Filip Łobodziński
Fot. KFP/REPORTER
O TYM SIĘ MÓWI

Los nie szczędził mu ciosów. Jak dziś wygląda życie Filipa Łobodzińskiego?

Kilka lat temu aktor stracił ukochaną córkę

Olga Figaszewska 25 września 2020 14:46
Filip Łobodziński
Fot. KFP/REPORTER

Wszyscy pamiętamy go z ról w kultowych filmach: Podróż za jeden uśmiech, Stawiam na Tolka Banana, Poszukiwany, poszukiwana czy Abel, twój brat….  Ale Filip Łobodziński miał inne plany i porzucił aktorstwo. Swoją przyszłość związał z dziennikarstwem. Jest także tłumaczem i muzykiem. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że życie go nie oszczędzało… Poznajcie jego historię.

Filip Łobodziński: kariera

W dzieciństwie był prawdziwą gwiazdą. Miał zaledwie 8 lat kiedy rozpoczął swoja przygodę z aktorstwem. Pewnego dnia do szkoły małego Filipa dotarła ekipa, poszukująca dzieci, które bardzo dobrze czytały. Podkładał nawet głos do zagranicznych produkcji.

„Czytałem już przed pójściem do szkoły, przepisywałem słowa... Chyba świetliczanka powiedziała, że m.in. ja dobrze czytam. Zrobili próby dźwiękowe, załapałem się na drugorzędną rólkę w radzieckim filmie wojennym „Taki duży chłopiec”, a potem naprawdę sporo dubbingowałem”, mówił w rozmowie z Super Expressem.

Świetnie odnajdował się przed kamerą. Miał po prostu talent. Nic dziwnego, że stworzył wiele niezapomnianych kreacji.

Chyba każdy z nas pamięta go z roli mądrali, Dudusia Fąferskiego w Podróży za jeden uśmiech! Potem Filip Łobodziński nie ukrywał, że nie darzył szczególną sympatią swojego bohatera.

„Musiałem przez długie lata, i to całkiem do niedawna, znosić wykrzykiwane w moją stronę „Duduś!”, nierzadko w formie pogardliwej inwektywy. Mogłem to jeszcze zrozumieć, gdy byłem chłopcem, ale po latach, kiedy już nabawiłem się pierwszych siwych włosów, a filmowe role należały definitywnie do mojej prehistorii, było to nie do zniesienia”, mówił dla Na Żywo.

Chociaż zyskał ogromną popularność i sympatię telewidzów, a kolejne propozycje pojawiły się na horyzoncie, to Filip Łobodziński swoją przyszłość związał z działalnością dziennikarską i muzyczną. Film był dla niego przygodą, ale fascynowały go inne rzeczy. W wywiadach podkreślał, że nigdy nie miał gwiazdorskich zapędów. Praca na planie często go stresowała. Do tego dochodziły problemy w szkole. Filip Łobodziński musiał nadrabiać zaległości i mierzył się z nieprzychylnością ze strony nauczycieli.

„Zbyt dużo nerwów, niedobrych emocji. Widziałem, jak ludzie wylatują z planu, jak niektórzy się upijają. To nie były fajne rzeczy. Ja jestem człowiekiem wrażliwym, mnie konflikty nie mobilizują”, tłumaczył w Super Expressie.

„Nigdy nie planowałem, by pójść tą drogą. Nie było to aż tak fascynujące, bym chciał dalej coś z tym zrobić. Miałem inny plan na życie”, mówił po latach.

,,Oczywiście nie jest tak, że ta przygoda filmowa nie miała na mnie żadnego wpływu. Nauczyła mnie, że czasem muszę stanąć wobec ludzi i zacząć coś udawać, robić, odgrywać. I kiedy się na mnie gapią, nie mogę stracić rezonu. Tylko grać. Pomogło mi to w pracy w telewizji, w robieniu wywiadów. Przecież ja byłem strasznie nieśmiały", zwierzył się w 2018 roku Magdalenie Rigamonti. 

Filip Łobodziński skończył iberystykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jeszcze w trakcie studiów ze swoim kolegą – Jarosławem Gugałą – założył grupę muzyczną Zespół Reprezentacyjny. Grał na gitarze i śpiewał. Co ciekawe, nie każdy zdaje sobie sprawę, że współpracował z Pawłem Kukizem, Justyną Steczkowską czy Małgorzatą Walewską. Pisał dla nich teksty piosenek.

Na tym nie poprzestał. Spełnił swoje kolejne marzenie i rozpoczął przygodę z dziennikarstwem. Filip Łobodziński był związany z takimi tytułami, jak Przekrój czy Newsweek Polska. Współpracował także z radiową Trójką. Był również prezenterem Wiadomości.

Po latach wrócił na ekrany. Fani mogli go podziwiać w Bulionerach, Ekipie czy Determinatorze. Wystąpił także w krótkometrażowym filmie Groby.

To człowiek wielu talentów. Natomiast jego prawdziwym powołaniem jest praca tłumacza. Filip Łobodziński rozkochał się w literaturze. Od 1995 roku zajmuje się tłumaczeniami literatury hiszpańskiej i nie tylko. Jest autorem przekładów książek Arturo Pereza-Reverte, Mario Vargasa Llosy czy autobiografii Milesa Davisa. Tłumaczył również książki z tekstami Boba Dylana i Patti Smith. Na swoim koncie ma także przekłady do dziecięcych filmów oraz piosenek. Jego praca została doceniona w 2004 roku, kiedy otrzymał nagrodę Instytut Cervantesa w Warszawie za najlepszy przekład cyklu Przygody kapitana Alatriste Artura Pereza-Revertego.

