Jej przeboje podbijały europejskie listy przebojów, a publiczność pokochała ją za energię, charakterystyczny głos i promienny uśmiech. Jednak za spektakularnym sukcesem Kate Ryan kryła się historia, której fani długo nie znali. Miała zaledwie 18 lat, gdy inni zaczęli decydować o jej karierze i wyglądzie. Po latach belgijska gwiazda opowiedziała o osobistych stratach, ogromnej presji i cenie, jaką zapłaciła za życie w blasku reflektorów.

WIDEO…

player placeholder

Kate Ryan miała zaledwie 18 lat, gdy rozpoczęła wielką karierę. O jej przyszłości decydowali inni

Świat muzyki pokochał ją za przebojowość, niezwykłą energię i piosenki, które błyskawicznie stawały się tanecznymi hymnami. „Désenchantée”, „Voyage Voyage” czy „Ella, elle l'a” zapewniły Kate Ryan międzynarodową rozpoznawalność. Zanim jednak stała się jedną z najbardziej charakterystycznych gwiazd europejskiej muzyki dance, była młodą dziewczyną z Belgii, dla której muzyka stanowiła prawdziwą pasję.

Urodzona 22 lipca 1980 roku w Tessenderlo Katrien Verbeeck od najmłodszych lat rozwijała zainteresowania artystyczne. Uczyła się gry na gitarze i fortepianie, a jako nastolatka występowała już w niewielkich klubach. Z czasem zaczęła współpracować z producentami muzycznymi, a jej kariera nabrała tempa.

Zobacz także:

Sukces przyszedł szybko, ale wraz z nim pojawiły się oczekiwania, na które nie była przygotowana. Kate Ryan miała zaledwie 18 lat, gdy zaczęła wkraczać w świat profesjonalnego show-biznesu. Jak dziś wspomina, niemal natychmiast otoczyli ją ludzie przekonani, że wiedzą najlepiej, jak powinna wyglądać, śpiewać i prowadzić swoją karierę.

Czytaj też: Zagrała kultową „Nianię”, dziś ma 69 lat i olśniewa. Fran Drescher zachwyciła świat. Tak dziś wygląda

Kate Ryan
Zawada?AKPA / Kate Ryan

Menedżerowie i przedstawiciele wytwórni ingerowali nie tylko w jej artystyczne wybory, ale również w wizerunek. Słyszała, że powinna być bardziej atrakcyjna, zmieniać brzmienie piosenek, poprawiać refreny i dopisywać kolejne zwrotki. Zamiast swobodnie rozwijać własną twórczość, musiała mierzyć się z nieustanną oceną. Po latach, w rozmowie z WP Kultura, przyznała, że gdyby mogła spotkać młodszą siebie, poradziłaby jej przede wszystkim, by zwolniła i nie ufała bezgranicznie osobom zarządzającym jej karierą. 

„Byłam młoda. To był dla mnie naprawdę trudny czas. Tym bardziej że byłam wtedy kobietą. Wszyscy mówili mi, że muszę wyglądać w określony sposób, że muszę być seksowna, że muszę brzmieć w określony sposób. „Te piosenki nie są wystarczająco dobre. Musisz zmienić refren. Musisz dopisać kolejną zwrotkę". I w pewnym momencie cała pasja do muzyki gdzieś znika, bo każdy ma coś do powiedzenia”, opowiadała w WP Kultura.

Czytaj też: Hollywoodzki gwiazdor rozpływa się nad Marcinem Dorocińskim. Odsłonił też kulisy ich współpracy. Padły niezwykłe słowa

Przełomowym momentem w karierze Kate Ryan okazał się 2002 rok, kiedy światło dzienne ujrzał jej debiutancki album „Different”. To właśnie na tej płycie znalazły się nowe interpretacje przebojów francuskiej artystki Mylène Farmer – „Désenchantée” i „Libertine”. Piosenki błyskawicznie podbiły listy przebojów, przynosząc belgijskiej wokalistce międzynarodowy rozgłos i otwierając drzwi do wielkiego świata muzyki.

