Zaskakuje szczerością i łamie stereotypy. Jan Lubomirski-Lanckoroński zdradza kulisy życia współczesnego księcia. Taki jest naprawdę
Jan Lubomirski-Lanckoroński z niezwykłą swobodą łączy świat historii z teraźniejszością. W szczerej rozmowie odsłania kulisy życia, które dalekie jest od bajkowych wyobrażeń, i z klasą tłumaczy, co dziś naprawdę oznacza być księciem.

Jan Lubomirski-Lanckoroński w jednym z najnowszych wywiadów odsłania kulisy swojego życia prywatnego, mówiąc o rodzinie i doświadczeniach, które go ukształtowały. Jednocześnie porusza temat swojego tytułu, tłumacząc z niespotykaną szczerością, co dziś naprawdę oznacza bycie księciem.
Jak Lubomirski-Lanckoroński o życiu współczesnego księcia
Jan Lubomirski-Lanckoroński to postać, która od lat intryguje i przyciąga uwagę. Polski książę funkcjonuje dziś w świecie dalekim od dawnych dworów i arystokratycznych ceremonii. Jego codzienność nie przypomina tej znanej z kart historii – to nowoczesne życie, w którym tytuł pozostaje ważną częścią tożsamości, ale nie stanowi jej jedynego wyznacznika. W wywiadzie dla tvn.pl z Anną Pawelczyk-Bardygą podkreśla, że jego życie toczy się naturalnym rytmem. Jan Lubomirski-Lanckoroński jasno zaznacza, że bycie księciem we współczesnym świecie ma zupełnie inny wymiar niż kiedyś. Nie chodzi o przywileje czy władzę, lecz o dziedzictwo i historię. Tytuł staje się raczej symbolem, który niesie ze sobą określone wartości, niż realnym narzędziem wpływu. Właśnie dlatego nie powinno się traktować tego tematu jak tabu.
„Chcę rozwiać jako radca prawny wątpliwości, ponieważ to nie jest zabronione, ale też nikt nikogo do tego nie zmusza. […] To jest rzecz, którą bardziej traktuję jako taką spuściznę i nawet obowiązek, a nie kwestię dobrego dodatku do nazwiska. W Polsce głównymi obowiązującymi tytułami są tytuły naukowe. Książę nie jest z jednej strony konieczny, ale z drugiej strony też nie przesadzajmy i nie traktujmy tego jak tabu”, mówi na łamach tvn.pl.
Jan Lubomirski-Lanckoroński z rozbrajającą szczerością mówi także o tym, jak w Polsce postrzega się arystokratyczne tytuły. Zwraca uwagę, że za granicą, nawet w krajach, które funkcjonują jako republiki – taka tytulatura nikogo nie dziwi. Wręcz przeciwnie, bywa naturalnym określeniem osoby, która odgrywa istotną rolę w swojej społeczności.
W Polsce, jak zauważa, przez lata narosło wokół tego zupełnie inne skojarzenie. Szczególnie w okresie komunistycznym tytuły zaczęły być odbierane jako symbol uprzywilejowania, a nawet czegoś negatywnego. Kojarzono je z kimś „zbyt bogatym”, „wywyższającym się”, oderwanym od rzeczywistości.

Jan Lubomirski-Lanckoroński – o ciężarze słynnego nazwiska
Jak podkreśla, w kraju, który określa jako „wspaniały” i „przepiękny”, żyje mu się bardzo dobrze. Nie traktuje jednak swojego tytułu wyłącznie jako elementu historii – widzi w nim także zobowiązanie wobec teraźniejszości. Temu właśnie ma służyć inicjatywa, którą współtworzy – otwarcie Muzeum Książąt Lubomirskich w Krakowie. To miejsce ma nie tylko przybliżać historię rodu, ale również pokazywać ją z innej perspektywy – jako historię zaangażowania i wpływu na losy kraju. Jak podkreśla, jego rodzina wielokrotnie działała na rzecz budowania i rozwoju Polski. To właśnie z tej rodziny wywodzi się postać regenta Zdzisława Lubomirskiego, który ogłosił deklarację niepodległości Polski.
„Nie uczestniczyliśmy tak jak wiele niestety innych rodzin w Targowicy. Zamiast tego nasza rodzina ogłosiła niepodległość Polski. To bardzo ważny motyw, który wyróżnia nas spośród pozostałych dawnych rodzin arystokratycznych. Regent Zdzisław Lubomirski ogłosił słynną deklarację niepodległości Polski, której oryginał będzie można zobaczyć w naszym muzeum", dodawał.

