Chanel nigdy nie potrzebowało rewolucji. Wystarczyło, że ktoś odważył się spojrzeć na modowe kody z innej perspektywy. Matthieu Blazy po raz kolejny udowadnia, że doskonale rozumie tę zasadę. W swojej najnowszej kolekcji dla francuskiego domu mody nie próbuje zostać kolejnym Karlem Lagerfeldem ani odcinać się od przeszłości. Zamiast tego bierze tweed, żakiet, perły, biżuterię, transparentność i słynną sylwetkę Chanel, a następnie pozwala im… odlecieć.
WIDEO…
Chanel wiosna-lato 2027: Blazy, który doskonale wie, jak sprawić, że cały świat znów całym sercem kocha Chanel
Od debiutu Matthieu Blazy’ego minął właśnie rok. To wystarczająco długo, by przestać mówić o nim jak o projektancie „nowym” i zacząć oceniać kierunek, który rzeczywiście obrał dla Chanel. A ten staje się coraz bardziej wyrazisty.
Blazy nie zamierza budować Chanel od zera. Przeciwnie, jego największą siłą jest umiejętność wyciągania z archiwów tych elementów, które wszyscy znamy, i nadawania im zupełnie innego rytmu. Tweed zostaje tweedem, żakiet pozostaje żakietem, ale sposób ich noszenia zmienia się diametralnie. Klasyka przestaje być mundurem.
W kolekcji wiosna-lato 2027 pojawiają się więc charakterystyczne dla domu marynarki i komplety, ale obok nich także transparentne sukienki, odsłonięte ciało, obniżona talia, warstwy tiulu, frędzle i sylwetki, które trudno byłoby pomylić z zachowawczą Chanel sprzed kilku lat. Blazy nie niszczy kodów marki. On je rozszczelnia.
Podniebne metafory Chanel
Symbolika pokazu była wyjątkowo czytelna. Nad wybiegiem pojawiły się ptaki, a scenografia Grand Palais przeniosła gości w niemal surrealistyczny krajobraz. W kolekcji motyw ptaków wracał w haftach, biżuterii i detalach. Nie chodziło jednak o dekoracyjny motyw sezonu. Ptak stał się metaforą kobiety, która nie chce być definiowana przez jedną rolę.
Chanel rozwinęła skrzydła, a każdy jej krok prowadził ku byciu wolną – niczym ptak
– tłumaczył Blazy.
To zresztą bardzo dobrze pasuje do jego sposobu myślenia o domu. Projektant mówi o wielu wcieleniach jednej kobiety, o różnych tożsamościach, które mogą współistnieć. Gabrielle Chanel nie jest więc dla niego postacią zamkniętą w muzeum. Jest punktem wyjścia.
Blazy kocha kobiety, kobiety kochają jego projekty
Jednym z najbardziej interesujących aspektów kolekcji jest sposób, w jaki Blazy pracuje z kobiecym ciałem. Transparentne jedwabie, muśliny i organza pojawiają się obok sukienek odsłaniających bieliznę. Żakiety zakładane są bezpośrednio na skórę, czasem pokazując brzuch, ramiona, a nawet fragment biustu. To nie jest jednak erotyka dla samej erotyki. U Blazy’ego sensualność jest kolejnym elementem wolności.
Chanel kojarzy się ze swego rodzaju dyscypliną. Żakiet, spódnica, uporządkowana sylwetka, charakterystyczne proporcje. Tym razem projektant pozwala jej się trochę rozsunąć. Talia opada niżej, warstwy zaczynają żyć własnym życiem, a klasyczny tweed przestaje być symbolem formalnego stroju. To Chanel, która nie musi już wyglądać jak Chanel.
Chanel wiosna-lato 2027, fot. Spotlight / Launchmetrics
Tweed z pazurem
Oczywiście nie mogło zabraknąć tweedu. To jeden z tych kodów, których Blazy nie zamierza porzucać. Zamiast kopiować jednak klasyczne komplety, projektant zmienia ich proporcje i sposób stylizowania. Pojawiają się spódnice za kolano, pudełkowe i taliowane żakiety, kamizelki, a nawet smoking. Klasyczne konstrukcje są zestawiane z transparentnymi warstwami, biżuterią i mocnymi detalami. A potem robi się jeszcze ciekawiej.
W kolekcji pojawiają się zwierzęce wzory, w tym charakterystyczne tygrysie pasy, kolorowe dodatki i wielobarwne torebki. To moment, w którym Blazy pozwala sobie na szczególnie dużo. Chanel zaczyna wyglądać trochę jak egzotyczny ptak – nadal elegancki, ale zdecydowanie mniej przewidywalny
Powrót do lat 20. (ale bez nostalgii)
Wśród wielu odniesień do historii pojawia się również charakterystyczna dla lat 20. obniżona talia. Sylwetki typu drop waist przypominają epokę art déco i sukienki kolumnowe, ale nie wyglądają jak kostium. To kolejna ważna cecha pracy Blazy’ego: historia jest dla niego materiałem, nie instrukcją obsługi. Podobnie dzieje się z wieczorowymi kreacjami. Tiulowe warstwy układają się w efektowne konstrukcje, pojawiają się treny unoszące się za modelkami, delikatne materiały i dekoracyjne detale. Jest romantycznie, ale nie słodko. Kobieco, ale bez potrzeby udowadniania kobiecości.
Matthieu Blazy znalazł własny język Chanel
Właśnie dlatego drugi rok Blazy’ego w Chanel wydaje się ciekawszy niż jego debiut. Po pierwszej kolekcji można było jeszcze zastanawiać się, czy projektant rzeczywiście zmieni sposób myślenia o marce. Dziś coraz trudniej mieć wątpliwości. Nie chodzi o to, że Chanel nagle przestało być Chanel. Jest dokładnie odwrotnie. Tweed jest. Żakiet jest. Perły są. Biżuteria jest. Klasyczne komplety są. Są nawet dobrze znane sylwetki, które można rozpoznać bez podpisu. Ale pomiędzy nimi pojawia się coś, czego przez lata tej marce brakowało i jest to lekkość. Blazy nie traktuje dziedzictwa Chanel jak ciężaru. Traktuje je jak skrzydła. I być może właśnie dlatego jego Chanel zaczyna naprawdę latać.