Na kolejny rozdział tej historii nie trzeba było długo czekać. 29 marca 2004 roku Kate Ryan zaprezentowała drugi album studyjny „Stronger”. Promowały go single „Only If I”, „Goodbye” oraz „The Promise You Made”, będący jej własną interpretacją utworu zespołu Cock Robin.

Za błyskawicznym awansem do świata wielkiej muzyki kryło się więc doświadczenie młodej kobiety, która dopiero uczyła się stawiać granice.

 Kate Ryan
Jeff Kravitz/FilmMagic / Kate Ryan

Na scenie rozdawała uśmiechy, choć prywatnie przeżywała trudne chwile. Kate Ryan zapłaciła wysoką cenę za sukces

Reflektory, oklaski, kolejne koncerty i tłumy fanów śpiewających razem z nią największe przeboje. Publiczność widziała artystkę pełną życia, doskonale odnajdującą się na scenie. Tymczasem za kulisami rozgrywała się zupełnie inna historia.

Kate Ryan nie ukrywa, że przez lata musiała godzić zawodowe zobowiązania z niezwykle trudnymi osobistymi doświadczeniami. Niezależnie od tego, co przeżywała, oczekiwano od niej uśmiechu, energii i gotowości do występu. „Musiałam cały czas się uśmiechać, nawet kiedy przeżywałam złamane serce. Straciłam mamę, zmagałam się z chorobą. A mimo to wciąż musiałam wychodzić na scenę i występować”, opowiadała w rozmowie z WP Kultura. Dziś mówi o tamtym czasie z niezwykłą szczerością. Przyznaje, że nieustanna praca i presja zaczęły odbijać się na jej zdrowiu. W pewnym momencie organizm odmówił posłuszeństwa. Artystka przez kilka miesięcy nie była w stanie koncertować.

„Harowałam jak szalona. Aż nagle zachorowałam i nie byłam już w stanie występować. Wypadłam na kilka miesięcy”, dodawała. W tamtych trudnych chwilach niepokój o własne zdrowie schodził na dalszy plan. Kate Ryan przyznała, że nawet kiedy zabrakło jej sił do dalszej pracy, myślami wciąż była przy ludziach, którzy na nią liczyli. Najbardziej obawiała się, że nie zdoła sprostać ich oczekiwaniom.

Czytaj też: Joanna Kulig i Jacek Braciak w nowej komedii familijnej. W centrum historii przyjaźń, jakiej nikt się nie spodziewał

Kate Ryan, 2006
Sean Gallup/Getty Images / Kate Ryan, 2006

Kate Ryan podbiła europejskie listy przebojów. Później przyszło rozczarowanie na Eurowizji

Późniejsze przeboje umocniły jej pozycję na europejskiej scenie muzycznej. W 2006 roku Kate Ryan stanęła przed kolejnym wielkim wyzwaniem. Z piosenką „Je t'adore” reprezentowała Belgię podczas Konkursu Piosenki Eurowizji w Atenach. Dla artystki, która miała już za sobą międzynarodowe sukcesy, był to jeden z najbardziej rozpoznawalnych występów w karierze.

Nie wszystko potoczyło się jednak zgodnie z oczekiwaniami. Wokalistka zdobyła 69 punktów i zajęła 12. miejsce w półfinale, nie uzyskując awansu do finału konkursu.

Po latach wróciła do tamtych wydarzeń w rozmowie z WP Kultura. Przyznała, że chętnie ponownie wystąpiłaby na Eurowizji, choć tym razem zdecydowałaby się na zupełnie inne podejście do przygotowań. Wspominając atmosferę towarzyszącą konkursowi, określiła całe doświadczenie jako wyjątkowo chaotyczne. „Zdecydowanie zrobiłabym to jeszcze raz. Ale tym razem zupełnie inaczej, bo wtedy... O mój Boże, to był prawdziwy cyrk”, mówiła w WP Kultura.

