Weronika Rosati odrzuciła fortunę. TYLKO W VIVIE! mówi wprost: „Wiedziałam, że będę trochę małpą w cyrku"
Za kulisami hollywoodzkich planów nie wszystko wygląda tak, jak mogłoby się wydawać. Weronika Rosati po raz pierwszy tak szczerze opowiada o finansach, zawodowych wyborach i decyzjach, które kosztowały ją więcej niż utracone honorarium. Nie zabrakło też zaskakujących kulis współpracy z Alem Pacino.

W rozmowie z magazynem VIVA! Weronika Rosati przyznaje, że choć spełnia się jako aktorka i mama, wciąż myśli o większej stabilizacji finansowej. Opowiada o świadomym odrzuceniu lukratywnej propozycji, pracy przy filmie „Lear Rex” z Alem Pacino oraz planach zawodowych obejmujących polskie i amerykańskie produkcje.
Weronika Rosati o finansach i życiu w Los Angeles. „Dążę do większej stabilizacji”
[...]
– Dużo przeszłaś w życiu, ale nie ma w Tobie goryczy. Cieszysz się tym, co masz.
Bo mam wspaniałe dziecko i cudowną rodzinę. Jesteśmy zdrowi. Wykonuję wymarzony zawód. Czy chciałabym więcej grać? Chciałabym. Czy chciałabym, żeby Steven Spielberg bił się z Christopherem Nolanem, u którego z nich zagram? Owszem, byłoby fajnie. Ale i bez tego czuję się szczęśliwa, że jestem aktorką. Mam wokół siebie wspaniałych ludzi, z którymi pracuję i którzy towarzyszą mi w tej drodze od lat. Więc nie mogę narzekać. Czy mam problemy? Mam. Czy żyję w stresie? Czasami ogromnym. Czy spotykają mnie przykrości? Tak. I bywają bolesne. A jednak nic nie zburzy mojego szczęścia, że mieszkam w kraju, w którym zawsze chciałam żyć, a jednocześnie mogę pracować i bywać w kraju, który kocham. W Los Angeles żyjemy dużo skromniej, niż ludzie sobie wyobrażają. Gdyby finansowo wszystko układało się fantastycznie, nie musiałabym w ogóle myśleć o przyszłości.
– Boisz się o przyszłość?
Nie boję się, ale finansowe bezpieczeństwo czasami zaprząta moje myśli. Chciałabym dać Eli jak najfajniejsze życie, zapewnić bezpieczeństwo, spokój na tyle, na ile mogę. Dlatego dążę do większej stabilizacji, bo wtedy będę miała dla niej więcej czasu. Gdybyś mnie zapytała, co chciałabym zmienić, odpowiedziałabym: Tak poukładać sprawy zawodowe, aby móc wybierać tylko te projekty, które mnie pasjonują. Teraz robię dużo rzeczy na Instagramie, których absolutnie się nie wstydzę, bo w ten sposób godnie zarabiam pieniądze. Oczywiście, że wolałabym dostać 20 milionów dolarów za rolę, ale… Żadna uczciwa praca nie hańbi. Jestem selektywna, nigdy nie zrobiłabym czegoś, z czym źle bym się potem czuła. Ostatnio dostałam intratną propozycję. Wahałam się. Miałam świadomość, że honorarium za kilka dni pracy zapewniłoby mi spokój na trzy–cztery miesiące, ale… Wiedziałam, że będę trochę małpą w cyrku. Zrezygnowałam więc. I nie dlatego, że mogłam sobie na to pozwolić finansowo. Pomyślałam, że nie po to przez lata budowałam swoją pozycję, żeby coś mogło ją podważyć. Zawsze żyłam na własnych warunkach.

Al Pacino, „Lear Rex” i nowe projekty. Co czeka Weronikę Rosati?
– To prawda. Jak zaczęła się Twoja przygoda z filmem „Lear Rex” Bernarda Rose’a z Alem Pacino w roli głównej?
