Za rolę w „E.T.” pokochały ją miliony. Za sławę zapłaciła cenę, której nie powinno płacić żadne dziecko. Jej historia porusza do dziś
Drew Barrymore była jedną z największych dziecięcych gwiazd Hollywood, ale za sukces zapłaciła cenę, której nie powinno płacić żadne dziecko. Gdy świat zachwycał się jej rolą w „E.T.”, ona dorastała w cieniu uzależnień, nocnych klubów i skomplikowanej relacji z matką. W wieku 13 lat trafiła do zamkniętego ośrodka psychiatrycznego, a rok później została prawnie niezależna od rodziców. Dziś otwarcie opowiada o traumie, przebaczeniu i życiu, które udało jej się zbudować od nowa.

Gdy miliony widzów wzruszały się małą Gertie z filmu „E.T.”, niewielu wiedziało, że poza planem zdjęciowym Drew Barrymore prowadzi życie, którego nie powinno doświadczać żadne dziecko. Zanim skończyła dziesięć lat, bywała w legendarnym Studio 54, sięgnęła po alkohol i dorastała w świecie dorosłych. W wieku 13 lat trafiła do zamkniętego ośrodka psychiatrycznego, a rok później sąd uznał ją za osobę niezależną od rodziców. Dziś aktorka otwarcie mówi o swojej przeszłości i nie ukrywa, że za hollywoodzką sławę zapłaciła bardzo wysoką cenę.
Historia Drew Barrymore nie przypomina bajki o cudownym dziecku, które spełniło amerykański sen. To opowieść o dziewczynce wychowanej w blasku reflektorów, która przez lata szukała tego, czego najbardziej jej brakowało – poczucia bezpieczeństwa i bezwarunkowej miłości.
Drew Barrymore urodziła się w rodzinie, która od pokoleń tworzyła historię Hollywood
Drew Blythe Barrymore przyszła na świat 22 lutego 1975 roku w Culver City w Kalifornii. Aktorstwo miała dosłownie we krwi. Jej ojcem był John Drew Barrymore, a dziadkiem legendarny John Barrymore – jeden z najwybitniejszych aktorów teatralnych i filmowych pierwszej połowy XX wieku. W rodzinie byli również Lionel Barrymore, laureat Oscara, oraz Ethel Barrymore, której nazwisko do dziś nosi jeden z teatrów na Broadwayu.
Nazwisko Barrymore otwierało wszystkie drzwi w Hollywood, ale nie gwarantowało szczęśliwego dzieciństwa. W rodzinie od pokoleń powtarzały się problemy z uzależnieniami i burzliwymi relacjami. Ojciec Drew zmagał się z alkoholizmem i praktycznie nie uczestniczył w jej wychowaniu. Po rozstaniu rodziców opiekę nad dziewczynką przejęła matka, Jaid Barrymore, która bardzo szybko stała się również jej menedżerką.
Przed kamerą Drew pojawiła się jeszcze przed pierwszymi urodzinami w reklamie karmy dla psów. Jako pięciolatka zagrała w filmie „Odmienne stany świadomości”, a dwa lata później została światową gwiazdą dzięki roli Gertie w „E.T.” Stevena Spielberga.
Sukces przyszedł błyskawicznie. Dziewczynka, która dopiero uczyła się pisać, stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych dzieci na świecie. Sama po latach przyznała, że bardzo długo nie rozumiała, czym właściwie jest sława. – Byłam dzieckiem, które chodziło do pracy. Wydawało mi się, że tak właśnie wygląda życie – wspominała.
Steven Spielberg zobaczył w niej przede wszystkim dziecko
Choć „E.T.” przyniósł Drew światową popularność, sam plan filmowy był dla niej jednym z niewielu miejsc, w których czuła się bezpiecznie. Steven Spielberg od początku traktował ją z ogromną troską i szybko zauważył, że dziewczynka potrzebuje nie tylko reżysera, ale także wsparcia dorosłych.
