Reklama

Przyjaźń Mariana Lichtmana i Krzysztofa Krawczyka trwała przez dziesięciolecia i wykraczała daleko poza wspólną historię Trubadurów. Łączyły ich nie tylko koncerty i sukcesy, ale także prywatne rozmowy oraz wzajemne wsparcie. Nic więc dziwnego, że wspomnienie ich ostatniego spotkania wciąż pozostaje dla Lichtmana jednym z najtrudniejszych doświadczeń, do którego wraca z ogromnym wzruszeniem.

Marian Lichtman wspomina ostatnie chwile Krzysztofa Krawczyka. "Poszedłem z boku i się popłakałem"

Choć od śmierci Krzysztofa Krawczyka minęło już kilka lat, Marian Lichtman wciąż bardzo dokładnie pamięta ich ostatnie spotkanie. Doszło do niego podczas realizacji programu telewizyjnego, kiedy razem z żoną odwiedził przyjaciela. Jak opowiadał w rozmowie z Kozaczkiem, po przyjeździe przez chwilę nie widzieli gospodarza. Dopiero po pewnym czasie Krawczyk pojawił się przed domem.

Widok artysty głęboko poruszył Lichtmana. Jak wspominał, Krawczyk był bardzo osłabiony i potrzebował pomocy przy poruszaniu się. Muzyk przyznał, że już wtedy przeczuwał, iż może to być ich ostatnie spotkanie.

"Szczerze powiem, ostatnie spotkanie odbyliśmy, jak kręciliśmy ten film taki, co telewizja tak tyle razy puszcza. No i jadę do niego z moją żoną, z Bożenką, lecimy do niego. Nie ma jego. Jest taka ławka, jest tam u niego dom. Taki mały lasek, taki skwerek jest u niego" – wspominał

Po chwili zobaczył przyjaciela schodzącego w ich stronę. To właśnie wtedy emocje wzięły górę.

"Krzysztof schodzi i jego po prostu, prowadzą go prawie. (…) Ja z moją żoną tak patrzę. (…) Ja poszedłem z boku i się popłakałem, bo wiedziałem, że to jest ostatni po prostu już przystanek. Nie mogłem się powstrzymać od łez" – przyznał.

Choć stan zdrowia Krzysztofa Krawczyka był już bardzo poważny, Marian Lichtman podkreśla, że jego przyjaciel nie stracił miłości do muzyki. Wspominał, że podczas spotkania widział go również w garderobie. Zapamiętał go jako człowieka bardzo słabego fizycznie, ale jednocześnie wciąż myślącego o scenie i kolejnych występach.

"Ja przeszedłem do garderoby, bo po prostu jak to się zachowuje. A mnie: „Marian, wszystko w porządku jest”. I on siedział, słabiutki był. On był taki słabiutki. Chłopak chciał do końca życia grać. Wielki artysta, ale los, ta choroba go po prostu… tak się stało. Mógł troszeczkę by się oszczędzać, bo grał bardzo dużo koncertów. To było troszeczkę niepotrzebne" – wyznał artysta.

Krzysztof Krawczyk, Marian Lichtman.,
Krzysztof Krawczyk, Marian Lichtman., fot. Grąbczewski/AKPA

Marian Lichtman ujawnił, o co poprosił go Krzysztof Krawczyk. Ta rozmowa została z nim na zawsze

W rozmowie z Jakubem Szewczykiem Marian Lichtman podzielił się także historią, której przez lata nie opowiadał szerzej. Wspominał wieczór spędzony z Krzysztofem Krawczykiem, kiedy atmosfera była wyjątkowo szczera i pełna emocji. Jak przyznał, po wspólnie wypitym drinku artysta niespodziewanie wrócił do tematu swojej rodziny.

To właśnie wtedy padły słowa, które Lichtman zapamiętał na całe życie: "Pamiętam, troszeczkę wypiliśmy po drinku. Można powiedzieć, że młodzieżowo się upiliśmy. On się popłakał i powiedział: „Pamiętaj Marian. Ja cię bardzo proszę, jak odejdę z tego świata, to zaopiekuj się moim synem".

Marian Lichtman nie ukrywa, że potraktował prośbę przyjaciela niezwykle poważnie. Jak podkreśla, do dziś stara się wspierać Krzysztofa Krawczyka juniora i broni jego interesów.

Marian Lichtman, Krzysztof Krawczyk Jr., Trubadurzy,
Marian Lichtman, Krzysztof Krawczyk Jr., Trubadurzy, fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
Marian Lichtman.
Marian Lichtman. Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
Krzysztof Krawczyk.,
Krzysztof Krawczyk., fot. Baranowski/AKPA
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...