Miranda Priestly wraca po 20 latach! Jedno spojrzenie już nie wystarczy, by rządzić światem mody. Czy sequel kultowego filmu dorównał oryginałowi?
Powrót, na który czekali wszyscy fani mody i kina. „Diabeł ubiera się u Prady 2” znów przenosi widzów do bezwzględnego świata Mirandy Priestly, ale tym razem stawka jest jeszcze większa. Po niemal 20 latach Meryl Streep i Anne Hathaway wracają do historii o ambicji, władzy i kulisach branży, która dziś rządzi się zupełnie innymi zasadami.

Do kin trafiła długo wyczekiwana druga część „Diabeł ubiera się u Prady”. Miranda Priestly i Andy Sachs znów spotykają się w świecie, który nie przypomina już tego sprzed dwóch dekad. Kulisy powstawania filmu, napięcia wokół jego legendy i pytanie, czy sequel dorówna oryginałowi, rozpalają emocje. Jedno jest pewne – to nie jest nostalgiczny powrót.
Czy sequel kultowego filmu „Diabeł ubiera się u Prady” dorównał oryginałowi?
To starcie starej i nowej władzy.
Kiedy Anna Wintour usłyszała plotki o sequelu „Diabeł ubiera się u Prady”, nie czekała na oficjalne komunikaty. Zadzwoniła bezpośrednio do Meryl Streep. Dwadzieścia lat wcześniej zobaczyła na ekranie swoje filmowe odbicie – Mirandę Priestly, kobietę, która jednym spojrzeniem potrafiła zamrozić cały pokój. Teraz chciała wiedzieć, czy powinna się obawiać. Odpowiedź była lakoniczna: „Anna, wszystko będzie dobrze”. W świecie mody takie zapewnienie znaczy wiele, ale dla fanów zabrzmiało jak zapowiedź zmiany tonu. Czy Miranda, dotąd bezlitosna, miała złagodnieć? Czy nie będzie już tak diabelska?
To napięcie wokół wizerunku bohaterki towarzyszyło produkcji od samego początku. Reżyser David Frankel już przy pierwszej części pilnował, by historia nie straciła pazura. „To ma być diabeł, a nie niezbyt sympatyczna szefowa”, przypominał scenarzystce Aline Brosh McKenna.
Jedno nie ulega wątpliwości, „Diabeł ubiera się u Prady 2” był jednym z najbardziej wyczekiwanych filmów roku. Skala zainteresowania zaskoczyła nawet samą obsadę. Plan zdjęciowy w Nowym Jorku przypominał oblężoną twierdzę. „Potrzebowaliśmy policyjnych barier”, przyznała Meryl Streep. Fani przyjeżdżali autobusami, śledzili ekipę po całym mieście, a paparazzi nie odpuszczali ani na chwilę. Anne Hathaway zachowywała spokój, ale dla bardziej doświadczonej koleżanki była to nowa skala presji. Pozostaje pytanie, czy dla młodego pokolenia boomerka Miranda będzie mimo swojego podłego charakteru fascynująca, czy już tylko karykaturalna…?
Czytaj też: Oscar miał być spełnieniem marzeń. Dla gwiazdy "Diabeł ubiera się u Prady" stał się koszmarem

To był fenomen
Kiedy w 2006 roku „Diabeł ubiera się u Prady” trafił do kin, od razu było jasne, że nie jest to kolejna lekka opowieść o modzie. Film zarobił ponad 300 milionów dolarów i błyskawicznie stał się fenomenem. Zachwycał światem luksusu, ale pod powierzchnią opowiadał historię o ambicji, władzy i kosztach sukcesu. Pisarka Lauren Weisberger stworzyła opowieść, która dla całego pokolenia młodych kobiet stała się punktem odniesienia. Andy Sachs nie była tylko jedną z wielu bohaterek fajnych filmów. Jej historia rezonowała z doświadczeniem „pierwszego dnia w pracy”, kiedy entuzjazm zderza się z brutalną rzeczywistością. Miranda natomiast stała się ikoną kobiecej władzy – chłodnej, zdystansowanej, ale absolutnej.
Streep zbudowała tę postać z detali: pauzy, spojrzenia, sposobu mówienia. „Nie podnosi głosu i właśnie dlatego jest groźniejsza”, opowiadała o swojej bohaterce. To właśnie ta powściągliwość uczyniła Mirandę jedną z najważniejszych postaci w pejzażu współczesnego kina. Film idealnie wpisał się w moment kulturowy. W czasach, gdy kariera była często stawiana ponad wszystko, „Diabeł…” zadawał niewygodne pytania o granice poświęcenia. Dziś, w erze pokolenia Z i dyskusji o work-life balance, jego przekaz brzmi jeszcze mocniej.
Dziewiąty wybór
Droga do sukcesu nie była oczywista. Miranda mogła mieć zupełnie inną twarz, rozważano między innymi Helen Mirren czy Kim Basinger. Trudno dziś wyobrazić sobie kogoś innego niż Meryl Streep. Jeszcze bardziej zaskakująca była historia Andy. Hathaway była… dziewiątym wyborem. Reżyser widział w tej roli Rachel McAdams, ale ta odmówiła. Na liście były też Scarlett Johansson, Natalie Portman czy Kirsten Dunst. Dziś trudno uwierzyć, że Hathaway musiała o tę rolę walczyć.
To właśnie ten nieoczywisty casting stworzył ekranową chemię, która napędzała film. Andy była wystarczająco „zwyczajna”, by widzowie mogli się z nią utożsamić, i wystarczająco silna, by przejść prawdziwą transformację. I wreszcie, by zadać sobie pytanie: Ile mogę poświęcić dla kariery, czy na pewno tego chcę…?

