Warszawa, mieszkanie przy ul. Klarysewskiej. Jest 1969 r. Do Janiny Porazińskiej przychodzą Ewa Szelburg-Zarembina i Czesław Janczarski. Wręczają jej Order Uśmiechu — odznaczenie przyznawane przez dzieci. Pisarka, która przez całe życie kierowała do najmłodszych swoje opowieści, nie może już zobaczyć wyróżnienia. Straciła wzrok.

WIDEO…

player placeholder

O tym spotkaniu przeczytamy w kwartalniku Towarzystwa Przyjaciół Warszawy „Na Powiślu” z września 2011 r. Na jego stronach Elżbieta Wolffgram odtwarza codzienność pisarki ze wspomnień sąsiadów i ocalałych pamiątek. Wyłania się z nich historia kobiety, która pomagała innym, żyła skromnie, a sama pod koniec życia potrzebowała wsparcia.

Dziewczynka marząca o koniach. Tak zaczęła się historia Janiny Porazińskiej

Urodziła się w Lublinie. W dzieciństwie jeździła na wakacje do dziadków Bielskich w Chrustach. Wśród wiejskiej przyrody poznawała zwyczaje i opowieści, które później stały się ważną częścią jej twórczości. O wpływie tych doświadczeń pisze również Józef Z. Białek w Internetowym Polskim Słowniku Biograficznym.

Zobacz także:

Jako dziewczynka miała jeszcze inną pasję: konie. W autobiograficznej książce „I w sto koni nie dogoni”, przywołanej w „Na Powiślu”, wspominała, że chciała zostać dorożkarzem. Znała lubelskie konie dorożkarskie i nie pozostawała obojętna na ich cierpienie. Wiele lat później sąsiedzi przypomną sobie gesty pokazujące, że ta wrażliwość jej nie opuściła.

Z Lublina trafiła na pensję stryjenki Natalii Porazińskiej w Warszawie. Później studiowała nauki przyrodnicze w Krakowie, na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ostatecznie poświęciła się literaturze. W 1903 r. zadebiutowała na łamach „Wędrowca”, a następnie publikowała w czasopismach dla dzieci.

W 1917 r. współtworzyła „Płomyk”. Redagowała także „Płomyczek”, „Słonko” i „Poranek”. Powstawały kolejne książki: „Kichuś majstra Lepigliny”, „Pamiętnik Czarnego Noska”, „Szewczyk Dratewka” i „Tajemnicze butki”. Jej dorobek obejmował ponad 50 tytułów, a część utworów tłumaczono na języki obce.

Miała jednak również zaskakującą fascynację. Kochała daleką Północ, jej przyrodę, literaturę i muzykę. W tekście „Moje książki i ja” z 1957 roku wyznała: „po moim kraju najbardziej kocham Północ”. Zachwycały ją zorze polarne, śnieżne krajobrazy i ciemne świerkowe lasy. Ceniła twórczość fińskiego kompozytora Jeana Sibeliusa i szwedzkiej pisarki Selmy Lagerlöf. Jej słowa przywołuje Bożena Olszewska w monografii wydanej przez Uniwersytet Opolski.

Ta pasja znalazła odbicie w twórczości. W 1958 r. ukazała się przygotowana przez Porazińską dla polskich dzieci „Kalewala”, opracowanie fińskiego eposu narodowego. Pisarka przekształciła dawne pieśni w przystępną opowieść fantastyczną, wzbogaconą fragmentami wierszowanymi.

Co ciekawe, nie ma potwierdzenia, że znała język fiński. Bożena Olszewska pisze: „Nie wiemy też, czy pisarka znała szwedzki, a tym bardziej fiński”. Badaczka przypuszcza, że autorka korzystała z wersji rosyjskiej. Barbara Białkowska w „Poradniku Bibliotekarza” z 1997 roku wskazuje natomiast przekłady rosyjski i szwedzki jako podstawę opracowania. Podobną informację podaje Katarzyna Piękoś w artykule naukowym opublikowanym w „Studia Scandinavica”. Oznacza to, że Porazińska przybliżyła polskim dzieciom fińską literaturę, choć nie ustalono, by pracowała bezpośrednio z fińskim oryginałem.

