Reklama

Paulina Smaszcz w rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc w autorskim programie „VIVA! Bez Tabu” wróciła wspomnieniami do swojego dzieciństwa. Opowiedziała o dorastaniu w komunalnym mieszkaniu na Jeżycach, życiu w biedzie, pracy swoich rodziców oraz marzeniach, które od najmłodszych lat dawały jej siłę, by zmienić własny los.

Paulina Smaszcz o domu z dzieciństwa. „W każdym pokoju mieszkała inna rodzina”

„Paulinko, gdyby życie było sportem, gdybyś startowała na olimpiadzie, to chyba byś wygrała wszystkie dyscypliny, mianowicie dyscypliny na przetrwanie, na komunikację, na dyskusję, determinację. No i jeszcze sprint przez przeciwności losu. Naprawdę jesteś we wszystkim tym mistrzynią”, powiedziała na początku rozmowy Mariola Bojarska-Ferenc. Prowadząca program VIVA! Bez Tabu zwróciła uwagę na szczerość, z jaką Smaszcz opisała swoje dzieciństwo w książce, i poprosiła ją o opowiedzenie, jak wyglądało życie w komunalnym mieszkaniu.

Paulina Smaszcz przypomniała, że dorastała na poznańskich Jeżycach, które, jak zaznaczyła, wyglądały wtedy zupełnie inaczej niż dziś. „Ty na pewno pamiętasz Jeżyce, które teraz są takie fancy, modowe, hipsterskie. Wtedy to była bardzo trudna dzielnica i mówiło się, że na Wildę i na Jeżyce się nie wchodzi. Czyli jeżeli kogoś tam nie znałaś, to tak było to niebezpieczne”, wspominała.

Opowiedziała również o warunkach, w jakich mieszkała jej rodzina. „Tam były mieszkania komunalne, i to są mieszkania, które były dużymi kiedyś mieszkaniami, kiedy Niemcy jeszcze nimi zarządzali. Natomiast te mieszkania zostały podzielone na pokoje, i to było jedno mieszkanie z jednym wejściem. U mnie były cztery pokoje, i w każdym pokoju mieszkała inna rodzina. I była jedna kuchnia i jedna łazienka”, powiedziała.

Na pytanie Marioli Bojarskiej-Ferenc o codzienne korzystanie ze wspólnej kuchni odpowiedziała: „Godzinowo. Trzeba było wiedzieć, kiedy dana rodzina, o której gotuje, o której można było skorzystać z łazienki i tak dalej”, wyjaśniła. Dodała również, że i tak miała więcej szczęścia niż wcześniejsze pokolenia mieszkańców kamienicy. „Ja już się urodziłam, to już ta łazienka była w tym mieszkaniu, ale jeszcze były takie toalety (...) w tych kamienicach poznańskich na piętrach”.

CZYTAJ TEŻ: TYLKO U NAS: Na chwilę po śmierci babci dostał od niej wzruszający znak. W jej wyraźnym głosie przekazała mu ważne słowa

Mariola Bojarska-Ferenc, Paulina Smaszcz w VIVA! Bez Tabu
Mariola Bojarska-Ferenc, Paulina Smaszcz w VIVA! Bez Tabu archiwum prywatne Marioli Bojarskiej-Ferenc

Największe marzenie Pauliny Smaszcz. „Chciałam swój dom i swoją rodzinę zbudować inaczej”

Zapytana o dziecięce marzenia, Paulina Smaszcz przyznała, że już jako mała dziewczynka wiedziała, co może pomóc jej odmienić przyszłość. „Ja wiedziałam jedno, że jeśli chcę od życia. Jeżeli chcę z tego wyjść, bo ja miałam szansę zobaczyć ten inny świat, to edukacja, szkoła, uczenie się, czytanie to były jedyne takie możliwości dla nas dzieci z Jeżyc”. Podkreśliła również, że w tamtych czasach dzieci mogły bezpłatnie korzystać z zajęć organizowanych przez domy kultury i kluby. Jednocześnie zaznaczyła, że jej marzenia nie miały charakteru materialnego. „Człowiek w tamtych czasach to marzył, żeby było go stać na gumę Donald, albo żeby ktoś przywiózł ci pustą puszkę po Coca-Coli, którą można było postawić na półce. Ja nawet nie dostałam nigdy pełnej. Nie było takich marzeń materialnych. Te marzenia raczej wynikały z tego, co czytałam w książkach”.

Jednym z tematów rozmowy był także zawód ojca Pauliny Smaszcz. Mariola Bojarska-Ferenc zapytała, czy praca trumniarza nie była dla dziecka trudnym doświadczeniem. Smaszcz odpowiedziała: „Jak żyjesz z tym i się wychowujesz w tym, to nie”. Następnie opowiedziała o warsztacie ojca. „Kościelna 15, bardzo znane miejsce, teraz tam są lody, ale wtedy był bardzo, bardzo znany, bo mój tata był naprawdę utalentowany. My z moim bratem byliśmy bardzo popularni w szkole podstawowej. Dlatego jak ktoś chciał obejrzeć trumny, to się umawiał z nami i szedł do naszego ojca do warsztatu. Byliśmy jakąś tam atrakcją”. Jak podkreśliła, była to dla niej po prostu codzienność. „Dla mnie to była rzeczywistość, to była po prostu praca”.

Paulina Smaszcz zaznaczyła, że trudna sytuacja materialna nie oznaczała braku troski ze strony rodziców. „To, że miałam trudne i biedne dzieciństwo nie oznaczało, że byłam zaniedbanym dzieckiem. Moja mama o nas dbała”. Opowiedziała również o tym, jak wyglądało życie jej rodziny. „Moi rodzice byli ciągle w pracy. Moja mama pracowała w szpitalu, mój ojciec pracował bardzo dużo, moja mama również. My byliśmy takimi dziećmi z kluczem na szyi. I to nie chodzi o to, że to jest jakieś zjawisko. W tamtych czasach to był standard”.

Na zakończenie wspomnień zdradziła, jakie było jej największe marzenie jako nastolatki. „Miałam takie marzenie, kiedy już byłam nastolatką, że chcę swój dom i swoją rodzinę zbudować inaczej. I ta rodzina, posiadanie dzieci, jakby takie wyobrażenie nabyte też z edukacji i z książek, jak ma ta rodzina wyglądać, to było takie moje marzenie największe w życiu. Być mamą, mieć cudowną, kochającą się rodzinę”.

Cały odcinek VIVA! Bez Tabu obejrzysz na naszym kanale na platformie YouTube.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: VIVA! Bez Tabu: Jak bez pomocy skalpela mieć idealną cerę? Lekarz dermatolog przestrzega przed tym, co robi większość z nas!

Paulina Smaszcz, VIVA! Bez Tabu
Paulina Smaszcz, VIVA! Bez Tabu
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...