TYLKO W VIVIE! Sandra Kubicka pierwszy raz o rozstaniu z Baronem: "Nie chciałam, żeby Leon dorastał, patrząc, jak jego mama płacze po kątach"
Dziś z dużym spokojem opowiada o rozstaniu z Aleksandrem Baronem i przyznaje, że najważniejsze było dla niej dobro syna, Leona. Jak dziś wyglądają ich relacje?

Bywają chwile, które na zawsze zmieniają sposób patrzenia na życie. Sandra Kubicka w rozmowie z VIVĄ! z niezwykłą szczerością opowiada o okresie pełnym trudnych decyzji, osobistych doświadczeń i silnych emocji. Dziś o rozstaniu z Aleksandrem Baronem mówi z wyraźnym spokojem, podkreślając, że decyzję o zakończeniu małżeństwa podjęła również z myślą o synu, Leonie. "Niektórzy ludzie pewnie powiedzą, że jestem egoistką. Ale ja rozstałam się z mężem nie tylko dla siebie, ale też dla naszego syna", mówi Katarzynie Piątkowskiej. Tak dziś wyglądają jej relacje z byłym mężem.
Sandra Kubicka o rozstaniu z Baronem. Tak dziś wyglądają ich relacje: "Rozstałam się z mężem nie tylko dla siebie, ale też dla naszego syna" | wywiad VIVY!
Sandra Kubicka: Otworzyłam matcharnię. Ludzie zaczęli przychodzić, recenzować napoje i wrzucać filmiki na TikToka. Ale przecież nikt nie obejrzy filmiku, na którym gość mówi: „Dobra matcha”. Mam wrażenie, że ludzie zaczęli konkurować ze sobą, kto wrzuci głupszy filmik. I robiły to też osoby, które znałam, i wydawało mi się, że relacje między nami są w porządku. Zaczęła się spirala wyśmiewania, ot tak, dla sportu, a w zasadzie dla generowania wyświetleń. Bo nic w tym czasie nie klikało się jak hejt na matchę Kubickiej.
– Ale to chyba nie był powód zamknięcia tego biznesu?
To był trudny moment. Byłam przytłoczona tym, co działo się wokół mnie w Polsce, więc uciekłam z rodziną na miesiąc do Grecji. Tam okazało się, że znowu jestem w ciąży. Niestety poroniłam. Z Alkiem nie układało się zbyt dobrze. Uznałam, że zamknięcie biznesu, który wzbudza tak negatywne emocje, będzie jedynym sensownym rozwiązaniem. To miejsce odebrało mi spokój, którego bardzo wtedy potrzebowałam. Jak patrzę na zdjęcia z tego czasu, nie poznaję się. Kim jest ta dziewczyna z zapadniętymi, zapłakanymi oczami, taka smutna?, myślę wtedy.

– Trudno pogodzić się z traumatycznym doświadczeniem, jakim jest strata ciąży.
Dzisiaj na szczęście już mogę o tym normalnie mówić. Uważam, że wszystko dzieje się po coś. Dzisiaj może byłabym samotną matką z dwójką maleńkich dzieci? A może zostałabym z Alkiem i byłabym nieszczęśliwa?
– Byłabyś?
Powiem ci, że czuję, że podjęłam dobrą decyzję. Nie chciałam, żeby Leon dorastał, patrząc, jak jego mama płacze po kątach. Niektórzy ludzie pewnie powiedzą, że jestem egoistką. Ale ja rozstałam się z mężem nie tylko dla siebie, ale też dla naszego syna.
– Dzisiaj macie dobre relacje?
Teraz, gdy emocje już opadły, tak. I staramy się być jak najlepszymi rodzicami dla Leona.
– W jakim teraz jesteś momencie?
W końcu czuję upragniony spokój. Ostatnio zadzwoniła do mnie koleżanka i pyta, co słychać. „Dawaj jakieś dramy”, mówi. „Ale nie ma”, odpowiadam. „Jak to?”, pyta. „Normalnie. Wszystko jest super”, mówię. Pierwszy raz w życiu nie mam na co narzekać. Trochę boję się, że tak mówię.
– Nie chcesz zapeszyć?
Nie chcę, bo chowam się w swoim malutkim, szczęśliwym świecie i jest mi dobrze.
Cały wywiad w nowym numerze VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od 6 do 26 sierpnia.

