George Michael
Fot. East News
WSPOMNIENIE

George Michael zmagał się z narkotykami, alkoholizmem i problemami zdrowotnymi... 

Dziś muzyk skończyłby 55 lat!

Robert Kozyra 25 czerwca 2018 21:45
George Michael
Fot. East News

Śmierć George'a Michaela był ciosem dla jego fanów na całym świecie. Kiedy informacja trafiła do mediów, nikt nie mógł uwierzyć, w złe wieści. Dziś George Michael skończyłby 55 lat. Przypomnijmy, co pisał o nim w VIVIE! Robert Kozyra w 2011 r., przy okazji koncertu artysty w Polsce. 

George Michael - odwołane koncerty, zapalenie płuc, cysty na strunach głosowych

Dwudziestego drugiego sierpnia 2011 roku George Michael wyruszył w trasę koncertową, grając z lokalnymi orkiestrami symfonicznymi. Siedemnastego września wystąpił we Wrocławiu z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Wrocławskiej. Był pod wrażeniem polskich muzyków. Niestety, w październiku musiał odwołać koncert w Londynie z powodu wirusowej infekcji gardła. Mówi się trudno. Od pierwszej trasy George ciągle odwoływał lub przekładał koncerty. Albo gardło nie wytrzymywało obciążenia śpiewaniem, albo stres odbierał mu głos, albo na strunach głosowych nagle pojawiała się cysta, którą trzeba było operacyjnie usunąć. Wszyscy się przyzwyczaili. Jeśli chodzi o koncertowanie, miał pecha. Dlatego zgadzał się tylko na pojedyncze występy. Alergicznie reagował na myśl o wielomiesięcznym tournée.

Ale 21 listopada miał zagrać w Wiedniu. Obudził się nad ranem z bólem w klatce piersiowej. Lekarz polecił przewieźć go do szpitala. Zdiagnozowano zapalenie płuc wywołane pneumokokami. Stan krytyczny. Próbowano kombinacji leków i stan George’a się ustabilizował. Gdy wydawało się, że zaczyna wychodzić na prostą, pojawiła się niewydolność oddechowa i problemy z sercem. Zapaść. Przeniesiono go na oddział intensywnej terapii, wprowadzono w śpiączkę farmakologiczną, a czynności życiowe zaczęła podtrzymywać specjalistyczna aparatura. 

Akurat 24 listopada minęło 20 lat od śmierci Freddiego Mercury’ego. Media odkopały informację, że jej przyczyną było odoskrzelowe zapalenie płuc będące powikłaniem AIDS. I się zaczęło. Tabloidy, nie oglądając się na wyniki badań, spekulowały, że George też umiera na AIDS. Świat wstrzymał oddech.

Przygodny seks i strach przed HIV

Kilka lat temu George Michael udzielił wywiadu BBC. Długo opowiadał, jak ważna jest walka z AIDS. Ale zapytany o testy na obecność wirusa HIV, odpowiedział: „Ostatni robiłem w 2004 roku. Następnego nie zrobię, bo boję się wyniku”. Po nagraniu wywiadu menedżer artysty zabronił jego wykorzystywania. Z kolei Piers Morgan, brytyjski dziennikarz, który bez większego sukcesu zastąpił Larry’ego Kinga w CNN, wypaplał, że piosenkarz zwierzył mu się, że w ciągu ostatnich siedmiu lat miał prawie 500 partnerów. Nie jest tajemnicą, że George ma duże libido i lubi przygodny seks. Nawet bycie w związku nie przeszkadza mu poszukiwać przygód. Ale prawdą jest też, że bez względu na to, jak wielką jest gwiazdą, wyruszając w ubezpieczaną na kilkadziesiąt milionów euro trasę koncertową, musi poddać się gruntownym badaniom. Inaczej ubezpieczyciel nie weźmie na siebie ryzyka. Nawet gdyby George naprawdę był nosicielem HIV, przy dzisiejszym stanie medycyny wcale nie jest tak łatwo umrzeć na AIDS. 