Przez dwa lata Filip Łobodziński był pracownikiem Departamentu Komunikacji Społecznej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Obecnie pracuje w Najwyższej Izbie Kontroli.

,,Przekładam teksty. Z urzędowego na polski. Jestem w grupie czterech, pięciu osób, które informacje o wynikach kontroli, często dwustustronicowe, streszczają w pigułce trzech, czterech stron. Prowadziłem tam też debatę czterech prezesów NIK, trzech byłych i obecnego, pracuję przy redagowaniu dwóch publikacji, które się ukażą w przyszłym roku z okazji stulecia NIK", mówił w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Filip Łobodziński: życie prywatne. Śmierć córki, największy cios

Kryzysowy moment w jego życiu nadszedł kilka lat temu. Filip Łobodziński otrzymał od życia kolejny niewyobrażalny cios. Był bliski załamania, stał u progu ciężkiej depresji. W ciągu ośmiu lat stracił osiem ważnych dla siebie osób: trzech przyjaciół, brata ciotecznego, obydwoje rodziców… W 2015 roku po długiej walce z chorobą stracił ukochaną córkę. Marysia miała zaledwie 21 lat. To druga córka aktora ze związku z Magdaleną Łobodzińską. Dziewczyna próbowała pójść w ślady taty. Miała marzenia i plany.

Dopiero w 2018 roku Filip Łobodziński opowiedział o swojej tragedii, o cierpieniu po stracie córki i nadziei. Nie chciał epatować swoim bólem. Zazwyczaj maskuje emocje.

To praca pomogła mu uporać się z myślami. „Córka odchodziła. Potrzebowałem zorganizowania swojego czasu. Zacząłem pracować dzień po pogrzebie Marysi. (...) Mnie się wyć chce do dziś, codziennie”, tłumaczył w 2018 roku w poruszającej rozmowie z Magdaleną Rigamonti . Chciał działać, zająć myśli. Praca była jedyną ucieczką.

Informacji o chorobie Marysi nie dało się tak po prostu oswoić. Zaczęło się od wielomiesięcznych bólów głowy. Lekarze w końcu wydali wyrok - glejak. Rokowania przy tej chorobie nie są zbyt optymistyczne. „Od pewnego momentu człowiek już wie, jaki jest koniec. I stara się tylko o to, żeby wszyscy przeszli przez to godnie, z bólem, ale w stanie jakiejś głębszej duchowości”, zwierzał się Filip Łobodziński.

W poruszającej rozmowie aktor zdradził, że córka przeszła przez chorobę z godnością, mimo bólu i niewyobrażalnej rozpaczy, nawet kiedy z dnia na dzień nadzieja gasła. Marysia postanowiła zostawić po sobie ślad i pomiędzy kolejnymi terapiami i egzaminami, przełożyła „Apolla z Bellac” Jeana Giraudoux.

„Są rzeczy, których nie rozumiem. W kategorii całego świata – nie rozumiem cierpienia, które do niczego nie prowadzi. Gdyby Bóg rzeczywiście musiał zabrać młodą osobę, to mógł to zrobić w sposób nagły, poprzez wypadek na przykład. A nie kosztem kilkuletniego cierpienia. To jest niegodziwe”, mówił Magdalenie Rigamonti.

„Czasem słyszę, że była taka zdolna, taka wspaniała, taka młoda, jeszcze mogła tyle zrobić. A jakby nie była wspaniała, nie byłaby zdolna? Przecież to nie ma żadnego znaczenia. Dziecko to dziecko, cierpienie to cierpienie”, dodał.

Od kilku lat Filip Łobodziński ma lepsze i gorsze okresy. „Czasem widzę sens w tym, że w ogóle żyję i coś robię, a czasem nie bardzo. Staram się sobie przypominać, że spotkało mnie wiele fantastycznych rzeczy i że bilans ciągle jest dodatni Oczywiście, nie wliczam w to odejścia Marysi, bo to jest poza konkurencją i tego nic nie zrównoważy”.

Dla Filipa Łobodzińskiego pociechą w trudnych chwilach jest córka z pierwszego małżeństwa, Julia. Z wykształcenia jest italianistką, pasjonuje się fotografią i działa na rzecz ratowania planety przed plastikiem. Dziennikarz bardzo się o nią martwi. 

„Przy każdym wyjeździe Julki mówię: uważaj, naprawdę uważaj, dbaj o siebie. (…) Ma żyć długo i szczęśliwie. Przynajmniej na tyle szczęśliwie, na ile ten świat pozwala. Bo ten świat nie jest dobrym miejscem”. 

Filip Łobodziński
Fot. Wojciech OLSZANKA/East News

Wideo

Marynarki, kardigany, sukienki maxi, kozaki na słupku. Te produkty będą modne jesienią i zimą 2020/2021

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MAŁGORZATA ROZENEK-MAJDAN i RADOSŁAW MAJDAN w przejmującej rozmowie o walce o dziecko, mierzonej poświęceniem, niepewnością, ale i wdzięcznością. MICHAŁ ŻEBROWSKI i EUGENIUSZ KORIN, dyrektor i reżyser Teatru 6. piętro. Czy się lubią, podziwiają i... kłócą. MARIOLA BOJARSKA FERENC Los naznaczony tragediami: wypadek mamy, walka o życie synka, rozwód, choroba męża. W cyklu EXTRA: Czy w kontekście niemieckich obozów koncentracyjnych może być mowa o modzie? – opowiada antropolożka mody Karolina Sulej. PODRÓŻ „Będziecie tam wracać”, mówi o Bieszczadach słynna podróżniczka Elżbieta Dzikowska.