TYLKO W VIVIE!: Z czułością o dzieciach. Tak narodziny córki zmieniły ich małżeństwo: "Kiedy się urodziła, myśleliśmy, że jest dobrze, a tu nagle…"
Narodziny Helenki okazały się dla Joanny i Krzysztofa Ibiszów czymś więcej niż kolejnym etapem rodzicielstwa. W rozmowie z VIVĄ! opowiadają o tym, jak córka odmieniła ich codzienność, pomogła zbudować jeszcze silniejszą rodzinę i sprawiła, że na nowo odkryli, co w życiu jest naprawdę ważne.

To właśnie w rodzinie odnaleźli swoje największe szczęście. Dziś codzienność Joanny i Krzysztofa Ibiszów wypełniają nie wielkie wydarzenia, lecz bezcenne chwile spędzane z dziećmi – Boryskiem i Helenką. Narodziny córki stały się dla nich momentem przełomowym, który jeszcze mocniej scementował ich relację i nadał nowy wymiar temu, co naprawdę ważne. W rozmowie z VIVĄ! opowiadają o miłości, która z każdym rokiem dojrzewa, oraz o rodzinie, która stała się ich najpiękniejszą wspólną drogą.
Joanna i Krzysztof Ibiszowie w VIVIE! o dzieciach. Tak narodziny córki zmieniły ich małżeństwo
– Optymista i… sceptyczka.
Joanna: Trochę tak. Moje ulubione motto życiowe brzmiało: „Stabilizacja motylka to szpilka”. Szczyciłam się nim, wpisałam jako bio na Instagramie i Facebooku. Znajomi żartowali: „Kudzbalską wszędzie nosi, wyjdzie za mąż na samym końcu!”. Nagle się okazało, że byłam pierwszą wśród moich koleżanek, która wzięła ślub. Potem ciąża, dziecko… Było to dla mnie bardzo trudne. Muszę przyznać, że na początku zupełnie nie umiałam się w tym odnaleźć. Krzysztof rozwijał przede mną wizję wspólnej przyszłości, jednak decyzje, jakie chciał podejmować, nie były z nią spójne. Oboje wykonaliśmy ogrom pracy, by lepiej zrozumieć samych siebie, a następnie siebie nawzajem.
Krzysztof: Dla mnie ślub był oczywistością, chciałem zbudować sobie nowe życie. Wykorzystać szansę na miłość, na rodzinę. Chciałem załapać się na moment, kiedy będę dzieci wypuszczał w świat. Chciałem to zobaczyć, poczuć, przeżyć. Przy dorastaniu moich starszych synów byłem za mało obecny, mam tego świadomość. Dzieciństwo Boryska i Helenki chłonę garściami. W naszym związku z Asią mieliśmy różne przygody, ale zawsze coś nas do siebie ciągnęło. Ciągle wracaliśmy.
Joanna: Ty wracałeś.
Krzysztof: Ja wracałem, a ty przyjmowałaś mnie z powrotem.
Joanna: Zawsze ciągnęło nas do siebie.
Krzysztof: Nawet w najtrudniejszych chwilach, których było sporo, nigdy nie padło ostateczne „do widzenia”. [...] Przez sześć lat zaliczyliśmy liczne górki i dołki. Widocznie musieliśmy przejść tę wyboistą drogę. Wierzę, że byliśmy sobie przeznaczeni. Jesteśmy swoimi lustrami. Latarnią morską, która oświetla te rzeczy, które powinniśmy w sobie przerobić. Pracowaliśmy nad sobą. Wydaje mi się, że miłość jest dobrym pretekstem, żeby zmienić się dla drugiego człowieka. Dla siebie również, ale też po to, aby łatwiej i przyjemniej żyło się w związku. Uważam, że jesteśmy – przynajmniej ja jestem – na innym etapie niż przed spotkaniem Asi. Czasami to były bolesne wspólne lekcje, ale dla mnie bardzo cenne i potrzebne. Może dlatego się spotkaliśmy?
Joanna: Też tak uważam. Wszystko do siebie pasowało, nawet zapach. Do dziś rozczula mnie zapach perfum, które Krzysztof miał na pierwszej randce. A z drugiej strony bywało wiele trudnych chwil. Pokonaliśmy je, żeby dojść do punktu, w którym jesteśmy. Mam wrażenie, że teraz nasz związek jest bardziej spójny z nami obojgiem, z naszymi pragnieniami. Dużo czasu nam to zajęło…

