Olga Figaszewska 14 września 2017 16:00
1/6
Joanna Brodzik, Viva! 2005
Copyright @Piotr Porębski
1/6

Wiecie, co to jest TBT? To skrót od angielskiego wyrażenia „Throwback Thursday”, który często pojawia się na Instagramie i Facebooku. Co oznacza? Że czwartek to dzień wspomnień - gwiazdy publikują wtedy swoje stare zdjęcia. Na fali tego trendu i my wracamy do przeszłości! W nowym cyklu „Kultowe sesje VIVY!” będziemy przypominać nasze archiwalne materiały.

 

Zobacz też: KULTOWE SESJE VIVY! Przypominamy pierwsze zdjęcia Anny Przybylskiej

 


O Joannie Brodzik znów zrobiło się głośno! Media obiegła informacja, że kultowy serial „Magda M.” powróci na ekrany! Ostatecznie okazało się, że faktycznie losy Magdy i jej przyjaciół będą kontynuowane, jednak nie chodzi o serial, ale... o książkę! Poinformował o tym za pośrednictwem Facebooka scenarzysta Radosław Figura. Joanna Brodzik zyskała sympatię widzów rolą zakręconej, zwariowanej i nieprzewidywalnej Kasi, w kultowym serialu TVN - „Kasia i Tomek”. Potem przyszła rola w „Magdzie M.” Fani pokochali ją za  żartobliwy dystans do siebie samej. Aktorka na pewien czas zniknęła z show-biznesu. W tym czasie poświęcała się rodzinie, wychowywała synów i cały czas pracowała na deskach Teatru Capitol. Powróciła po latach, by zagrać w nowym serialu TVN „Nie rób scen” czy a także w hitowych produkcjach TVP „Miłości nad rozlewiskiem” i „Domu nad rozlewiskiem”.

 

Polecamy też: KULTOWE SESJE VIVY! Przypominamy pierwsze zdjęcia Michała Wiśniewskiego z synkiem

 

Joanna Brodzik w kultowych sesjach VIVY!

Po serialu „Kasia i Tomek” jej kariera straciła tempo. Zastanawiano się, czy symbol seksy zniknie na dobre z polskiego  show-biznesu. Obawy były nieuzasadnione! W życiu nauczyła się godzić dwa światy - gwiazdy  i pełnej życia kobiety! Zapraszamy do lektury wywiadu autorstwa Beaty Sadowskiej. Co 12 lat temu, Joanna Brodzik mówiła nam o swoich planach, rodzinie i... sobie samej? Czy czuła się spełnioną kobietą? Sprawdźcie to w naszej galerii!

Polecamy też: KULTOWE SESJE VIVY! Przypominamy pierwsze zdjęcia Andrzeja Piasecznego!

 

2/6
Joanna Brodzik, Viva! 2005
Copyright @Piotr Porębski
2/6

Sie­dzisz w sau­nie ze swo­ją przy­ja­ciół­ką, któ­ra na­rze­ka, że jej wy­mia­ry zde­cy­do­wa­nie od­bie­ga­ją od 90–60–90. Ty jej na to: „Prze­stań! Two­je cia­ło cię sły­szy!”
Bo sły­szy i to wszyst­ko. Na­wet to, co nam sa­mym wy­da­je się bar­dzo głę­bo­ko ukry­te. Dla­te­go trze­ba o nie dbać, do­piesz­czać, a nie cią­gle kry­ty­ko­wać.


– Kie­dy za­czę­łaś w to wie­rzyć?
To przy­szło bar­dzo na­tu­ral­nie, ra­zem z doj­rza­ło­ścią. Zro­zu­mia­łam, że swo­je­go cia­ła trze­ba po pro­stu słu­chać i do­ga­dać się z nim.


