Jane Fonda, Roger Vadim, październik 1966
Fot. Keystone Features/Getty Images
NIEZWYKŁE HISTORIE

Jane Fonda i Roger Vadim: wybaczała mu wszystkie zdrady i hojnie dawała pieniądze

„Jadłam tylko skórki z jego chleba i okrawki z jego camemberta", mówiła

Redakcja VIVA! 1 września 2021 17:16
Jane Fonda, Roger Vadim, październik 1966
Fot. Keystone Features/Getty Images

Jane Fonda stwierdziła po latach, że mogłaby napisać dwie historie małżeństwa z Rogerem Vadimem. W jednej jawiłby się jako okrutny, mizoginiczny i nieodpowiedzialny nicpoń. W drugiej byłby czarującym, czułym mężczyzną. Obie byłyby równie prawdziwe.

Jane Fonda: „O Boże, jaki on jest przystojny!"

To był dzień jej urodzin, Paryż, rok 1963. Francuska agentka Jane zorganizowała z tej okazji imprezę. Wśród gości był Roger Vadim – sławny 36-letni reżyser. Już po dwóch małżeństwach: z Brigitte Bardott i duńską aktorką Annette Strøyberg. Już ojciec dwójki dzieci, w tym jednego z Catherine Deneuve. O dziesięć lat młodsza Jane Fonda patrzyła na niego myśląc: „O Boże, jaki on jest przystojny!” Siedzieli razem i rozmawiali, potem zaczął śpiewać sprośne piosenki.

Cieszył się sławą wspaniałego kochanka. Już przy drugim spotkaniu poszli do hotelu. „Zaczęliśmy się namiętnie pieścić, ale gdy w końcu dotarliśmy do łóżka, on już nie był podniecony”. Niezbyt doświadczona w damsko-męskich sprawach 26-latka uznała, że to jej wina. Gdy sytuacja powtarzała się przez kolejne trzy tygodnie, czuła się okropnie. Przysięgała sobie: „Naprawię to, potrafię to naprawić!”. Gdy w końcu wszystko między nimi zadziałało, przez dwie doby nie wychodzili z łóżka.

Czytaj także: Hanka Bielicka chciała wyjść po raz drugi za Jerzego Duszyńskiego. Ale on miał już inną

Jane Fonda, Roger Vadim, Wenecja, 19.09.1966 rok
Fot. Bettmann / Contributor/Getty Images

Jane Fonda, Roger Vadim, Wenecja, 19.09.1966 rok

„Jeśli kobieta jest dokonałą gospodynią, mężczyzna jej nie porzuci”

Miała wrażenie, jakby poza Vadimem życie dla niej przestało istnieć. Straciła zainteresowanie pracą, Paryżem, ludźmi, nawet jedzeniem. „Jadłam tylko skórki z jego chleba i okrawki z jego camemberta”, wspominała w autobiografii „Moje życie”. Nie zauważała sygnałów ostrzegawczych – ile czasu spędzał w klubie, ile pił, ile pieniędzy wydawał na obstawianie wyścigów kolejek elektrycznych. Mimo uszu puszczała jego wzmianki o tym, że odebrano mu prawo jazdy za prowadzenie po pijanemu i że gdy miał wypadek, jechała z nim Catherine Deneuve, w ciąży z ich synem, i omal nie poroniła.

Wynajęli małe romantyczne mieszkanie. Jane robiła zakupy, gotowała, prowadziła dom. Wierzyła – jak jej matka – że jeśli kobieta jest dokonałą gospodynią, mężczyzna jej nie porzuci. Vadim jednak niespecjalnie to zauważał. Jemu tygodniami nie przeszkadzał zlew pełen brudnych naczyń. Potrzeba porządku, zorganizowania życia domowego, oszczędzanie pieniędzy – wszystko to uważał za przejaw drobnomieszczaństwa. A nic nie brzydziło go bardziej.

