Piątkowy finał muzycznego show Polsatu przyniósł zaskakujące rozstrzygnięcie. Złotą Twarz zdobyła Maria Sadowska, która wykonała utwór „Somewhere”, wcielając się w Barbrę Streisand. Artystka otrzymała również 150 tysięcy złotych, które przekazała Fundacji Polsat.
WIDEO…
Maria Sadowska wygrała „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Widzowie liczyli na inny werdykt
Największe kontrowersje wzbudziło jednak czwarte miejsce Marcina Maciejczaka. Wokalista, który w finale wystąpił jako Anna German, był jednym z faworytów publiczności. Ostatecznie uplasował się za Sadowską, Rafałem Brzozowskim i Ulą Milewską. W mediach społecznościowych pojawiły się krytyczne komentarze pod adresem jury, a część internautów zaczęła kwestionować sprawiedliwość ocen. O zwycięstwie zdecydowali jurorzy: Justyna Steczkowska, Małgorzata Walewska, Stefano Terrazzino i Piotr Gąsowski.
Maria Sadowska szczerze o zwycięstwie. W pewnym momencie straciła nadzieję
Sama laureatka nie spodziewała się takiego zakończenia. Jak przyznała w rozmowie z Pomponikiem, przez większość programu nie potrafiła przebić się na szczyt punktacji. Nie wygrała żadnego wcześniejszego odcinka, a kolejne występy zaczęły podważać jej wiarę we własne możliwości.
Przełom nastąpił dopiero w półfinale, kiedy wcieliła się w Sam Brown i zaśpiewała „Stop”. Pozytywne opinie jurorów, w tym Małgorzaty Walewskiej, zachęciły ją do podjęcia kolejnego wyzwania. W finale zdecydowała się na wymagający repertuar Barbry Streisand, choć wcześniej nigdy nie śpiewała w podobny sposób. "Okazuje się, że nie ma rzeczy niemożliwych, nasze ograniczenia są tylko w naszych głowach", powiedziała.
Sadowska podkreśliła również, że w tym roku skończyła 50 lat, a zwycięstwo było dla niej wymarzonym prezentem. Udział w programie oznaczał dla niej wyjście poza artystyczną strefę komfortu, zwłaszcza że, jak sama przyznała, nigdy nie przepadała za wykonywaniem coverów.
Małgorzata Walewska broni zwycięstwa Sadowskiej. Padła propozycja losowania
Do dyskusji włączyła się Małgorzata Walewska. W wypowiedzi dla Pudelka jurorka podkreśliła wyjątkowo wysoki poziom edycji i przyznała, że ocena uczestników nie należała do łatwych. Nie ukrywała również uznania dla talentu Marcina Maciejczaka, któremu życzy dalszych sukcesów. "Często powtarzam żartobliwie, że "mam swoje zdanie, z którym się kompletnie nie zgadzam". Poziom tegorocznej edycji był tak wysoki, że praktycznie każdy odcinek wywracał stolik", mówiła. "Jestem pod wrażeniem talentu Marcina i mam nadzieję, że jeszcze nieraz o nim usłyszymy. Marysia mierzyła się z bardzo różnymi i trudnymi zadaniami i miała świetny finał", dodała.
Jej zdaniem Maria Sadowska mierzyła się w programie z różnorodnymi, wymagającymi zadaniami, a finałowy występ był szczególnie udany. Walewska zauważyła też, że rozstrzygnięcia kolejnych edycji regularnie budzą kontrowersje. Przypomniała przy tym o starszych widzach, którzy nie korzystają z internetu i również mają własne opinie. "Wyniki każdej edycji budzą kontrowersje. A pamiętajmy jeszcze o naszej starszej publiczności, która nie ma dostępu do internetu. Każdy ma inne zdanie, kontynuowała.
Największą uwagę zwróciła jednak jej sugestia dotycząca sposobu wyłaniania zwycięzcy. Jurorka przyznała, że przy tak wyrównanym poziomie nie miałaby nic przeciwko losowaniu, które przesądziłoby o wygranej. Jednocześnie zaznaczyła, że „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” pozostaje programem rozrywkowym o charytatywnym charakterze, a najważniejszymi beneficjentami są osoby i organizacje wspierane dzięki nagrodom uczestników. "W przypadku tej edycji nie miałabym nic przeciwko temu, żeby losowanie rozstrzygało wygraną. Pamiętajmy, że jest to program rozrywkowy, a prawdziwymi wygranymi są ci, których uczestnicy wspierają swoimi nagrodami ", podsumowała.