– Był czas, kie­dy się nie do­ga­dy­wa­łaś?
Był. Mia­łam 18–19 lat. Mo­je cia­ło za­czę­ło się zmie­niać, a ja, oczy­wi­ście, te­go nie chcia­łam. Zwłasz­cza że zmia­ny za­cho­dzi­ły w nie­po­żą­da­nym kie­run­ku. Za­czę­łam się... jak­ by to ele­ganc­ko po­wie­dzieć... roz­ra­stać.


– Kie­dy w ta­kim ra­zie po­czu­łaś, że je­steś ko­bie­tą i w peł­ni to ak­cep­tu­jesz?
Wra­ca­łam do do­mu ze szko­ły. Jak co dzień na­ci­snę­łam dzwo­nek, spoj­rza­łam na swój kciuk i… zo­ba­czy­łam dłoń, któ­ra mia­ła dłu­gi pa­zno­kieć. Pierw­szy raz zo­ba­czy­łam rę­kę ko­bie­ty, nie dziew­czyn­ki. Te­raz ak­cep­tu­ję to, że je­stem ko­bie­tą. Mięk­ką i roz­mem­ła­ną, in­nym ra­zem – zwar­tą i peł­ną ener­gii.


– Kie­dy je­steś ko­bie­tą roz­mem­ła­ną?
Kie­dy czu­ję, że te­go po­trze­bu­ję. Kie­dy je­stem zmę­czo­na i ma­rzę już tyl­ko o od­po­czyn­ku. Kie­dy nie mo­gę po­ra­dzić so­bie ze świa­tem.


– Wte­dy…
Go­tu­ję w szla­fro­ku i sprzą­tam piw­ni­cę. Ro­bię we­ki, pła­czę i cze­kam, aż w mo­jej gło­wie po­ja­wi się roz­wią­za­nie pro­ble­mu. Ta­ka do­mo­wa ku­ra­cja na po­now­ną ak­cep­ta­cję sie­bie.


– Z tych wszyst­kich ma­łych po­my­słów na ak­cep­ta­cję sie­bie po­wstał po­mysł na pro­gram w TVN Sty­le „Ona, czy­li ja”?
I z za­in­te­re­so­wań. W koń­cu nie bez przy­czy­ny zda­łam na psy­cho­lo­gię na Uni­wer­sy­te­cie Ja­giel­loń­skim. Szu­ka­łam dro­gi, któ­ra po­zwo­li­ła­by mi te za­in­te­re­so­wa­nia roz­wi­jać. Tak po­ja­wił się po­mysł na pro­gram: każ­dy ko­lej­ny tre­ning sa­mo­do­sko­na­le­nia, któ­ry bę­dę prze­cho­dzi­ła wraz z in­ny­mi uczest­ni­ka­mi, bę­dzie pre­tek­stem do roz­mo­wy. Za każ­dym ra­zem in­nej, bo in­ną dys­ku­sję pro­wo­ku­je Szko­ła Bez­piecz­nej Jaz­dy, do któ­rej przy­cho­dzą lu­dzie na przy­kład z trau­mą po wy­pad­kach sa­mo­cho­do­wych, a in­ne – kurs flir­to­wa­nia.

 

Zobacz też: „Magda M.” wróci na ekrany? Znamy szczegóły!

3/6
Joanna Brodzik, Viva! 2005
Copyright @Piotr Porębski
3/6

– Nie ba­łaś się, że za bar­dzo się od­sło­nisz? Tu ni­ko­go nie grasz, tu nie ma po­sta­ci, Mag­dy M. czy Ka­si. Jest Jo­an­na.
Nie ba­łam się, bo nie bo­ję się sie­bie. Nie ma we mnie po­trze­by kre­owa­nia się na oso­bę ide­al­ną, do­sko­na­łą, bez wad.