Powrót „gangu »Runwaya«”
Decyzja o sequelu uruchomiła lawinę powrotów. Meryl Streep, Anne Hathaway, Emily Blunt i Stanley Tucci ponownie spotkali się na planie. „Wszyscy, którzy mogli wrócić, wrócili”, mówiła Hathaway. Towarzyszyło im poczucie, że wracają nie tylko do filmu, ale też do ważnego momentu w swoim życiu i karierach. Do obsady dołączyli też nowi gracze: Kenneth Branagh, Lucy Liu czy Justin Theroux. To nie jest już zamknięty świat redakcji „Runwaya”, to szersza panorama branży, która zmieniła się nie do poznania.
Symbolicznym momentem był pokaz Dolce & Gabbana w Mediolanie, na którym Streep i Tucci pojawili się w stylizacjach nawiązujących do swoich postaci. Jeszcze większe znaczenie miały zdjęcia Streep z Wintour, potwierdzające to, co od lat było tajemnicą poliszynela: Miranda miała swój bardzo realny pierwowzór.
Sprawdź też: Anne Hathaway wywołała burzę przed premierą "Diabeł ubiera się u Prady 2". Prawda wyszła na jaw w ostatniej chwili
Nowe reguły gry
Trzeba jeszcze dodać, że Meryl Streep i Anne Hathaway podchodziły do kontynuacji „Diabła…” z dużą rezerwą, podkreślając, że pierwszy film jest zamkniętą całością i nie wymaga dalszego ciągu. Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy pojawił się pomysł osadzenia historii w zupełnie nowych realiach – współczesnego świata mediów i mody. Sequel nie mógł przecież opierać się na tej samej dynamice co oryginał, bo rzeczywistość się zmieniła. Tradycyjne media tracą wpływy, a moda przestała być hierarchiczna. Władza redaktora naczelnego nie jest już absolutna.
Miranda musi zmierzyć się z rzeczywistością, w której influencerzy wyznaczają trendy, a budżety reklamowe decydują o wszystkim. W centrum konfliktu pojawia się Emily Charlton, grana przez magnetyczną Emily Blunt. Dawna asystentka, dziś kobieta kontrolująca pieniądze i wpływy. Układ sił się odwraca. Andy również nie jest już outsiderką. Wchodzi do gry jako pełnoprawna uczestniczka systemu, który kiedyś odrzuciła. To rodzi fundamentalne pytanie: Czy można pozostać sobą, będąc częścią świata, który wymaga kompromisów?

