Filip Łobodziński, VIVA! 16/2021
Fot. Antoni Zamachowski
NIEZWYKŁE HISTORIE

Los nie szczędził mu ciosów. Oto dramatyczna historia Filipa Łobodzińskiego 

Kilka lat temu aktor stracił ukochaną córkę

Olga Figaszewska 27 marca 2022 10:02
Filip Łobodziński, VIVA! 16/2021
Fot. Antoni Zamachowski

Któż z nas nie pamięta kultowych filmów z lat młodości takich jak „Stawiam na Tolka Banana”, „Podróż za jeden uśmiech” czy „Abel, twój brat…”. Jednym z dziecięcych aktorów występujących na ekranie był Filip Łobodziński. Po sukcesie filmów, jego kariera rozbłysła. I kiedy wszyscy wróżyli mu świetlaną przyszłość w świecie kina, on postanowił związać swoją przyszłość z dziennikarstwem. Prowadził takie programy jak: „Kawa czy herbata”, „Pegaz” czy „Xięgarnię”. Pisał także felietony dla „Newsweeka”, „Machiny” i „Przekroju”. W wolnych chwilach zaś koncertował jako muzyk z Zespołem Reprezentacyjnym oraz zajmował się tłumaczeniem różnych publikacji. Mimo wielu sukcesów zawodowych, los okrutnie go doświadczył. Śmierć 21-letniej córki Marysi na zawsze położyła się cieniem na życiu dziennikarza. Do dziś nie pogodził się z jej odejściem. „Nie jestem z niczym pogodzony. Wciąż tkwi we mnie bunt, głównie jeśli chodzi o Marysię”, przyznał. Oto dramatyczna historia Filipa Łobodzińskiego. 

Filip Łobodziński: sławę zdobył jako dziecko

W dzieciństwie był prawdziwą gwiazdą. Miał zaledwie 8 lat kiedy rozpoczął swoją przygodę z aktorstwem. Pewnego dnia do szkoły małego Filipa Łobodzińskiego dotarła ekipa, poszukująca dzieci, które bardzo dobrze czytały. Podkładał nawet głos do zagranicznych produkcji.

„Czytałem już przed pójściem do szkoły, przepisywałem słowa... Chyba świetliczanka powiedziała, że m.in. ja dobrze czytam. Zrobili próby dźwiękowe, załapałem się na drugorzędną rólkę w radzieckim filmie wojennym „Taki duży chłopiec”, a potem naprawdę sporo dubbingowałem”, mówił w rozmowie z Super Expressem.

Świetnie odnajdował się przed kamerą. Miał po prostu talent. Nic dziwnego, że stworzył wiele niezapomnianych kreacji. Zadebiutował na ekranie w 1970 roku jako Karol Matulak  w filmie Abel, twój brat. Tak naprawdę został zaangażowany do filmu, dzięki ingerencji własnej cioci, która pełniła w filmie funkcję drugiego reżysera. 

„Zaproponowała mu (Januszowi Nasfeterowi, reżsyerowi filmu - przyp. red.) mnie moja ciotka Zofia Dybowska-Aleksandrowicz, która była w „Ablu…” drugim reżyserem. Co ciekawe, o tym, że jest moją ciocią, dowiedziałem się w trakcie zdjęć. Wcześniej grywałem u niej w dubbingu, ale nie przyznawała się, że jesteśmy rodziną. Powiedziała na boku: „Uważaj, znam twoją mamę, znam twoją babcię, ponieważ jesteśmy z tej samej gałęzi rodziny. Tak naprawdę jestem twoją ciotką, tylko nie mów o tym nikomu, bo posądzą mnie o kumoterstwo. A ty się dostałeś tu dlatego, że zaimponowałeś Nasfeterowi”. Była dogadana z moimi rodzicami, bo oni też nie puścili wtedy farby. „Abel...” we mnie coś uruchomił. To była tak trudna rola, w której trzeba było odnaleźć w sobie kogoś słabego, szantażowanego psychicznie przez toksyczną matkę. Dotykałem świata dotąd mi nieznanego”, opowidała w wywiadzie dla VIVY!. 

Kilkuletni Filip musiał szybko dorosnąć do powierzonej mu roli, bowiem okazało się że świat przedstawiony w filmie znacząco różni się od środowiska, w którym się wychował. „Ani mój dom rodzinny tak nie wyglądał, ani moi koledzy. A tu nagle okazuje się, że istnieje prześladowanie w klasie, destrukcyjna miłość matki, półsieroctwo. Musiałem wykonać dużą pracę nad sobą, a później już nic nie było normalne, bo mnie rozpoznawano na ulicy i nauczyciele mówili: „To ten, co nie chodzi na lekcje, artysta ze spalonego teatru”, wyznał w VIVIE!. 

