Ze swoim eks żyje w przyjaźni, gdy po raz drugi wyszła za mąż zamieszkali we trójkę. W VIVIE! słynna pisarka ujawnia: „Takie relacje się zdarzają, tylko o tym się nie mówi”
Nie każde rozstanie kończy się wojną. Małgorzata Kalicińska w szczerej rozmowie opowiada o niezwykłej relacji z byłym mężem i życiu, które po wielkiej stracie wciąż pisze dla niej nowe scenariusze.

Małgorzata Kalicińska po raz kolejny udowadnia, że o najtrudniejszych doświadczeniach potrafi mówić z niezwykłą czułością i szczerością. W poruszającej rozmowie wraca do życia po śmierci ukochanego męża, opowiada o domu, który wciąż jest pełen wspomnień, oraz o książce „Nostalgia. Rzecz o moich ukochankach”, powstającej w jednym z najbardziej wymagających momentów jej życia. Z właściwym sobie dystansem mówi także o relacji z byłym mężem, pokazując, że rozstanie nie musi przekreślać wzajemnego szacunku i bliskości. To piękna opowieść o miłości, która zmienia swoje oblicza, o pamięci silniejszej od czasu i o więziach, które potrafią przetrwać największe życiowe próby.
Tylko w VIVIE!: Małgorzata Kalicińska o relacji z byłym mężem: "Między moim pierwszym mężem a mną żadnej wojny nie było"
– Myśli Pani o przyszłości?
Dużo o teraźniejszości. O przyszłości o tyle, żebym miała siłę ciągnąć to wszystko, ten dom, tę wielką działkę. Ten rok pokazał mi, że radzę sobie, ale czy tak będzie zawsze?
– Sprzeda Pani dom, który razem zbudowaliście?
Bardzo lubię ten nasz zakątek, ale gdy przyjdzie moment, że nie będę mogła go obsługiwać fizycznie, jak się zestarzeję i stanę się spróchniałą starszą panią, to o tym pomyślę. Chyba że jeszcze ktoś się w moim życiu się pojawi i mi pomoże. Na razie jestem tu. Są koty, pies, przyjeżdżają dzieci. [...]
– Pisanie jest dla Pani ucieczką? Terapią? Właśnie wydała Pani książkę zatytułowaną „Nostalgia. Rzecz o moich ukochankach”.
Nie chciałam, żeby to był rozdzierający dramat oparty na historii mojego życia. Pisałam ją w ostatnim roku życia mojego męża. Włodek wtedy dużo spał, a ja… byłam zalana kortyzolem i przyjaciel lekarz kazał mi coś ze sobą zrobić. Pomyślałam, że najlepiej będzie, jeśli zajmę się tym, co lubię.
– Rozumiem, że postanowiła Pani właśnie pisać.
Tak, bo już coś tam wcześniej w głowie mi się rodziło. Otworzyłam nowy dokument i zaczęłam klikać.
– Ale trochę własnych historii Pani przemyciła.
Na pewno. Mam problem z mówieniem o tej książce, bo gdyby pani w szkole zapytała: „Co autor chciał przez to powiedzieć?”, to niczego mądrego bym nie wymyśliła. Chciałam po prostu opowiedzieć fajną, miłą historię o miłości. Zawsze tak miałam, że jak wchodziłam w tekst, to mnie nie było. Było tak, że Włodeczek tu sobie spał, ja przed komputerem plotłam te swoje trzy po trzy. Już po jego śmierci, pewnego razu, tu, gdzie pani teraz siedzi, siedział mój były mąż Maciej i mówi: „O czym jest ta nowa książka?”. Wyjaśniam, że wspomnienie wdowy o dwóch swoich wielkich miłościach. „O mnie i o Włodku?”, pyta on. „Ani Włodka tam nie ma, ani ciebie nie ma”, odpowiadam. „A, to nie warto czytać”, skwitował.

– Niesamowite, że po rozwodzie żyjecie Państwo w przyjaźni.
Takie relacje się zdarzają, tylko jakoś się o tym nie mówi. Najmodniej jest mówić o wojnie między osobami, które się rozstają. Kiedyś przeczytałam, że jedna pani o swoim eks napisała, że to dla niej już obcy człowiek. Serio? Smyrał cię po pleckach, zna twoje wnętrze. Wie o tobie prawie wszystko. To jest obcy człowiek? Można napisać, że się ukrzywdziliście, że go nienawidzisz, nie cierpisz i jest ohydny. Ale obcy?! Między moim pierwszym mężem a mną żadnej wojny nie było. Rozstaliśmy się, bo materiał zetlał i wszystko się rozlazło w szwach. Oczywiście nie rozwiedliśmy się z miłości. Coś się zadziało, że się rozstaliśmy, ale nikomu nigdy o tym nie powiem, nawet własnym dzieciom. To jest tajemnica zawiązana na kokardę i odstawiona na antresolę. Nie mamy powodu, żeby się nienawidzić. Już o tym mówiłam, ale powiem jeszcze raz. My z Włodkiem po powrocie z Korei, gdzie Włodek pracował, zamieszkaliśmy u Maćka. Oczywiście tylko na czas budowy naszego domu. Ale ani nie mieliśmy oddzielnych wejść, ani oddzielnych lodówek. Jak gotowałam obiad, to dla całej trójki, a wieczorami oni razem oglądali mecze, dyskutowali o sprawach technicznych i o fotografii.
– Pan Włodek nie protestował, żeby zamieszkać z Pani eks?
Pytał: „Ale jak to mamy z Maćkiem mieszkać?”. Powiedziałam mu, że przecież się znają i lubią, więc nic nie stoi na przeszkodzie. A oni są zupełnie różni. Włodek zdystansowany, Maciek brat łata z sercem na dłoni. Gdy Włodek zachorował, Maciek zrobił się wobec niego jeszcze bardziej serdeczno-opiekuńczy. Na przykład powiedział, że nie mogę sama organizować olejku CBD, bo mnie na pewno nabiorą i że on to będzie robił. Ujął tym Włodka jeszcze bardziej. A jak się okazało, że Włodek nie może słodyczy jeść, to mu przywoził bezcukrowe. Ustaliliśmy jedynie, że każda wizyta może trwać nie dłużej niż półtorej godziny. Maciek wie, że po dwóch godzinach zaczyna mnie wkurzać, więc zawija się odpowiednio wcześniej. Jest szalenie pomocny, choć życie osobiste ma poukładane.
Cały wywiad w nowej VIVIE!. Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 2 lipca.