Janina Porazińska
Archive PL / ALAMY LIMITED /

Janina Porazińska

Książki osiągały wysokie nakłady. Ona rozdawała zarobione pieniądze

W jej biografii powraca niezwykły kontrast. Z jednej strony liczne wydania książek, rozpoznawalność i nagrody. Z drugiej — skromna codzienność i pieniądze przeznaczane na pomoc innym.

Kwartalnik „Na Powiślu” opisuje kobietę, która nie przywiązywała dużej wagi do własnego majątku. Jak czytamy w opracowaniu, żyła w skromnych warunkach, choć mogła sobie pozwolić na wygodniejsze życie. Zarobione pieniądze rozdawała potrzebującym. Informację tę przytacza także życiorys opublikowany przez Zespół Szkół Specjalnych im. Janiny Porazińskiej w Ignacowie.

Bliscy również mogli liczyć na jej wsparcie. Nie miała własnych dzieci, lecz szczególną troską otaczała siostrę Stefanię Zawadzką i siostrzeńca Włodzimierza. Kwartalnik podaje, że finansowała jego edukację oraz pomogła mu przy budowie domu w Wilanowie.

O jej skromności świadczą także szczegóły zachowane we wspomnieniach. Z „Na Powiślu” dowiadujemy się, że nie pozostawiła po sobie wielu fotografii. Rodzina wspominała również trudności ze znalezieniem odpowiedniego stroju na oficjalne uroczystości. Ten prywatny obraz pisarki różni się od wizerunku znanej, wielokrotnie nagradzanej autorki.

Kot zabrany z powstańczej Warszawy. Co zapamiętali sąsiedzi?

Przed II wojną światową Porazińska mieszkała przy ul. Solec 103, na warszawskim Powiślu. Po upadku Powstania Warszawskiego została wyprowadzona do Pruszkowa. Według opowieści mieszkańców kamienicy, przytoczonej w „Na Powiślu”, zabrała ze sobą kota w koszyczku. To relacja świadków, a nie niezależnie udokumentowany opis jej wyjścia z mieszkania.

Po wojnie mieszkała między innymi w Domu Literata przy Krakowskim Przedmieściu 85. Kiedy wchodzenie po schodach stało się trudne, poprosiła o pomoc w znalezieniu lokalu na parterze. W latach 1958–1968 była sublokatorką w willi Haliny Rudnickiej przy ul. Sułkowskiego 26 na Żoliborzu. Miała tam pokój z kuchnią.

Sąsiedzi pamiętali ją siedzącą w fotelu przy wejściu do mieszkania. Wspominali też, że kupowała kostki cukru i karmiła nimi konie wozaków rozwożących węgiel po Warszawie. Historia wraca więc do jej dziecięcej miłości do koni. Te wspomnienia spisała Elżbieta Wolffgram, rozmawiając z osobami pamiętającymi pisarkę.

Były również koty, które Porazińska uwielbiała. W dedykacji dla Haliny Rudnickiej, zachowanej w egzemplarzu „I w sto koni nie dogoni”, żartobliwie przepraszała za figle kotki Łaciatki. Pozostały fotografie pisarki ze zwierzęciem i opowieści osób, które znały ją poza światem literackich uroczystości.

Pomagała niewidomym dzieciom w Laskach. Później sama straciła wzrok

Jeden z najbardziej poruszających faktów jej biografii dotyczy dzieci, którym pomagała poza swoją twórczością. Według kwartalnika „Na Powiślu” przez wiele lat wspierała niewidome dzieci w Laskach. To samo podaje życiorys przygotowany przez szkołę w Ignacowie. Źródła nie określają dokładnej formy tej pomocy ani przekazywanych kwot.

