Reklama

Kiedyś nazywał się Wiktor Krajewski. Pracował w mediach, robił wywiady z gwiazdami (robi to do dzisiaj), przez dziewięć lat był menedżerem jednej z nich. W międzyczasie pisał książki. O nietuzinkowych bohaterach, których historie budzą największe emocje. O kobietach, które doświadczyły wojennej traumy („Taniec na gruzach”, „Wiem, jak wygląda piekło”), o Kalibabce („Kalibabka. Historia największego uwodziciela PRL”), Andrzeju Szwanie, czyli Lulla La Polaca, najstarszej drag queen w Polsce („Lulla La Polaca. Żyć to ja potrafię”), Katarzynie Butowtt, która odważyła się opowiedzieć o pełnym przemocy dzieciństwie („Oddycham, odkąd moi rodzice umarli”), i o ukochanej babci (w książce „Chciałbym nigdy cię nie poznać”). Mimo to ten urodzony na łódzkich Bałutach chłopak wciąż nie wierzy w siebie. „Zawdzięcza” to swojej matce. I to o niej jest książka „Matka nikt”, którą napisał już jako Wiktor Słojkowski. I wywołał kontrowersje, bo o rodzicach się źle nie mówiło i niewielu miało odwagę przyznać, że rodzice zgotowali im piekło. A on, nie dość, że opisał swoje trudne relacje z matką, to jeszcze zmienił nazwisko, żeby się całkowicie od niej odciąć. Mariusz Szczygieł w swoich social mediach napisał (przy innej okazji): „Odwiedziłem kiedyś pewnego Czecha, który przez kilka lat nie odebrał z zakładu pogrzebowego urny z prochami matki. A kiedy jego żona to wreszcie zrobiła, jeszcze dwa lata trzymał urnę w domu, zanim umieścił ją na cmentarzu. Powiedział mi wtedy: »Najgorsze, co się może człowiekowi przydarzyć, to jego własna matka«”.

Wiktor Słojkowski w poruszającym wywiadzie VIVY!

– Wiktor, najgorsze, co Ci się w życiu przydarzyło, to Twoja własna matka?

Niech odpowiedzią na to pytanie będzie ostatni fragment mojej książki „Matka nikt”: „Nigdy się już nie spotkamy. Wiem to. Czuję to. (…) Ona jest poj*bana. Ja jestem poj*bany, ale przez nią. (…) Ja jej nienawidzę na wskroś, ale jednocześnie kocham na zabój. Do szaleństwa jej nienawidzę. I do szaleństwa kocham. Chyba. Ja pie*dolę… Poj*bane”.

– Zacząłeś od końca, a ja chciałabym jednak zacząć od początku.
Urodziłem się 40 lat temu na łódzkich Bałutach. To taka dzielnica pełna starych kamienic. Wtedy, w latach 80. mieszkania w nich w większości nie miały wygód, za to bardzo często pełne były przemocy. [...] Teraz wiem, że tak, że to, co robiła mi moja matka, było przemocą psychiczną. Ale jako dziecko nie zdawałem sobie z tego sprawy. Moi kumple byli przez rodziców regularnie lani – pasem, kablem, butem, tym, co wpadło w ręce. Myślałem wtedy, że mam najlepszą matkę na świecie, bo mnie nie bije i mnie nic nie boli. Tylko okazało się, że boli mnie nie ciało, a psychika. Wytrzymałem 39 lat upokorzeń, słuchania, że jestem najgorszy, beznadziejny, że niczego w życiu nie osiągnę. Gdy dostałem się na anglistykę na Uniwersytet Łódzki, ona zamiast mnie pochwalić, mówiła wszystkim z pogardą, że na dwóch lepszych, według niej, czyli Uniwersytecie Warszawskim i Jagiellońskim, mnie nie chcieli. Gdy zacząłem pracować w mediach, też zawsze znalazła sposób, by mnie upokorzyć.

– Jesteś dziennikarzem, robiłeś wywiady z setkami osób, napisałeś kilkanaście książek. To nic?
Czasem myślę, że właśnie nic. „Dzięki” mamie nauczyłem się nie myśleć o sobie dobrze i karać się za wszystko. Gdy zrozumiałem, w czym tkwiłem przez lata, próbowałem robić ćwiczenie – staję przed lustrem i mówię sobie coś dobrego. I wiesz co? Ani razu mi się nie udało. [...]

