TYLKO U NAS: Rozkochał w sobie publiczność opolskiego festiwalu, za jego rodziną niełatwa historia. „Jestem dzieckiem imigrantów, którzy przyszli tutaj za chlebem”
Po sukcesie na festiwalu w Opolu Sargis opowiedział historię, której wielu jego fanów nie znało. Artysta wrócił wspomnieniami do dzieciństwa, ormiańskich korzeni i trudnych początków swojej rodziny w Polsce.
Podwójny triumf na festiwalu w Opolu sprawił, że o Sargisie usłyszała cała Polska. Artysta zachwycił publiczność muzyką i autentycznością, jednak za jego sukcesem kryje się historia, która przez lata pozostawała w cieniu. W najnowszym wywiadzie opowiedział o ormiańskich korzeniach, dzieciństwie na Śląsku oraz o doświadczeniach, które ukształtowały go nie tylko jako muzyka, ale przede wszystkim jako człowieka.
Sargis wrócił wspomnieniami do rodzinnej historii
Choć dziś kojarzony jest przede wszystkim z sukcesem odniesionym podczas Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, Sargis nie ukrywa, że jego droga do tego miejsca rozpoczęła się wiele lat wcześniej. W rozmowie wrócił pamięcią do historii swoich rodziców i wyjaśnił, dlaczego jego rodzina zdecydowała się opuścić Armenię.
Jak opowiada, jego rodzice poznali się jeszcze w Polsce, a później wrócili do Armenii, gdzie założyli rodzinę. Sytuacja gospodarcza w kraju okazała się jednak na tyle trudna, że zdecydowali się ponownie wyjechać. Dzięki temu, że rodzice jego mamy mieszkali już w Polsce, cała rodzina mogła rozpocząć nowe życie właśnie tutaj.
„To było tak, że miałem rok i dziewięć miesięcy. Mój brat miał wtedy prawie sześć lat. Przyjechaliśmy do Polski z rodzicami, bo rodzice mojej mamy mieszkali w Polsce. (...) W tamtym czasie w Armenii mieliśmy trudną sytuację gospodarczą i finansową, więc cała klasa średnia wyjeżdżała. Moi rodzice mieli tę możliwość wyjechania do Polski, bo rodzice mamy byli tutaj. I tak trafiliśmy właśnie na śląską ziemię i wychowałem się tam od dzieciaka.”
ZOBACZ TEŻ: TYLKO U NAS: Na chwilę po śmierci babci dostał od niej wzruszający znak. W jej wyraźnym głosie przekazała mu ważne słowa

„Jestem dzieckiem imigrantów, którzy przyszli tutaj za chlebem”
Jednym z najbardziej poruszających momentów rozmowy było wyznanie dotyczące własnych doświadczeń. Artysta przyznał, że dorastanie w rodzinie imigrantów nie należało do najłatwiejszych, ale jednocześnie spotkał na swojej drodze ludzi, którzy pomogli mu uwierzyć w siebie.
„Możemy wziąć pod uwagę to, że jestem dzieckiem imigrantów, którzy przyszli tutaj za chlebem i nie było łatwo, ale ja dzięki temu, że właśnie trafiłem na tych ludzi, którzy mi pomagali, że ja naprawdę w swoim życiu podczas każdego etapu miałem kogoś, kto mnie złapał za rękę i pokazał drogę. Interesownie, totalnie. I mnie to rozbrajało, że mówię: Boże, jakie ja mam szczęście do tego i bez nich by tego nie było.”
Jak podkreśla, właśnie te doświadczenia sprawiły, że dziś myśli nie tylko o muzyce, ale również o pomaganiu innym. Szczególnie bliskie są mu dzieci, które – podobnie jak on kiedyś – potrzebują wsparcia i dobrego startu.
Śląsk stał się jego drugą ojczyzną
Mimo ormiańskich korzeni Sargis nie ma wątpliwości, że Śląsk jest miejscem, z którym czuje się najmocniej związany. To właśnie tam dorastał, chodził do szkoły i stawiał pierwsze kroki jako artysta.
W rozmowie wymieniał kolejne miasta, w których mieszkał – Zabrze, Jaworzno, Chorzów czy Katowice – podkreślając, że za każdym razem z ogromną radością wraca w rodzinne strony.
„W Polsce to jest taka moja mała ojczyzna, że wracam, kocham kuchnię śląską, kocham ludzi ze Śląska. Naprawdę, to jest takie fajne miejsce dla mnie.”
Jednocześnie zaznacza, że równie mocno związany jest z Armenią. Dzięki temu może czerpać z dwóch kultur i – jak sam mówi – być ich ambasadorem.
CZYTAJ TEŻ: TYLKO U NAS: To on wystąpi na Eurowizji w barwach Polski? Fani konkursu stawiają właśnie na niego. Podwójny zwycięzca opolskich Premier złożył deklarację

Nie zawsze było łatwo. Sargis wspomina trudne doświadczenia
Artysta przyznał również, że zdarzały się sytuacje, w których czuł się obco. Choć podkreśla, że takich momentów nie było wiele, pamięta komentarze wynikające z tego, że wygląda inaczej niż większość osób w jego otoczeniu.
„Były takie sytuacje, najczęściej podyktowane tym, że wyglądam troszeczkę inaczej, że ktoś rzucił jakieś zdanie za mną, które powodowało, że przez chwilę właśnie poczułem się obcy, że ktoś mi tutaj wypomina albo mówi, że to nie mój kraj. W Armenii z kolei też widzę, że nie jestem takim typowym Ormianinem, który się tam wychował. To jest taki paradoks tego, że jesteś i tu, i tu, ale z drugiej strony trochę właśnie pomiędzy.”
Dziś patrzy na to z zupełnie innej perspektywy. Podkreśla, że oba kraje są częścią jego tożsamości i nie chce wybierać między nimi.
Sukces w Opolu otworzył nowy rozdział
Choć publiczność poznała Sargisa przede wszystkim dzięki występom w Opolu, sam artysta nie traktuje tego sukcesu jako końca drogi. Wręcz przeciwnie – uważa go za początek nowego etapu, w którym chce rozwijać swoją twórczość, pozostać wiernym własnym wartościom i w przyszłości wykorzystać popularność do pomagania innym.
W jego opowieści nie ma miejsca na budowanie sensacji. Jest za to wdzięczność wobec rodziców, osób, które spotkał na swojej drodze, oraz przekonanie, że nawet najtrudniejszy początek nie musi przesądzać o przyszłości. To właśnie ta autentyczność sprawiła, że po sukcesie w Opolu coraz więcej osób chce poznać historię kryjącą się za muzyką Sargisa.
Źródło: Viva