George Michael miał szczęście w nieszczęściu, że zachorował w Wiedniu, bo tam znajduje się najlepszy w Europie szpital chorób płucnych. Dziś jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Będzie żył. Ale czy będzie śpiewał? Istnieje ryzyko, że sprzęt, który uratował mu życie, uszkodził mu struny głosowe i pozbawił jego głos charakterystycznej barwy. Na razie George jest wycieńczony. Jak odzyska siły, zacznie uczyć się mówić. O śpiewaniu przez najbliższe pół roku nie ma mowy.

Początki kariery i rodzinne dramaty

Dzień, w którym urodził się George Michael, był dla jego matki dniem szczęścia i rozpaczy. Zaraz po porodzie dowiedziała się, że jej brat odebrał sobie życie. Był homoseksualistą. Nie wytrzymał ciągłych podejrzeń i w końcu się powiesił. O powodach samobójstwa wuja opowiedziała George’owi dopiero, kiedy ten był dorosły. Domyślała się skłonności syna i panicznie bała się, że historia może się powtórzyć. On sam był silnie związany z matką. To ona dostrzegła jego talent, zapisała go na lekcje gry na skrzypcach, zachwycała się jego śpiewaniem. Jako dziecko George był bardzo nieśmiały. W nabraniu pewności siebie nie pomagał mu wygląd. Karmiony stekami, frytkami i ciastami, wyglądał jak tocząca się kulka. Nosił też okulary jak denka od butelek. Dopiero w szkole średniej zaczął się odchudzać, a okulary zastąpił szkłami kontaktowymi. Był to wówczas wydatek prawie jak kupno telewizora. Ale wiedział, że to dobra decyzja. Już wówczas grał z Andrew Ridgeleyem, z którym wkrótce założył Wham! Ich utwory stawały się przebojami. „Wake Me Up Before You Go-Go” zmieniło pop lat 80. Mimo że branża śmiała się z nich i nazywała „plastikowymi kolesiami z pomarańczową opalenizną”, to właśnie Wham! był pierwszym zachodnim zespołem, który miał tour w Chinach.

I tak nagle z zakompleksionego chłopaka George zmienił się w przystojniaka, za którym szalały fanki na całym świecie. Talent do pisania chwytliwych piosenek sprawił, że mając 21 lat, był bogatym człowiekiem. A nie ma nic gorszego niż mieszanka młodości, niedojrzałości, pieniędzy i popularności. Woda sodowa uderzyła mu do głowy. Potrafił wsiąść do kabrioletu, pojechać do centrum Londynu, wbić się w największy korek i na cały regulator puszczać swoje piosenki. Trudno się dziwić, że nie tylko branża zaczęła mówić o nim: „głupi dupek”.

Stawał się coraz bardziej pewny siebie jako artysta i biznesmen. Nie tylko komponował, ale też decydował, jak mają wyglądać teledyski Wham!, promocja, kto i jak ma ich reprezentować. Zaczął go irytować Andrew, którego przerosła błyskotliwość, energia i twórcza kreatywność Michaela. George szukał pretekstu do rozstania, ale nie chciał zaryzykować wszystkiego, co zbudował, tworząc zespół. Żeby sprawdzić, jak publiczność zareaguje na niego jako solistę, balladę „Careless Whisper” wydał pod swoim nazwiskiem. To nie była już leciutka pioseneczka, lecz prawdziwy klasyk. Singiel kupiło sześć milionów osób. Nikt nie miał wątpliwości, że George dojrzał. On natomiast przekonał się, że może pójść własną drogą.

Szczęście go nie opuszczało. Kiedy komponował piosenki na swoją solową płytę, zadzwoniła do niego Aretha Franklin. Zapytała, czy zechciałby zaśpiewać z nią w duecie. To było jak prezent od losu. Czyż może być coś lepszego, by pokazać, że nie jest się tylko rozkapryszonym idolem rozhisteryzowanych małolatów, niż duet z legendą soulu? „I Knew You Were Waiting for Me” od razu stało się najczęściej granym numerem na świecie, a dla Arethy Franklin pierwszym „number one” w Stanach od 20 lat. George tryumfował. Wzruszona Aretha zadzwoniła do niego z podziękowaniem: „Jesteś moim aniołem”.

