Są razem od sześciu lat, razem przetrwali wzloty i upadki. Tylko w VIVIE! wyznają: „W najtrudniejszych chwilach nigdy nie padło ostateczne „do widzenia”
Joanna i Krzysztof Ibiszowie po raz pierwszy tak otwarcie opowiedzieli o kulisach swojego małżeństwa. W szczerym wywiadzie ujawnili, że ich wspólna droga pełna była przełomowych i trudnych decyzji. Dziś, po sześciu latach, mówią o pracy nad związkiem i pielęgnowaniu ich miłości.

John Lennon powiedział: „Życie jest tym, co nam się przydarza, kiedy jesteśmy zajęci planowaniem czegoś innego...”. Ona – modelka i lekarka, szalona, zakochana w Meksyku. On – gwiazda telewizji, entuzjastyczny, zakochany w pracy, a od sześciu lat w niej. Mówi: „Kiedy spotkałem Asię, zrozumiałem, że to jest moja życiowa szansa na rodzinę, na dzieci, na fajny związek…”. Joanna i Krzysztof Ibiszowie opowiadają Beacie Nowickiej o swojej wariackiej i wyboistej drodze do szczęścia.
Joanna i Krzysztof Ibiszowie o trudnych momentach w związku. Razem przetrwają wszystko | wywiad VIVY!
Joanna: [...] Sama miłość nie wystarczy, żeby zbudować trwały związek. To musi być świadoma decyzja, że chcemy być razem w chwilach dobrych i… gorszych.
Krzysztof: We czwartek świętujemy szóstą rocznicę tej decyzji!
Joanna: Decyzji, która w tym czasie kilka razy ulegała zmianie. [...]
– Kiedy zderzyła się Pani z rzeczywistością?
Joanna: Przed ślubem. Mnóstwo rzeczy trzeba było zaplanować, przygotować, a Krzyś coraz więcej pracował. Był nieustannie zajęty. Pamiętam, to był pierwszy moment, kiedy poczułam, że dzieje się coś, czego nie rozumiem. Gdzie on jest?! Dlaczego go tu nie ma?! Musieliśmy przełożyć ślub z czerwca na sierpień.
Krzysztof: Uciekająca panna młoda (śmiech). Zapomniałem o tym! Podejrzewam, że kiedy się oświadczyłem, Asia powiedziała „tak”, myśląc „nie”.
– Czego się Pani bała?
Joanna: Trudne pytanie… Myślę, że byłam wtedy na takim etapie, że potrzeba zadowalania bliskiej osoby była silniejsza od myślenia o sobie. Bardziej dbałam o to, jak on się czuje, niż co sama czuję. Dziś już oboje dobrze wiemy, że nie jest to dobra droga do szczęśliwego związku. Był to rodzaj mechanizmu obronnego, w którym własne granice i pragnienia są tłumione w zamian za – często złudne – poczucie bezpieczeństwa. W środku czułam, że nie jestem gotowa na ślub, ale nie wiedziałam, jak to powiedzieć. Trochę chciałam, a jednocześnie się bałam. Być może podświadomie czułam, że to będzie trudny związek. I taki był. Niełatwo stworzyć wspólną przyszłość przy tak różnych stylach życia, spojrzeniach, oczekiwaniach.
Krzysztof: Gdybyśmy wtedy spisali na kartce plusy i minusy, per saldo wyszedłby minus.

Joanna: Krzysztof bardzo chciał mieć rodzinę, dzieci, ale jego tryb życia na to nie pozwalał. Ja nie marzyłam o rodzinie, nigdy nie była dla mnie priorytetem. Przez 10 lat pracowałam w modelingu, jeździłam po świecie. W ogóle nie myślałam, że zostanę w Polsce, że zwiążę się z Polakiem. Kocham Meksyk, byłam tam wielokrotnie, znam hiszpański, wspaniale czuję się w tamtym klimacie, kulturze, codzienności. Odkąd zaczęłam studiować medycynę, żyłam w dwóch światach: studiów lekarskich i modelingu. Kochałam wolność związaną z wyjazdami. Ale z czasem coraz częściej marzyłam, żeby wrócić. Pamiętam, że na kontrakcie w Monachium obiecałam sobie, że to będzie mój ostatni. I tak się stało. Pracowałam już jako lekarka i poczułam się zmęczona. Po studiach zostałam w Warszawie, robiłam staż w szpitalu. Zastanawiałam się co dalej. Może trochę szukałam miłości? Nie wiedziałam, w którą stronę iść. Przyszłość była niejasna i obarczona niepewnością. O ślubie nie myślałam w kategoriach „to jest to!”.
Krzysztof: Ja odwrotnie, miałem pewność, że „to jest to!”.
– Optymista i… sceptyczka.
Joanna: Trochę tak. Moje ulubione motto życiowe brzmiało: „Stabilizacja motylka to szpilka”. Szczyciłam się nim, wpisałam jako bio na Instagramie i Facebooku. Znajomi żartowali: „Kudzbalską wszędzie nosi, wyjdzie za mąż na samym końcu!”. Nagle się okazało, że byłam pierwszą wśród moich koleżanek, która wzięła ślub. Potem ciąża, dziecko… Było to dla mnie bardzo trudne. Muszę przyznać, że na początku zupełnie nie umiałam się w tym odnaleźć. Krzysztof rozwijał przede mną wizję wspólnej przyszłości, jednak decyzje, jakie chciał podejmować, nie były z nią spójne. Oboje wykonaliśmy ogrom pracy, by lepiej zrozumieć samych siebie, a następnie siebie nawzajem.
Krzysztof: Dla mnie ślub był oczywistością, chciałem zbudować sobie nowe życie. Wykorzystać szansę na miłość, na rodzinę. Chciałem załapać się na moment, kiedy będę dzieci wypuszczał w świat. Chciałem to zobaczyć, poczuć, przeżyć. Przy dorastaniu moich starszych synów byłem za mało obecny, mam tego świadomość. Dzieciństwo Boryska i Helenki chłonę garściami. W naszym związku z Asią mieliśmy różne przygody, ale zawsze coś nas do siebie ciągnęło. Ciągle wracaliśmy.

