Szalone liczby
Żeby magia kina się wydarzyła, żeby dać życie bohaterom, żeby widzowie przez dwie godziny 46 minut mogli przenieść się do XIX-wiecznej Warszawy, trzeba było miesięcy przygotowań. Plan trwał 59 dni rozciągniętych od lipca do grudnia. Nie każdy dzień był zdjęciowy, bo były też próby, przygotowania, dokumentacja. Dla porównania polski film fabularny kręcony jest średnio przez mniej niż 30 dni. Każdego dnia na planie zdjęciowym pojawiało się od 160 do 180 osób ekipy technicznej, często ponad 300 statystów, których łącznie było 3300. Uszyto od zera 3500 strojów, w tym 100 kompletów dla aktorów. Było 350 koni i 140 dorożek. Zbudowano scenografię, która miała być zdemontowana tuż po zakończeniu zdjęć, ale wzbudziła tak duże zainteresowanie, że sklep Wokulskiego stał na Krakowskim Przedmieściu jeszcze do lutego i do ostatniego dnia codziennie przychodziło mnóstwo ludzi, by popatrzeć z bliska na to, co już teraz mogą oglądać na ekranie.
WIDEO…
Maja Ostaszewska opowiadała o jednym ze swoich ulubionych doświadczeń: „Obrażona wychodzę ze sklepu Wokulskiego, wsiadam do dorożki i jadę nią przez Krakowskie Przedmieście. Dość długo jak na to, że skończyłam grać już swoją scenę. Powodem była scena, w której kontynuowana jest rozmowa Wokulskiego z Rzeckim, wewnątrz sklepu, a nasza dorożka majaczyła w oknie za nimi. Gdy tak jechaliśmy, patrzyłam przez okno, na ulice, stragany tak pieczołowicie przygotowane, mijałam statystów w strojach z epoki i wtedy najbardziej namacalnie poczułam skalę tego przedsięwzięcia. Szczegół dograny w każdym calu. Rozmach tego przedsięwzięcia, próba jak najwierniejszego odtworzenia realiów XIX-wiecznej Warszawy są imponujące. Bycie częścią tak wielkiego projektu to dla mnie wielka frajda”.
To samo mówi Agata Kulesza: „Bardzo dobrze wspominam ten dzień, kiedy w kółko jeździliśmy z Marcinem Dorocińskim dorożką po Starym Mieście. Aktorstwo jest jak dziecięca zabawa, tylko gramy bardziej skomplikowane postaci”. Z kolei Karolina Gruszka opowiadała: „Mieliśmy konsultacje z zasad XIX-wiecznego savoir-vivre’u. To, zwłaszcza w przypadku takich osób, które przywiązywały do tego dużą wagę, jak Florentyna, było ważne, żeby takie rzeczy wiedzieć i na co szczególnie zwrócić uwagę. Na planie była nawet moja pani profesor z Akademii Teatralnej, która czasami podchodziła do nas i mówiła: »Za duże kroki. Za duże kroki stawiasz!«”.
Niezwykle ważną rolę odegrały też stroje, których zaprojektowanie i wykonanie powierzono Katarzynie Lewińskiej i Tomaszowi Ossolińskiemu. Projektant opowiadał w rozmowie z VIVĄ!: „Atelier Ossoliński znajduje się na wysokim parterze. Żeby sobie ułatwić życie, wciągaliśmy materiały przez okno (śmiech). Zużyliśmy przeszło tonę tkanin”.
Kamila Urzędowska wspominała, że zdarzało się, że w pracowni krawieckiej często musiała stać nieruchomo po kilka godzin: „Ale gdy wychodziłam na plan w nowej sukience, wszyscy się zachwycali. Tomek Ossoliński, który jest wspaniałym artystą, ale też doskonałym rzemieślnikiem, chciał, żeby każda suknia leżała idealnie, bo i Łęcka była na początku idealną lalką. Ważne były nie tylko moje wymiary, ale też to, jak kostium będzie się potem poruszał w kamerze. Wszystko musieliśmy sprawdzić”. A gorsety? Bo przecież kobiety wtedy nosiły gorsety, zanim od 1906 roku słynny projektant Paul Poiret zaczął kobiety z nich wyzwalać. Wszystkie aktorki doświadczyły ich… niewygody. Kamila Urzędowska przyznała, że cztery godziny wytrzymywała bez problemu. Gorzej było, gdy musiała w takiej sukni chodzić nawet 12 godzin. Na jej ciele pojawiały się nawet siniaki. Swoją wytrwałością zdobyła uznanie całej ekipy.
Wszystkie bohaterki podkreśliły, że stroje od razu wpływały na zmianę postawy i na wczucie się w role. Szczególne wspomnienie ma Kamila Urzędowska: „Czułam lekki stres przed pierwszą sceną, jaką miałam nakręcić z Krystyną Jandą. W końcu miałam zagrać z legendą. Gdy pani Krystyna pojawiła się na planie, powiedziała: »O, masz mój gorset!«. Zamarłam, bo pomyślałam, że Tomek Ossoliński się pomylił i źle mnie ubrał. Okazało się, że pani Krystyna oddała mu gorset, w którym grała wiele lat temu, a Tomek pomyślał, że będzie idealnie pasował do Izabeli, do sceny, gdy ciotka, grana przez panią Jandę, ubiera bratanicę na spotkanie. To było dla mnie absolutnie wyjątkowe wydarzenie”.
Karolina Gruszka, Agata Kulesza, Kamila Urzędowska, VIVA! 19/2026.
Rozmach, z jakim ten film został zrealizowany, nie zdarza się w polskim kinie zbyt często. Agata Kulesza mówi, że aktorzy są przyzwyczajeni, że na kinie w Polsce się oszczędza. A Maciej Kawalski podsumowuje: „Czasami jest zaskakujące, jak dużo środków i sił potrzeba do stworzenia podstawowej wiarygodności”. A ta kinowa wersja jest niezwykle wiarygodna. Przeniesie was z pewnością na chwilę do XIX-wiecznej Warszawy i pozwoli zagłębić się w skomplikowane ludzkie losy.
Profesor Ryszard Koziołek pisał o książce: „Ba! My przecież nie możemy być pewni, o czym jest »Lalka«. O miłości i pieniądzach? Oczywiście. Tyle że to pułapka szczwanego pisarskiego lisa, który doskonale wie, że ludzie zawsze będą śledzili historie o tym, czego im najbardziej brakuje. To tylko przynęta; autor tak naprawdę próbuje skłonić czytelnika do zainteresowania się innymi sprawami, daleko ważniejszymi dla Prusa niż romansowo-ekonomiczne perypetie bohaterów. Te »inne sprawy« są dla niego do trzewi wręcz osobiste – dlatego są w powieści tak starannie skrywane. Mówić o sobie i do siebie tak, aby każdy spośród setek tysięcy czytelników, najlepiej przez wieki, miał poczucie, że powieść mówi o nim i do niego – oto przepis na arcydzieło”. Czy film, tak jak literacki pierwowzór, będzie uznany za arcydzieło? Widzowie mają szansę to sprawdzić i zobaczyć, czy tak jak twierdziła Olga Tokarczuk, „»Lalce« czas nic nie zrobił”.
Tekst: Katarzyna Piątkowska
Kostiumy autorstwa Katarzyny Lewińskiej i Tomasza Ossolińskiego. pochodzą z filmu „Lalka”.
Za pomoc w realizacji sesji dziękujemy Łazienkom Królewskim w Warszawie.
Cały tekst w nowym numerze VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 8 października.