Monika Miller, Viva! 7/2024
Fot. ŁUKASZ KUŚ
tylko w VIVIE!

Tkwiła w toksycznych związkach. Spotkała prawdziwą miłość, gdy przestała w nią wierzyć 

"Ślub tradycyjnie w cerkwi. Dużo dzieci". Monika Miller z ukochanym planuje wspólną przyszłość

Alina Mrowińska 10 kwietnia 2024 17:11
Monika Miller, Viva! 7/2024
Fot. ŁUKASZ KUŚ

Zakochała się, mówi, że pierwszy raz w życiu jest szczęśliwa: „Uwielbiam dni, kiedy jesteśmy z Pavlo w domu, każdy robi swoje rzeczy, a ja chciałabym, żeby ten dzień trwał wiecznie”. Monika Miller w poruszającej rozmowie opowiedziała Alinie Mrowińskiej o sile miłości.

Ukochany artystki przyjechał do Polski jedenaście lat temu w poszukiwaniu lepszego życia. "Skończył studia, jest muzykiem, gra w klubach, komponuje utwory z gatunku eterycznego techno, jeździ na festiwale muzyczne i fashion weeki do Paryża jako model. [...] Poważnie podchodzi do życia, jest dżentelmenem, zawsze otwiera przede mną drzwi, kupuje mi kwiaty. Ani razu o nic się nie pokłóciliśmy. Podobnie jak ja jest introwertykiem, nie lubi szaleć w klubach, woli spędzać czas w domu. Mój związek z Pawełkiem jest najlepszym, co do tej pory spotkało mnie w życiu.", opowiada Monika Miller. Jak wyglądało ich pierwsze spotkanie? 

Monika Miller o miłości 

Napisałaś kiedyś na Instagramie: „Miłości nie szukaj na siłę, po prostu pozwól jej się znaleźć”. I tak się stało?

Dokładnie tak. Kompletnie już się poddałam, nikogo nie szukałam, uważałam, że miłość jest nie dla mnie, chyba przestałam w nią wierzyć. Moje dotychczasowe związki przyniosły mi tylko rozczarowanie. Toksyczne, niezdrowe, w których była manipulacja, oszustwa, zdrady. Bardzo byłam zawiedziona. Pavla poznałam ponad rok temu na imprezie u wspólnej znajomej. Pomyślałam, że fajnie, że jest z Ukrainy i że zajmuje się muzyką. Dobrze nam się rozmawiało. Ale wtedy jeszcze nic się nie wydarzyło.

Nie poczułaś, że to jest właśnie „ten” mężczyzna?

W ogóle. Następnego dnia byłam w szoku, kiedy do mnie napisał na Instagramie, a po godzinie pisania zaprosił na randkę. Miałam dużo wątpliwości, może podświadomie bałam się kolejnego rozczarowania… Milimetr brakowało, żebyśmy się w ogóle nie spotkali. Przeciągałam termin, kluczyłam, w końcu się spotkaliśmy. 

Gdzie?

W spa na Złotej 44, przez pół roku wynajmował tam z kumplem mieszkanie. Byłam przekonana, że chodzi mu tylko o to, żeby szybko zaciągnąć mnie do łóżka. Krótki romans i nic więcej. A ja zupełnie tego nie chciałam. Przyszłam na spotkanie chyba bardziej z ciekawości, nie liczyłam, że z tego będzie miłość, dobry związek. Tak myślę, że ja już nie chciałam się zakochać… Byłam przekonana, że będę sama i że to wcale nie jest takie złe. A wracając do pierwszej randki, Pavlo czekał na mnie na samym dole wieżowca, pocałował mnie w rękę, powiedział, że bardzo chciał mnie znowu zobaczyć. Pojechaliśmy do spa na ostatnim piętrze. Niesamowita sceneria – zimowy wieczór, jacuzzi na zewnątrz z widokiem na Pałac Kultury. Pavlo był słodki, delikatny, powiedział mi, że mam piękną twarz, jakby ją ktoś wykuł w marmurze. Rozpoznaję fałszywe komplementy, które są jedynie zabiegiem manipulacyjnym, a on był szczery i to mnie bardzo ujęło. Mówił, że podoba mu się u mnie ten kontrast – grzeczna, delikatna dziewczyna z tatuażami. Okazało się, że jesteśmy z tego samego roku, on jest starszy o trzy miesiące, ja się urodziłam w Kamieńcu Podolskim, który jest oddalony od jego Winnicy o dwie godziny jazdy samochodem. Pomyślałam sobie, że zatoczyłam koło, miałam chłopaków z Francji, Holandii, Włoch i znalazłam takiego, który pochodzi prawie z tego samego miejsca co ja. 

Czytaj też: Diagnoza lekarzy była dla niej ciosem. Dziennikarka TVN przeszła poważną operację usunięcia guza z mózgu

To jest dla Ciebie ważne, że Pavlo pochodzi z Ukrainy?

Wcześniej nigdy bym nie powiedziała, że chcę się zakochać w chłopaku z Ukrainy. Nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Ale jak poznałam Pavla, to widzę, że jesteśmy wychowani w podobny sposób, mamy podobne wartości, oboje jesteśmy tradycjonalistami. Chciałabym się nauczyć języka ukraińskiego, bo głównie w nim rozmawiają jego rodzice. Zostali w Winnicy, na razie szczęśliwie nie ma tam działań wojennych, tylko czasem słychać syreny i nadlatujące samoloty. 

Kiedy się zakochałaś?

Po Nowym Roku zamieszkaliśmy razem. Bałam się, jak to będzie, czy po kilku miesiącach nie rozstaniemy się. Nic takiego się nie stało, z każdym dniem stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Po trzech miesiącach byłam pewna, że się zakochałam, że to jest to i że nie stało się tak przez przypadek. Mój tata był z Polski, a mama z Ukrainy i teraz z nami się powtórzyło. [...]

Czytaj też: Pilne wieści z domu gwiazdy Na Wspólnej. Kuba Wesołowski ma powód do radości

Powiedziałaś, że jesteście tradycjonalistami, co to dla Ciebie znaczy?

Kobieta pozwala mężczyźnie być głową rodziny, on bardziej skupia się na zarabianiu, ona tworzy dom i atmosferę. Ślub tradycyjnie w cerkwi, koniecznie biała suknia. No i przede wszystkim dzieci. Dużo dzieci.

Dużo dzieci?

Przynajmniej czwórka. Oboje tego chcemy. Najpierw miała być dwójka, z czasem przekonałam Pawełka, żeby była trójka. Stanęło na czwórce. [...]

Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od 11 kwietnia.   

Monika Miller, Viva! 7/2024
Fot. ŁUKASZ KUŚ

Filip Chajzer, Viva! 7/2024 okładka
Fot. Dawid Grzelak

Redakcja poleca

REKLAMA

Wideo

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale szybko zamieszkali razem. Teraz czeka ich wielka zmiana!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

MARYLA RODOWICZ o poczuciu zawodowego niedocenienia, związkach – tych „gorszych, lepszych, bardziej udanych” i swoim azylu. KAROLINA GILON I MATEUSZ ŚWIERCZYŃSKI: ona pojechała do pracy na planie telewizyjnego show, on miał przeżyć przygodę życia jako uczestnik programu… MAREK TORZEWSKI mówi: „W miłości, która niejedno ma imię, są dwa kolory. Albo biel, albo czerń. A ja mam tę biel, a to wielkie szczęście…”.