Dokładnie rok po premierze filmu Abel, twój brat, Filip otrzymał propozycję zagrania mądrali, Dudusia Fąferskiego w Podróży za jeden uśmiech! Rola, dzięki której zdobył ogromną popularność, jednocześnie przez długie lata była dla niego przekleństwem. „Musiałem przez długie lata, i to całkiem do niedawna, znosić wykrzykiwane w moją stronę „Duduś!”, nierzadko w formie pogardliwej inwektywy. Mogłem to jeszcze zrozumieć, gdy byłem chłopcem, ale po latach, kiedy już nabawiłem się pierwszych siwych włosów, a filmowe role należały definitywnie do mojej prehistorii, było to nie do zniesienia”, mówił dla Na Żywo.

Chociaż zyskał ogromną popularność i sympatię telewidzów, a kolejne propozycje pojawiły się na horyzoncie, to Filip Łobodziński swoją przyszłość związał z działalnością dziennikarską i muzyczną. Film był dla niego przygodą, ale fascynowały go inne rzeczy. W wywiadach podkreślał, że nigdy nie miał gwiazdorskich zapędów. Praca na planie często go stresowała. Do tego dochodziły problemy w szkole. Filip Łobodziński musiał nadrabiać zaległości i mierzył się z nieprzychylnością ze strony nauczycieli.

„Zbyt dużo nerwów, niedobrych emocji. Widziałem, jak ludzie wylatują z planu, jak niektórzy się upijają. To nie były fajne rzeczy. Ja jestem człowiekiem wrażliwym, mnie konflikty nie mobilizują”, tłumaczył w Super Expressie.

„Nigdy nie planowałem, by pójść tą drogą. Nie było to aż tak fascynujące, bym chciał dalej coś z tym zrobić. Miałem inny plan na życie”, mówił po latach.

,,Oczywiście nie jest tak, że ta przygoda filmowa nie miała na mnie żadnego wpływu. Nauczyła mnie, że czasem muszę stanąć wobec ludzi i zacząć coś udawać, robić, odgrywać. I kiedy się na mnie gapią, nie mogę stracić rezonu. Tylko grać. Pomogło mi to w pracy w telewizji, w robieniu wywiadów. Przecież ja byłem strasznie nieśmiały", zwierzył się w 2018 roku Magdalenie Rigamonti. 

Czytaj także: Filip Łobodziński mówi wprost: „Do aktorstwa raczej nie wrócę, bo są...”

Filip Łobodziński, 2016
Fot. Piotr Blawicki /ddtvn/ East News

Filip Łobodziński w programie "Dzień Dobry TVN", 2016 rok

Filip Łobodziński: kariera w mediach

Filip Łobodziński skończył iberystykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jeszcze w trakcie studiów ze swoim kolegą – Jarosławem Gugałą – założył grupę muzyczną Zespół Reprezentacyjny. Grał na gitarze i śpiewał. Co ciekawe, nie każdy zdaje sobie sprawę, że współpracował z Pawłem Kukizem, Justyną Steczkowską czy Małgorzatą Walewską. Pisał dla nich teksty piosenek.

Na tym nie poprzestał. Spełnił swoje kolejne marzenie i rozpoczął przygodę z dziennikarstwem. Filip Łobodziński był związany z takimi tytułami, jak Przekrój czy Newsweek Polska. Współpracował także z radiową Trójką. Był również prezenterem Wiadomości.

Po latach wrócił na ekrany. Fani mogli go podziwiać w Bulionerach, Ekipie czy Determinatorze. Wystąpił także w krótkometrażowym filmie Groby.

To człowiek wielu talentów. Natomiast jego prawdziwym powołaniem jest praca tłumacza (tłumaczy z angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego, katalońskiego, portugalskiego oraz ladino). Filip Łobodziński rozkochał się w literaturze. Od 1995 roku zajmuje się tłumaczeniami literatury hiszpańskiej i nie tylko. Jest autorem przekładów książek Arturo Pereza-Reverte, Mario Vargasa Llosy czy autobiografii Milesa Davisa. Tłumaczył również dzieła Boba Dylana, Johna Coltrane czy Patti Smith. Na swoim koncie ma także przekłady do dziecięcych filmów oraz piosenek. Jego praca została doceniona w 2005 roku, kiedy otrzymał nagrodę Instytutu Cervantesa w Warszawie za najlepszy przekład cyklu Przygody kapitana Alatriste Artura Pereza-Revertego.

