Anna Przybylska, VIVA! grudzień 2011
Fot. Marlena Bielińska/MOVE
WSPOMNIENIE

Tak odchodziła Ania Przybylska. Mama i siostra o ostatnich chwilach aktorki

„Dwie łzy spłynęły jej po policzku.(…) I w końcu widzę, że wzięła ostatni oddech”

Konrad Szczęsny 5 października 2020 14:04
Anna Przybylska, VIVA! grudzień 2011
Fot. Marlena Bielińska/MOVE

Zgasła sześć lat temu po 18 miesiącach walki z rakiem trzustki. Otoczona bliskimi, w zaciszu swojego ukochanego domu w Gdyni. Ania Przybylska miała zaledwie 35 lat. Osierociła trójkę dzieci: Oliwię, Szymona i Jasia. Pustki, którą pozostawiła, nie wypełni nikt i nic. O jej ostatnich chwilach w wywiadach opowiedziały jakiś czas temu mama Krystyna oraz siostra Agnieszka. Tak odchodziła uwielbiana przez miliony aktorka...

Choroba Ani Przybylskiej: dowiedziała się o niej przez przypadek

Diagnoza zabrzmiała jak wyrok. W 2013 roku Ania Przybylska dowiedziała się, że ma raka trzustki. Od długiego czasu narzekała na ból pleców. W końcu zdecydowała się na badania. Nie spodziewała się jednak, że zmiana, którą wykryto, jest nowotworem złośliwym.

„Zadzwoniła do mnie i mówi: „Słuchaj, coś mnie pobolewa. Zrobiłam gastroskopię, ale tam nic nie było. Zrobiłam USG, i jest coś do przeleczenia. Taki stan zapalny, ma zniknąć po dwóch tygodniach”. Ale to nie zniknęło.

To był piątek, godzina 12. „W poniedziałek przyjdziesz do mnie na tomografię”, uspokajałam. Ona była niecierpliwa, zadzwoniła jeszcze raz: „A jak ja bym rezonans zrobiła?”. „Gdzie ja ci przed weekendem rezonans załatwię?”. „Zapłacę. Zadzwoń do koleżanek, niech mnie jutro przyjmą”. Zadzwoniłam i niby w żartach mówię do znajomej doktor: „Ale jakby coś było, to mi powiedz”. „Przestań, gdzie, u młodej dziewczyny?!”, wspominała w rozmowie z Anną Maruszeczko dla „Urody Życia” Agnieszka Kubera.

Niestety, okazało się, że aktorka miała rację. W jej organizmie wykryto zmianę na trzustce.

„Następnego dnia Ania zadzwoniła, żebym popilnowała dzieci, a sama pojechała na badania. Zanim wróciła, lekarka zdążyła do mnie zadzwonić: „Tu coś jest – mówi – ale na razie się nie martw, bo jeśli nawet, to pewnie zmiana łagodna”. Na to wchodzi Ania: „Wiesz co, doktor powiedziała, że tam nic nie ma”. Potem wróciłam do rozmowy z lekarzem: „Przecież nie powiem dziewczynie, która wsiada do auta, że ja już coś widzę”. Wieczorem zadzwoniła, że musimy Ance załatwić wizytę u chirurga. Zrobili jej kolejne USG, ale cały czas obowiązywała wersja o zmianie łagodnej. Dopiero na stole operacyjnym okazało się co innego”, ujawniła siostra Ani Przybylskiej.

To, jak poważna jest zmiana, wyszło na jaw dopiero półtora miesiąca później. 

„Mogła być operowana za dwa tygodnie, ale miała jakiś projekt do dokończenia. Po operacji lekarz powiedział: „Mam dwie wiadomości. Jedna jest taka, że zmiana została całkowicie wycięta, z marginesem, a druga – że wnioskując z koloru, kształtu i konsystencji, nie jest to zmiana łagodna”. Nikt się nie spodziewał, że to będzie rak, najwyżej coś, co można przeleczyć na przykład hormonami. Jeszcze do niej mówię: „Anka, jak ty z pięć kilo przytyjesz, to nikt tego nawet nie zauważy”. Przeliczyliśmy się”, mówiła rozżalona Agnieszka Kubera.

