TYLKO W VIVIE!. Obrazy Polki miały trafić do filmu Woody’ego Allena. „To było surrealistyczne”
Jej obrazy są prezentowane w galeriach na całym świecie. Wiszą też w wielu prywatnych kolekcjach. O mały włos nie zagrałyby w filmie Woody’ego Allena. Malowane przez Annę Bocek portrety „wszystkich kobiet świata” są pełne ekspresji, siły i delikatności. Gdzie szuka inspiracji, czy potrzebuje samotności i czy potrafi zniszczyć swoje dzieło, opowiedziała Katarzynie Piątkowskiej.

Niewiele brakowało, a obrazy Anny Bocek zobaczyłyby miliony widzów na całym świecie. Podczas realizacji filmu „Scoop” Woody’ego Allena ekipa filmowa rozważała wykorzystanie londyńskiej galerii prezentującej jej prace jako planu zdjęciowego jednej ze scen. Choć ostatecznie wybór padł na sąsiedni antykwariat, dla młodej wówczas artystki była to chwila, która do dziś pozostaje symbolem jej międzynarodowego sukcesu.
Obrazy Anny Bocek miały trafić do filmu Woody’ego Allena. „To było surrealistyczne”
[...]
Jaki był kolejny punkt zwrotny?
Nie uwierzysz… stworzenie strony internetowej. Kiedy kończyłam studia, internet w Polsce dopiero raczkował. Mało który artysta w ogóle miał wtedy swoją stronę. A ja po prostu ją sobie zrobiłam. Dzięki niej moje obrazy zobaczył właściciel Levent Gallery i zaproponował mi wystawę w swojej galerii w Londynie. I tak moja pierwsza indywidualna wystawa odbyła się właśnie w Londynie.
Ta indywidualna wystawa to był duży sukces?
Dla mnie tak, przecież byłam świeżo po studiach i miałam jeszcze niewielki dorobek. Z tą galerią wiąże się też historia, którą do dziś wspominam z uśmiechem. Podczas jednej z kolejnych moich indywidualnych wystaw, już po przeniesieniu galerii do nowej siedziby w Mayfair w Londynie, w okolicy kręcono film „Scoop” Woody’ego Allena ze Scarlett Johansson i Hugh Jackmanem w rolach głównych. Ekipa szukała lokalizacji do zdjęć jednej ze scen i poważnie brano pod uwagę galerię z moimi pracami, chociaż ostatecznie wybrano sąsiedni antykwariat, który lepiej pasował do sceny. Do dziś mam zdjęcia ekipy filmowej w galerii, na tle moich obrazów. Na początku mojej drogi zawodowej była to dla mnie sytuacja zupełnie surrealistyczna. I mimo wszystko uważam, że to był mały sukces i moment, który otworzył przede mną kolejne drzwi.
W Polsce?
Poza Polską. Od 20 lat reprezentuje mnie Art Affair Galerie w Niemczech, poza tym wystawiałam w Tajpej, w Paryżu, w Nowym Jorku, Miami, Amsterdamie.

Przyjaciółka przewidziała jej sukces. Rok później obrazy Anny Bocek zawisły w prestiżowej galerii
Wierzysz w to, że sukces jest wypadkową talentu, ciężkiej pracy, ale też szczęścia?
Zgadzam się z tym w stu procentach. Do tego dochodzi wierność sobie, podążanie własną ścieżką i ludzie, którzy pojawiają się po drodze. Nigdy nie wiadomo, kto i kiedy wyciągnie do ciebie rękę, kto cię zauważy. Mnie na przykład zauważyli właściciele Galerie Bartoux, jednej z najważniejszych galerii we Francji. Podczas kolejnej podróży do Londynu razem z przyjaciółką trafiłam do ich londyńskiej galerii. Byłam nią zachwycona. W wiktoriańskim, typowo londyńskim domu znajdowała się przestrzeń oświetlona w bardzo nowoczesny sposób, w której prezentowano wybitne prace współczesnych artystów. Moja przyjaciółka spojrzała na mnie i powiedziała: „Znając ciebie, za rok będą tu wisiały twoje prace”. Pomyślałam wtedy, że to piękny komplement, ale potraktowałam to jak żart. Miała rację. Niedługo potem odezwali się do mnie właściciele galerii, którzy – jak się okazało – od jakiegoś czasu śledzili moją twórczość. Zaprosili mnie na rozmowę do Paryża, gdzie mieściła się ich główna siedziba. A rok później moje obrazy rzeczywiście zawisły w ich londyńskiej galerii. To był chyba znak od wszechświata, że droga, którą wybrałam, a na którą cofnęły mnie wymogi formalne akademii, jest tą właściwą.