Z Pacino znamy się i lubimy od 20 lat. Spotkaliśmy się w międzyczasie na planie „Stand Up Guys”, zagraliśmy razem z Christopherem Walkenem. Na pokład „Lear Rex” zaprosił mnie Barry Navidi, który stoi za sukcesem „Kupca weneckiego” z Alem Pacino w tytułowej roli. Przyjaźnimy się od wielu lat. W czasie strajku aktorów i scenarzystów, który trwał bardzo długo i nie miałam wtedy żadnych ról, żadnych projektów, zapytałam go, czy mogę przyjść na plan, zobaczyć, jak film wygląda od strony producenckiej. Tak się zaczęło. W napisach na IMDb zostałam wymieniona przez Navidiego jako Co-Executive Producer w geście uznania dla pracy, którą wykonałam na planie. To było wspaniałe doświadczenie. Na koniec produkcji okazało się, że musimy zrobić jedną dokrętkę. Ela zagrała w niej z Alem Pacino, a ja przemazuję się w tle. Jestem statystką w scenie mojej córki (śmiech). Highlight tego zawodu polega na tym, że mogę podarować córce niezwykły suwenir. Kocham to!
– Lubię ten Twój entuzjazm i dystans do siebie.
Dawno zrozumiałam, że niczego nikomu nie muszę udowadniać. Nigdy nie liczyłam swoich minut na ekranie. Mnie to w ogóle nie obchodzi. Ja po prostu kocham pracować. Ciekawostka. Jeden z niezbyt przyjaznych polskich dziennikarzy – chyba ma jakiś problem z kobietami – rozpuścił plotkę, że mnie zawsze wycinano z amerykańskich filmów. Otóż nigdy nie zostałam wycięta z filmu. Raz moja rola była troszeczkę okrojona, co było logiczną decyzją, ponieważ gwiazdą filmu była Zoe Saldaña. Nie mam wielkiego ego. Czy jestem na ekranie przez trzy minuty, czy przez 10, nie ma znaczenia. Judi Dench na ekranie „Zakochanego Szekspira” pojawia się na pięć minut i 52 sekundy, a dostała Oscara! Nie ma małych ról, są tylko mali aktorzy. Szkoda, że pomija się moje główne lub duże drugoplanowe role w amerykańskich i międzynarodowych filmach i serialach.
– Co masz na horyzoncie?
Czekam z niecierpliwością na „Króla Leara”, jestem podekscytowana, że mogłam być jego częścią. Mam dwa polskie projekty serialowe, w które bardzo wierzę. Tym mocniej, że są to historie kobiece, a nie kolejny serial o mordercy, który zaczyna się od tego, że w lesie facet morduje kobietę… Mam nadzieję, że oba wyjdą. Będę o to walczyć i nie odpuszczę. Zwłaszcza że jeden pomysł mi się przyśnił. Jak u Hitchcocka. Hitchcock zawsze robił filmy, które wcześniej mu się przyśniły (śmiech). Z partnerami jesteśmy na etapie domykania ostatnich szczegółów produkcji polsko-amerykańskiej filmu biograficznego osadzonego w Polsce lat 60. Poza tym dzień przed przylotem do Polski skończyłam zdjęcia do mojego pierwszego niskobudżetowego filmu, gdzie gram jedną z głównych ról u boku Erica Robertsa. To był najśmieszniejszy scenariusz, jaki przeczytałam w ciągu ostatnich lat, a czytam ich mnóstwo. Za chwilę na ekrany kin wchodzi amerykański horror science fiction „Black Box”. Twórcy tego filmu są odpowiedzialni między innymi za „Wilka z Wall Street” Scorsese oraz „Drive” z Ryanem Goslingiem. Nie jestem fanką tego gatunku, ale ciekawi mnie, jak zostanie odebrany. Poza tym mam projekty, o których nie mogę jeszcze rozmawiać. Nie chcę zapeszyć. Trzymam się zasady: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach”.
– Na puentę – miłość! Pozwalasz sercu jeszcze kochać?
W moim życiu jest bardzo dużo miłości. Kropka (śmiech).
Cały wywiad z Weroniką Rosati w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 2 lipca.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Łukasz Zagrobelny bał się, że już nigdy nie zaśpiewa. TYLKO W VIVIE! ujawnił, co się działo za zamkniętymi drzwiami. Jego słowa wzruszają do łez