Pieniądze szybko stały się powodem pretensji. Jane po matce odziedziczyła 150 tysięcy dolarów, co w tamtych czasach, przy rozsądnym gospodarowaniu, mogło jej zapewnić przyzwoite życie przez wiele lat. Vadim obrażał się, że nie chce dać mu części tej sumy, by wyjechał z przyjacielem do nadmorskiego kurortu pracować tam nad scenariuszem.

W końcu ustąpiła uznając, że jest małostkowa i skąpa. Wiele czasu potrzebowała, by zrozumieć, że jej życiowy partner jest uzależniony od hazardu. Do tego stopnia, że wybierając plany filmowe, szuka miejsc, skąd blisko będzie do toru wyścigowego czy kasyna. Znaczna część majątku jej matki została tam przepuszczona.

Czytaj także: „Postanowiłyśmy wziąć ślub”. Oto niesamowita historia przyjaźni Agnieszki Osieckiej i Hanny Bakuły

Jane Fonda, Roger Vadim, październik 1966
Fot. Keystone Features/Getty Images

Jane Fonda, Roger Vadim, październik 1966

Dlaczego kobiety robią tyle hałasu o zdradę?

Zazdrość też była w jego oczach drobnomieszczańska. Jak można mówić o zdradzie tylko dlatego, że mąż czy żona uprawiali z kimś seks? On i jego przyjaciele godzinami rozprawiali o tym, że dzięki rewolucji seksualnej ludzie wreszcie zrozumieli rzecz oczywistą: moralność klasy średniej trzeba odrzucić na rzecz wolności seksualnej i otwartości małżeńskiej. Prawdziwa miłość musi być wolna od zazdrości i emocjonalnej chęci posiadania. Dla Jane stało się jasne, że aby zatrzymać go przy sobie, musi zostać „królową antyburżujstwa”. Szaleć, wszystko wybaczać i hojnie dawać mu pieniądze.

By nie wyjść na mieszczkę, nic nie mówiła, gdy nie wracał na noc. Albo zjawiał się sporo po północy i pijany zwalał do łóżka. W końcu kiedyś sprowadził do domu piękną rudowłosą kobietę – jak się okazało, luksusową prostytutkę – i zaaranżował ménage à trois. Orgie we troje, czasem z większą liczbą osób, zdarzały się coraz częściej. „Tak doskonale opanowałam sztukę ukrywania prawdziwych uczuć, że w końcu udało mi się przekonać samą siebie, że to lubię”, wspominała Fonda w swojej autobiografii.

Egoizm, skąpstwo i skłonność do krytykowania?

Roger Vadim był pierwszym mężczyzną, którego naprawdę kochała. Przez długi czas nie potrafiła okazywać gniewu. Życie z nim było barwne jak kalejdoskop. Pomógł jej odkryć własną seksualność. Sprawił, że poczuła się bardziej pewna siebie, bo skoro ją kochał, musiała być całkiem w porządku. Jego przyjaciele też ją chwalili. Gdy w nocy zabrakło im whisky, biegła do sklepu. Dawała pieniądze. A słysząc o jej seksualnym wyzwoleniu, mówili z uznaniem: „Jane nie jest jak większość kobiet, jest jedną z nas”. Ona sama czuła, że wciąż nie stara się dostatecznie. Któregoś dnia zrobiła listę rzeczy, które uważała za swoje wady. W pierwszej trójce: egoizm, skąpstwo i skłonność do krytykowania.

Hollywood zaczęło w końcu upominać się o Jane Fondę. Z trudem rozstawała się z Vadimem, by jechać do Stanów na plan filmowy. W 1965 roku powstały m.in. western „Kasia Balou” i dramat „Obława”. Gdy wracała do Francji, coraz bardziej męczyło ją życie nomadów, które prowadzą. Zwłaszcza, że często razem z nimi mieszkała córka Vadima, ośmioletnia Nathalie. Czasem mieli też pod opieką Christiana, dwuletniego syna ze związku z Catherine Deneuve. Fonda znalazła więc małą farmę 60 kilometrów od Paryża.