Cały czas mówisz jednak o galeriach zagranicznych.
To prawda, większość moich ostatnich projektów realizuję za granicą, ale właśnie przygotowuję się do wyjątkowej wystawy w pięknej Maison d’Art Gallery w Warszawie, która od niedawna reprezentuje mnie w Polsce. Będzie to dla mnie szczególny moment, bo traktuję tę wystawę również jako symboliczny, artystyczny powrót do korzeni. Specjalnie na tę okazję stworzyłam nowe obrazy z cyklu „Eve’s Garden”, które pokażę podczas wspólnej wystawy z Joanną Sarapatą. Wystawę pod tytułem „Esencja kobiecości. Dialog twórczy” będzie można oglądać od 20 czerwca, na którą już dziś serdecznie zapraszam.
Ty często malujesz całe cykle.
Tak, dlatego że dzięki temu mogę dogłębnie przeanalizować temat, na którym się skupiam. Stworzyłam między innymi „Insomnię”. Te obrazy nie mówią o tragediach czy smutku, ale o pewnym etapie przejściowym, następnie „Sublime Transcendence”, „Metamorphosis” i „Rhapsody”, które były kontynuacją poprzedniej serii. Czułam, że każda kolejna jest spokojniejsza. Widziałam to w przestrzeni, w kolorach. Totalny spokój i harmonię pokazałam w cyklach „Bliss”, „Eden” i „Eve’s Garden”. Uporządkowałam chaos (śmiech).
A jeśli ktoś będzie chciał kupić tylko jeden z tych obrazów, to na jego ścianie będzie on wyjęty z kontekstu.
Choć tworzę w cyklach, każdy z obrazów opowiada jednocześnie odrębną, zamkniętą historię. Dlatego, kiedy ktoś kupuje jedną z prac, siłą rzeczy wyjmuje ją z szerszego kontekstu, ale nadal pozostaje ona pełna i samodzielna. Osoby, które kupują moje obrazy, często piszą do mnie z prośbą o opowiedzenie ich historii. Są ciekawe, chcą wiedzieć, co było moją inspiracją i jakie emocje mną kierowały podczas malowania. Nie kupują więc tylko obrazu ładnego wizualnie, ale obraz z historią i emocjonalnym przekazem. To, co dla mnie najważniejsze w sztuce, to uchwycenie momentu wydobywania stanu emocjonalnego, jakiejś transformacji. Malując, wydobywam te stany i zaczynam je nazywać, oswajać, analizować i opowiadać o nich. W ten sposób poruszam emocjonalne struny.
Ale zdarza się, że u widzów Twoje obrazy poruszają inne struny niż u Ciebie.
Często podczas wernisażu podchodzą do mnie goście i mówią o swoich odczuciach, o tym, jak interpretują moje obrazy. Gdy patrzą na nie, niekoniecznie odczuwają te same emocje, które intencjonalnie zawarłam w obrazie. Często mnie zaskakują swoją interpretacją. I zadają pytania. Na przykład, kiedy uważam obraz za skończony.
Kiedy?
Doszłam do wniosku, że nie mam jednej, konkretnej odpowiedzi. Oficjalnie obraz jest skończony wtedy, gdy opuszcza moją pracownię i trafia do galerii, zaczynając żyć już własnym życiem. Ale zdarza się, że te, które zostają ze mną dłużej, nadal zmieniam. Już dawno odkryłam, że przede wszystkim fascynuje mnie sam proces.
[...]
Rozmawiała: Katarzyna Piątkowska. Zdjęcia dzięki uprzejmości Maison d’Art Gallery. Wystawa „Esencja kobiecości. Dialog twórczy Anny Bocek & Joanny Sarapaty”, Maison d’Art Gallery, Warszawa, od 20.06.
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze VIVY!. Mgazyn dostępny w punktach sprzedaży w całej Polsce od 3 czerwca.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Niewiele brakowało, a nie byliby razem. TYLKO W VIVIE! wspominają początki swojego związku: „Troszkę „oszukaliśmy” się wzajemnie”