W „Diable…” ubrania nigdy nie były tylko dekoracją. Były komunikatem o pozycji, aspiracjach, tożsamości. W sequelu ten aspekt zostaje jeszcze mocniej podkreślony. Jak zauważa sama Anna Wintour w rozmowie dla „Vogue’a”, moda przestała być elitarnym klubem. Stała się demokratyczna, wszechobecna i wpływowa. Teraz o trendach decyduje nie jeden głos, ale setki, tysiące opinii. Styl nie jest narzucony – jest negocjowany.
Meryl Streep idzie jeszcze dalej, wskazując na polityczny wymiar ubioru. Kobiety u władzy nadal funkcjonują w podwójnych standardach – muszą jednocześnie wyglądać profesjonalnie i „niezagrażająco”. To napięcie ma być jednym z najciekawszych tematów filmu.
Presja legendy
Twórcy sequela stanęli przed trudnym zadaniem: Jak wrócić do historii, która dla wielu jest niemal święta? Zdecydowali się nie kopiować oryginału, ale go reinterpretować. Zachowali styl i bohaterów, ale zmienili kontekst. Warto przypomnieć, że „Diabeł ubiera się u Prady 2” powstał niemal dwie dekady po premierze oryginału i z udziałem tej samej kluczowej ekipy twórczej. Za reżyserię ponownie odpowiada David Frankel, a scenariusz napisała Aline Brosh McKenna, czyli autorka pierwszej części. To właśnie jej powrót był jednym z warunków, które przekonały aktorów do udziału w projekcie – przez lata powtarzano bowiem, że sequel nie powstanie bez odpowiednio mocnej historii. A przecież o kontynuacji zaczęto mówić już w pierwszej dekadzie tego wieku, zwłaszcza po publikacji nowej książki Lauren Weisberger „Revenge Wears Prada: The Devil Returns” (Zemsta ubiera się u Prady: Powrót diabła). To historia, która opowiada dalszy ciąg losów Andy Sachs. Akcja toczy się 10 lat po jej odejściu z pisma „Runway”. Dawna asystentka jest teraz redaktorką naczelną magazynu ślubnego „The Plunge”, który stworzyła z dawną rywalką Emily. Jednak w jej życiu pojawia się Miranda… Nowy film bardzo luźno nawiązuje do tej historii, skupiając się znowu przede wszystkim na losach Mirandy i jej walce o utrzymanie magazynu „Runway”.
Wielbiciele książki i filmu „Diabeł ubiera się u Prady” wiedzą zapewne, że miał on jeszcze jedno wcielenie, tym razem teatralne. Cztery lata temu w jednym z teatrów w Chicago odbyła się premiera musicalu opartego na kultowej książce, z piosenkami Eltona Johna. Od dwóch lat spektakl grany jest z dużym powodzeniem na West Endzie w Londynie. W rolę Mirandy Priestly wcieliła się Vanessa Williams, która zebrała bardzo dobre recenzje.


Wróćmy jednak do nowego filmu. Za kostiumy odpowiada tym razem Molly Rogers znana z pracy przy serialu „Seks w wielkim mieście 2”. Była prawą ręką słynnej Patricii Field, która dbała o kostiumy do pierwszej części i została za to nominowana do Oscara. Dzięki jej znajomościom swoje kolekcje udostępnili tacy giganci, jak: Chanel, Prada, Valentino, Dolce & Gabbana. W nowym filmie też mamy luksusowe marki – Miranda nosi suknię Yves’a Saint Laurenta. Andy wybiera sukienki projektowane przez zwolenniczkę zrównoważonego rozwoju Gabrielę Hearst, sandały Chloé. Molly Rogers postawiła na ponadczasowość zamiast chwilowych trendów. To świadoma decyzja – film ma być aktualny nie tylko dziś, ale i w kolejnych latach.
Dlaczego to działa?
Fenomen „Diabeł ubiera się u Prady” polega na tym, że pod warstwą błyszczącej mody kryje się uniwersalna opowieść. O ambicji, która potrafi zdominować życie. O pracy, która definiuje tożsamość. O wyborach, które nigdy nie są czarno-białe. Sequel nie próbuje powtórzyć sukcesu. Zadaje inne pytanie niż 20 lat temu. Nie, czy warto wejść do tego świata, ale czy warto w nim zostać i na jakich zasadach?
We wspólnym wywiadzie dla „Vogue’a” Meryl Streep mówiła: „Zawsze interesowała mnie nie tylko sama Miranda, ale system, który reprezentuje – odpowiedzialność za ogromną organizację i ludzi, którzy od niej zależą. W sequelu fascynujące było pytanie, co się dzieje z taką władzą, kiedy świat wokół zaczyna się chwiać?”. Z kolei Anna Wintour podkreślała: „To, co najbardziej podobało mi się w pierwszym filmie, to fakt, że pokazał modę jako realną siłę – biznesową i kulturową. Dziś ten świat wygląda inaczej, ale jego wpływ jest jeszcze większy. Docieramy do ludzi na wiele sposobów i to jest w tym wszystkim najbardziej ekscytujące”. I właśnie dlatego ten powrót ma sens. Nie jako nostalgiczna podróż, ale jako komentarz do rzeczywistości, w której władza, moda i ambicja znaczą jednak coś trochę innego niż kiedyś.
Tekst Agnieszka Dajbor

