Niewiele brakowało, a nie byliby razem. TYLKO W VIVIE! wspominają początki swojego związku: „Troszkę „oszukaliśmy” się wzajemnie”
To było jedno spotkanie, ale dla Joanny i Krzysztofa Ibiszów stało się początkiem czegoś wyjątkowego. W szczerej rozmowie z VIVĄ! wracają do pierwszych chwil swojej relacji, wspominając czas, gdy wszystko wydawało się „zbyt piękne, by było prawdziwe”. Dziś opowiadają o miłości, która narodziła się w najmniej spodziewanym momencie.

Niektóre historie miłosne zaczynają się od wielkich gestów. Ich zaczęła się od zatrzymania świata. Gdy pandemia zwolniła tempo codzienności, Joanna i Krzysztof Ibiszowie dostali coś, czego na co dzień najbardziej brakuje – czas. To właśnie wtedy, między spokojem, długimi rozmowami i wspólną codziennością, narodziło się uczucie, które oboje początkowo uznawali za zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Dziś wracają pamięcią do tamtych chwil i opowiadają VIVIE! o początku relacji, która odmieniła ich życie.
TYLKO W VIVIE! Joanna i Krzysztof Ibiszowie o początkach związku
Napoleon, który kochał i uwielbiał być kochany, mawiał: „Miłość to głupota, którą robimy we dwoje”.
Joanna: Podoba mi się ta definicja. Jest na luzie, bez romantycznego zadęcia.
Krzysztof: Przyznam, że od Asi uczę się tego luźnego podejścia do życia. Wychowałem się na bohaterach romantycznych. Wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. W słynny grom z jasnego nieba. Poryw serca, który sprawia, że nagle zaczynamy na kogoś patrzeć, czujemy, że to jest ta jedyna osoba, chcemy z nią być, dążymy do spotkań, snujemy plany na wspólną przyszłość. Pokolenie Asi wpuszcza w tę sferę trochę więcej beztroski…
Czytaj też: Tylko w VIVIE! Wiesław Komasa zdradził, z czego jest dziś najbardziej dumny. Padły ważne słowa o dzieciach
Joanna: Paradoks polega na tym, że Krzyś na scenie jest zrelaksowanym, rozrywkowym facetem. Ja w sytuacjach publicznych nie jestem tak wyluzowana, bo to nie jest moje naturalne środowisko. Mam wrażenie, że w życiu codziennym to się odwraca. A co do miłości… Sama miłość nie wystarczy, żeby zbudować trwały związek. To musi być świadoma decyzja, że chcemy być razem w chwilach dobrych i… gorszych.
Krzysztof: We czwartek świętujemy szóstą rocznicę tej decyzji!
Joanna: Decyzji, która w tym czasie kilka razy ulegała zmianie.
– To cofnijmy się na chwilę w czasie. Zobaczyła Pani Krzysztofa i…?
Joanna: Spotkaliśmy się na początku pandemii, to ważny szczegół. Zobaczyłam Krzysztofa w klubie sportowym, gdzie przychodziło dużo znanych osób. Zdziwiłam się, kiedy do mnie podszedł i zagadał. Kilka dni później wyjechałam na 10-dniowy kurs medytacji vipassana, która polega na wyciszeniu, głębokiej samoobserwacji, oczyszczeniu umysłu ze stresu, napięcia. Uczestnicy zobowiązują się do milczenia, co pozwala skupić się na pracy wewnętrznej. Kiedy wróciłam, dałam Krzysztofowi złudne wrażenie, że jestem zawsze zrelaksowana, wyluzowana, spokojna. A on dał mi złudne wrażenie, że zawsze ma czas, że praca nie jest jego priorytetem.
Krzysztof: Asia była cudownie wychillowana, ja gotowałem obiady, chodziliśmy z psem po parku, oglądaliśmy filmy, rozmawialiśmy…
Joanna: Ja byłam zen, a Krzysztof nie pracował. Idealne warunki, aby miłość rozkwitła. Rzecz w tym, że oboje myśleliśmy, że spotykamy się z kimś innym.
Krzysztof: Troszkę „oszukaliśmy” się wzajemnie.