Walka o jej życie trwała 18 miesięcy. Jak na pacjentów z tym typem nowotworu - to i tak długi czas.

„Powiem szczerze: myśmy myśleli, że komu jak komu, jej się musi udać. Mówiłam: „Anka, bez przesady… Robota, talent, uroda, fajne dzieci i facet. Wszystko jest. To z chorobą sobie nie poradzisz?”. Potem, gdy już wiedzieliśmy, że jest niefajnie, uczepiliśmy się statystyk. „Na bank jesteś w tych dwóch procentach, które dożywają pięciu lat!”. Pięć lat to dużo. Wszystko może się zmienić w leczeniu. Później się okazało, że niefajnie jest być w tych dwóch procentach”.

Dlaczego?

„Bo przez jakiś czas jest stabilnie, a potem wszystko się na człowieka sypie. Kiedyś Anka powiedziała, a jeszcze nie była tak strasznie wymęczona chorobą: „Przychodzi taki moment, kiedy pacjent chce umrzeć, a i rodzina chce, żeby odszedł”. Pamiętam to jak dziś. Siedziała w kuchni przy stole i piła herbatę ze swoją agentką Gosią. Jarek karmił Jasia, a ja, połykając łzy, nakładałam coś na talerz”, wspominała.

Dodała, że według niej objawy choroby występowały już znacznie wcześniej. Jednym z nich była depresja. 

„My teraz jesteśmy tacy mądrzy. Ania była bardzo szczupła. Miała ciągle rozpięte spodnie, bo ją coś gniotło, uwierało. Trzy lata przed rozpoznaniem strasznie schudła. „Anka, nie przesadzasz z tym spinningiem?”. Ona potrafiła ćwiczyć rano i wieczorem. Mówiłam: „To jest chore. Dziecko, ty w ciuchy córki zaraz się zmieścisz”. Lubiła jeść, ale zawsze to odchorowała. To poleżała sobie na prawym boku, to na lewym…”, zwierzała się siostra Ani Przybylskiej.

Ostatnie dni życia Ani Przybylskiej. Tak zgasła 

Przez cały okres – od momentu diagnozy do śmierci – rodzina była skupiona tylko na aktorce. Pomagali jej partnerowi w domowych obowiązkach i opiece nad dziećmi. I dodała, że spodziewała się najgorszego, gdy tylko usłyszała potworną diagnozę.

„Koncentrowałam się tylko na tym, jak wyglądała, co jadła i czy w ogóle jadła, czy wzięła lek, za ile wróci ból. Nie myślało się o zakupach, o dzieciach, o niczym [...] Patrzyłam, jak cierpi. Wiedziałam, że z tego nie wyjdzie. Wiedziałam, że tak to się skończy, nie byłam tylko pewna, kiedy. Ale gdzieś tam w tyle głowy słyszałam: „Może zostanę pozytywnie zaskoczona? Ale nie, to nie może być bajka”. Z perspektywy czasu myślę, że zrobiliśmy duży błąd, nie wysyłając jej do Chin”, rozmyślała Agnieszka Kubera.

Tam aktorka miała przejść zabieg przeszczepu komórek macierzystych. Rodzina do tej pory nie może sobie wybaczyć, że nie zdecydowali się na ten krok.

„Nie mieliśmy pewności, nie było determinacji. Potem Ania dostała chemię, trochę lepiej się poczuła. Potem żyła programem naukowym w Stanach. A czas uciekał. Myślę, że gdyby to miało się drugi raz w życiu przytrafić, to chyba bym zastawiła dom, samochody i pojechała, niech się dzieje, co chce. Bo w Szwajcarii to tak z automatu do niej podeszli, rokowania, statystyki, „decyzja należy do pani”. Program amerykański też okazał się nie taki cudowny, jak się wydawało”, tłumaczyła Agnieszka Kubera.

Sam dzień śmierci Ani Przybylskiej przyszedł nagle, choć jej bliscy przeczuwali koniec już od jakiegoś czasu. Była już wówczas bardzo słaba. Niewyobrażalnie cierpiała.