CZYTAJ TEŻ: Tak wygląda żona Piotra Kaszewiaka. Ukochana gwiazdora „Sprawy dla reportera” też jest znana z telewizji
Stefano Terrazzino wskazał, dlaczego Marcin Maciejczak mógł przegrać
Swoje stanowisko przedstawił również Stefano Terrazzino. Juror wyjaśnił Pudelkowi, że finał rządzi się szczególnymi zasadami. Choć o wyborze finałowej czwórki decydują punkty jurorów i uczestników z kanapy, w ostatnim odcinku oceniany jest wyłącznie konkretny występ, a nie cały dorobek uczestnika. "Ja naprawdę rozumiem emocje widzów i bardzo się cieszę, że tak mocno kibicują swoim ulubionym artystom. Ale myślę, że warto przypomnieć jedną ważną rzecz. Finałowa czwórka jest wybierana na podstawie punktów jury i uczestników z kanapy. Sam pewnie widziałbym trochę inną czwórkę, ale każdy z nas ma swoją wrażliwość i swoje spojrzenie. Natomiast w finale, zgodnie z zasadami programu, nie oceniamy całej drogi uczestnika, tylko ten jeden, konkretny występ. Każdy zaczyna od nowa", powiedział w rozmowie z Pudelkiem.
Terrazzino przyznał, że sam wybrałby nieco inny skład finalistów. Zwrócił też uwagę na znaczenie repertuaru. Jego zdaniem Marcin Maciejczak miałby ogromne szanse na zwycięstwo, gdyby zdecydował się ponownie wcielić w Korę. Podobnie ocenił możliwości Uli Milewskiej w roli Kate Bush.
Juror odwołał się do własnego doświadczenia z pierwszej edycji programu. W finale mógł postawić na bliskiego mu muzycznie Al Bano, ale zdecydował się na Mieczysława Fogga. Ten nieoczywisty wybór przyniósł mu zwycięstwo. "Pamiętam swój finał pierwszej edycji. Mogłem wybrać Al Bano, coś włoskiego, bliskiego mi i bezpiecznego. Ale pomyślałem sobie: no risk, no fun! Wybrałem Mieczysława Fogga, coś zupełnie odległego od mojego świata. Zaryzykowałem i wygrałem", wspominał. W ocenie Terrazzino finał wymaga nie tylko umiejętności, lecz także intuicji, odwagi, szczęścia i odpowiednio dobranej postaci.
Juror odniósł się także bezpośrednio do występu zwyciężczyni. Przyznał, że nie wie, jak prezentacja Sadowskiej wyglądała na ekranie telewizora, ale oglądana na żywo wywarła na nim ogromne wrażenie. Docenił wymagający wokalnie wybór, emocje i umiejętność zaskoczenia publiczności czymś innym niż we wcześniejszych odcinkach.
Podkreślił przy tym, że wynik finału nie umniejsza talentu Marcina Maciejczaka ani pozostałych uczestników. Za szczególnie cenne uznał przywiązanie widzów do swoich faworytów. "To absolutnie nie odbiera niczego Marcinowi ani pozostałym uczestnikom. Wszyscy byli fantastyczni i cała edycja była wyjątkowa. I jeszcze jedno. Pamiętajmy, że to przede wszystkim piękny program charytatywny, w którym wszyscy razem robimy coś dobrego. A dla mnie największą nagrodą dla artysty jest właśnie miłość publiczności. To, jak mocno bronicie Marcina, Marysi czy innych uczestników, jest najpiękniejszym dowodem, że zdobyli Wasze serca. Bo puchar jest jeden, ale fanów, którzy zostaną z artystą na lata, nie da się zastąpić żadną nagrodą", podsumował.
CZYTAJ TEŻ: Karol Nawrocki spełnił prośbę syna! Tak trafili na finał „Twoja twarz brzmi znajomo”