oni zawsze przy mnie byli, wspierali mnie, ale pozwolili mi przeżyć to życie tak, jak chciałam, mimo że w sumie na początku po mojej decyzji o zamieszkaniu na wsi w wieku 22 lat, hodowaniu koni i różnych zwierząt (...) pomyśleli sobie, że może marzyli o jakiejś bardziej kolorowej przyszłości dla mnie, jakiejś otwierającej szersze perspektywy.
Podkreśliła również wielkoduszność Tyszkiewicz i Wajdy, która okazała się najlepszym, czym mogli ją obdarować w życiu.
Byli nadzwyczaj wielkoduszni oboje - i moja mama, i ojciec - że ze mnie wspierali w moich własnych decyzjach, mimo że czasem im się wydawały te decyzje może nie do końca trafione.
Warto również zaznaczyć, że historia rodziców Karoliny Wajdy na stałe wpisała się w katalog tych najbardziej emocjonujących i najczęściej wspominanych w polskiej pop-kulturze.
Romans Beaty Tyszkiewicz i Andrzeja Wajdy
Historia rodziców Karoliny Wajdy to jeden z najgłośniejszych romansów polskiego kina. Beata Tyszkiewicz i Andrzej Wajda poznali się na planie filmu „Samson” w 1961 roku, a uczucie między nimi rozkwitło przy realizacji „Popiołów”. Gdy w 1967 roku reżyser uzyskał rozwód, od razu poślubił aktorkę 13 maja 1967 roku, a para doczekała się córki Karoliny.
Małżeństwo przetrwało jednak zaledwie około półtora roku. Oboje wiele podróżowali, a lekiem na rozłąkę miał być właśnie dworek w Głuchach
Nadal byliśmy w ciągłych rozjazdach, a remont dworku zdawało się, że nie miał końca. Czułam się samotna. Koniec przychodził powoli, w pewnym momencie dopadła nas bezsilność
- wyznała po latach Tyszkiewicz w wywiadzie dla Kultura.dziennik.pl.
Po rozstaniu wybuchł skandal, bo aktorka związała się z młodszym o trzy lata studentem Witoldem Orzechowskim, za którego niebawem wyszła za mąż. Z perspektywy czasu Beata Tyszkiewicz oceniała swoje wybory z goryczą.
Teraz widzę, że nie dorosłam do takiego związku, nie wiedziałam, czego oczekuję od życia. Pięć lat byliśmy razem. Andrzej był zbyt dobry, a ja tego nie potrafiłam docenić.
Po latach aktorka potwierdziła swoje przemyślenia na łamach magazynu "VIVA!":
Gdyby Andrzej był moim drugim mężem, pewnie byśmy się nie rozeszli. Zawiodłam go... Byłam chyba za mało dojrzała. Do małżeństwa też trzeba dorosnąć.
Źródła: Pytanie na śniadanie, VIVA.pl, Kultura.dziennik.pl.