Monika Olejnik zachęca do badań profilaktycznych

Monika Olejnik szczerze o chorobie
Niedawno dziennikarka udzieliła wywiadu magazynowi Elle. W niezwykle intymnej rozmowie opowiedziała między innymi o swojej chorobie. Zdradziła również, jak dowiedziała się nowotworze. „Badam się regularnie. Do tego mój Tomek pasjonuje się medycyną i ciągle wymyśla nowe badania (śmiech). Rutynowo, jak co roku wiosną, poszłam do mojej pani doktor. Zobaczyła coś niepokojącego w USG i skierowała mnie na rezonans. Byłam przekonana, że to nic wielkiego. Gdy zobaczyłam wynik, nie mogłam uwierzyć, że jest mój. Pomyślałam, że może to pomyłka. Przecież nie mogę mieć raka", wyjaśniała na łamach Elle.
WIDEO…
Monika Olejnik nie ukrywa również, że po usłyszeniu diagnozy jej świat runął, lecz starała się zachować zimną krew. „Mój świat się zawalił. Wszystko działo się szybko, musiałam wziąć się w garść. Same badania określające rodzaj i miejsce nowotworu, a potem wykluczanie przerzutów były wykańczające. Jak zawsze polecieliśmy do Wenecji na otwarcie biennale sztuki – dookoła wspaniałe malarstwo, spotkania z artystami, a ja myślami byłam gdzie indziej. Operacja, ostateczny wybór jej rodzaju, to było dla mnie, Tomka i mojej rodziny wielkie przeżycie. Potem oczekiwanie – jaki to będzie rak, jak złośliwy… – najgorszy czas w moim życiu", mówi.
„Miałam operację w piątek, a w poniedziałek poszłam do pracy. Wiele osób uważało, że za wcześnie. Zrobiłam to, żeby się nie poddać, nie beczeć nad własnym losem, pokazać siłę. Zarówno innym, jak i sobie. Dzisiaj, po miesiącach od operacji, myślę, że na nowotwór nie ma silnych, ale ważne, żeby się nie poddawać. W pewnej chwili czułam, jakbym żyła w dwóch postaciach. Byłam ja – Monika – i obok ta druga osoba, która ma raka. Więc żeby nie rozmyślać, poszłam do pracy", dodała.
CZYTAJ TEŻ: Monika Olejnik wraca do aktywności fizycznej po operacji. Ma ważny apel do obserwujących

Monika Olejnik wyjaśnia, dlaczego opowiedziała o swojej chorobie
W tamtym okresie największym ukojeniem było wsparcie najbliższych osób. „Pomogła mi dobroć, którą dostałam od ludzi. Spotkałam fantastycznych lekarzy, świetne pielęgniarki, ale przede wszystkim podtrzymywali mnie na duchu ci, którzy odzywali się po tym, jak opisałam swoją historię w mediach społecznościowych. Dostałam mnóstwo pozytywnej energii", wyjaśnia. „Mój szef Michał Samul i Brygida Grysiak, wicenaczelna TVN24, zapewnili mi tak ważny dla mnie komfort – powiedzieli, że jeśli nie będę się czuła na siłach nawet na 15 minut przed programem, to nie muszę prowadzić „Kropki nad i”. Wspierając mnie, byli profesjonalnie przygotowani na każdy wariant. Wchodzę do garderoby, a tu Anita Werner: „Monia, super, że już jesteś”, opowiada.
„Ale niezgoda na chorobę została. Żyję higienicznie. Od 15 lat nie jem mięsa, nie palę papierosów, cztery razy w tygodniu chodzę na siłownię, biegam, pływam, czasami tenis, rower, a zimą narty. I kiedy tak dbasz o siebie, to myślisz, że choroba cię nie dotyczy. A okazuje się, że może dotknąć każdego, bo jest cywilizacyjna, związana z genetyką albo innymi aspektami" kontynuuje.
Na łamach magazynu Elle dziennikarka przyznała, że na początku chciała tę informację zachować dla siebie. „Nie chciałam opowiadać o szczegółach operacji – to był mój apel do ludzi, żeby się badali! Bo trzeba iść do lekarza, zadawać pytania, nie bać się, walczyć o siebie. Wcześnie wykryty rak to większe prawdopodobieństwo wyleczenia. Poza tym sport! Systematyczne treningi od ponad 20 lat dały mi ogromną siłę, żeby się nie poddawać. Wiem od lekarzy, że przyniosło to rezultaty. Mówili mi, że nastąpiło coś niesamowitego, nagły szturm na gabinety", mówi.
Życzymy dużo zdrowia.
Źródło: Elle, Plejada.pl.
CZYTAJ TEŻ: Jest silna, waleczna, podejmuje nowe wyzwania. Monika Olejnik po operacji wróciła do Kropki nad i
























