TYLKO U NAS!

Celia Jaunat i Grzegorz Krychowiak o miłości w cieniu futbolu i życiu na walizkach!

Poznaj niezwykłą historię ich miłości!

Olga Figaszewska 12 czerwca 2018 17:55

Od siedmiu lat tworzą jedną z najpiękniejszych par. Ona - piękna modelka, kobieta perfekcyjna, On przystojny reprezentant Polski w piłce nożnej. Kiedy się poznali, Celia miała zaledwie 19 lat, a Grzegorz - 21. Ledwo przestali być nastolatkami. Razem weszli w dorosłe życie, to bezcenne doświadczenie mocno ich związało. Co ich zauroczyło w sobie podczas pierwszego spotkania? Czy jeszcze pamiętają te emocje?

Historia miłości Celii Jaunat i Grzegorza Krychowiaka

Dość szybko zamieszkali razem. Celia studiowała w Bordeaux, Grzegorz grał wtedy w Stades Reims, potem w FC Nantes. Widywali się tylko w weekendy. Kiedy obroniła dyplom, stwierdzili, że już nie ma powodu, by mieli mieszkać osobno. Wtedy Celia przeprowadziła się do Grzegorza.

Pamięta Pani te emocje, kiedy Grześ po raz pierwszy na Panią spojrzał?

Celia: Oczywiście, choć to było siedem lat temu. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Mieszkałam wtedy w Bordeaux, moim rodzinnym mieście, studiowałam zarządzanie i marketing, połowę tygodnia spędzałam na uczelni, drugą na praktykach w salonie firmy, która handlowała luksusowym wyposażeniem do łazienek.
Grzegorz: Była asystentką menedżera, a ja klientem…
Celia: Któregoś dnia Grześ przyszedł kupić kafelki do swojego mieszkania.
Kiedy go zobaczyłam, pomyślałam: O mój Boże, jaki on jest piękny! On mnie w pierwszej chwili chyba w ogóle nie zauważył, bo siedziałam za biurkiem. To był impuls, że musi mnie zobaczyć, dowiedzieć się, że istnieję! Wstałam, zaczęłam przechadzać się po salonie, udając, że zapisuję jakieś numery czy ceny (śmiech). I podziałało! Podszedł do mnie, powiedział po francusku: „Bonjour mademoiselle…”. Ogromnie spodobał mi się jego akcent. Uwiódł mnie tym, jak mówi. I swoim uśmiechem.

Grzegorz: (śmiech) Dużo w życiu wygrałem dzięki uśmiechowi. Wtedy chyba cały czas się uśmiechałem, bo Celia bardzo mi się spodobała. Przy pierwszym kontakcie zazwyczaj decyduje fizyczność. Nikt nie analizuje, z jakiegoś powodu podchodzisz do tej, a nie innej kobiety. Kiedy ją zobaczyłem, pomyślałem, że jest atrakcyjna i wysoka, a to było dla mnie ważne przy wyborze partnerki. Zaczarowała mnie jej otwartość, życzliwość i sposób rozmowy, bardzo zalotny. Po kilku minutach poprosiłem o numer telefonu. Zadzwoniłem na drugi dzień.
Celia: Zaprosił mnie na kolację do restauracji, ale musiałam odmówić, ponieważ moi rodzice nie chcieli, żebym szła do restauracji z chłopakiem, którego dopiero poznałam. Oczywiście wtedy stwierdziłam dyplomatycznie, że wolę spotkać się z nim po południu na tarasie jakiejś kawiarni.

(...)

Nie przyznał się Pan na początku, że jest piłkarzem.

Celia: Powiedział mi, że jest studentem, tak jak ja, co mi zresztą bardzo odpowiadało. Właściwie do tej pory nie wiem, po co, może żeby mnie sprawdzić? Zapytałam, dlaczego wybrał akurat Francję, ale już nie pamiętam, co wymyślił, chyba że mamy dobre uniwersytety. Uwierzyłam mu. Po jakimś czasie wyznał, że jest młodym piłkarzem, że chce zostać zawodowcem, ale nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Szczerze mówiąc, nawet sobie pomyślałam: ok, mnóstwo chłopaków fascynuje się piłką nożną, marzą o tym, żeby zostać wielkimi piłkarzami i nie udaje im się, więc niech sobie pogra, w końcu mu przejdzie (śmiech). Ale dość szybko zrozumiałam, że Grzegorz traktuje futbol jako sposób na życie, że to jest pasja, zawód.

Kiedy pojawił się po raz pierwszy w domu rodziców, miała Pani tremę?

Celia: Trochę tak, bo kiedy rodzice usłyszeli, że Grzegorz jest piłkarzem, byli – zwłaszcza tato – dość sceptycznie nastawieni. Młodzi piłkarze nie mają najlepszej reputacji, uważa się, że są szaleni, nieodpowiedzialni, lubią ostrą zabawę. We Francji regularnie wybuchają jakieś skandale z czołowymi piłkarzami w roli głównej, więc rodzicie nieco się obawiali. Myślę, że po prostu ulegli stereotypom, ale zaprosili Grzegorza do domu i postanowili mu się przyjrzeć. Zabawne, bo jak tylko Grzesia poznali, od razu go pokochali. Greg jest bardzo inteligentny, kulturalny, odpowiedzialny, spokojny. Można mu było zaufać, co bardzo ich uspokoiło.
Grzegorz: Ja nie miałem żadnych obaw związanych z rodzicami Celii, to są fantastyczni ludzie, uwielbiam ich i myślę, że z ich strony jest podobnie.

