Reklama

Omar Sangare, absolwent warszawskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza, jest założycielem i dyrektorem artystycznym United Solo, największego na świecie festiwalu teatru jednego aktora, działającego w Theatre Row przy 42. Ulicy w Nowym Jorku. Jest aktorem, reżyserem, pisarzem, profesorem na wydziale aktorskim w elitarnym Williams College w stanie Massachusetts. W 2002 roku zagrał główną rolę w przedstawieniu „Otello” w nowojorskim Arena Players Repertory Theatre Company. Barbara Delatiner w artykule dla „New York Timesa” napisała wtedy: „Omar Sangare urodził się, aby grać Otella”. Grał w polskich filmach i serialach („Miodowe lata”, „Złotopolscy”). Ma na koncie wiele ról teatralnych, jest autorem zbiorów poezji i opowiadań. Mimo amerykańskich i polskich sukcesów strzeże prywatności. Po pertraktacjach udało mi się namówić Omara na spotkanie.

Zaczęło się od Szekspira…

W Central Parku mgły snują się łagodnie, otulając drzewa pozbawione liści. Przez chmury przebijają się ostatnie różowe promienie dnia. Szara godzina broni się przed mrokiem. Spacerujemy z Omarem i jego ukochanym psem Salifem po krętych alejkach, gadamy o Nowym Jorku, o sztuce, o życiu. Od czasu do czasu mija nas jakiś biegacz albo rowerzysta.

– To gotowa sceneria do Szekspira – mówi szeptem Omar.
Mieszka tuż obok Central Parku. Wpadamy tam na kawę.
– Od Szekspira zaczęło się moje aktorskie życie i niekończąca się przygoda z teatrem. Już na trzecim roku studiów zagrałem Guildensterna w „Hamlecie” na scenie Teatru Dramatycznego, później w Nowym Jorku Otella – mówi Omar i rozkłada na stole sterty zdjęć, artykułów, recenzji. – To właśnie ta rola otworzyła mi autostradę do realizacji marzeń w Stanach Zjednoczonych. Otello też jest tematem mojej pracy doktorskiej, która później ukazała się w książkowej wersji pod tytułem „Biały z zazdrości. Otello Williama Szekspira”.
Z dumą opowiada o swoim czteroletnim synku Maksymilianie.

Czytaj też: Takiej premiery dawno nie było! „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego przyciągnęła najważniejsze nazwiska świata kultury

– W tym wszystkim to on jest dla mnie najważniejszy. Osiągnięcia pokrywa kurz, a mój Maksio rozkwita. Rozmawiam z nim po angielsku, francusku i po polsku. Robię wszystko, aby zapewnić mu lepszy start w życiu niż mój własny. Maks jest moim spełnieniem.
– A jakie było Twoje dzieciństwo? – pytam, przerywając opowieść o synku. Omar zamyśla się, wychodzi i po chwili przynosi kolejny album ze zdjęciami.
– To jest moje dzieciństwo i młodość w Stalowej Woli, gdzie się urodziłem – mówi. Milknie, jakby szukał słów. – Ta piękna blondynka to Basia, moja mama, a ten maluch w jej ramionach to ja. To portret bezwarunkowej miłości mojej mamy i jej odwagi, szczególnie w tamtych czasach. Byłem pierwszym ciemnoskórym dzieckiem w mieście. A ta brunetka – pokazuje drugie zdjęcie – to moja mama chrzestna Maria Żarow. Tutaj jestem w komży i służę do mszy. Zobacz, w białej komży super wyglądałem. Byłem najprzystojniejszym ministrantem – żartuje. – I maskotką tego miasta. Ludzie zwracali na mnie uwagę, lubili mnie, a ja czułem się jak aktor na scenie. I to w wielu rolach. Byłem ratownikiem wodnym, harcerzem, koszykarzem, grałem w tenisa, chodziłem do szkoły muzycznej. Mama wspierała moje pomysły. Była ze mnie dumna. W liceum po raz pierwszy zagrałem w szkolnym przedstawieniu – profesora języka polskiego w „Ferdydurke” Gombrowicza. I wtedy zarówno nauczyciele, jak i koledzy uznali, że powinienem zdawać do szkoły teatralnej. Ale ja miałem inny pomysł na przyszłość. Chciałem zostać lekarzem.

Omar Sangare, Viva! 12/2026
Omar Sangare, Viva! 12/2026 Zdjęcia Larissa Baldovin

Za jasny, za ciemny

Omar przerywa, zamyśla się. Po chwili, ni stąd, ni zowąd pyta:
– A może zagramy w szachy? To moja pasja, uspokaja, uczy strategicznego myślenia i działania. Uczy życia.
– Ale ja nie gram w szachy!
– Trudno – mówi zrezygnowany i proponuje kawę. Przynosi czarną w białych filiżankach. – Kolorystycznie to też szachy, zapraszam.
Omar lubi porcelanę, szczególnie Białą Marię Rosenthala. Jest dla niego synonimem „białej karty do zapisania swoich losów życia”. W jego mieszkaniu wszystko jest białe albo czarne, jak szachownica. [...]

– W jednym z tomików poezji pisałeś o Afryce.
Omar podchodzi do półki z książkami. Szuka. Wyjmuje jedną.
– Przeczytam ci wiersz ze zbioru „Krajobraz duszy”:
Moja pierwsza Afryka/ jak płaska widokówka/ nieznana nieoczekiwana/ niezwyczajna niepojęta/
Milcząca Afryka.
– Afryka była fascynująca – opowiada i odkłada książkę – ale dla mnie kulturowo odległa. Moje korzenie są polskie, europejskie. Podczas jednej z wizyt ojciec zapytał, czy chciałbym przejść na islam, religię jego kraju. Powiedziałem, że spóźnił się o 10 lat.
– Czy wybaczyłeś mu to spóźnienie?
– Wybaczyłem. Ale pamiętam. Ojciec próbował nadrobić stracony czas. Wiele razy długo rozmawialiśmy o jego studiach na Politechnice Warszawskiej, o jego doświadczeniach w Polsce, o jego wyborach. W pewnym sensie go zrozumiałem. Utrzymujemy kontakt, widujemy się czasami.

– Jak czułeś się w muzułmańskiej Afryce?
– Biały. Znowu ten inny. W Polsce za ciemny, w Afryce za jasny, dopiero w Ameryce poczułem się jednym z nich. Ale ta samotność, z którą dorastałem, została ze mną na zawsze. Jednak dzisiaj ta samotność to niezależność. Nie muszę przynależeć, aby żyć. Nie potrzebuję schronienia w żadnym kółku społecznościowych wyznań, chcę brać odpowiedzialność za to, co robię i kim jestem.

_______________________________

Cały wywiad do przeczytania w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 18 czerwca.

Omar Sangare, Viva! 12/2026
Omar Sangare, Viva! 12/2026 Zdjęcia Larissa Baldovin
Hanna Żudziewicz, Jacek Jeschke, Viva! 12/2026 okładka
Hanna Żudziewicz, Jacek Jeschke, Viva! 12/2026 okładka Zdjęcia Mateusz Stankiewicz/FEED ME LAB
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...