W Polsce Omar Sangare pracował z mistrzami. W Oksfordzie jego profesorami byli gwiazdorzy "Harry'ego Pottera". Tylko nam zdradził kulisy
Podbił Nowy Jork, ale droga do sukcesu nie była prosta. W szczerej rozmowie z VIVĄ! Omar Sangare wraca do przełomowych momentów swojego życia i kariery. Wspomina także niezwykły czas nauki w Oksfordzie pod okiem gwiazd filmu i teatru.

Między Warszawą a Nowym Jorkiem od lat buduje własny świat. Świat teatru, literatury i nieustannego przekraczania granic. Dziś Omar Sangare jest cenionym aktorem, profesorem na wydziale aktorskim w elitarnym Williams College w stanie Massachusetts i twórcą największego na świecie festiwalu teatru jednego aktora, ale za tym imponującym życiorysem kryje się historia pełna samotności, strat i odważnych decyzji.
W szczerej rozmowie dla VIVY! wraca do przełomowych momentów swojej drogi, wspomina naukę w Oksfordzie pod okiem legend światowego aktorstwa. To właśnie wtedy narodziły się marzenia, które zaprowadziły go aż do Nowego Jorku.
Omar Sangale o drodze na szczyt w poruszającym wywiadzie VIVY!
Zaczęło się od Szekspira…
W Central Parku mgły snują się łagodnie, otulając drzewa pozbawione liści. Przez chmury przebijają się ostatnie różowe promienie dnia. Szara godzina broni się przed mrokiem. Spacerujemy z Omarem i jego ukochanym psem Salifem po krętych alejkach, gadamy o Nowym Jorku, o sztuce, o życiu. Od czasu do czasu mija nas jakiś biegacz albo rowerzysta.
– To gotowa sceneria do Szekspira – mówi szeptem Omar.
Mieszka tuż obok Central Parku. Wpadamy tam na kawę.
– Od Szekspira zaczęło się moje aktorskie życie i niekończąca się przygoda z teatrem. Już na trzecim roku studiów zagrałem Guildensterna w „Hamlecie” na scenie Teatru Dramatycznego, później w Nowym Jorku Otella – mówi Omar i rozkłada na stole sterty zdjęć, artykułów, recenzji. – To właśnie ta rola otworzyła mi autostradę do realizacji marzeń w Stanach Zjednoczonych. Otello też jest tematem mojej pracy doktorskiej, która później ukazała się w książkowej wersji pod tytułem „Biały z zazdrości. Otello Williama Szekspira”. [...]


Odbitki na ksero
Lata studiów w szkole teatralnej wspomina jako czas ucieczki od rzeczywistości, poszukiwania prawdy o sobie i lekarstwa na ból po stracie matki. Od jej śmierci ubiera się na czarno. A od niedawna z dodatkami złota. „To tylko dlatego, że to przecież moje Golden Jubilee”, mówi z uśmiechem.
Do studiów przygotowywała go Barbara Wrzesińska, z którą pozostaje do dziś w przyjaźni. A zajęcia z Anną Seniuk, Gustawem Holoubkiem, Ryszardą Hanin, Zbigniewem Zapasiewiczem, Andrzejem Wajdą wprowadziły go w niezwykły, wymagający dyscypliny i pokory świat teatru. Jeszcze na studiach został asystentem Wojciecha Siemiona i Tadeusza Łomnickiego. Później grał nie tylko w Teatrze Dramatycznym, ale i Teatrze Studio, Teatrze Wybrzeże, występował filmach, w telewizji, zajmował się dubbingiem.
– Miałem szczęście pracować z mistrzami w trakcie i po studiach – wspomina – ale po pewnym czasie moje dni wyglądały jak odbitki na ksero. Czegoś mi brakowało. Pracowałem siedem dni w tygodniu, jednak brakowało mi dnia ósmego. Kiedy dowiedziałem się o podyplomowych studiach dla aktorów w Brytyjsko-Amerykańskiej Akademii Teatralnej w Oksfordzie, wysłałem zgłoszenie. I dostałem stypendium! Byłem w szoku. Na miejscu było to zderzenie nie tylko z językiem staroangielskim, ale i warsztatem. Angielski na scenie to nowe brzmienie, znaczenie, nowy świat. Zajęcia prowadzili wybitni aktorzy, na przykład Derek Jacobi, który ma w dorobku arsenał filmowych ról. Grał tytułową rolę w popularnym serialu „Ja, Klaudiusz”, a później króla Edwarda VII w serialu Netflixa „The Crown”. Moimi profesorami byli: Alan Rickman, Jeremy Irons, Fiona Shaw. Było to magiczne zdarzenie teatralne. Dziś wspominam jak czasy Harry’ego Pottera, ale też i moje. Wróciłem do Warszawy uzbrojony w oręż nowej fascynacji.
– Myślałeś, żeby spróbować sił za granicą?
– Ostatecznie przekonała mnie do tego Ela Czyżewska. Graliśmy razem w Teatrze Dramatycznym w „Szóstym stopniu oddalenia”. Spędzaliśmy razem dużo czasu, potem zamieniło się to w przyjaźń. Ela przyjechała po latach pobytu w Stanach, aby znowu zagrać w Warszawie. Traktowano ją jak niechcianą emigrantkę, która nie zrealizowała swoich marzeń i wróciła. Widziałem, jak bliscy dla niej ludzie, których przyjmowała w Nowym Jorku, nie odpowiadali na jej telefony, nie mieli dla niej czasu. Była właściwie bezdomna, mieszkała w pokoju gościnnym teatru. Podczas prób atmosfera była toksyczna. Po kątach szeptano i zastanawiano się, czy ona jest na pewno trzeźwa, czy nie pije ukradkiem. W bufecie teatralnym plotki były codziennym bestsellerem. Ela broniła się sarkazmem. Ale to nie pomagało. Po roku grania nie przedłużono z nią umowy, a jej rolę grała żona reżysera. Ela wróciła do Nowego Jorku. Uświadomiłem sobie wtedy, że jeśli kiedykolwiek spróbuję świata, to nigdy nie polegając na łaskawości środowiska. Dzisiaj czasy są radykalnie inne. Powroty mają inne znaczenie. Jednego dnia wykładam na uczelni w stanie Massachusetts, wieczorem jestem na lotnisku JFK, wysypiam się w samolocie, biorę prysznic we własnym mieszkaniu w Warszawie i po południu jestem na planie filmu „Syrenka Picassa” Janusza Zaorskiego, w którym zagrałem.
Cały wywiad do przeczytania w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 18 czerwca.