– Ale prze­cież za­wsze tak bro­ni­łaś swo­jej pry­wat­no­ści! A te­raz przed ka­me­ra­mi prze­cho­dzisz tre­nin­gi, któ­re mo­gą po­ka­zać Jo­an­nę, ja­kiej nie zna­my, ja­kiej być mo­że sa­ma nie znasz.
To bę­dzie pro­gram opty­mi­stycz­ny, a nie pra­nie we­wnętrz­nych bru­dów i roz­pra­wia­nie się z prze­szło­ścią. Cho­dzi o drob­ne wska­zów­ki, któ­re mo­gą nam uła­twić ży­cie, pro­gram o me­to­dach sa­mo­do­sko­na­le­nia w prze­róż­nych aspek­tach. Czy się te­go bo­ję? Nie, bo nie bo­ję się sta­wa­nia lep­szym, bar­dziej świa­do­mym czło­wie­kiem.


– Co oka­za­ło się naj­trud­niej­sze w czy­sto dzien­ni­kar­skiej ro­bo­cie?
Słu­cha­nie! Zwłasz­cza kie­dy na usta pcha­ją się ko­lej­ne py­ta­nia i… wła­sne od­po­wie­dzi na te py­ta­nia, bo prze­cież roz­ma­wiam o sy­tu­acjach, któ­re prze­ży­wam ra­zem z bo­ha­te­ra­mi pro­gra­mu, mam więc wła­sne wra­że­nia, emo­cje. Trud­no to opa­no­wać. Zro­zu­mia­łam, jak trud­ne jest słu­cha­nie, i do­ce­ni­łam jesz­cze bar­dziej mi­strzo­stwo na przy­kład Ewy Drzy­zgi. No, ale uczę się tej sztu­ki.


– Wspo­mnia­łaś o Szko­le Bez­piecz­nej Jaz­dy… No wła­śnie: w se­ria­lu „Mag­da M.”, gdzie grasz głów­ną ro­lę, jeździsz au­tem. Tym­cza­sem wiem, że nie je­steś mi­strzem kie­row­ni­cy.
Jeż­dżę, bo mu­szę! Za­baw­na spra­wa: miesz­kam w War­sza­wie od 11 lat i przez ten czas nie by­łam w sta­nie zmu­sić się, że­by wy­je­chać na uli­cę. Zmu­si­ła mnie do te­go do­pie­ro pra­ca. Ru­szy­łam do cen­trum i na ron­dzie de Gaul­le’a stwier­dzi­łam, że nie jest tak śle. Da­ję ra­dę!


– Skrzy­nia bie­gów już Cię nie prze­ra­ża?
Pre­fe­ru­ję au­to­ma­tycz­ną…


– I bę­dziesz te­raz jeź­dzić sa­mo­cho­dem po mie­ście?
Bę­dę! Od­kry­łam na­wet, do cze­go słu­ży pra­we lu­ster­ko, a już my­śla­łam, że to ni­gdy nie na­stą­pi! A dzię­ki od­cin­ko­wi „Ona, czy­li ja”, po­świę­co­ne­mu „Bez­piecz­nej Jeździe”, zro­zu­mia­łam, jak waż­ne jest świa­do­me pro­wa­dze­nie po­jaz­du. Na przy­kład to, że to nie sa­mo­chód wpa­da w po­ślizg, tyl­ko my go w ten po­ślizg wpro­wa­dza­my! Za­pra­szam przed te­le­wi­zo­ry od paździer­ni­ka.

 

Zobacz też: „Magda M.” wróci na ekrany? Znamy szczegóły!

 

Zobacz też: O życiowych priorytetach, rodzinie i dystansie do siebie samej. Joanna Brodzik kończy 44 lata

4/6
Joanna Brodzik, Viva! 2005
Copyright @Piotr Porębski
4/6

– Jed­na prze­szko­da po­ko­na­na. Ko­lej­na: masz aler­gię na sierść, a w „Mag­dzie M.” je­steś dum­ną wła­ści­ciel­ką ko­ta.
Nie uła­twia­ją mi tej pra­cy, to praw­da. Kot jest, i to bar­dzo ko­cha­ny. Uta­len­to­wa­ny ak­tor, spe­cja­li­zu­ją­cy się w im­pro­wi­za­cjach. Na szczę­ście je­stem za­bez­pie­czo­na far­ma­ko­lo­gicz­nie, więc jest szan­sa, że ja­koś prze­ży­ję zdję­cia.