Joanna: Ty wracałeś.
Krzysztof: Ja wracałem, a ty przyjmowałaś mnie z powrotem.
Joanna: Zawsze ciągnęło nas do siebie.
Krzysztof: Nawet w najtrudniejszych chwilach, których było sporo, nigdy nie padło ostateczne „do widzenia”.
Joanna: Kiedy poznałam Krzysztofa, nie wiedziałam, jakie programy obecnie prowadzi. Pamiętałam go z dziecięcych lat, ale nie znałam jego aktualnego medialnego wizerunku. Nie miałam telewizora, ten świat w ogóle mnie nie interesował. Nie zakochałam się w osobie publicznej, tylko w fajnym chłopaku, który był harcerzem i opowiadał mi, co wyczyniał na obozach. Kiedy jego praca z impetem wtargnęła do naszego życia, nagle w domu pojawiła się „postać medialna”, z którą nie umiałam się dogadać. W natłoku codzienności i spraw zawodowych za mało było jego. Nie chciałam Krzysztofa Ibisza, tylko mojego Krzysia. Pytałam: Gdzie jest ten mój chłopak z podwórka? Próbowałam się do niego dogrzebać, dobić, w końcu się poddałam. To był pierwszy punkt zwrotny.
Krzysztof: Przez sześć lat zaliczyliśmy liczne górki i dołki. Widocznie musieliśmy przejść tę wyboistą drogę. Wierzę, że byliśmy sobie przeznaczeni. Jesteśmy swoimi lustrami. Latarnią morską, która oświetla te rzeczy, które powinniśmy w sobie przerobić. Pracowaliśmy nad sobą. Wydaje mi się, że miłość jest dobrym pretekstem, żeby zmienić się dla drugiego człowieka. Dla siebie również, ale też po to, aby łatwiej i przyjemniej żyło się w związku. Uważam, że jesteśmy – przynajmniej ja jestem – na innym etapie niż przed spotkaniem Asi. Czasami to były bolesne wspólne lekcje, ale dla mnie bardzo cenne i potrzebne. Może dlatego się spotkaliśmy?
Joanna: Też tak uważam. Wszystko do siebie pasowało, nawet zapach. Do dziś rozczula mnie zapach perfum, które Krzysztof miał na pierwszej randce. A z drugiej strony bywało wiele trudnych chwil. Pokonaliśmy je, żeby dojść do punktu, w którym jesteśmy. Mam wrażenie, że teraz nasz związek jest bardziej spójny z nami obojgiem, z naszymi pragnieniami. Dużo czasu nam to zajęło…
– Było warto. Imponuje mi Wasza determinacja. Nie tylko pozwoliła przetrwać trudne chwile, ale świadomie zbudować dobry związek. I podoba mi się Pana entuzjazm.
Joanna: Myślę, że wielu młodych ludzi mogłoby się od Krzysia tego uczyć. Jest w nim ciągła ciekawość życia, chłonie wszystko. Nauczył się angielskiego, zaczął uczyć się hiszpańskiego. Szuka mieszkania w Hiszpanii, jest otwarty na nowych znajomych, ogarnia dzieciaki. W jego wieku nie każdemu by się chciało. A jemu się chce. A nawet, gdy się nie chce, to wstaje i robi. Żartuję, że wybrał sobie młodą dziewczynę, ale nie brał pod uwagę ile – poza przyjemnościami – łączy się z tym obowiązków. Wiele rzeczy musi przerabiać od nowa. I przerabia z radością. Na tym polega jego młodość. [...]
Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od środy, 3 czerwca.

