Choć dziś Eryk Kulm należy do rozpoznawalnych aktorów swojego pokolenia, jego droga do sukcesu była pełna trudnych doświadczeń. Po występie w „Kamieniach na szaniec” długo nie otrzymywał kolejnych propozycji. Bywało, że przez cztery lata nie miał pracy aktorskiej. Mimo problemów finansowych potrafił odrzucić dobrze płatną rolę w zagranicznej produkcji, choć dzięki niej mógł wyjść z długów. Takiej konsekwencji nauczył się od ojca, cenionego muzyka jazzowego, który również nie godził się na zawodowe kompromisy. W szczerych wywiadach dla VIVY! Kulm opowiadał nie tylko o trudnych początkach kariery, ale też o wyjątkowej więzi z rodzicami, ich śmierci i sukcesach, których nie zdążył już z nimi świętować.

WIDEO…

player placeholder

Eryk Kulm wychował się wśród jazzu. Ojciec nauczył go czegoś więcej niż muzyki

Zanim zagrał Fryderyka Chopina, sam spędzał długie godziny przy fortepianie. Eryk Kulm urodził się 19 października 1990 roku w Warszawie. Jego ojciec był perkusistą jazzowym i założycielem Quintessence, mama malowała, uczyła francuskiego i oprowadzała wycieczki po stolicy. W rozmowie z VIVĄ! aktor wspominał, że wyniósł z tego domu wrażliwość i szacunek do innych.

Miał trzy lata, gdy zaczął grać na fortepianie. Uczył się przez dziewięć lat, lecz nie został pianistą. Wolał ruch i aktorstwo. Jeszcze w podstawówce trafił na plan „Pręg” Magdaleny Piekorz, później występował w „Barwach szczęścia”. Przez trzy lata próbował dostać się do warszawskiej Akademii Teatralnej.

Zobacz także:

Z dzieciństwa zapamiętał tatę siedzącego obok niego podczas ćwiczeń. Jazzman słuchał, doradzał, motywował. Po latach Kulm wracał do tego wspomnienia, gdy przygotowywał się do roli Chopina. Od ojca nauczył się też, że dla pieniędzy nie trzeba rezygnować z własnych przekonań.

Po „Kamieniach na szaniec” przyszły lata czekania. Pomagali mu rodzice

W 2014 roku Eryk Kulm wcielił się w Jana Rodowicza „Anodę” w filmie „Kamienie na szaniec”. Jednak na kolejne propozycje aktorskie musiał długo czekać. Choć słyszał od reżyserów, że jest utalentowany, jednocześnie uważano go za zbyt charakterystycznego. Zdarzało się, że przez cztery lata nie miał pracy. Trudności zawodowe odbijały się również na jego sytuacji finansowej. Aby się utrzymać, pożyczał pieniądze od rodziców.

„Na swoją szansę czekałem 10 lat” – przyznawał później, wspominając okres zawodowej niepewności. Mimo kolejnych rozczarowań nie chciał jednak rezygnować z własnych przekonań ani przyjmować każdej proponowanej mu roli. Nawet wtedy, gdy oznaczało to dalsze problemy finansowe.

W jednym z wywiadów dla VIVY! aktor opowiedział o propozycji zagrania w dużej zagranicznej produkcji. Mógł zarobić dzięki niej znaczne pieniądze, ale zdecydował się odmówić. Czuł, że rola nie jest dla niego, a przyjęcie jej oznaczałoby działanie wbrew sobie. Zapytany, czy potrafiłby zagrać wyłącznie dla pieniędzy, odpowiedział stanowczo:

„Nigdy! To, co robię, robię z miłości. Z miłości do teatru, kina, w ogóle do mojego zawodu. Odrzuciłem niedawno rolę w dużym zagranicznym filmie. Intuicyjnie czułem, że to nie to. Wiedziałem, że kosztowałaby mnie zbyt dużo, bo przyjąłbym ją wbrew sobie. Nauczyłem się tego od taty”.

Decyzja była tym trudniejsza, że Kulm miał wówczas długi, z których mógłby wyjść dzięki zagranicznemu kontraktowi.

„I wyszedłbym z długów. Ale postąpiłem jak tata” – przyznawał. Tłumaczył, że gdyby zgodził się na udział w produkcji, mimo wewnętrznego sprzeciwu, miałby poczucie, że zdradził własne przekonania. „Czułbym się, jakbym zdradził sam siebie. Swoje ideały”.

Takiej konsekwencji nauczył się od ojca, cenionego muzyka jazzowego. Eryk Kulm senior przez całe życie pozostawał wierny swojej artystycznej drodze. Nie chciał grać niczego poza jazzem, choć otrzymywał propozycje, które mogły znacząco poprawić sytuację finansową rodziny. Mógł dołączyć do znanego zespołu, występować na weselach czy przyjmować komercyjne zlecenia. Nie zdecydował się na żadne z tych rozwiązań.

Syn doskonale pamiętał, że ojcowska bezkompromisowość miała wpływ na domowy budżet. Mimo to sam postępował podobnie. Nawet kiedy zmagał się z długami, a jego kariera nie rozwijała się tak, jak oczekiwał, nie chciał przyjmować propozycji, które rozmijały się z jego wyobrażeniem o aktorstwie. Rodzice wspierali go w tych trudnych latach. Największy zawodowy przełom miał jednak nadejść dopiero później.