– Na­sza pra­sa już ob­wo­ła­ła „Mag­dę M.” pol­ską „Al­ly McBe­al”.
Ach, ci dzien­ni­ka­rze! Uwiel­bia­ją wy­god­ne szu­flad­ki! Mag­da M. to nie jest pol­ska Al­ly McBe­al! Z Al­ly łą­czy ją tyl­ko to, że jest ad­wo­ka­tem. I na tym ko­niec. „Mag­da M.” to ory­gi­nal­ny pol­ski sce­na­riusz, du­żo bar­dziej ro­man­tycz­ny. Hmm... to hi­sto­ria o świe­tli­kach w brzu­chu.


– Na pew­no ma je wła­śnie Mag­da, czy­li Two­ja bo­ha­ter­ka.
Mag­da Mi­ło­wicz jest kil­ka lat po apli­ka­cji. Jest oso­bą uczci­wą, do­brą, ob­da­rzo­ną po­czu­ciem hu­mo­ru. Pa­trzy na ży­cie w czar­no­-bia­łych ka­te­go­riach. Nie bar­dzo chce zga­dzać się na kom­pro­mi­sy i oczy­wi­ście nie naj­le­piej na tym wy­cho­dzi. Ale wie­rzy w baj­ki o ry­ce­rzu na bia­łym ko­niu i dwóch po­łów­kach jabł­ka.


– Lu­bisz ją?
Bar­dzo! Od prze­szło mie­sią­ca świet­nie mi się z nią ży­je. Jest nor­mal­ną dziew­czy­ną. Nie anio­łem, nie two­rem bez ska­zy, ale ba­becz­ką, jak każ­da z nas. Kie­dy wy­cho­dzi do świa­ta, tej dzi­kiej, nie­okieł­zna­nej i pę­dzą­cej War­sza­wy, kie­dy w są­dzie zma­ga się z ko­lej­ny­mi spra­wa­mi, sta­ra się być twar­da, obiek­tyw­na, rze­czo­wa. Ale kie­dy wra­ca do do­mu, wska­ku­je w fu­trza­ne kap­cie, za du­żą pi­ża­mę i wy­pła­ku­je się przez te­le­fon przy­ja­cio­łom al­bo ma­mie, któ­ra zresz­tą nie do koń­ca chce jej słu­chać. Jak my mie­wa lep­sze i gor­sze mo­men­ty, jak my czu­je się sła­ba, czę­sto nie ma opar­cia, ale ma pra­wo do tej sła­bo­ści i pła­czu.


– Ty też w tych gor­szych mo­men­tach dzwo­nisz do ma­my?
Cza­sem na­wet o dru­giej w no­cy... Ona na szczę­ście za­wsze od­bie­ra. Jak ona to ro­bi, że ni­gdy nie prze­sy­pia mo­je­go te­le­fo­nu?! Dzwo­nię, bo prze­ga­da­nie na go­rą­co na­wet naj­bar­dziej ab­sur­dal­ne­go pro­ble­mu bar­dzo mi po­ma­ga.


– Ko­bie­ty w Two­im ży­ciu za­wsze by­ły bar­dzo waż­ne, zo­sta­łaś wy­cho­wa­na przez ma­mę i bab­cię. Co zy­sku­je, a co tra­ci ko­bie­ta wy­cho­wa­na przez ko­bie­ty?
Na pew­no uczy się, jak w peł­ni ko­rzy­stać z ko­bie­co­ści, zy­sku­je sil­ną ko­bie­cą toż­sa­mość. Do­sta­je też w spad­ku nie­umie­jęt­ność zrzu­ca­nia od­po­wie­dzial­no­ści na in­nych, co ma oczy­wi­ście do­bre i złe stro­ny. Złe, bo nie­bez­piecz­ne jest przyj­mo­wa­nie na przy­kład od­po­wie­dzial­no­ści za męż­czyzn, któ­rzy nie lu­bią jej brać na sie­bie. Mo­je ko­bie­ty wpo­iły mi ab­so­lut­ne prze­ko­na­nie, że mo­gę wszyst­ko. Je­śli cze­goś za­pra­gnę i od­po­wied­nio za­pla­nu­ję, na pew­no się uda. Jest we mnie nie­za­chwia­ne po­czu­cie, że co­kol­wiek się wy­da­rzy w mo­im ży­ciu, gdzie­kol­wiek wy­lą­du­ję: w No­wej Ze­lan­dii, na Księ­ży­cu czy Mar­sie, wszę­dzie znaj­dę po­mysł na speł­nie­nie. Znaj­dę swo­ją dro­gę i bę­dę po niej pew­nie szła.