Czytaj też: TYLKO W VIVIE! Edyta Górniak porusza wyznaniem: "Dwa razy doświadczyłam metafizycznego spotkania z duszą mojego taty". Wciąż otrzymuje od niego znaki

Wiktor Słojkowski, Viva! 9/2026
Wiktor Słojkowski, Viva! 9/2026 Zdjęcia Rafał Masłow

– Mama nigdy Ci tego nie powiedziała?
Nigdy. Po prostu nie była ze mnie dumna. Według niej zawsze było coś ze mną nie tak. Odsuwała się ode mnie i nie pozwalała zbliżyć. Moja babcia, jej mama, poszła kiedyś z nią do psychologa, który powiedział, że nie każdy człowiek ma zaburzenia, zdarzają się tacy, którzy zwyczajnie mają podły charakter. To nie jest tak, że moja mama była podła tylko w stosunku do mnie. Była taka dla wszystkich.

– Gdy mówisz o niej, używasz czasu przeszłego.
Zerwałem z nią wszelkie kontakty. Opłacam tylko jej rachunki za mieszkanie, żeby jej nie wywalili na bruk i żebym znów nie został z długami, których ona narobiła, tak jak kiedyś. Zmieniłem nawet nazwisko na panieńskie mojej ukochanej babci. [...]

Czytaj też: Jacek Jeschke opublikował poruszający wpis. "Ten finał znaczy dla nas więcej, niż potrafimy opisać"

– Nie każdy jednak pisze o tym książkę.
Nie lubię mówić o emocjach. Dużo łatwiej mi o nich napisać. Zrobiłem to, bo chyba miałem nadzieję, że się uwolnię od tego wszystkiego. [...]

– To z powodu krytyki, jaka się pojawiła pod Twoim adresem? Że nie wiadomo, po co ją napisałeś? Że nie jest obiektywna, bo nie dałeś w niej matce głosu?
Za każdym razem powtarzam, że to jest moja własna wersja zdarzeń. Nie wykluczam, że może ktoś inny zinterpretował te wszystkie sytuacje zupełnie inaczej. Nie udzieliłem w niej głosu mojej matce, bo to nie miała być powieść, w której mieliśmy uprawiać grupową terapię. Nie widzę sensu, bo wiem, jak by to wyglądało. Takich konfrontacji w życiu, nie na kartach książki, mamy za sobą naprawdę dużo. Wiele razy wyciągałem do niej rękę, chciałem wyjaśniać, rozmawiać, naprawiać. Nawet przepraszać, choć nawet psycholog mówi mi, że nie mam za co. I każdy mój gest w jej stronę miał taki sam finał – gigantyczna przemoc skierowana w moją stronę. A to ja powinienem usłyszeć od niej „przepraszam”. I uprzedzę twoje pytanie. Nigdy tego nie usłyszałem. Za to dowiedziałem się, że mam chorą wyobraźnię i powinienem zmienić lekarza i leki, bo nie działają. To nie wszystko. Jej znajomi, gdy dowiedzieli się, że książka ma się ukazać, obdzwonili wszystkich moich pracodawców, twierdząc, że jako pisarz mylę fikcję z rzeczywistością.

– Wyjaśniła Ci kiedyś swoje zachowanie względem Ciebie?
Ona to wszystko wypiera. A ja mam świadków, bo przecież jest rodzina, która wszystko widziała. Kiedy próbowaliśmy się z nią skonfrontować, jak mantrę powtarzała, że to wszystko kłamstwa. Ona ma swoją rzeczywistość i swoją prawdę, która jest zupełnie inna niż moja. Dla mnie słowa: „Nie nadajesz się do niczego. Właśnie przestałeś być moim synem” są wystarczającym powodem do tego, żebym już nie chciał mieć z nią nic wspólnego.

Cały wywiad dostępny w nowym numerze VIVY! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku, 7 maja.

Edyta Górniak, Viva! 9/2026 okładka
Edyta Górniak, Viva! 9/2026 okładka Zdjęcia Iza Grzybowska
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...