Przez dwa lata Filip Łobodziński był pracownikiem Departamentu Komunikacji Społecznej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Następnie pracował w Najwyższej Izbie Kontroli w Wydziale Prasowym.

,,Przekładam teksty. Z urzędowego na polski. Jestem w grupie czterech, pięciu osób, które informacje o wynikach kontroli, często dwustustronicowe, streszczają w pigułce trzech, czterech stron. Prowadziłem tam też debatę czterech prezesów NIK, trzech byłych i obecnego, pracuję przy redagowaniu dwóch publikacji, które się ukażą w przyszłym roku z okazji stulecia NIK", mówił w 2018 roku w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Czytaj także: Filip Łobodziński: „Chciałbym odzyskać trochę spokoju i nauczyć się z tym żyć”

Filip Łobodziński, VIVA! 16/2021
Fot. Antoni Zamachowski

Filip Łobodziński, VIVA! 16/2021

Filip Łobodziński: życie prywatne. Śmierć córki największym ciosem

Kryzysowy moment w jego życiu nadszedł kilka lat temu. Filip Łobodziński otrzymał od życia kolejny niewyobrażalny cios. Był bliski załamania, stał u progu ciężkiej depresji. W ciągu ośmiu lat stracił osiem ważnych dla siebie osób: trzech przyjaciół, brata ciotecznego, obydwoje rodziców… 1 października 2015 roku po długiej walce z chorobą stracił ukochaną córkę. Marysia miała zaledwie 21 lat. To druga córka aktora ze związku z Magdaleną Łobodzińską. Dziewczyna próbowała pójść w ślady taty. Miała marzenia i plany.

Dopiero w 2018 roku Filip Łobodziński opowiedział o swojej tragedii, o cierpieniu po stracie córki i nadziei. Nie chciał epatować swoim bólem. Zazwyczaj maskuje emocje.

To praca pomogła mu uporać się z myślami. „Córka odchodziła. Potrzebowałem zorganizowania swojego czasu. Zacząłem pracować dzień po pogrzebie Marysi. (...) Mnie się wyć chce do dziś, codziennie”, tłumaczył w 2018 roku w poruszającej rozmowie z Magdaleną Rigamonti . Chciał działać, zająć myśli. Praca była jedyną ucieczką.

Informacji o chorobie Marysi nie dało się tak po prostu oswoić. Zaczęło się od wielomiesięcznych bólów głowy. Lekarze w końcu wydali wyrok - glejak. Rokowania przy tej chorobie nie są zbyt optymistyczne. „Od pewnego momentu człowiek już wie, jaki jest koniec. I stara się tylko o to, żeby wszyscy przeszli przez to godnie, z bólem, ale w stanie jakiejś głębszej duchowości”, zwierzył się Filip Łobodziński.

W wywiadzie dla magazynu VIVA!, dziennikarz ujawnił, że jego córka była świadoma, że jej kres jest bliski. „Miała 21 lat, Internet i doskonale znała rokowania. Była niezwykle dzielna, heroiczna. Sama podczas nawrotu choroby zabrała się za przekład sztuki Giraudoux, tak jakby miała potrzebę zostawienia czegoś po sobie. Jeszcze parę tygodni przed śmiercią starała się żartować, choć właściwie tylko leżała, z trudem wstając do toalety. Nigdy nie byłem pewien, kiedy używa ironii, a kiedy mówi poważnie”, opowiadał w rozmowie z Krystyną Pytlakowską. 

Dziennikarz zdradził również, że jego córka przeszła przez chorobę z godnością, mimo bólu i niewyobrażalnej rozpaczy, nawet kiedy z dnia na dzień nadzieja gasła. Marysia postanowiła zostawić po sobie ślad i pomiędzy kolejnymi terapiami i egzaminami, przełożyła „Apolla z Bellac” Jeana Giraudoux.

„Są rzeczy, których nie rozumiem. W kategorii całego świata – nie rozumiem cierpienia, które do niczego nie prowadzi. Gdyby Bóg rzeczywiście musiał zabrać młodą osobę, to mógł to zrobić w sposób nagły, poprzez wypadek na przykład. A nie kosztem kilkuletniego cierpienia. To jest niegodziwe”, mówił Magdalenie Rigamonti.

„Czasem słyszę, że była taka zdolna, taka wspaniała, taka młoda, jeszcze mogła tyle zrobić. A jakby nie była wspaniała, nie byłaby zdolna? Przecież to nie ma żadnego znaczenia. Dziecko to dziecko, cierpienie to cierpienie”, dodał.