George Michael i kobiety

Idąc za ciosem, George Michael wydał „Faith” – płytę, która nie tylko przesunęła go do pierwszej ligi artystów, ale także wpłynęła na styl noszenia się końca lat 80. Stał się niekwestionowaną gwiazdą, równie popularną i cenioną jak Michael Jackson czy Madonna. Zmienił swój wygląd na bardziej macho. Skórzana kurtka, okulary lustrzanki, dżinsy i trzydniowy zarost stały się cool. Sprzedaż przycinaczy do zarostu wzrosła na świecie sześciokrotnie. Michael wiedział, że się podoba, i zaczął to wykorzystywać. Album promował kontrowersyjny teledysk do „I Want Your Sex”, w którym półnagi George zaczyna grę wstępną z tajemniczą kobietą. Zakaz jego pokazywania był darmową reklamą. Dla większości kobiet George stał się ideałem mężczyzny. Również dla księżnej Diany, która była nim zafascynowana. Kiedy się już poznali, aranżowała sytuacje, by zostali sam na sam. On jednak skutecznie unikał Diany i innych kobiet. Coraz mocniej uświadamiał sobie, że podobają mu się faceci. Zdał sobie sprawę, że wpadł w pułapkę, którą sam przygotował. Z sukcesem sprzedał światu nieprawdziwą wersję siebie – bo ani nie był takim macho, ani nie interesowały go kobiety. Postanowił z tym skończyć i ograniczyć się do nagrywania płyt, bez udziału w ich promocji. Miał już na tyle silną pozycję i dość pieniędzy, by sobie na to pozwolić. Ale dla szefów wytwórni ta decyzja była irracjonalna. Nie rozumieli, jak można – będąc na szczycie i mając niekwestionowany talent – nie promować tego, co się nagra. Nawet Frank Sinatra napisał do niego list, żeby się opamiętał.

George Michael był nieugięty. Publiczność potraktowała pomysł, by zamiast niego w teledysku do „Freedom! ’90” wystąpiło pięć top modelek, jako intrygujący zabieg artystyczny. Ale na dłuższą metę brak Michaela okazał się błędem. Płyta „Listen without Prejudice Vol. 1” sprzedała się słabo. Artysta obwiniał wytwórnię, ta – jego. W końcu zażądał rozwiązania kontraktu, jednak wytwórnia odmówiła. Michela rozjuszyły sugestie, że powinien pisać prostsze piosenki i nie wspierać akcji na rzecz walki z AIDS, „bo akurat on powinien trzymać się z dala od tego, co kojarzone jest z pedałami”. I tak jest zbyt dużo spekulacji na temat tego, z kim idzie do łóżka. George zagroził, że przestanie nagrywać do 2003 roku, aż kontrakt wygaśnie. Wynajął prawników, na których wydał sześć milionów funtów. Był twardym negocjatorem. Konflikt z Sony trwał trzy lata. Śledził go cały show-biznes, bo gdyby Michaelowi udało się zerwać kontrakt, artyści poszliby w jego ślady.

George Michael i mężczyźni

Stanowczość i konsekwencja opłaciły się – George Michael zmusił Sony do dania mu tego, co chciał. Stał się wolnym artystą. Wiele się też zmieniło w jego życiu prywatnym. Poznał człowieka, z którym stworzył pierwszy prawdziwy związek. Jego partnerem był Brazylijczyk, projektant Anselmo Feleppa. Po raz pierwszy George był szczęśliwie zakochany. Potrafił wysłać po Anselma samolot na drugi koniec świata, żeby choć przez chwilę mogli być razem. Kiedy wydawało się, że wszystko zaczyna się układać, Anselmo zachorował i po kilku miesiącach zmarł na wylew krwi do mózgu wskutek powikłań AIDS. Śmierć partnera, a także wielotygodniowe oczekiwanie na wyniki testu, wpędziły George’a w depresję. Był pewny, że złapał HIV. Zaczął brać silne psychotropy. 