Czytaj także: Joanna Trzepiecińska i Janusz Anderman: była wpatrzona w niego jak obraz, później walczyła o przetrwanie

Jane Fonda, Roger Vadim, Wenecja, 1967 rok
Fot. Archivio Cameraphoto Epoche/Getty Images

Jane Fonda, Roger Vadim, Wenecja, 1967 rok

Nie był to ślub marzeń, jeszcze gorsza była noc poślubna

Wtedy też zaczęła myśleć o ślubie. Wierzyła, że podobnie jak kupno farmy, wzmocni ich związek. Zaplanowali potajemną uroczystość w Las Vegas. Ceremonia odbyła się w hotelowym apartamencie, w obecności pastora i niewielkiej grupy rodziny i przyjaciół. Młodzi zapomnieli kupić obrączek, więc goście pożyczyli im własne.

Nie był to ślub marzeń, jeszcze gorsza okazała się noc poślubna. Pan młody spędził ją w kasynie, Jane położyła się spać z jego matką. „Naprawdę nic nie wiedziałam o uzależnieniu od hazardu, zresztą i tak nie miałoby to znaczenia. Czułam się zraniona i zła. Lecąc następnego dnia po południu do Los Angeles, myślałam: co ja najlepszego zrobiłam?”.

Bardzo powoli docierało do niej, za kogo naprawdę wyszła za mąż. W połowie pracy nad filmem „Barbarella” z 1968 roku – Jane grała główną rolę, Vadim reżyserował – wpadł w jeden ze swoich alkoholowych ciągów. Czuła się bezradna i coraz bardziej samotna. Zaczęło jej też doskwierać poczucie, że mieszkając i kręcąc filmy w Europie, marnuje czas.

W Stanach działy się ważne rzeczy – czarni walczyli o swoje prawa, trwały protesty przeciw wojnie w Wietnamie, rodził się ruch feministyczny – ona zaś czuła, jakby była na niekończącej się imprezie, na której wcale dobrze się nie bawi. Zaczynała mieć dosyć. Podobnie jak powtarzanego przez Vadima jaka mantra zdania: „Nie traktuj wszystkiego serio”.

Narodziny córki Vanessy

Szansę na przywrócenie życiu znaczenia dostrzegła w narodzinach dziecka. Kończyła trzydziestkę, a Vadim w roli ojca zawsze bardzo jej się podobał. Dużo czasu poświęcał dzieciom, lubił się z nimi bawić, snuć fantastyczne opowieści i bez końca wszystko tłumaczyć. Miała podejrzenia, że dlatego tak potrafi wejść w świat dziecka, bo sam nigdy nie dorósł.

Tydzień po 30. urodzinach zaszła w ciążę. Wkrótce pojawiły się też komplikacje, do krwawień i wysokiego ryzyka poronienia doszło zarażenie świnką. Francuski ginekolog doradzał aborcję. „Ani przez chwilę nie brałam takiej możliwości pod uwagę, choć byłam wdzięczna, że mam wybór. Nie chodzi o to, że Vadim i ja traktowaliśmy to beztrosko. Po prostu moje przekonanie do macierzyństwa było tak wątłe, że czułam, że jeśli dokonam aborcji, nigdy więcej nie zechcę mieć dzieci”. Gdy zaczął się poród, wyruszyli z piskiem opon do kliniki na przedmieściach Paryża. Była przerażona, wiła się z bólu. Kilometr przed szpitalem w samochodzie zabrakło benzyny. Vadim wziął ją wtedy na ręce i niósł przez resztę drogi.

Macierzyństwo początkowo okazało się dla niej trudne. Gdy wrócili z córką Vanessą na farmę, dzieckiem zajęła się niania, a świeżo upieczona matka przez miesiąc leżała i płakała. W tamtych czasach nie mówiło się o depresji poporodowej. Poczucie, że zawodzi w tej nowej roli, dodatkowo ją zdołowało. Dziecko nieustannie płakało, a ponieważ aktorka nie radziła sobie z karmieniem piersią, poszukała rad u modnej ekspertki od zdrowego żywienia Adelle Davis.