Mimo tego rozdziału jej muzyczna historia trwała dalej. W 2007 roku ukazało się „Voyage Voyage”, a w 2008 roku „Ella, elle l'a”. Kolejne utwory zdobywały popularność, przypominając, dlaczego belgijska piosenkarka od lat zajmuje szczególne miejsce w sercach miłośników muzyki tanecznej.

Kate Ryan, Polska, 19.02.2016. Program
TVP/PAP/Ireneusz Sobieszczuk / Kate Ryan, Polska, 19.02.2016. Program

 Kate Ryan po latach mówi o swoich doświadczeniach. Diagnoza pozwoliła jej lepiej zrozumieć siebie

Dopiero z perspektywy czasu Kate Ryan zaczęła inaczej patrzeć na niektóre doświadczenia, które towarzyszyły jej od najmłodszych lat. W szczerym wywiadzie opowiedziała również o zdiagnozowanym ADHD. Jako dziecko często słyszała, że jest niegrzeczna, powinna zachowywać się ciszej i lepiej dopasowywać do oczekiwań otoczenia. Nie rozumiała wówczas, dlaczego pewne sytuacje sprawiają jej trudność. Dopiero późniejsza diagnoza pozwoliła jej spojrzeć na własne zachowanie z innej perspektywy.

Dziś otwarcie mówi o tym doświadczeniu i o uldze, jaką przyniosło jej lepsze zrozumienie siebie. „Wykorzystujesz tego dzieciaka, przecież to po prostu niegrzeczne dziecko". (...) Dziś już wiem. I to jest naprawdę wspaniałe uczucie”, mówiła w komentarzu dla WP Kultura.

Zmieniło się również jej podejście do kariery. Zamiast bezwarunkowo przyjmować sugestie kolejnych osób, coraz wyraźniej dostrzega znaczenie własnych decyzji. Patrząc wstecz, nie ukrywa, że chciałaby oszczędzić młodszej sobie części doświadczeń, które okazały się tak wymagające. Nie przekreśla jednak swojej artystycznej drogi. Nadal tworzy, występuje i spotyka się z publicznością, która towarzyszy jej od lat.

Kate Ryan otwarcie przyznaje, że choć dziś jest silniejsza i bardziej świadoma własnych potrzeb, wciąż nie ma u swojego boku mężczyzny, z którym chciałaby dzielić codzienność. Nie chodzi jedynie o wzajemne zauroczenie, lecz także o zrozumienie specyfiki jej pracy i świata, w którym od lat funkcjonuje. „Dzisiaj czuję się silna, ale nadal jestem singielką. Trudno znaleźć faceta, który spełnia moje oczekiwania i jednocześnie potrafi odnaleźć się w „świecie Kate Ryan”, mówiła w rozmowie z Pytaniem na Śniadanie.

 

Kate Ryan wraca do Polski. Jubileuszowy koncert w Warszawie ma szczególne znaczenie

Dziś przed belgijską gwiazdą kolejny ważny rozdział. Kate Ryan świętuje 25-lecie kariery i przygotowuje wyjątkowy koncert w Warszawie, zaplanowany na 30 października. Jak zapowiedziała w rozmowie z „Pytaniem na śniadanie”, podczas jubileuszowego występu nie zabraknie jej największych przebojów, w tym „Voyage Voyage” i „Désenchantée”. Artystka chce jednak pokazać publiczności nie tylko dobrze znane piosenki, lecz także przypomnieć je w nowej oprawie.

Jubileusz staje się więc nie tylko okazją do wspomnień, ale również do spojrzenia na drogę, którą przeszła. Od młodej dziewczyny z Belgii, której karierą chcieli kierować inni, po doświadczoną artystkę, która potrafi otwarcie opowiadać o własnych wyborach, trudnościach i sukcesach.

Przez lata publiczność znała przede wszystkim jej sceniczne oblicze – pełne energii, uśmiechu i tanecznych rytmów. Dziś Kate Ryan odsłania również tę część swojej historii, która pozostawała poza światłem reflektorów. Bo za każdą wielką karierą stoi człowiek. A za największymi przebojami nie zawsze kryją się wyłącznie piękne wspomnienia.