Okazało się, że jest zdrowy, ale nadal żył na krawędzi. Nie palił już marihuany incydentalnie, by się rozluźnić i stymulować kreatywność, ale nałogowo, nawet 25 skrętów dziennie. Zaczął brać kokainę. Był w takim stanie, że trudno było nawiązać z nim kontakt. Odsuwał od siebie wszystkich, nie chciał od nikogo pomocy. I kiedy wydawało się, że nic nie uchroni go od totalnego upadku, los ponownie wyciągnął do niego dłoń. Poznał fajnego chłopaka. Kenny był trenerem fitnessu w jednym z klubów w Los Angeles. To wydaje się niemożliwe, ale nie rozpoznał on George’a i zapytał go, kim jest i czym się zajmuje. Udało mu się skupić na sobie uwagę Michaela, nawiązać z nim więź i pomóc wrócić do pionu. Po kilku tygodniach Michael był pewien, że Kenny Goss to facet jego życia. Jechał samochodem i postanowił zadzwonić do matki, by powiedzieć jej, że spotkał kogoś, z kim jest mu dobrze. Jednak jego szczęście błyskawicznie uleciało, gdy matka powiedziała mu, że ma raka skóry. George po raz kolejny przekonał się, że w jego życiu radosnym zdarzeniom zawsze towarzyszą tragiczne. Matka zapewniała go, że wszystko jest pod kontrolą i nie powinien się o nią martwić. Bardzo chciała, żeby cieszył się życiem. Zmarła siedem miesięcy później, a Michael znowu wpadł w poważną depresję. Zaczął pić, coraz częściej sięgał po narkotyki. W końcu został aresztowany w Los Angeles i oskarżony o czyny lubieżne po tym, jak w publicznej toalecie próbował nakłonić faceta, żeby pokazał mu penisa. Mężczyzna, niestety, okazał się tajniakiem. W ten spektakularny sposób świat dowiedział się, że Michael jest gejem, a Kenny – że jego partnerowi seks w związku nie wystarcza. Żeby ograć jakoś ten nieprzyjemny incydent, George nagrał wideo do „Outside”, w którym w karykaturalny sposób opowiedział, jak to było w tej toalecie. Policjant, którego sparodiował, podał go do sądu, domagając się 10 milionów dolarów odszkodowania za to, że „został publicznie wyśmiany i nie był zdolny dłużej do wykonywania swojej pracy”. Sprawę przegrał.

Związek George’a i Kenny’ego skończył się po 15 latach. Powiedział o tym sam artysta na początku tegorocznej trasy „Symphonica”. Czy jest ktoś nowy? Prasa twierdzi, że obecnym partnerem piosenkarza jest Libańczyk Fadi Fawaz, ale według przyjaciół George’a to tylko przelotna znajomość.

George Michael - narkotyki i alkohol

Przez wiele miesięcy 2005 roku namawiałem George’a Michaela, żeby nagrał reklamę dla firmy, którą kierowałem. Odrzucał wszystkie pomysły. Jest bardzo uparty i nie da się przekonać do niczego, co mu się nie podoba, czego nie czuje. Z uśmiechem mówił: „Nie”, ale ja nie odpuszczałem. W końcu cud – jeden z projektów spodobał się. Nie mogłem uwierzyć. Udało się! Jego prawnicy byli w szoku, gdy okazało się, że George Michael – przeciwnik komercyjnego wykorzystywania swojego wizerunku – zrobi  wyjątek! Umówiliśmy się na nagranie reklamy w marcu w Londynie. I, niestety, pod koniec lutego zadzwonił do mnie jego zdenerwowany menedżer: „Bardzo mi przykro, ale George miał wypadek samochodowy. Musimy odwołać nagranie”. Pomyślałem: Co za pech! Nie był to jednak pierwszy ani ostatni wypadek; miał kilka podobnych, policja zatrzymała go też za posiadanie narkotyków. Siadał za kółkiem pod wpływem marihuany wymieszanej z antydepresantami i alkoholem. Nie pomogło zabranie prawa jazdy ani nakazane przez sąd prace publiczne. George, który ma tendencje do życia na krawędzi, lekceważył prawo i bezpieczeństwo. W końcu, prowadząc pod wpływem narkotyków i alkoholu, wjechał w mały sklep. Na szczęście nic się nikomu nie stało. Sąd jednak zdecydował się potraktować go surowo i skazał na osiem tygodni odsiadki. Prosto z sali rozpraw przewieziono go do więzienia o zaostrzonym rygorze. Kiedy, płacząc, przestraszony wchodził do więzienia, ponad 1200 skazanych przywitało go, śpiewając „Freedom”. George fatalnie zniósł odsiadkę. Nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje. Był w takim stanie, że szefowie więzienia byli przerażeni, że może popełnić samobójstwo. Po trzech dniach został przeniesiony do placówki o złagodzonym rygorze, a po 28 wyszedł na wolność. Pierwsze, co zrobił, to pojechał na grób matki.