Wiele utworów Porazińskiej wydano również alfabetem Braille’a. Jej opowieści docierały więc do osób, które nie mogły korzystać ze zwykłego druku. Ten fragment jej życiorysu nabiera szczególnego znaczenia w świetle tego, co spotkało samą pisarkę.

Porazińska cierpiała na coraz poważniejsze problemy ze wzrokiem. Jak podaje szkoła w Ignacowie, kilka lat przed śmiercią całkowicie przestała widzieć z powodu jaskry. Utratę wzroku potwierdza również Internetowy Polski Słownik Biograficzny.

W ostatnich latach siostrzeniec zabrał ją z Żoliborza do domu przy ul. Klarysewskiej w Warszawie. Tam otrzymała odznaczenie, którego historia do dziś pozostaje jednym z najbardziej przejmujących momentów jej biografii.

Order Uśmiechu, którego nie mogła zobaczyć. I pamięć, którą próbowano ocalić

W 1969 r. Janina Porazińska otrzymała Order Uśmiechu o numerze 25. W imieniu Kapituły w jej mieszkaniu wręczyli go Ewa Szelburg-Zarembina i Czesław Janczarski. Kwartalnik „Na Powiślu” podkreśla, że była już wtedy niewidoma. Dzieci uhonorowały autorkę, która nie mogła zobaczyć otrzymanego orderu.

Porazińska zmarła w Warszawie w 1971 r. Zgodnie ze swoim życzeniem spoczęła w grobie rodzinnym na Cmentarzu Powązkowskim. Nie pozostawiła po sobie obszernego archiwum. Jak relacjonowała Elżbieta Wolffgram, na polecenie samej pisarki zniszczono korespondencję z czytelnikami i wydawcami. Ocalały fotografie, rzeczy osobiste, dedykacje i portret namalowany przez Vlastimila Hofmana.

W 1996 r. zorganizowano konkurs ilustracji jej utworów, na który napłynęło ponad 400 prac dzieci. Na budynku przy ul. Sułkowskiego 26 odsłonięto tablicę pamiątkową, a pozostałe po autorce przedmioty wyeksponowano w dawnej szafie na garderobę.

W wydaniu kwartalnika z 2011 r. opisano również inicjatywę stworzenia na warszawskim Powiślu parku jej imienia. Planowano tam rzeźby bohaterów książek oraz alejki nawiązujące nazwami do twórczości pisarki. Elżbieta Wolffgram należała do osób zabiegających o realizację tego pomysłu.

Co pozostaje z tej biografii? Książki, które trafiały do kolejnych czytelników. Fiński epos opracowany dla polskich dzieci. Kot zabrany z wojennej Warszawy, kostki cukru dla koni, pieniądze przeznaczane na pomoc potrzebującym. I Order Uśmiechu, którego pisarka już nie zobaczyła. Jej historia skrywa znacznie więcej niż same tytuły znanych bajek.

Janina Porazińska, Warszawa, 20.1.1964 r.
PAP/CAF/Edmund Uchymiak /

Janina Porazińska, Warszawa, 20.1.1964 r.

Źródła: „Na Powiślu”, kwartalnik Towarzystwa Przyjaciół Warszawy, Oddział Powiśle, nr 20, wrzesień 2011, s. 2–11., Bożena Olszewska, „Kto mi dał skrzydła…” O życiu i działalności Janiny Porazińskiej, Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, 2014, s. 161–163, Katarzyna Piękoś, „Przekłady literatury fińskiej w Polsce do 2016 roku”, „Studia Scandinavica”, 2017, s. 204, Barbara Białkowska, „Janina Porazińska”, „Poradnik Bibliotekarza”, nr 3/1997, s. 3, Józef Z. Białek, „Janina Porazińska”, Internetowy Polski Słownik Biograficzny, Zespół Szkół Specjalnych im. Janiny Porazińskiej w Ignacowie, „Życiorys”.