To już nie jest próba odpowiedzi na pytanie, jak dom mody Jean Paul Gaultier wyglądałby bez Jean Paula Gaultiera za sterami. Duran Lantink znalazł bowiem własny język dla jednego z najbardziej charakterystycznych domów francuskiej mody. Jego trzeci prêt-à-porter dla marki jest mniej nastawiony na szok dla samego szoku, za to pełen pomysłów, które sprawiają, że na ubranie chce się patrzeć dłużej. Bo tutaj prawie nic nie jest dokładnie tym, czym wydaje się na pierwszy rzut oka.
WIDEO…
Klasyka, która przestała być grzeczna
Pokaz otworzył biały płaszcz o zdecydowanej, architektonicznej linii. Ramiona zostały mocno zaznaczone, klapy wyprowadzone wysoko, a cała sylwetka wyglądała tak, jakby klasyczny płaszcz przeszedł przez ręce rzeźbiarza. To ważny gest. Lantink nie odcina się bowiem od krawieckiej tradycji Gaultiera. Przeciwnie – bierze jej najbardziej rozpoznawalne elementy i delikatnie wytrąca je z równowagi.
Podobnie dzieje się z garniturami. Talia zostaje mocno podkreślona, biodra zyskują znaczenie, a marynarki zaczynają przypominać konstrukcje zaprojektowane bardziej do modelowania ciała niż do jego przykrywania. Widać tu jedną z najważniejszych cech Lantinka: ubranie ma zmieniać sylwetkę, a nie tylko ją opisywać.
Gaultier bez nostalgii
W przypadku Jean Paul Gaultier łatwo byłoby stworzyć kolekcję opartą wyłącznie na cytatach. Stożkowy biustonosz, marynarskie paski, gorsety, punkowe skojarzenia – archiwum domu jest tak bogate, że można by z niego korzystać przez lata. Lantink wybiera jednak inną drogę.
Ikoniczny cone bra pojawia się, ale nie jako wielki finał kolekcji. Zostaje wkomponowany w ubrania i potraktowany niemal jak konstrukcyjny element. W niektórych sylwetkach biustonosz staje się częścią wycięć w sukienkach, w innych pojawia się w zestawieniu z denimem. To nie jest rekonstrukcja słynnego looku. Raczej przypomnienie, że pomysł Gaultiera wciąż może być punktem wyjścia do czegoś nowego.
Denim z charakterem
Jednym z najmocniejszych elementów kolekcji jest denim. Jeansy są smukłe, nisko osadzone i dalekie od zwyczajnej garderoby. W jednym z looków guziki zostały przesunięte na bok, przez co spodnie tracą klasyczną symetrię. Zestawiono je z topem odsłaniającym plecy i mocno dekoracyjną formą przy ramionach.
Denim pojawia się też w bardziej przewrotnych konstrukcjach. Lantink traktuje go nie jak codzienny materiał, ale jak tworzywo, które można rozciąć, zdeformować i złożyć na nowo. To bardzo gaultierowskie podejście: zwykły element garderoby nagle zaczyna wyglądać trochę dziwnie. I właśnie dlatego ciekawiej.
Kobiecość nie jest tu oczywista
Sylwetka na wiosnę 2027 jest wyraźnie zarysowana, ale nie chodzi wyłącznie o seksapil. Lantink bawi się sposobem, w jaki ubranie może zmienić proporcje ciała. Talia jest wąska, ramiona szerokie, biodra podkreślone, a czasem konstrukcja stroju niemal tworzy nową figurę.
Pojawiają się krótkie sukienki, długie formy, odkryte plecy, wycięcia i elementy przypominające bieliznę. Są też płaszcze i trencze, które nie zachowują się jak klasyczne okrycia wierzchnie. Jeden z nich ma wbudowany detal przy biuście przypominający konstrukcję gorsetu.
To właśnie tutaj spotykają się dwie osobowości: Gaultier, który przez dekady pytał, dlaczego kobiece ciało musi być przedstawiane w jeden określony sposób, i Lantink, który lubi deformować ubrania, aż zaczynają wyglądać jak coś, czego wcześniej nie widzieliśmy.
Trochę dziwnie. I właśnie o to chodzi
Najciekawsze w tej kolekcji jest jednak to, że Lantink nie próbuje być „grzecznym” następcą Gaultiera. Nie rekonstruuje jego najbardziej znanych momentów. Nie przebiera modelek za bohaterki z archiwalnych pokazów.
Zamiast tego bierze to, co u Gaultiera zawsze było najważniejsze: poczucie humoru, niechęć do oczywistości i przekonanie, że moda może być trochę niewygodnym pytaniem.
Dlatego obok rzeczy naprawdę efektownych są też ubrania, które na pierwszy rzut oka wyglądają niemal zwyczajnie. Marynarka, jeansy, koszula, trencz. Dopiero po chwili widać, że coś się nie zgadza. Klapa jest w innym miejscu. Talia została przesunięta. Materiał układa się inaczej, niż powinien. Ubranie ma dodatkową warstwę albo dziwnie wycięty środek.