ZOBACZ TEŻ: „Doskwiera mi ich nieobecność”. Eryk Kulm szczerze o stracie rodziców. Ujawnił, co pomagało mu w najtrudniejszych chwilach

Eryk Kulm, VIVA! 18/2025
Bartek Wieczorek/Visual Crafters

„Filip” zmienił karierę Eryka Kulma. Na tę szansę czekał latami

Przełom przyszedł wraz z telefonem od Michała Kwiecińskiego. Reżyser znał Kulma z serialu „Bodo” i zaproponował mu tytułową rolę w „Filipie”. Aktor miał pół roku na przygotowania, ale – jak wspominał w VIVIE! – bohater towarzyszył mu w myślach już od przeczytania scenariusza.

"Chodziłem na muay thai, krav magę, boks, cały czas zresztą staram się utrzymać w dobrej formie. Ale są w tym filmie sceny trudne, jak właśnie sceny, w których upokarzane były kobiety. A rodzice wpoili mi też szacunek do ludzi, do zwierząt. Trudne więc było wytworzenie w sobie pewnego rodzaju ciemnej energii, która była mi potrzebna do zagrania Filipa". Aktor cenił też zaufanie Kwiecińskiego, który słuchał jego uwag i pozwalał zmieniać sceny.

Za „Filipa” Kulm otrzymał Nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego, a następnie Orła 2024 za najlepszą główną rolę męską. Film zdobył Srebrne Lwy w Gdyni. W K MAG mówił, że jego reakcją na rozpędzającą się karierę było przede wszystkim poczucie, że wreszcie nadszedł wyczekiwany moment. Podkreślał, że czekał na niego dziesięć, dwanaście lat.

Tych zwycięstw nie mogli już oglądać rodzice, którzy wspierali go w trudnych latach.

Eryk Kulm, VIVA! 18/2025
Bartek Wieczorek/Visual Crafters

„Przy rodzicach byłem prawdziwy”. Nie doczekali jego największych sukcesów

Ojciec Eryka Kulma zmarł w 2019 roku po walce z nowotworem. W rozmowie z VIVĄ! Men aktor opowiadał również o chorobie nowotworowej mamy, która zaczęła się, gdy miał 12 lat. Po śmierci obojga rodziców przeżywał przygnębienie i poczucie osamotnienia. Spadły na niego także obowiązki związane z domem. Mówił, że musiał włożyć wiele wysiłku w poradzenie sobie z trudnymi emocjami.

Nie ukrywał, że czasem płacze i odczuwa smutek. Najbardziej poruszająco opowiadał jednak o bliskości z mamą i tatą. Nie byli dla niego wyłącznie rodzicami – wspominał ich również jak przyjaciół.

„Oni byli moimi ziomkami. Z nimi czułem się najbezpieczniej” – powiedział. Zapytany, czy mógł przy nich być naprawdę sobą, dodał: „Przy rodzicach byłem prawdziwy. Do szpiku. I dlatego nie mieli ze mną łatwo”.

W rozmowie z VIVĄ! Men przyznał, że towarzyszyli mu we wszystkich upadkach i zwycięstwach. Żałował, że nie doczekali tych największych, które wydarzyły się po ich śmierci. Po sukcesie „Filipa” do tych wspomnień doszła świadomość, że zawodowych dobrych wiadomości nie może już przekazać najbliższym.

Kiedy w kolejnym wywiadzie dla VIVY! Katarzyna Piątkowska zapytała go, czy w ważnych chwilach chciałby zadzwonić do ojca, Kulm odpowiedział:

„Przyzwyczaiłem się już do faktu, że rodziców nie ma ze mną i zadzwonić do nich się nie da. Ale doskwiera mi ich nieobecność”.

Aktor mówił też, że ma siostrę, rodzinę i przyjaciół. Wolałby, by cieszyli się przede wszystkim z jego obecności, a nie sukcesów. O trudnych doświadczeniach opowiadał w kontekście ciężkiej pracy, wyrzeczeń i samotnych podróży, które pomagały mu wyjść z roli.

Od fortepianu z tatą do „Chopin, Chopin!”. Eryk Kulm zrezygnował też z „juniora”

Rola Chopina przywołała muzykę, która towarzyszyła Kulmowi od dzieciństwa. Przed zdjęciami wyjechał do Francji i przez 3,5 miesiąca uczył się utworów kompozytora, ćwicząc po sześć godzin dziennie. Nabawił się stanów zapalnych rąk, szyi i pleców.

W wywiadzie dla VIVY! z 2025 roku Katarzyna Piątkowska zapytała Eryka Kulma, czy jego tata byłby z niego dumny. Aktor odpowiedział:

„Myślałem o tym ostatnio. Na pewno byłby szczęśliwy z tego, w jakim jestem momencie. On zawsze mnie pilnował, żebym ćwiczył”.

Dalej wspominał, że ojciec siedział przy nim podczas ćwiczeń na fortepianie, słuchał, doradzał, motywował go i wspierał.

Przy okazji promocji filmu aktor przestał używać dopisku „jr.”. Wcześniej chciał odróżniać się od ojca i dziadka, również noszących imię Eryk. Przed kamerą VIVA.pl powiedział, że „nie chce być kopią swojego ojca”, a następnie wyjaśnił:

„Rodzice dali mi zbiór wartości, ale nie jestem już juniorem. Już wystarczy tego bycia juniorem”.

Eryk Kulm, VIVA! 18/2025
Bartek Wieczorek/Visual Crafters


Źródła: Vogue Polska, VIVA!, VIVA! Men, K MAG, Rzeczpospolita, Filmweb