Danuta Holecka nie zdołała powstrzymać łez podczas programu na żywo w Telewizji Republika. Dziennikarka opowiedziała o interwencji policji, podczas której jej mąż, Krzysztof Dunin-Holecki, został zakuty w kajdanki przed cmentarzem w Warszawie. Prezenterka przedstawiła własną wersję wydarzeń i odniosła się do zachowania funkcjonariuszy.

WIDEO…

player placeholder

Danuta Holecka rozpłakała się na antenie. Wystarczyły słowa reporterki

To były wyjątkowo emocjonalne chwile dla Danuty Holeckiej. W poniedziałek, 2 listopada, dziennikarka prowadziła program „Dzisiaj” w Telewizji Republika. W pewnym momencie połączyła się z reporterką Edytą Lewandowską, która relacjonowała wydarzenia sprzed Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie. Wtedy wydarzyło się coś, co wyraźnie poruszyło prezenterkę.

Zgromadzeni przed budynkiem ludzie zaczęli skandować jej imię, okazując w ten sposób wsparcie po niedzielnej interwencji policji wobec jej męża. Edyta Lewandowska zwróciła się bezpośrednio do koleżanki ze studia, mówiąc o sile wsparcia i miłości ze strony zgromadzonych.

Zobacz także:

Danuta Holecka nie potrafiła ukryć wzruszenia. Ze łzami w oczach podziękowała reporterce i poprosiła ją, aby przekazała zgromadzonym wyrazy miłości. Chwilę później zdecydowała się opowiedzieć widzom, jak zapamiętała wydarzenia sprzed warszawskiego cmentarza.

Danuta Holecka i Krzysztof Dunin-Holecki
VIPHOTO/EAST NEWS

Mąż Danuty Holeckiej zakuty w kajdanki. Interwencja przed cmentarzem

Wszystko zaczęło się w niedzielę, 1 listopada. Danuta Holecka wraz z mężem, Krzysztofem Dunin-Holeckim, przyjechała na cmentarz przy ulicy Fosa na warszawskim Służewie. Małżonkowie chcieli odwiedzić grób syna, który zmarł w 2024 roku.

Wizyta zakończyła się jednak interwencją policji. Funkcjonariusze zatrzymali samochód, którym poruszał się mąż dziennikarki. Powodem miało być wjechanie na teren objęty znakiem B-1, oznaczającym zakaz ruchu w obu kierunkach.

Podczas interwencji Krzysztof Dunin-Holecki został zakuty w kajdanki. W internecie pojawiły się również nagrania pokazujące fragment zdarzenia, na których mężczyzna leży na ziemi, przytrzymywany przez policjantów.

Sprawa odbiła się szerokim echem, a Telewizja Republika przedstawiała działania policji jako represje wobec osób związanych ze stacją. Sama Holecka postanowiła opowiedzieć o wszystkim podczas swojego programu.

Danuta Holecka przerwała milczenie. Tak opisała zachowanie policjantów

Dziennikarka rozpoczęła wyjaśnienia od kwestii parkowania przed cmentarzem. Podkreśliła, że nie potrzebowała specjalnego zezwolenia parafii, ponieważ samochód miał znajdować się w miejscu przeznaczonym do parkowania. Zaznaczyła również, że odwiedza cmentarz niemal codziennie od dłuższego czasu i wcześniej nie spotkała się z podobną sytuacją.

Następnie opisała zachowanie funkcjonariuszy. Przyznała, że nie zauważyła znaku drogowego, a gdy pojawiła się informacja o możliwym wykroczeniu, zaproponowała zawrócenie samochodu. Policjant miał jednak odmówić, chcąc najpierw udzielić pouczenia.

Według relacji prezenterki jej mąż wysiadł z pojazdu, a funkcjonariusz próbował nakłonić go do ponownego zajęcia miejsca w samochodzie. Sytuacja zaostrzyła się, kiedy mężczyzna został poproszony o dokumenty, których nie miał przy sobie.

Holecka przekonywała, że próbowała pomóc w ustaleniu tożsamości męża. Jej zdaniem policjanci mieli możliwość sprawdzenia przekazywanych informacji, ale z niej nie skorzystali.

— Obok stał samochód, były numery rejestracyjne, policja ma możliwość sprawdzenia natychmiastowego, czy podaje prawdziwe dane. Ale nikt tego nie zrobił — powiedziała.

Prezenterka wróciła również do momentu, w którym jej mąż siedział już zakuty w kajdanki. Jak opowiadała, ponownie przekazała funkcjonariuszom jego dane, a na miejscu pojawił się także ich syn, który przyniósł dokumenty ojca. Mimo to, jak twierdziła dziennikarka, sytuacja się nie zmieniła.

— Potem drugi raz, kiedy siedział skuty, mówiłam, jak się nazywa mąż. Potem pan miał rozkuć, kiedy przyszedł syn. Syn miał dokumenty, podał, poświadczył. Nie, mąż dalej siedział zakuty. Tak wyglądała ta prawda — dodała i podkreśliła, że „nie ma żadnych powodów, by kłamać”.

Danuta Holecka
Screen TV Republika

Policja przedstawia inną wersję wydarzeń. Chodzi o znak B-1 i odmowę podania danych

Relacja Danuty Holeckiej różni się od stanowiska przedstawionego przez warszawską policję. Funkcjonariusze wskazali, że przyczyną interwencji było naruszenie przepisów ruchu drogowego, a późniejsze zachowanie kierowcy utrudniło przeprowadzenie czynności.

Policja utrzymuje, że Krzysztof Dunin-Holecki nie wykonywał poleceń i odmówił podania danych osobowych. Kajdanki miały zostać zastosowane, aby uniemożliwić mu samowolne oddalenie się z miejsca interwencji.

Onet poinformował także nieoficjalnie, że mężczyzna miał ignorować polecenia policjantów i próbować ich ominąć. To właśnie rozbieżności między relacją dziennikarki a wersją funkcjonariuszy stały się istotnym elementem sprawy.

Sam Krzysztof Dunin-Holecki nie zdecydował się na szczegółową rozmowę z Onetem. Całe zdarzenie określił jednak jednym słowem: „ustawka”.

Krzysztof Dunin-Holecki odpowie przed sądem? Policja skierowała wniosek o ukaranie

Na samej interwencji sprawa się nie zakończyła. Policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie Krzysztofa Dunin-Holeckiego. Dotyczy on dwóch wykroczeń: niezastosowania się do znaku drogowego oraz odmowy udzielenia wymaganych informacji podczas legitymowania.

Chodzi o art. 92 § 1 oraz art. 65 Kodeksu wykroczeń. Mężowi dziennikarki grozi grzywna lub ograniczenie wolności. Skierowanie wniosku nie oznacza jednak, że sąd rozstrzygnął już o jego odpowiedzialności.

Interwencją zainteresował się również Rzecznik Praw Obywatelskich, który zwrócił się do Komendy Stołecznej Policji o wyjaśnienia.

Tymczasem Danuta Holecka zdecydowała się publicznie przedstawić własną wersję wydarzeń, nie ukrywając przy tym emocji. Jej poniedziałkowe wystąpienie rozpoczęło się od wzruszającego podziękowania za wsparcie, a zakończyło osobistym opisem interwencji, do której doszło podczas rodzinnej wizyty na cmentarzu.

Źródło: Onet, Do Rzeczy, Plotek