Gdy Vanessa miała trzy miesiące, wyjechały do Hollywood, gdzie Jane Fonda miała przygotowywać się do roli w „Czyż nie dobija się koni”. Tam wybrała się do pediatry, mówiąc, że bardzo się martwi, bo dziecko wymiotuje i wciąż płacze. „Jakie mleko jej pani daje?”, zapytał lekarz. „To, co zaleca Adelle Davis”, odpowiedziała. „Suszoną wątrobę cielęcą, koncentrat soku żurawinowego, drożdże i kozie mleko. Oczywiście musieliśmy powiększyć otwory w smoczkach do butelek…”. Lekarz złapał się za głowę.

Jane ma dosyć

„Małżeństwa kończą się etapami”, zauważa w książce „Moje życie” Jane Fonda. „Część mojego zakończyło się lata wcześniej, jeszcze zanim się pobraliśmy, ale ja dążyłam naprzód w stanie wielkiego zaprzeczenia”. Po etapie namiętności i romantyczności przyszedł czas uległości i podporządkowania, kiedy czuła się jak sparaliżowana.

Po sześciu latach zdobyła się na bunt. Jego symbolem było obcięcie włosów na krótko, co nie spodobało się Vadimowi. Potem w poszukiwaniu siebie – wzorem Beatlesów i Mii Farrow – aktorka wyjechała do Indii. Po powrocie wdała się w romans, niezbyt udany. „Odkryłam, że trzeba uważać na pozamałżeńskie romanse, bo łatwo dać się zranić, a mężczyzna okazuje się zazwyczaj nieodpowiedni”, podsumowała to doświadczenie.

Gdy 15 lat później przeczytała rękopis biografii Rogera Vadima „Bardot, Deneuve, Fonda”, ze zdumieniem odkryła, że siebie przedstawił tam jako wiernego męża, oszukiwanego przez nią pod koniec małżeństwa. Oburzona oświadczyła mu, że jest hipokrytą. To słowo, bliskie tak znienawidzonemu przez niego mieszczaństwu, sprawiło, że delikatnie zmienił fakty, przyznając, że owszem, zdradzał i oszukiwał.

Czytaj także: Piotr i Ewa Fronczewscy: ich miłość przetrwała największe burze

Pogrzeb bardzo w stylu Vadima

Gdy Roger Vadim zmarł w 2000 roku, na pogrzebie spotkały się wszystkie jego najważniejsze kobiety. Była Bridgitte Bardot, Annette Strøyberg, Marie-Christine Barrault, Catherine Schneider, Catherine Deneuve i Jane Fonda. Prosto z cmentarza pojechały do Catherine Schneider, piły, rozmawiały i śmiały się. Jane Fonda podsumowuje: „To było bardzo w stylu Vadima. Wszystkiego jego kobiety razem, wspominające, dlaczego go kochały. Nie mówiłyśmy natomiast tego dnia o tym, dlaczego go opuściłyśmy”.  

Tekst: Anna Zalewska

Wideo

Justyna i Jakub Przygońscy: „jesteśmy zapracowanymi rodzicami”. Tak zmieniły ich dzieci

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

One nas inspirują! Kobiety sukcesu, w wieku od 30 plus do 70 plus: KAMIŃSKA, DERESZOWSKA, SWOROWSKA, KASPRZYK, DUDZIAK w szczerych, zaskakujących rozmowach o dojrzałości, poczuciu atrakcyjności i seksualności. „Wiek nie ogranicza apetytu na seks”, mówi wybitny seksuolog ANDRZEJ DEPKO i przełamuje tabu. IRIS APFEL ikoną stylu została po... osiemdziesiątce. Prowokuje: „Młodość jest przereklamowana!”. 88-letnia JOAN COLLINS i 56-letni PERCY GIBSON burzą stereotypy o związku starszej kobiety z młodszym partnerem. W cyklu PODRÓŻE wyprawa do indyjskich spa i centrów duchowych po młodość.