Drew była przekonana, że filmowy E.T. naprawdę istnieje. Rozmawiała z nim między ujęciami, opowiadała mu o swoim dniu i siadała obok niego podczas przerw. Spielberg nie wyprowadzał jej z błędu. Poprosił ekipę, by mechaniczna postać poruszała się także wtedy, gdy kamery były wyłączone. Wiedział, że dla kilkuletniej aktorki ta niezwykła przyjaźń ma ogromne znaczenie.
Po latach Barrymore wyznała, że właśnie wtedy po raz pierwszy poczuła, iż ktoś naprawdę troszczy się o jej emocje. – Steven był dla mnie osobą, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa – mówiła w jednym z wywiadów.
To kontrastowało z jej codziennością. Po zakończeniu zdjęć wracała do świata, w którym granica między dzieciństwem a dorosłością praktycznie nie istniała.

Matka była jednocześnie rodzicem i menedżerką. To zmieniło ich relację
Po rozwodzie rodziców Drew wychowywała się z matką, Jaid Barrymore. To ona organizowała castingi, negocjowała kontrakty i towarzyszyła córce podczas kolejnych sukcesów. Z czasem coraz trudniej było jednak oddzielić rolę matki od roli osoby zarządzającej karierą dziecka.
Drew bardzo wcześnie zaczęła zarabiać pieniądze. Uczestniczyła w premierach, spotkaniach branżowych i wywiadach, funkcjonując bardziej jak dorosła aktorka niż kilkuletnia dziewczynka. Sama wspominała, że nie potrafiła już rozpoznać, gdzie kończy się praca, a zaczyna zwyczajne życie.
Najbardziej bolało ją jednak coś innego – brak zwyczajnej relacji z matką.
– Nie chcę, żebyś była moją menedżerką. Chcę mieć mamę – powiedziała jej po latach, wspominając jedną z najtrudniejszych rozmów w swoim życiu.
Dziś Barrymore nie ukrywa, że przez wiele lat miała do matki ogromny żal. Jednocześnie podkreśla, że jako dorosła kobieta potrafi spojrzeć na nią z większym współczuciem. – Moi rodzice po prostu nie dali rady. Dziś to rozumiem – przyznała.
Zamiast szkoły były premiery filmowe i imprezy w Studio 54
Podczas gdy większość dzieci spędzała popołudnia z rówieśnikami, Drew coraz częściej pojawiała się na czerwonych dywanach i ekskluzywnych przyjęciach. Jednym z miejsc, do których zabierała ją matka, było legendarne Studio 54 – klub będący symbolem nowojorskiego życia nocnego lat 70. i 80.
Barrymore wspominała później, że jako dziecko nie widziała w tym niczego niezwykłego. Dorastała w przekonaniu, że tak wygląda normalność.
– Już jako dziesięciolatka prowadziłam imprezowe życie. Wydawało mi się, że właśnie tam jest moje miejsce – opowiadała.
W archiwalnym wywiadzie z Oprah Winfrey Jaid Barrymore przyznała, że podczas imprez pozwalała córce swobodnie spędzać czas z dorosłymi. Z perspektywy lat nie ukrywała, że popełniła wiele błędów.
Dla Drew nocne kluby stały się jednak miejscem, w którym czuła się akceptowana. W szkole nie potrafiła odnaleźć się wśród rówieśników, a sława dodatkowo utrudniała jej nawiązywanie przyjaźni.
– Nie chciałam być sławna. Chciałam tylko gdzieś pasować – wspominała.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Alkohol i używki pojawiły się w bardzo młodym wieku
Pierwszy alkohol wypiła jako dziecko. Później pojawiły się papierosy, marihuana, a w końcu również twardsze narkotyki. Barrymore wielokrotnie podkreślała, że używki nie były dla niej sposobem na dobrą zabawę.
– Nie piłam po to, żeby się bawić. Piłam, żeby się upić – napisała w autobiografii „Little Girl Lost”.
Każda kolejna substancja miała pomóc zagłuszyć samotność i lęk. Z zewnątrz wyglądała jak jedna z najszczęśliwszych dziecięcych gwiazd Hollywood. W rzeczywistości coraz bardziej wymykała się spod kontroli.
– Im bardziej byłam odurzona, tym szczęśliwsza wydawałam się sama sobie. A tak naprawdę byłam coraz bardziej nieszczęśliwa – wspominała.
