„Mimo traum nadal patrzę na świat z bezgraniczną miłością”. Na łamach VIVY! Edyta Górniak zdradza, jak wyobraża sobie swoją przyszłość z dala od show-biznesu
Edyta Górniak wróciła do muzyki i ponownie znalazła się w centrum zainteresowania fanów, ale w najnowszym wywiadzie zdobyła się na wyjątkowo osobiste wyznanie. Artystka opowiedziała o swojej przyszłości, życiu poza sceną i planach, które dojrzewają w jej głowie od dłuższego czasu.

Edyta Górniak zaskoczyła szczerym wyznaniem o swojej przyszłości. Choć po latach wróciła do muzyki i ponownie pojawiła się w centrum zainteresowania fanów, myśli też o życiu poza show-biznesem. Artystka przyznaje, że w jej głowie dojrzewa plan na zupełnie nowy rozdział. To może być jedna z najbardziej poruszających zmian w jej życiu. To zdradziła w nowej rozmowie Beacie Nowickiej.
Edyta Górniak tak widzi swoją przyszłość: wywiad VIVY!
–Z filmu „Edyta Górniak” wyłania się taki obraz: żyjąca legenda, głos anioła, charyzmatyczna artystka, wrażliwa, a jednocześnie silna kobieta, czuła matka, krucha i poraniona dziewczynka… Jak poskładać te kawałki puzzli? Kto teraz przede mną siedzi?
(Uśmiech). Myślę, że tajemnica ukryta jest w kontrastach. To może być fascynujące lub przerażające, zależnie od indywidualnej percepcji. Odruchowo zakładamy, że siła musi być głośna, dominująca, podkreślona grubą linią. Osobiście uważam, że siła tkwi w akceptacji, autentyczności, empatii i wybaczeniu. Kiedy byłam małą dziewczynką, nie wiedziałam, dlaczego bardzo lubię i czuję sercem Bruce’a Lee. Odkryłam to wiele lat później. Lee był filozofem. Kiedy dorosłam, moje przemyślenia spotkały się z jego przemyśleniami. To było szczęśliwe i niezwykłe dla mnie. Mówił: „Bądź jak woda, która przystosowuje się do każdego naczynia, a może zniszczyć skałę”. Obserwując dorosłych jako mała dziewczynka, zobaczyłam, którymi ścieżkami nie chcę pójść. Dziś, kiedy mogę być bezbronna, pozwalam sobie na to z pasją. Kiedy muszę walczyć o dobro mojego syna, aktywuję rolę lwiej matki. A kiedy wychodzę na scenę i wiem, że publiczność mi ufa, że ufają mi muzycy, dyrygent, reżyser, producent, jestem solidna i odpowiedzialna. Ale także niezmiennie delikatna w procesie kreacji. Same kontrasty. I w każdym czuję się sobą. [...]
– W filmie jest poruszająca scena w garderobie teatru na Broadwayu. Ma Pani niecałe 20 lat, wygląda na 14 i mówi z ufnością dziecka, patrząc prosto do kamery: „Jestem za młoda, nie umiem tego udźwignąć”.
Znów zobaczyłam kontrast. Gdzieś na końcu świata przygotowywałam się właśnie do wyjścia na słynną scenę nowojorskiego Broadwayu, a jeszcze chwilę wcześniej byłam pod obsesyjną kontrolą rodziców. Serce, które dorastało w ogromnej samotności, zaledwie dwa lata później kłaniało się przed stojącą, zapłakaną ze wzruszenia widownią. Łatwo zwariować. Zarówno, kiedy nie ma się niczego, jak i kiedy ma się nadmiar wszystkiego. Znalazłam w tym jakiś balans, w miarę normalny. Nie pozwalam sobie być niepokorną. To, że dostałam od Boga talenty, oznacza dla mnie bardziej odpowiedzialność przed Nim, niż przywilej, którym mogę się chełpić. Więc ten archiwalny fragment z Broadwayu z naszego filmu bardzo mnie zaskoczył. Trochę byłam przestraszona, trochę szczęśliwa. Mała dziewczynka w wielkim świecie.

– Ona wciąż w Pani jest, ta dziewczynka.
Tak mi się wydaje. Mimo traum nadal patrzę na świat z bezgraniczną miłością. Czystymi oczami i intencjami potrafi patrzeć tylko serce dziecka. Daję ludziom kredyt zaufania, bo taką mam naturę i nie będę z nią walczyć. Nawet za cenę kolejnego rozczarowania. Nie szkodzi. To są tylko lekcje. Zawsze się czegoś nauczę.
– Kilka razy mówiła Pani, że chce się wycofać z show-biznesu. Myślałam, i pewnie nie tylko ja, że nie wyobraża sobie Pani życia bez śpiewania.
Wyobrażam.
– I tym mnie Pani zaskoczyła…
Gdybym zostawiła świat show-biznesu i muzyki, stworzyłabym Healing Center, miejsce uzdrawiające, przywracające równowagę fizyczną, energetyczną i duchową. Myślę, że ludzie będą coraz bardziej potrzebowali takiej odnowy, odrodzenia, regeneracji swojej duszy. Uwolnienia od presji, stereotypów, nawyków myślowych i wyjścia z pudełek z kokardką, do których nas usilnie zapakowano. Chciałabym, żeby to magiczne miejsce powstało w Polsce. Na razie nie mam ani idealnego kawałka ziemi, ani budżetu. Mam tylko wizję i wiedzę. Ufam, że przyjdzie to we właściwym czasie. Wiem, że zawsze będę chciała pomagać ludziom. Nie tylko dźwiękiem, ale także przestrzenią serca, wiedzą i utuleniem.
– Bardziej żyje Pani tu i teraz czy w przyszłości?
Tu i tam. Uwielbiam budzić się rano. Cieszę się, że znowu widzę drzewa, słońce, kwiaty, że słyszę ptaki, zaparzę ulubioną kawę. Od rana kocham życie. Czasami dotrze do mnie jakaś intryga, która burzy mi tę harmonię, ale szybko ją unieważniam, bo szkoda mi każdego dnia życia. Po spokojnym poranku i przywitaniu się ze światem przechodzę do etapu kreacji i współpracy z zawodowymi partnerami. Sprawdzam także, komu z najbliższych trzeba w czymś pomóc, kogo rozśmieszyć, komu dać motywację do działania albo zrobić niespodziankę. Żyję chwilą, wypatruję biedronek… A jednocześnie wychylam się ku przyszłości. Nie chcę być na scenie aż do samego końca. Póki będę miała siłę i energię, chciałabym stworzyć miejsce do regeneracji dla ludzi, o którym rozmawiałyśmy, bo wiem, że ludzie coraz bardziej tego potrzebują. Na razie wciąż jestem bardzo aktywna muzycznie. Po siedmiu latach wróciłam z nowym utworem w języku polskim. Po ośmiu – na łamy magazynu. Patrząc na entuzjazm zarówno stacji radiowych, jak i fanów z powodu tego powrotu, wiem, że to jeszcze nie jest ten moment. Jeszcze nie mogę zrezygnować. Jeszcze chwilę.
Dziękujemy Biuru Podróży Itaka za pomoc przy realizacji sesji zdjęciowej.
Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 7 maja.