– Było warto. Imponuje mi Wasza determinacja. Nie tylko pozwoliła przetrwać trudne chwile, ale świadomie zbudować dobry związek. I podoba mi się Pana entuzjazm.
Joanna: Myślę, że wielu młodych ludzi mogłoby się od Krzysia tego uczyć. Jest w nim ciągła ciekawość życia, chłonie wszystko. Nauczył się angielskiego, zaczął uczyć się hiszpańskiego. Szuka mieszkania w Hiszpanii, jest otwarty na nowych znajomych, ogarnia dzieciaki. W jego wieku nie każdemu by się chciało. A jemu się chce. A nawet, gdy się nie chce, to wstaje i robi. Żartuję, że wybrał sobie młodą dziewczynę, ale nie brał pod uwagę ile – poza przyjemnościami – łączy się z tym obowiązków. Wiele rzeczy musi przerabiać od nowa. I przerabia z radością. Na tym polega jego młodość.
Krzysztof: Dzisiaj każdy musi mieć motywację. Dawniej człowiek wstawał, szedł w pole i robił, co do niego należało. Ja nie potrzebuję motywacji. Robię swoje. Zawsze mam zapał i gotowość do działania. W dniu ślubu Asia obiecała, że nigdy nie będę się z nią nudził. I dotrzymała słowa. Dzięki niej moje życie jest barwne i pełne przygód. Każdy dzień to niespodzianka. [...]

– Piękne! Dla ojca trzech synów niespodzianką było pojawienie się na świecie córeczki?
Krzysztof: Helenka dużo zmieniła na plus w naszym związku.
Joanna: Pary często decydują się na drugie dziecko, żeby naprawić związek. Brzmi to dla mnie niedorzecznie. Wtedy związki zazwyczaj ostatecznie się rozpadają. U nas paradoksalnie to zadziałało, chociaż nie mieliśmy takich intencji. Córka nie miała niczego naprawiać. Kiedy się urodziła, myśleliśmy, że jest dobrze, a tu nagle… Wszystkie nieprzepracowane problemy wyszły na powierzchnię. Na szczęście stawiliśmy temu czoła. Teraz nasz związek jest dużo pełniejszy, a rodzina dużo fajniejsza niż przed narodzinami córki.
Krzysztof: Wiem, że jestem „coraz młodszy” (Krzysztof Ibisz napisał książkę „Coraz młodszy”, przyp. red.), ale gdybym naprawdę był młodszy, chciałbym mieć trzecie dziecko. Dziewczynka to kosmos. Mój promyczek. Zawsze mówiłem Asi, że chciałbym mieć mini Asię i to marzenie się spełniło. Oczywiście tak samo kocham Maksa, Vincenta i Boryska. Córka to po prostu inna energia. Cały się uśmiecham, patrząc, jak zakłada moją czapkę na główkę, bransoletki Asi i idzie do lustra podziwiać, jak wygląda. Jest w tym uroczo kobieca. Obserwowanie jej to czysta radość. Fascynujący świat, który dopiero teraz odkrywam, i bardzo się cieszę, że mogę być jego świadkiem. Wszyscy się zmieniamy, dojrzewamy. Ale gdybym miał tę świadomość, którą mam teraz, na pewno byłbym bardziej obecny w życiu starszych synów. Myślę, że każdego dnia uczę się być dobrym ojcem.
Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od środy, 3 czerwca.