Problemy narastały błyskawicznie. Drew uciekała z domu, wdawała się w konflikty i coraz częściej znikała na całe noce. Mimo to nadal pracowała przed kamerą i pojawiała się na branżowych wydarzeniach. Niewiele osób zdawało sobie sprawę, że za uśmiechem nastolatki kryje się dziecko, które od dawna nie radzi sobie z własnym życiem.
Najtrudniejsze miało jednak dopiero nadejść.
W wieku 13 lat matka wysłała ją do zamkniętego ośrodka
Kiedy uzależnienie i bunt nastoletniej Drew zaczęły całkowicie wymykać się spod kontroli, Jaid Barrymore podjęła decyzję, która na zawsze zmieniła życie córki. Aktorka miała 13 lat, gdy trafiła do zamkniętej placówki psychiatrycznej Van Nuys Psychiatric Hospital.
Jak wielokrotnie wspominała, nie wiedziała wcześniej, co się wydarzy. Została przewieziona do ośrodka w środku nocy.
– Przywieźli mnie tam nocą. Gdy przekroczyłam próg, wiedziałam, że nie mogę po prostu wyjść – opowiadała po latach.
Jeszcze dzień wcześniej chodziła na premiery filmowe i imprezy z gwiazdami Hollywood. Nagle znalazła się w miejscu, gdzie obowiązywały surowe zasady, a każdy dzień wyglądał niemal identycznie.
– Jednego dnia byłam na czerwonym dywanie, a następnego zamknięto mnie za drzwiami z zabezpieczeniami – wspominała.
Pobyt trwał około półtora roku. Drew nie ukrywa, że był jednym z najtrudniejszych doświadczeń w jej życiu. Opowiadała o rygorystycznej dyscyplinie, izolacji i poczuciu całkowitej utraty kontroli. Początkowo buntowała się przeciwko wszystkiemu. Krzyczała, łamała zasady i próbowała prowokować personel.
Z czasem zaczęła jednak rozumieć, że po latach życia bez jakichkolwiek granic właśnie one okazały się czymś, czego najbardziej potrzebowała.
– To było okropne. Ale potrzebowałam dyscypliny. Nigdy wcześniej nikt mi jej nie dał – mówiła.
Po latach jeszcze mocniej zaskoczyła opinię publiczną, gdy przyznała, że mimo całej traumy nie potępia decyzji matki.
– Ludzie pytają, jak mogła mi to zrobić. A ja odpowiadam: prawdopodobnie uratowała mi życie.
To nie oznaczało jednak, że zapomniała o bólu. Barrymore wielokrotnie podkreślała, że najbardziej bolało ją poczucie odrzucenia przez osobę, której najbardziej ufała.

Nie chciała już menedżerki. Potrzebowała mamy
Pobyt w ośrodku nie naprawił relacji z Jaid Barrymore. Wręcz przeciwnie – uświadomił Drew, jak bardzo brakowało jej zwyczajnej więzi z matką.
Dopiero jako dorosła kobieta Drew zaczęła patrzeć na matkę z większym zrozumieniem. Nie usprawiedliwia jej decyzji, ale uważa, że Jaid była samotną kobietą, która nie poradziła sobie z wychowaniem córki będącej światową gwiazdą.
– Moi rodzice po prostu nie dali rady. Dzisiaj to rozumiem.
Przebaczenie nie przyszło od razu. Aktorka przyznaje jednak, że życie z nieustannym gniewem byłoby dla niej znacznie większym ciężarem.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
W wieku 14 lat została prawnie niezależna
Po opuszczeniu placówki Drew podjęła decyzję o emancypacji. Miała zaledwie 14 lat, gdy sąd uznał ją za osobę samodzielną.
Dla większości nastolatków taki scenariusz wydaje się niewyobrażalny. Ona musiała nauczyć się płacić rachunki, prowadzić dom i podejmować decyzje, które zwykle należą do dorosłych.
– Wiedziałam, że naprawdę jestem sama. To było przerażające – wspominała.