Czytaj także: Filip Łobodziński o stracie córki: „Brak Marysi uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Nie wytrzymywałem sam ze sobą”

Filip Łobodziński, VIVA! 16/2021
Fot. Antoni Zamachowski

Filip Łobodziński, VIVA! 16/2021

Filip Łobodziński: życie po śmierci córki 

Od kilku lat Filip Łobodziński ma lepsze i gorsze okresy. „Czasem widzę sens w tym, że w ogóle żyję i coś robię, a czasem nie bardzo. Staram się sobie przypominać, że spotkało mnie wiele fantastycznych rzeczy i że bilans ciągle jest dodatni Oczywiście, nie wliczam w to odejścia Marysi, bo to jest poza konkurencją i tego nic nie zrównoważy”. Mimo upłuwu lat dziennikarz nie uporał się ze stratą córki. „Nie jestem z niczym pogodzony. Wciąż tkwi we mnie bunt, głównie jeśli chodzi o Marysię”, przyznał w VIVIE!

Dziennikarz szczerze przyznaje, że od momentu straty córki żyje w mroku. Był też gotowy na własną śmierć, dlatego w ramach pomocy samemu sobie udał się na terapię. „Jeżeli śmierć miałaby przyjść, to byłem na nią gotów. Miałem takie dominujące dwa uczucia: dławiący gardło smutek i chęć położenia się spać, by obudzić się za długi czas. Dlatego zacząłem korzystać z psychoterapii i farmakoterapii”, zdradził w rozmowie z Krystyną Pytlakowską. 

Nie ma dnia, w którym Filip nie myślałby o córce Marysi. „Ja cały czas jestem blisko niej. Chciałbym tylko nauczyć się myśleć o Marysi wyłącznie z uśmiechem, bo ona naprawdę była zjawiskowa. Jej ogromne zdjęcie wisi u nas w przedpokoju i nawet moja żona, która przecież nie była matką Marysi, jest w nim zakochana. Patrząc na nie, płacze. To zdjęcie zrobione na ślubie mojej starszej córki na rok przed śmiercią Marysi. Ma tam krótkie włosy, które jej odrastają po chemii. W telefonie mam też zdjęcie Marysi, ma 15 lat, gdzie pozuje jako Pola Negri”.

Dla Filipa Łobodzińskiego pociechą w trudnych chwilach jest córka z pierwszego małżeństwa, Julia. Z wykształcenia jest italianistką, pasjonuje się fotografią i działa na rzecz ratowania planety przed plastikiem. Dziennikarz bardzo się o nią martwi. „Przy każdym wyjeździe Julki mówię: uważaj, naprawdę uważaj, dbaj o siebie. (…) Ma żyć długo i szczęśliwie. Przynajmniej na tyle szczęśliwie, na ile ten świat pozwala. Bo ten świat nie jest dobrym miejscem”, przyznaje.  

Jedyne czego dziś pragnie to spokoju, który mógłby mu zapewnić poczucie harmonii. „O spokoju dawno nie słyszałem, więc nie pamiętam dobrze, co to znaczy, i co mi go daje. Niestety. Takie mam podejrzenie, że spokój i radość mogłoby mi dać poczucie harmonii. Są małe chwile spokoju i radostki”, mówił przed kamerą VIVY!, po czym dodał: „Mam wrażenie, że życie postawiło przede mną bardzo trudne zadania i wywołało traumy. To były trudne okresy i one właściwie wciąż trwają. Myślę, że nigdy się z tego nie wydobędę. Chciałbym odzyskać trochę spokoju i nauczyć się z tym żyć”.  

Czytaj także: Filip Łobodziński o żonie: „Maja stworzyła mnie na nowo. Przedtem nie byłem człowiekiem złym, ale może trochę głupim”

Filip Łobodziński
Fot. Wojciech OLSZANKA/East News

Wideo

Za nami 25 lat tworzenia magazynu VIVA!. Tak wraz z gwiazdami zapamiętaliśmy ten wyjątkowy czas

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARIA DĘBSKA ma 31 lat i na koncie wiele wspaniałych ról. Nam opowiada o tym, dlaczego nie została pianistką, gdzie najlepiej łapie dystans i za co kocha podróże. AGATA WĄTRÓBSKA I JANUSZ CHABIOR w dowcipnej i pełnej czułości rozmowie o swoim związku, ukochanych psach i magii małżeńskiej obrączki. MOHAMED AL-FAYED: egipski miliarder, właściciel paryskiego Ritza, ojciec kochanka księżnej Diany, bohater „The Crown”. Kim jest naprawdę? KASPER BAJON: scenarzysta, pisarz, reżyser. Fachu filmowego uczył się od swojego ojca, reżysera Filipa Bajona. Czy dziś słucha jego uwag?