TYLKO W VIVIE!. Izabella Krzan szczerze o rozstaniu z TVP i Kanałem Zero. Dopiero w TVN poczuła coś ważnego
Izabella Krzan po latach intensywnych zmian zawodowych zatrzymuje się i mówi wprost o tym, czego naprawdę chce. W szczerym wywiadzie z Wiktorem Słojkowskim dla magazynu VIVA! ujawnia kulisy pracy w telewizji, swoje marzenia o autorskim projekcie oraz momenty, które zmieniły jej myślenie o karierze. To przełomowe wyznanie.

Izabella Krzan otwarcie mówi o swojej zawodowej drodze i zmianach, które ukształtowały jej podejście do pracy w telewizji. Po latach intensywnych doświadczeń w różnych stacjach coraz wyraźniej podkreśla potrzebę stabilizacji, autentyczności i budowania projektów, które będą spójne z jej osobowością i wartościami.
Izabella Krzan o pracy w telewizji. Od zmian do stabilizacji
Masz za sobą wiele różnych doświadczeń zawodowych: „Pytanie na śniadanie” w TVP, Kanał Zero, teraz TVN. Czy masz poczucie, że w telewizji naprawdę zostało jeszcze coś, co mogłoby być w pełni Twoje?
Bardzo bym tego chciała. I to jest chyba moje największe marzenie na ten moment. Nie chodzi już nawet o to, żeby zrobić coś nowego w sensie formatu, bo rzeczywiście wiele już powstało. Bardziej chodzi o to, żeby znaleźć coś, co będzie ze mną naprawdę spójne. Marzy mi się projekt, który nie będzie tylko kolejną produkcją, ale przestrzenią, w której mogę być sobą. Ze swoim tempem, swoją wrażliwością, sposobem rozmowy z ludźmi. Coś, co nie będzie oparte wyłącznie na tempie i hałasie, ale też na uważności. Coraz mniej interesuje mnie robienie wielu rzeczy naraz. Coraz bardziej pociąga mnie jedna rzecz, ale taka, którą można budować przez lata. Coś, co dojrzewa razem ze mną, co daje poczucie sensu, a nie tylko obecności. Widoczność jest bardzo ulotna. Wiarygodność buduje się długo i po cichu. I mam wrażenie, że dziś bardziej zależy mi na tej drugiej.

Izabella Krzan o zmianach zawodowych i świadomych wyborach
Brzmi to tak, jakbyś po latach intensywnego ruchu doszła do momentu, w którym ważniejsze staje się zatrzymanie i zakorzenienie.
Tak, dokładnie tak to czuję. Ostatnie lata były dla mnie bardzo intensywne. Zmiany pracy, nowe miejsca, nowe zespoły. To było potrzebne, bo nauczyło mnie odwagi i dystansu, ale też pokazało, że nie da się całe życie funkcjonować tylko w trybie ciągłej zmiany. Zrozumiałam, że zmiana pracy to nie jest koniec świata. Czasem jest wręcz początkiem czegoś nowego, nawet jeśli na początku wydaje się trudna. Kiedy coś się kończy, człowiek jest zmuszony, żeby uruchomić w sobie nowe myślenie, nową energię. Ale jednocześnie czuję, że teraz jest moment na coś odwrotnego. Na zatrzymanie. Na bycie gdzieś naprawdę, a nie tylko na chwilę. Na zbudowanie czegoś, co będzie miało swoją ciągłość.
Czasem jest tak, że człowiek tkwi w miejscu, które jest po prostu dobre, nie idealne, ale bezpieczne. I nie decyduje się na zmianę, bo boi się, że gdzie indziej będzie gorzej. A dopiero jakaś zewnętrzna sytuacja zmusza go do ruchu.
Dziś patrzę na to inaczej. Myślę, że takie momenty nie są przeciwko nam. One po prostu zmuszają nas do tego, żebyśmy zaczęli bardziej świadomie wybierać siebie.
A kiedy zadzwonił telefon z propozycją prowadzenia „Afryka Express”, to była czysta radość czy już też refleksja?
Najpierw była radość. Taka bardzo prosta, naturalna. Bo to jest format, który ma w sobie przygodę, coś nieprzewidywalnego, coś żywego. I ja nadal bardzo lubię takie emocje. Ale bardzo szybko pojawiła się też refleksja. Kiedyś pewnie przyjęłabym taką propozycję od razu, bez zastanowienia. Dziś zadaję sobie pytanie, czy to jest spójne ze mną, czy ja naprawdę chcę iść w tę stronę, czy to jest kolejny krok, czy tylko kolejna zmiana. I to jest dla mnie ważna różnica. Mam poczucie, że dojrzewanie w tym zawodzie polega właśnie na tym, że przestajesz rzucać się na wszystko, co się pojawia, a zaczynasz wybierać.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: TYLKO W VIVIE!. Izabella Krzan wspomina zwykły wieczór z partnerem. Rok później wydarzyło się coś, czego się nie spodziewała