Aby wypełnić dni i nie ulec pokusie nicnierobienia, George zaczął przygotowywać trasę „Symphonica”, w ramach której miał dać 47 koncertów. W Wiedniu przerwała ją choroba.

George Michael: sprzedaż płyt i kontrowersje

Wyjątkowość George’a Michaela jako artysty polega na połączeniu niezwykłego talentu wokalnego z kompozytorskim. Ma łatwość pisania chwytliwych piosenek, choć coraz rzadziej chce z tego korzystać. „Last Christmas” skomponował, oglądając wyjątkowo nudny mecz piłki nożnej. Ta piosenka zarobiła już ponad 30 milionów dolarów. George ma bardzo silny głos o operowej skali, wyjątkowej melodyjności, lekkości i barwie. Należy do ostatniego pokolenia artystów, którzy mogą poszczycić się sprzedażą ponad 100 milionów płyt. Mimo że gra na wielu instrumentach, z trudem czyta nuty. Za to potrafi zanucić wszystko. Jego perfekcjonizm jest często nie do zniesienia, choć na ogół przynosi fenomenalne rezultaty. Jest bardzo pracowity. Uparty, ale i nieprzewidywalny. Bez żadnych zahamowań mówi, co myśli. Również o politykach. O Margaret Thatcher powiedział: „Głupia krowa, która wielu zniszczyła życie”. Tony’ego Blaira sparodiował w teledysku do „Shoot the Dog” jako pieska Busha, który robi wszystko, co każe jego pan. Busha z kolei przedstawił jako idiotę. I choć wszyscy wokół mówili, że posuwa się za daleko, zrobił, co chciał. Cały on. Nie lubi wywiadów, ale chętnie bierze udział w akcjach charytatywnych.

Ale choć wspiął się na szczyt i od lat utrzymuje się na nim, ma kompleksy, jak każdy. Miał naturalne skłonności do tycia. Nie znosił tego. Chwile, kiedy był szczupły, okupione były ostrą dietą i codziennymi wielogodzinnymi ćwiczeniami. Miał swoje lepsze i gorsze okresy – na przykład podczas nagrania teledysku do „I Want Your Sex” miał tak wielki brzuch, że nakręcono tylko zbliżenia jego twarzy. W pozostałych scenach zastąpił go dubler. Niestety, narkotyki i duże ilości alkoholu spowodowały, że przestał panować nad swoim ciałem. Widziałem go na koncercie cztery razy. Za pierwszym razem nie mogłem uwierzyć, jak dobrze śpiewa i… jak dużo mówi pomiędzy utworami. W dobie kiedy aż strach pójść na koncert, bo większość artystów, którzy dziś odnoszą sukces, nagrywa płyty dzięki technice w studiu, a nie głosowi, George Michael jest wyjątkiem. Ostatni raz widziałem go we Wrocławiu. Był w rewelacyjnej formie. Lepszej niż kiedykolwiek. Jego lekkość i siła w śpiewaniu były porażające. Nie było nawet chwili, by markował, oszczędzając się. On wszystko robił na 100 procent. 

Robert Kozyra / VIVA!

Wideo

Byli małżeństwem przez 3 lata. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

„Macierzyństwo dało mi poczucie sensu. Teraz patrzę na synka i myślę: Gośka, przecież to on jest twoją przyszłością”, mówi MAŁGORZATA KOŻUCHOWSKA. GOŁDA TENCER i DAWID SZURMIEJ. Matka i syn. Co jest podstawą ich wyjątkowej relacji i historycznej misji? CATHERINE DENEUVE – gwiazda, która zawsze była sobą. STAN BORYS i ANNA MALEADY – wszystko, co robią „z powodu miłości” do siebie.