– Niechcący.
Joanna: Trochę chcący, trochę niechcący. Nie wierzę w przypadki. Pandemia dała nam przestrzeń na to, żeby się poznawać, cieszyć sobą, oswoić. Na początku bardzo często mówiliśmy do siebie: „To jest zbyt piękne, by było prawdziwe”. Jedno pytało drugie: „To dzieje się naprawdę?!”. Nie mogliśmy w to uwierzyć.
Krzysztof: Powiem ci, kochanie, że wciąż mam czasami takie wrażenie. Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy parą, że stworzyliśmy cudowną rodzinę.
Joanna: Ja również. Ale gdy przychodziły gorsze momenty, myśleliśmy, że to jest zbyt straszne, żeby było prawdziwe.
Krzysztof: Jestem przekonany, że gdyby Asia poznała mnie w normalnym trybie, nie byłaby ze mną.
Joanna: Nigdy nie związałabym się z mężczyzną tak zapętlonym w pracę. Wtedy to ja pracowałam więcej niż Krzysztof, bo chodziłam na dyżury do szpitala. Wracałam rano do domu, a na stole czekało śniadanie. Krzysztof przygotowywał też inne posiłki. Sam prał, prasował, ogarniał mieszkanie, bo jego pani sprzątająca bała się covidu, więc nie przychodziła. Myślałam: Noooo, wspaniale! Mężczyzna idealny (śmiech).
– Kiedy zderzyła się Pani z rzeczywistością?
Joanna: Przed ślubem. Mnóstwo rzeczy trzeba było zaplanować, przygotować, a Krzyś coraz więcej pracował. Był nieustannie zajęty. Pamiętam, to był pierwszy moment, kiedy poczułam, że dzieje się coś, czego nie rozumiem. Gdzie on jest?! Dlaczego go tu nie ma?! Musieliśmy przełożyć ślub z czerwca na sierpień.
Krzysztof: Uciekająca panna młoda (śmiech). Zapomniałem o tym! Podejrzewam, że kiedy się oświadczyłem, Asia powiedziała „tak”, myśląc „nie”.

[...]
– Było warto. Imponuje mi Wasza determinacja. Nie tylko pozwoliła przetrwać trudne chwile, ale świadomie zbudować dobry związek. I podoba mi się Pana entuzjazm.
Joanna: Myślę, że wielu młodych ludzi mogłoby się od Krzysia tego uczyć. Jest w nim ciągła ciekawość życia, chłonie wszystko. Nauczył się angielskiego, zaczął uczyć się hiszpańskiego. Szuka mieszkania w Hiszpanii, jest otwarty na nowych znajomych, ogarnia dzieciaki. W jego wieku nie każdemu by się chciało. A jemu się chce. A nawet, gdy się nie chce, to wstaje i robi. Żartuję, że wybrał sobie młodą dziewczynę, ale nie brał pod uwagę ile – poza przyjemnościami – łączy się z tym obowiązków. Wiele rzeczy musi przerabiać od nowa. I przerabia z radością. Na tym polega jego młodość.
Krzysztof: Dzisiaj każdy musi mieć motywację. Dawniej człowiek wstawał, szedł w pole i robił, co do niego należało. Ja nie potrzebuję motywacji. Robię swoje. Zawsze mam zapał i gotowość do działania. W dniu ślubu Asia obiecała, że nigdy nie będę się z nią nudził. I dotrzymała słowa. Dzięki niej moje życie jest barwne i pełne przygód. Każdy dzień to niespodzianka. [...]
Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od środy, 3 czerwca.
Czytaj też: TYLKO W VIVIE!: Po latach Joanna i Krzysztof Ibiszowie ujawniają kulisy ślubu: "W środku czułam, że nie jestem gotowa"