– Do­bry ba­gaż!
Naj­lep­szy, ze ste­la­żem, wzmoc­nio­ny! To dzię­ki nim wie­rzę, że do­bro zwy­cię­ża, a zło za­wsze do­sta­nie po no­sie, że war­to być do­brym, mó­wić praw­dę i żyć w zgo­dzie ze so­bą. Te­go nikt mi nie od­bie­rze.

Zobacz też: O życiowych priorytetach, rodzinie i dystansie do siebie samej. Joanna Brodzik kończy 44 lata

5/6
Joanna Brodzik, Viva! 2005
Copyright @Piotr Porębski
5/6

– Wa­dy wy­cho­wa­nia przez ko­bie­ty?
Każ­da ko­bie­ta, któ­ra ma za so­bą nie­peł­ny dom i roz­sta­nie ro­dzi­ców, ma wła­sną hi­sto­rię. We mnie brak męż­czy­zny w do­mu za­szcze­pił du­żą cie­ka­wość męż­czyzn. To prze­no­si się na przy­jaź­nie dam­sko­-mę­skie i bez­stre­so­we kon­tak­ty w pra­cy, gdzie za­zwy­czaj pra­cu­ję głów­nie z męż­czy­zna­mi. Nie mam pro­ble­mu, że­by ni­mi dy­ry­go­wać czy wy­gła­szać wła­sne opi­nie. Z dru­giej stro­ny jest pe­wien ro­dzaj nie­śmia­ło­ści i nie­wie­dzy, ja­ki po­wi­nien być ten wy­ma­rzo­ny męż­czy­zna. To trze­ba w so­bie od­kryć, wy­pra­co­wać. Czy to śle? Nie wiem, w koń­cu z do­mu moż­na wy­nieść nie­ naj­lep­szy wzór. Mo­że więc le­piej go so­bie stwo­rzyć.


– Ty już go masz?
Cią­gle two­rzę.


– Co już wiesz?
Pa­ni re­dak­tor, wcho­dzi pa­ni na nie­bez­piecz­ny grunt! Mój męż­czy­zna na pew­no mu­si mieć po­czu­cie hu­mo­ru, być od­po­wie­dzial­ny i świa­do­my. Mu­si mieć do­bre ser­ce. I pa­sję.


– To zo­sta­je­my przy męż­czy­znach: w „Mag­dzie M.” grasz ze swo­im eks­-na­rze­czo­nym, Bart­kiem Świ­der­skim.
Bar­tek gra mo­je­go naj­lep­sze­go przy­ja­cie­la i po­wier­ni­ka. Wy­słu­chu­je wąt­pli­wo­ści, roz­te­rek i po­pra­wia sa­mo­po­czu­cie Mag­dy. Świet­nie so­bie ra­dzi z tą po­sta­cią. Mi­ło, że mo­gli­śmy się tak na lu­zie spo­tkać w ro­bo­cie. Wie­rzę, że on też tak to czu­je.


– 32 la­ta to do­bry wiek dla ko­bie­ty?
Naj­lep­szy!