„Panicznie bałam się, że Ania może umrzeć w domu, przy nas. Wydawało mi się, że nie zniosłabym tego. A to przyszło naturalnie. Telefon zadzwonił, gdy byłam w wannie. Jarek: „Siostra, jak chcesz zobaczyć jeszcze Ankę, to wsiadaj w samochód i jedź na sygnale”. Człowiek myśli: „Boże, żeby to się już skończyło”, ale z drugiej strony: „Niech to trwa, bo co to będzie dalej?”, podkreślała siostra aktorki.

Śmierć Ani Przybylskiej: „dwie łzy spłynęła jej po policzku. I w końcu widzę, że wzięła ostatni oddech”

5 października 2014 roku. Trójka dzieci Ani Przybylskiej przebywa u jej teściowej, Lidii. Przy łóżku czuwa mama, partner i siostra. To oni opiekowali się nią przez ostatnich 18 miesięcy. Patrzyli, jak gaśnie, ale do końca wierzyli, że tę walkę wygra. Aż w końcu nadszedł kres. Był ciepły niedzielny dzień, 15.18. Mimo że już od jakiegoś czasu była słaba, nikt nie sądził, ze zgaśnie tak nagle.

„Miała cichy oddech niewinnego, bezradnego dziecka. Dwie łzy spłynęły jej po policzku.(…) Anusia, damy radę, jest wszystko dobrze, jest Jarek, jest Agnieszka, zaraz przyjadą dzieci”. I w końcu widzę, że wzięła ostatni oddech”, wspominała poruszona Krystyna Przybylska, mam aktorki, w rozmowie z Dorotą Wodecką dla „Wysokich Obcasów Extra”.

Mimo ogromnego bólu i poczucia pustki, musieli przystąpić do załatwiania formalności. 

„Przecież trzeba wezwać pogotowie. A potem Anię przebrać. W co? Okazało się, że do trumny jest inne ubranie, a do przewiezienia zwłok inne. Agnieszka przyniosła ulubione spodnie Ani, skarpety do kolan, lubiła takie wełniane, pomarszczone i nową czapeczkę. Nakupowała sobie tych czapek mnóstwo, bo trzy tygodnie wcześniej zgoliła głowę”, zwierzała się.

Karetkę wezwano później. Bano się medialnego zgiełku, ogromnego zainteresowania. Tego jednak nie dało się uniknąć...

„O godzinie 21. przyjechali po Anię. Późno, bo nie chcieliśmy, żeby była sensacja. Ale paparazzi już stali pod domem. Płonęły znicze. I wie pani, nie ma nic gorszego niż zabranie dziecka w worku. Do teraz słyszę ten trzask zasuwanych zamków i zapinanych pasów po bokach. Jedno, co było humanitarne, akurat może w przypadku Ani, to że był to biały worek, nie czarny”, podkreśliła Krystyna Przybylska.

Dopiero gdy karetka odjechała do najbliższych Ani Przybylskiej dotarło, że już jej nie ma... „Zostało puste łóżko i suszarka do włosów wisząca z boku”, mówiła poruszona.

Do tej pory wizyty w domu aktorki w Gdyni są dla niej bardzo trudne...  

Ania Przybylska zgasła po długiej walce z chorobą 5 października 2014 roku:

Jarosław Bieniuk, Anna Przybylska, VIVA! maj 2017, main topic
Fot. Zuza Krajewska/LAF AM

Ania Przybylska w chwili śmierci miała 35 lat. Osierociła trójkę dzieci: Oliwię, Szymona i Jasia:

Anna Przybylska
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

Wideo

Paweł Królikowski zostawił najpiękniejszy możliwy testament. Żona opowiedziała o szczegółach

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

EWA CHODAKOWSKA I LEFTERIS KAVOUKIS o balansie, jaki dała im pandemia, domu w Warszawie i… raju w Atenach. Co takiego wydarzyło się, że RAFAŁ KRÓLIKOWSKI powiedział sobie: „Hola, hola, panie Królikowski, czasami trzeba przystopować…”? AIDA KOSOJAN-PRZYBYSZ z córkami ALICJĄ i MARGO – Jak być matką, kiedy widzi się przyszłość? W cyklu Kobiece historie: Fonda, Birkin, Joplin, Mitchell – buntowniczki i hippiski, które zmieniły świat. Miasto miłości: Nowy Jork nie pozwoli zasnąć zakochanym.