Emancypacja nie była wyłącznie buntem przeciwko matce. Specjaliści, którzy pracowali z Drew podczas leczenia, uznali, że powrót do wcześniejszego modelu życia może okazać się dla niej niebezpieczny.
Pierwsze miesiące samodzielności nie przypominały hollywoodzkiego życia. Barrymore wykonywała zwyczajne prace, sama robiła zakupy i uczyła się funkcjonować bez ludzi, którzy przez całe dzieciństwo podejmowali za nią decyzje.
Hollywood skreśliło ją szybciej, niż ją pokochało
Po wyjściu z ośrodka okazało się, że dziecięca sława nie gwarantuje kolejnych ról. Wielu producentów uważało Drew za problematyczną aktorkę.
– Mówili, że jestem katastrofą i nikt nie powinien mnie zatrudniać – wspominała.
Przez pewien czas wydawało się, że jej kariera dobiegła końca. Barrymore nie zamierzała jednak rezygnować z aktorstwa.
Przełom przyszedł w latach 90. Najpierw zaskoczyła widzów krótką, ale pamiętną rolą w „Krzyku”, a później udowodniła, że świetnie odnajduje się w komediach romantycznych. „Od wesela do wesela”, „50 pierwszych randek” czy „Aniołki Charliego” sprawiły, że publiczność zobaczyła zupełnie nową Drew – pogodną, pełną dystansu i niezwykle charyzmatyczną.
Jednocześnie zaczęła rozwijać się jako producentka. Założona przez nią firma Flower Films odpowiada za wiele hitów kinowych, a Barrymore odzyskała kontrolę nad własną karierą.
Córkom daje dzieciństwo, którego sama nie miała
Dziś Drew Barrymore jest przede wszystkim mamą dwóch córek – Olive i Frankie. Wielokrotnie podkreślała, że właśnie macierzyństwo całkowicie zmieniło jej sposób patrzenia na własne dzieciństwo.
– Nigdy nie zdecydowałabym się na dzieci, gdybym nie była gotowa postawić ich na pierwszym miejscu – mówiła.
Aktorka świadomie chroni córki przed światem show-biznesu. Nie chce, aby dorastały na planach filmowych i od najmłodszych lat funkcjonowały pod presją popularności.
To właśnie one sprawiły również, że Drew inaczej spojrzała na własną matkę.
– Z wiekiem zrozumiałam, że rodzice też bywają zagubieni. To nie znaczy, że wszystko im wybaczam. Ale rozumiem ich bardziej niż kiedyś.
Choć relacja z Jaid Barrymore przez lata pozostawała bardzo trudna, aktorka nie zerwała z nią kontaktu. Dziś mówi raczej o akceptacji niż o pojednaniu.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Trauma została z nią na zawsze
Drew Barrymore często powtarza, że dzieciństwa nie da się odzyskać. Nawet po latach stabilnego życia zdarza jej się wracać myślami do czasu, gdy jako nastolatka została zamknięta w ośrodku.
– Zawsze mam gdzieś z tyłu głowy myśl, że ktoś przyjdzie i znowu wszystko mi odbierze – przyznała w jednym z wywiadów.
Mimo tego nie definiuje siebie przez traumę. Wręcz przeciwnie – uważa, że najważniejsze było nauczenie się życia mimo bolesnych doświadczeń.
– Nie zmieniłabym swojej historii. To ona sprawiła, że jestem osobą, którą jestem dzisiaj.
Drew Barrymore nie opowiada o swoim dzieciństwie po to, by wzbudzać współczucie. Robi to, ponieważ chce pokazać, jak ogromny wpływ na dorosłe życie mają doświadczenia z najmłodszych lat. Historia dziewczynki, która miała wszystko oprócz poczucia bezpieczeństwa, jest dziś przestrogą przed ceną, jaką dziecięce gwiazdy potrafią zapłacić za sukces.


Bibliografia: Biography.com, People.com, The Independent, The Oprah Winfrey Show, The Howard Stern Show, The Drew Barrymore Show, Los Angeles Times, Decider, The List, Nicki Swift, Drew Barrymore i Todd Gold „Little Girl Lost”, Drew Barrymore „Wildflower”, Deep Dive (YouTube).