– Dla­cze­go?
Cho­le­ra, mo­że trze­ba za­cze­kać do czter­dziest­ki! Mo­że bę­dzie jesz­cze faj­niej? Dla­te­go, że tro­chę się już wie o ży­ciu, a jesz­cze ty­le moż­na! Te­raz mó­wię do wszyst­kich 20-la­tek: kom­plek­sy po trzy­dzie­st­ce wy­da­ją się śmiesz­ne i nie­po­trzeb­ne.


– Trzy­dziest­ka to czas, kie­dy czę­ściej po­ja­wia­ją się my­śli o ma­cie­rzyń­stwie?
To wiek, w któ­rym cu­dow­nie jest od­kryć ta­ką moż­li­wość. Nie dla­te­go, że ży­cie cię za­sko­czy­ło, ale dla­te­go, że wła­śnie wte­dy otwie­ra się ta­ka prze­strzeń w ser­cu i gło­wie.


– Zda­rza Ci się my­śleć: „Chcia­ła­bym już być ma­mą”?
Zda­rza mi się ata­ko­wać wzro­kiem wóz­ki i roz­czu­lać się nad mor­ta­del­ką śpią­cą w łó­żecz­ku. Wła­śnie wte­dy ta prze­strzeń, o któ­rej mó­wi­łam, się roz­cią­ga.

Polecamy też: Kultowy serial powraca na ekrany! Czy Joanna Brodzik zrezygnuje z grania w „Miłości nad rozlewiskiem”?

6/6
Joanna Brodzik, Viva! 2005
Copyright @Piotr Porębski
6/6

– Mam wra­że­nie, że roz­cią­ga się też Two­ja do­ba. Cią­gle je­steś al­bo na pla­nie se­ria­lu, al­bo na­gry­wasz pro­gram. Mi­mo to je­steś spo­koj­na i zre­lak­so­wa­na? Jak to się ro­bi?
Trze­ba do­brze ściem­niać! (śmiech) To oczy­wi­ście trud­ne, ale trze­ba się na­uczyć lu­bić sie­bie. W każ­dej sy­tu­acji. Ze wszyst­ki­mi wa­da­mi i za­le­ta­mi. Cie­szyć tym, co jest jesz­cze do zro­bie­nia, i po­go­dzić się z tym, że rze­czy, na któ­rych cza­sem bar­dzo nam za­le­ży, być mo­że ni­gdy się nie wy­da­rzą. I trud­no. Zda­rzą się in­ne.


– Jak przy ta­kim suk­ce­sie jak Twój po­zo­stać nor­mal­ną?
Suk­ces to osią­gnę­li Be­atle­si...


– A kto wy­gry­wa we wszyst­kich pol­skich ran­kin­gach na naj­po­pu­lar­niej­szą, naj­sek­sow­niej­szą, naj­pięk­niej­szą?
Eeee tam... te ran­kin­gi są pro­wa­dzo­ne przez In­ter­net i lu­dzie kli­ka­ją w ikon­ki, że­by ścią­gać so­bie ko­lej­ne „bro­dzi­ki” do ła­zien­ki. Je­śli ko­goś suk­ces zmie­nia, ma do te­go peł­ne pra­wo. Ja też się zmie­niam, na lep­sze, na gor­sze, nie mnie oce­niać. No, a po­za tym, czym mam się za­chły­sty­wać? Mo­imi zdję­cia­mi w ga­ze­tach?!


– Na przy­kład…
To kon­se­kwen­cja mo­jej pra­cy, do któ­rej wy­cho­dzę o szó­stej ra­no, sia­dam w bar­-bu­sie z pa­nem Zen­kiem, pi­je­my kaw­kę, je­my ja­jecz­ni­cę, po­tem mi­ła pa­ni głasz­cze mnie po gło­wie i mó­wi, że bied­na bu­zia, ale trze­ba ją po­ma­lo­wać... Idę i gram, wra­cam do do­mu, obie­ram ziem­nia­ki al­bo wy­cho­dzę i spo­ty­kam się z przy­ja­ciół­mi. Nic się nie zmie­ni­ło. Bar­dzo bym nie chcia­ła, że­by mnie ktoś od­ciął od ży­cia. To tak, jak­by mi za­bro­nił no­sić dżin­sy al­bo ka­zał ma­lo­wać pa­znok­cie, kie­dy mi się nie chce.


