Reklama

Filip Chajzer zdobył się na jedno z najbardziej osobistych wyznań. W szczerej rozmowie dla VIVY! opowiedział o dramatach, które przez lata nie dawały mu spokoju — hejcie, walce z nałogiem i życiu na granicy całkowitego wyczerpania. Prezenter ujawnił także moment, który stał się dla niego prawdziwym przełomem. W niewielkim włoskim miasteczku San Pietro Belvedere, w chwili największego kryzysu, zawierzył swoje życie Matce Boskiej i — jak sam przyznał — niedługo później wydarzył się cud. To właśnie wtedy jego życie miało zacząć zmieniać się w kierunku szczęścia, o które walczył resztkami sił. Co zdradził Katarzynie Piątkowskiej w nowej VIVIE? Jego wyznanie porusza.

TYLKO W VIVIE!: Filip Chajzer o relacji z Bogiem i cudzie

– Masz dużo talentów. Jednym z nich jest… wywoływanie kontrowersji.
Nie da się ukryć (śmiech). Tylko że to nigdy nie jest moim zamiarem. Chyba po prostu świat bardzo chce o mnie mówić, choć jestem do bólu zwykłym gościem ze zwykłego bloku.

– Kiedyś byłeś. Ale potem zacząłeś pracować w mediach, stałeś się osobą publiczną i tyle ze zwykłości. Gdy napisałeś książkę „Szczęście na kreskę”, która właśnie miała swoją premierę, zastanawiałeś się, za co tym razem dostaniesz bęcki?

Wiedziałem, że je na pewno zbiorę. Nawet kupiłem bilet do Toskanii, żeby choć na chwilę uciec od tego, co się może dziać. Myślałem, że może będą publikowane jakieś fragmenty bez kontekstu, bo przecież opisuję tam moją historię związaną z narkotykami, wychodzenie z nałogu, wiarę w Boga. Sądziłem, że może ludzie będą komentować, że jest fatalnie napisana, że w ogóle jest napisana, wiesz, takie rzeczy wokół samej książki. A tymczasem wylądowałem na wszystkich możliwych portalach i w tabloidach, dlatego że moja dziewczyna ma 20 lat.

– Dużo błędów popełniłeś?
Całe mnóstwo. Ale nie jestem zły na historie, które stały się moim udziałem, ani na los, ani na Boga, ani nawet na siebie, dlatego że wyciągnąłem wnioski i skierowałem swoje życie na inne tory. O głupocie świadczyłoby tkwienie w bagnie, które sam sobie stworzyłem, i byłoby niewybaczalne. Natomiast naturalną rzeczą jest to, że ludzie popełniają błędy. Mniejsze, większe, bardzo duże. Ale póki życie trwa, jest czas, żeby je naprawić.

Czytaj też: Przeszedł przez piekło. Lawina hejtu niemal go zniszczyła. Filip Chajzer w VIVIE! zdobył się na bolesne wyznanie: "Dostawałem zdjęcia z miejsca śmierci syna"

Filip Chajzer, Viva! 10/2026
Filip Chajzer, Viva! 10/2026 Zdjęcia Rafał Masłow

– Twoje życie przez ostatnie 11 lat to był jeden wielki rollercoaster. Jechałeś na nim bez trzymanki i bez przystanku. Jak to wytrzymać? Jak sobie dać z tym radę?
Trzeba zaufać Panu Bogu.

– Zadawałeś sobie albo Panu Bogu pytanie: dlaczego Ty? Dlaczego Tobie to wszystko się przytrafiło? Śmierć syna, hejt, nałóg.
Zadawałem i nie mam zielonego pojęcia, jaka jest na nie odpowiedź. Ale wiem, co się takiego wydarzyło, że wszystko zaczęło się prostować, układać, dlaczego wyszedłem z nałogu i dlaczego dzisiaj jestem szczęśliwy.

– Dlaczego?
Bo w chwili największego zwątpienia zaufałem Panu Bogu przez wstawiennictwo Matki Boskiej. To było w trakcie jednej z wielu w moim życiu fal hejtu. To takie coś, kiedy tłum tak jak teraz bierze sobie ciebie za rzecz, którą można pomiatać publicznie 24 godziny na dobę. Bez żadnych granic przyzwoitości i moralności. Jechałem wtedy przez niewielkie miasteczko San Pietro Belvedere, niedaleko lotniska w Pizie. Zatrzymałem się w nim, ale ze stresu zacząłem się dusić, nie mogłem złapać powietrza. Było bardzo gorąco. Wydało mi się, że jedynym miejscem, gdzie mogę w chłodzie odpocząć, jest kościół. Nie byłem wtedy religijny. Pamiętam ten moment, jak scenę z jakiegoś netflixowego serialu – wchodzę, przez witraże wpadają promienie słońca, ale wszystko dzieje się w półcieniu. W powietrzu unosi się zapach kadzidła. Przy jednej z ławek stoi figurka Matki Boskiej. Siadam w tej ławce i zaczynam mówić. Jak robot. Jak jakiś automat. Na głos mówię do tej figurki, że zawierzam jej moje życie, bo nie mam siły już tutaj być. Mówię, że jeśli mam zostać na ziemi, potrzebuję, żeby mną pokierowała, żeby wrzuciła moje życie na takie tory, żebym miał po co żyć. Niedługo potem stał się cud. Moje problemy zaczęły się rozwiązywać. Niełatwo, ale w kierunku szczęścia, o które walczyłem resztką sił.

Czytaj też: Trafiła go strzała Amora. Tylko w VIVIE! Filip Chajzer wprost o miłości i ukochanej Biance. Nagle wspomniał o ślubie

Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 21 maja.

Filip Chajzer, Viva! 10/2026
Filip Chajzer, Viva! 10/2026 Zdjęcia Rafał Masłow
Filip Chajzer, Viva! 10/2026 okładka
Filip Chajzer, Viva! 10/2026 okładka Zdjęcia Rafał Masłow
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...