Ostatnie miesiące przyniosły Marii Prokop sporo zmian, ale ona sama zdaje się patrzeć przede wszystkim w przyszłość. W kwietniu 2026 roku razem z Marcinem Prokopem poinformowali o zakończeniu małżeństwa, podkreślając przy tym wzajemny szacunek i to, że nadal łączy ich przyjaźń oraz rodzicielstwo. Niedługo później dla Marii otworzyły się zupełnie nowe zawodowe drzwi. Choć przez lata nie budowała kariery telewizyjnej, teraz po raz pierwszy ma stanąć przed kamerą w roli gospodyni dużego formatu Polsatu. I wygląda na to, że apetyt na nowe doświadczenia zdecydowanie jej dopisuje.
WIDEO…
Maria Prokop poprowadzi „Wielką Miłość w Małym Mieście”. To jej nowy rozdział w Polsacie
Maria Prokop została prowadzącą nowego programu „Wielka Miłość w Małym Mieście”, który Polsat planuje pokazać w wiosennej ramówce 2027 roku. Dla niej samej będzie to telewizyjny debiut w takiej roli. Wcześniej była aktywna przede wszystkim w mediach społecznościowych, jest też związana z jogą, ale przed kamerą dużej stacji pojawi się teraz w zupełnie nowej odsłonie. Jak mówiła w „halo tu Polsat”, czuje stres, jednak zdecydowanie silniejsza jest ekscytacja. Przejście z Instagrama do telewizji określała przy tym jako naturalny kolejny krok.
Debiut w nowej roli jeszcze przed nią, a Maria już nie ukrywa, że istnieje inny format Polsatu, który od lat rozpala jej wyobraźnię. Tym razem nie chodzi jednak o prowadzenie programu. Chciałaby znaleźć się po zupełnie innej stronie telewizyjnej przygody.
„Ja się widzę na parkiecie”. Maria Prokop marzy o „Tańcu z Gwiazdami”
Okazuje się, że taniec jest Marii Prokop bliski od znacznie dłuższego czasu, niż mogliby przypuszczać widzowie. W rozmowie z „Super Expressem” opowiedziała, że kiedy mieszkała w Stanach Zjednoczonych, uczęszczała na balet i próbowała różnych stylów tanecznych. Później, już w czasach licealnych i studenckich, występowała również w musicalach. Z czasem dorosłe obowiązki sprawiły jednak, że taniec zszedł na dalszy plan.
Do dawnych marzeń wróciła między innymi dzięki oglądaniu „Tańca z Gwiazdami”. I nie ukrywa, że imponowała jej cała otoczka programu — od samego tańca po spektakularne stroje i atmosferę wielkiego telewizyjnego show.
„Boże, jak ja bym chciała zatańczyć w takim programie i nosić takie sukienki, i mieć te kostiumy, i tańczyć te samby i te salsy” — powiedziała w rozmowie z „Super Expressem”.
Dziś takie marzenie wydaje się jej zapewne bliższe niż kiedyś. Maria jest już związana zawodowo z Polsatem, czyli stacją emitującą „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami”. Nie oznacza to oczywiście, że dostała propozycję występu. Ona sama jasno daje jednak do zrozumienia, jaka byłaby jej odpowiedź, gdyby kiedyś usłyszała podobną ofertę.
„Jakby przyszedł taki telefon, to bym naprawdę się ani chwili nie wahała, bo to jest tak moje. Ja się widzę na parkiecie” — zadeklarowała.
Maria Prokop nie udaje profesjonalistki. W tańcu szuka przede wszystkim radości
W przypadku Marii Prokop „Taniec z Gwiazdami” byłby okazją do powrotu do czegoś, co kiedyś było ważną częścią jej życia, a później musiało ustąpić miejsca innym obowiązkom. Taniec wciąż kojarzy jej się przede wszystkim z przyjemnością i swobodą, a nie z profesjonalną rywalizacją.
Sama mówi o tym z charakterystycznym dystansem. Ma świadomość, że udział w programie oznaczałby intensywne treningi i zupełnie nowy poziom tanecznego wyzwania.
„Nie mam wystarczająco dużo talentu ani w śpiewie, ani w tańcu, żeby robić to profesjonalnie. Jestem po prostu totalnie w tym amatorska, ale sprawia mi to taką przyjemność i taką radość” — przyznała w rozmowie z „Super Expressem”.
Jeśli kiedyś telefon rzeczywiście zadzwoni, pozostanie jeszcze jedno ważne pytanie: kto miałby stanąć obok niej? Jak się okazuje, Maria nie potrzebowała wiele czasu, by wskazać konkretne nazwisko.
Zapytana przez „Super Express”, którego z profesjonalnych tancerzy widziałaby u swojego boku, Maria Prokop postawiła na Alberta Kosińskiego.
„Jakbym miała wybrać, to bym wybrała Alberta [przyp. red. Kosińskiego]” — odpowiedziała.
aria miała już okazję poznać tancerza osobiście podczas pobytu na Teneryfie. Jak opowiedziała „Super Expressowi”, ich drogi przecięły się dzięki wspólnym znajomym. Kosiński bywa na wyspie razem ze swoją partnerką Olgą Frycz, a znajomość sprawia, że dla Marii nie byłby całkowicie obcą osobą, z którą spotkałaby się dopiero pierwszego dnia treningów.
- VIVA! BEZ TABU: „Ciągle byłam ta gorsza”: Sława Przybylska o odzyskaniu miłości do samej siebie. Jak dziś dba o swoje ciało?