– Jed­no zmie­ni­ło się na pew­no: te­raz mo­żesz so­bie po­zwo­lić na to, że­by na mie­siąc wy­ru­szyć w świat. I wy­ru­szasz: zjeździ­łaś już Ame­ry­kę, Eu­ro­pę, Afry­kę.
Po­dró­że to naj­lep­szy spo­sób na wy­da­wa­nie pie­nię­dzy. Jest jed­na rzecz, któ­ra łą­czy mnie z Ku­bą Wo­je­wódz­kim: mo­im ulu­bio­nym miej­scem też jest lot­ni­sko. W za­sa­dzie nie przy­wo­żę z po­dró­ży masek, ko­ra­li­ków czy ga­dże­tów, który­mi ob­wie­szam miesz­ka­nie. Przy­wo­żę no­we do­świad­cze­nia i przy­pra­wy do kuch­ni. Z tych do­świad­czeń czer­pię ener­gię, dzię­ki nim na­bie­ram dy­stan­su do te­go, co jest tu­taj.


– Wy­obra­żasz so­bie zwią­zek, w któ­rym Twój męż­czy­zna mó­wi: „Mie­sięcz­na po­dróż?! Nie ma mo­wy!”
On zo­sta­je, a ja ja­dę. Lu­dzie ma­ją pra­wo ro­bić róż­ne rze­czy od­dziel­nie. Tu na­wet nie cho­dzi o wol­ność, ale o przy­zwo­le­nie dru­giej oso­by, że­by­śmy by­li so­bą. Mi­ło, je­śli ktoś czę­sto ma ocho­tę ro­bić coś ze mną, ale je­śli aku­rat nie ma, to… je­go spra­wa, je­go ry­zy­ko!


– Na­wet je­śli więk­szość rze­czy ro­bi­cie ra­zem, mu­sisz mieć prze­strzeń tyl­ko dla sie­bie?
Nie mu­szę, ale chcę. I uczę się tę prze­strzeń pie­lę­gno­wać. Ona jest faj­na, zwłasz­cza po re­mon­cie! (śmiech)


– Je­steś ko­bie­tą speł­nio­ną?
Je­stem na wła­ści­wej dro­dze.


– Cze­go jesz­cze bra­ku­je do te­go speł­nie­nia?
Co­dzien­nie po­ja­wia się coś no­we­go, cze­go chcę się na­uczyć, do­świad­czyć: i to jest wła­śnie dla mnie ta­jem­ni­ca do­bre­go ży­cia. Chwi­la, w któ­rej bym usia­dła i po­wie­dzia­ła: „Do­bra, je­stem speł­nio­na”, by­ła­by chy­ba ostat­nim mo­men­tem ży­cia. Po­zo­sta­ło­by mi ele­ganc­ko się po­że­gnać i przejść do in­ne­go wy­mia­ru.
 
Zobacz też: O życiowych priorytetach, rodzinie i dystansie do siebie samej. Joanna Brodzik kończy 44 lata

 

Polecamy też: Kultowy serial powraca na ekrany! Czy Joanna Brodzik zrezygnuje z grania w „Miłości nad rozlewiskiem”?

Wideo

Zobaczcie 12 najgorętszych trendów na wiosnę 2020!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARYLA RODOWICZ mówi, że nie potrafiłaby być z kimś „bez zakochania”, i wspomina wszystkie swoje miłości. Laureat 8. edycji „Top Model”, DAWID WOSKANIAN, o życiu z zespołem Tourette’a, karierze i o tym, jak sobie radzi ze społecznym ostracyzmem. Jedyny taki wywiad: PAWEŁ DELĄG versus PAWEŁ DELĄG. JENNIFER ANISTON i BRAD PITT – czy miłość po 16 latach od rozstania jest w ogóle możliwa?