Jan Lubomirski-Lanckoroński o swoim dzieciństwie
W przypadku Jana Lubomirskiego-Lanckorońskiego rzeczywistość od początku splatała się jednak z historią jego rodu. „Nazwisko czasami pomaga, czasami przeszkadza, ale trzeba działać mimo tego. I zdecydowanie łamać stereotypy”, dodawał. Co ciekawe, jak sam przyznaje, nie było jednego, przełomowego momentu, w którym ktoś usiadł z nim i wprost powiedział o jego książęcym pochodzeniu. Ta świadomość dojrzewała naturalnie – pojawiała się mimochodem, w trakcie szkolnych lekcji historii czy w sytuacjach towarzyskich, kiedy temat wypływał niejako sam. Ale czy jako dziecko rozumiał, co naprawdę oznacza nosić nazwisko Lubomirski?
Jak przyznaje, już jako chłopiec wykazywał duże zainteresowanie historią, jednak jego ciekawość nie koncentrowała się na samym tytule. Znacznie bardziej fascynowały go losy rodziny i jej rola w dziejach Polski. To właśnie o to najczęściej dopytywał swojego ojca – o znaczenie zaangażowania rodu w tworzenie państwa, o wybory podejmowane w kluczowych momentach historii. „Zawsze była rozmowa o działaniu, o tym, w jaki sposób wpływaliśmy pozytywnie właśnie na kraj [...] i myślenie, co nadal możemy jeszcze wnosić. Mam nadzieję, że wciąż możemy stanowić jakiś pozytywny element w naszym społeczeństwie, zupełnie nie zwracając uwagi na to, czy jest się księciem, czy doktorem, czy radcą prawnym. Najważniejsze, żeby każdy z nas działał dla naszej ojczyzny, zwłaszcza w tak trudnych czasach, które mamy dzisiaj”, opowiadał Annie Pawelczyk-Bardydze dla tvn.pl. Sam nie wychowywał się w zamku, ale w jednej z kamienic.

Jan Lubomirski-Lanckoroński mówi o tym wprost. Nigdy nie patrzył na swoje pochodzenie przez pryzmat wyobrażeń o zamkach i przywilejach. Bardzo szybko zrozumiał, że nazwisko samo w sobie nie buduje rzeczywistości. Zamiast tego pojawiła się świadomość odpowiedzialności. Przekonanie, że jeśli sam nie zacznie działać, pracować i tworzyć – nic się nie wydarzy. Wbrew wyobrażeniom, nie było żadnego zaplecza finansowego, które gwarantowałoby komfort. „Nikt ich nam nie dosypywał”, mówi wprost, przełamując kolejny mit związany z arystokracją.
„Nigdy nie patrzyłem na to pod kątem bajki i że gdzie jest ta bajka? […] Po 89 roku, widząc już możliwości [...], zacząłem się angażować w różne wydarzenia. Najpierw szkolne, później z moim ojcem w wyjazdy dotyczące Zamku Wiśniczu, czy współpracy z ówczesnymi władzami samorządowymi. A w głowie gdzieś tam kiełkowała myśl, że jednak trzeba zrobić biznes. Ta myśl wykiełkowała we wspólnym interesie, który zrobiłem z moim przyjacielem z Poznania, czyli... kanapki. […] Całkiem nieźle nam to poszło. Później po rozwinięciu, stworzyłem też kawiarnię. Nie ukrywam, że tu była pewna pomoc mojej byłej teściowej”, zwierzał się na łamach tvn.pl.
Jaki naprawdę jest Jan Lubomirski-Lanckoroński?
Wizerunek arystokraty bywa obciążony skrajnymi wyobrażeniami – od bajkowych fantazji po chłodne stereotypy z przeszłości. W jego przypadku rzeczywistość okazuje się jednak zdecydowanie bardziej ludzka.
„Jestem raczej człowiekiem bardzo pozytywnie nastawionym do życia. Rzadko mi się zdarza być smutnym. Tym, co mnie charakteryzuje, jest humor. To jest coś, co właśnie przebija te stereotypy. […] Wszyscy jesteśmy ludźmi i tak samo mamy swoje wzloty i upadki, i troski, i radości”, opowiadał Annie Pawelczyk-Bardydze.
Książę mówi o sobie jako o człowieku szczęśliwym i spełnionym, ale jednocześnie nie zamyka tej historii w formie zakończonego rozdziału. Wręcz przeciwnie – podkreśla, że wciąż ma plany, ambicje i przestrzeń do działania. Pokazuje, że za dzisiejszym poczuciem spełnienia stoi proces, konsekwencja i praca, a nie gotowy scenariusz. I być może właśnie w tym tkwi sedno tej historii – w umiejętności doceniania tego, co jest, bez rezygnowania z tego, co jeszcze przed nami.

Źródło: tvn.pl