Reklama

Choć publiczność zna go przede wszystkim jako wybitnego aktora i pedagoga, w tej rozmowie Wiesław Komasa odsłania znacznie bardziej prywatną stronę siebie. Mówi o strachu, który towarzyszy mu od lat, o więziach rodzinnych silniejszych niż odległość i o dumie, jaką czuje, obserwując sukcesy swoich dzieci. W jego słowach jest zarówno doświadczenie człowieka teatru, jak i ojca, dziadka oraz syna, który do dziś pamięta jeden szczególny moment pożegnania.

Wiesław Komasa o rodzinie, lęku i najważniejszej roli życia. Wywiad VIVA!

[...]

– Skorzystał Pan kiedyś w życiu z aktorstwa?

Raz tylko, przy moim odchodzącym ojcu. Był w szpitalu, nieogolony. Czułem, że pragnie, żebym ja go ogolił. A ja się bałem, bo tak kiepsko mi w tych życiowych sprawach wychodziło. Postanowiłem zagrać fryzjera i czułem, że zdaję przed nim egzamin. Udało mi się ogolić tatę bez zranienia go. Tata popatrzył na mnie, a potem przyszedł pan doktor, a ojciec powiedział: „Wiesiek mnie ogolił”. Ksiądz Wacek Oszajca napisał potem wiersz: „Tatę ogoliłem i go nie zraniłem”.

– Rodzina jest dla Pana bardzo ważna.

Jesteśmy ze sobą wszyscy bardzo związani, choć dzieci rozjechały się po świecie. Daliśmy im siłę, która jest w korzeniach i skrzydłach. Skrzydła to pasja, która napędza życie, korzeniami wszystko to, co wyrosło z fundamentu. Przy naszym stole jest miejsce zawsze dla nich wszystkich. Czy jesteśmy słabi, czy w lepszej formie. Czekamy na wiadomości od nich o każdej porze dnia i nocy, towarzyszymy w ich finalnych sprawach, z duszą na ramieniu.

Wiesław Komasa, Viva! 11/2026
Wiesław Komasa, Viva! 11/2026 Zdjęcia Bartek Wieczorek/visual crafters

– Z duszą na ramieniu?

Mówiłem, że jestem lękliwym człowiekiem. Zawsze się boję o to, czy wszystko dobrze im poszło. Ale jestem przede wszystkim pełen dumy – gdy patrzę na Szymka na scenie, Marysię na koncercie, gdy oglądam filmy reżyserowane przez Jaśka i te, w których Zosia jest autorką kostiumów. Czuję zachwyt, że coś aż tak im się udało.

– Pan nie chciał, żeby któreś z nich poszło w Pana ślady.

Każdemu wybijałem to z głowy. Aktorstwo to jest bardzo trudny zawód i nie dla każdego zawsze jest szczęśliwy. Musi się wiele rzeczy wydarzyć, niezależnych od ciebie.

– Czym naprawdę jest?

Tyle lat się nad tym zastanawiam. Czy to jest powołanie? Janko Muzykant też miał powołanie do muzyki, ale nie miał możliwości. Ja możliwości miałem, Bogu dzięki, bo jestem tak skonstruowany, że pewnie inaczej nie mógłbym żyć. Wnukom zawsze przypominam, że łatwiej jest w życiu, gdy ma się pasję, i że trzeba się z nią utożsamiać. A najmłodszy z nich, czteroipółletni Wicio powiedział mi niedawno: „Dziadziu, ty nie jesteś stary, ty jesteś pochylony”.


Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od środy, 3 czerwca.

Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026 okładka
Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026 okładka Zdjęcia Zuza Krajewska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...