Jakoś nie dziwi mnie, że zaczarował Pan przyszłych teściów, polskie fanki twierdzą, że ma Pan uwodzicielski wdzięk.

Celia: Ma mnóstwo wdzięku! Na początku niesamowicie mi się podobał fizycznie, myślałam: Jaki on jest wielki, cudownie zbudowany, umięśniony, silny, biła od niego męskość. Był piękny, był charyzmatyczny… Jak się ma 19 lat, to wystarczy, żeby stracić dla kogoś głowę. Był idealnym facetem dla takiej dziewczyny jak ja.
Grzegorz: Nigdy mi nie powiedziała tylu komplementów! Tak naprawdę słyszę je pierwszy raz… (śmiech).

(...)

Pomyślał Pan w którymś momencie, że to jest kobieta Pana życia?

Grzegorz: Kobieta życia to coś więcej niż fizyczność. Celia na początku po prostu mi się spodobała. I wciąż ogromnie mi się podoba, bo jest piękna, ale potem zaczyna liczyć się wnętrze, inteligencja, sposób patrzenia na świat. Z czasem zrozumiałem, że uwielbiam jej osobowość, pozytywne nastawienie do życia. To przyszło naturalnie, nie było przełomowego momentu. Jesteśmy razem siedem lat i takich świetnych momentów było naprawdę wiele. Uważam, że o tym, czy związek przetrwa, w 75 procentach decyduje dopasowanie charakterów. Myślę, że dobraliśmy się, pasujemy do siebie, dlatego nasz związek wciąż trwa i – wierzę w to – będzie trwał.

Kiedy jest rocznica Waszego pierwszego spotkania, pamięta Pan?

Grzegorz: Oczywiście. 25 sierpnia, pewnie pójdziemy do restauracji, żeby to uczcić.
Celia: Grześ ma prawdziwą obsesję restauracji wyróżnionych gwiazdkami Michelina. Ma swój przewodnik Michelina, w telefonie ma swoją listę najważniejszych knajpek i po kolei je zaliczamy, a potem Greg dodaje swoje rekomendacje, dzieli się swoimi uwagami. W tej chwili jesteśmy w trakcie kończenia tej listy, jest na niej ponad 90 restauracji, a nam zostały może trzy, cztery.


Grzegorz: Pytała pani, czy Celia jest kobietą mojego życia. Chciałbym, żeby zawsze to, że jesteśmy razem, sprawiało nam przyjemność, żebyśmy się tym cieszyli, byli szczęśliwi. Zresztą nie wyobrażam sobie dnia bez niej. Gdy ją widzę obok siebie, czuję ogromną radość – to jest dla mnie najważniejsze.
Celia: Kiedy się poznaliśmy, miałam 19 lat, byłam młodziutka, Grześ miał 21, ledwo przestaliśmy być nastolatkami i to było cudowne. Weszliśmy razem w dorosłe życie, to bezcenne doświadczenie mocno nas ze sobą związało. Razem się zmienialiśmy. On był młodziutkim piłkarzem, który marzył o wielkiej karierze. I to marzenie się spełniło, a ja byłam tego świadkiem. Towarzyszę mu od samego początku – byłam przy jego największych sukcesach, transferach do świetnych klubów. Widziałam jego triumf na stadionie w Warszawie.

Ale podobno futbol Pani nie interesuje?

Celia: Futbol jest ważną częścią mojego życia, ale nie przepadam szczególnie za piłką nożną, nie pasjonuje mnie to. Nie oglądam meczów, nie śledzę na bieżąco, co dzieje się w branży, nie znam nawet jego kolegów z klubu. Czasami Greg coś mi opowiada: „Wiesz, Marco to, Neymar tamto…”. A ja na to: „Ale kto to jest?”. „No nie wierzę! Żartujesz chyba! Przecież to mój kolega z drużyny, gram z nim…”.

Co jeszcze w nowym numerze VIVY! 12/2018?

Celia Jaunat i Grzegorz Krychowiak. Niezwykła historia miłości pięknej Francuzki i najbardziej stylowego piłkarza polskiej reprezentacji. Daria Ładocha, mistrzyni zdrowego gotowania opowiada o gotowaniu, córkach, wielkiej miłości i życiowych zakrętach. Katarzyna Niezgoda, znana bizneswoman wspomina dzieciństwo i rozlicza się z zawiedzioną miłością. A także… MUNDIAL 2018. Żony i narzeczone piłkarzy. Partnerki Neymara, Ronaldo, Messiego…Oto kobiety, które nie chcą być tylko ozdobą swoich mężczyzn. ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Jak nosić najmodniejszy kolor lata?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdami numeru są Grzegorz Krychowiak i Celia Jaunat. Zobacz, co jeszcze w nowej VIVIE!