TYLKO W VIVIE! Dorota Wellman i Paulina Młynarska o życiu po 50-tce. „Nie musimy ani sobie, ani światu nic udowadniać".
Dorota Wellman i Paulina Młynarska w szczerej rozmowie dla magazynu VIVA! opowiedziały o nowym etapie życia kobiet, samotności, sile i potrzebie zmian. Przy okazji premiery książki „Afterparty” dziennikarki zdradziły, dlaczego po pięćdziesiątce i sześćdziesiątce nadal nie zamierzają zwalniać tempa i wciąż chcą „tańczyć na ulicy”.

Czy życie zaczyna się po pięćdziesiątce, czy po sześćdziesiątce? Czy może się nam przestać chcieć? Gdzie jest prawdziwy dom i czym zapełnić samotność? Dorota Wellman i Paulina Młynarska w niezwykłej rozmowie z Ewą Wojciechowską otwierają drzwi do… „Miasta kobiet”. Wejdźcie, posłuchajcie…
„Afterparty” jako symbol nowego etapu życia kobiet
Na początek chciałabym Wam coś zaproponować. Zabawmy się w nagranie programu „Miasto kobiet 10 lat później”. Tylko to ja będę prowadzącą, a Wy będziecie moimi gośćmi.
Paulina: Dobrze.
Dorota: Proszę bardzo! Piękny pomysł.
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w studio telewizyjnym. Dobry wieczór państwu! Dzisiaj moimi i państwa gośćmi w programie „Miasto kobiet 10 lat później” są Dorota Wellman i Paulina Młynarska w związku z premierą ich książki „Afterparty”. Tematem naszej rozmowy będzie życiowe party i życiowe afterparty.
Dorota: Dobre! Podoba mi się temat, ale nie wiem, czy goście dobrze dobrani (śmiech)?
Zacznijmy od poranków. Przeczytałam w Waszej książce, że poranki są dla Was bardzo ważne i, co ciekawe, zaczynają się w środku mojej nocy, czyli o czwartej albo piątej. Powiedzcie mi, czy nadal tak jest i dlaczego sobie to robicie?
Paulina: Ja to sobie robię dlatego, że rano mam najbardziej sprawny mózg. Jednocześnie poranek jest też momentem logistycznie skomplikowanym. Trzeba pogodzić wyjście z psami, a ja mieszkam na południu Europy, gdzie jest bardzo gorąco, więc żeby one pobiegały, musimy wyjść, zanim wzejdzie słońce, zaczną huczeć cykady i zanim żar z nieba zacznie się lać. Poza tym praktykuję jogę i uczę jogi. Najczęściej pracuję z grupami również rano, online. To Dorota mnie ochrzaniła, że nie prowadzę jogi przez internet. Rano też najlepiej mi się pisze, więc jak widzisz, dużo tego wszystkiego trzeba w tym poranku upchnąć.
Dorota: Ja wstaję do pracy o czwartej rano. Przed szóstą muszę wyjechać, żeby być na pierwszych odprawach w studio. To jest mój wybór, bo w zasadzie mogłabym wstać godzinę przed. Tylko że ja lubię poranki spokojne, nie znoszę się spieszyć. Lubię przejrzeć newsy w internecie, zobaczyć, co się wydarzyło na świecie. Lubię się wykąpać, spokojnie wypić kawę, żeby mnie nikt nie popędzał. Poza tym rano najlepiej mi się pracuje, jestem najbardziej twórcza. W domu jest cicho i nikt nie chodzi. Nie ma tysiąca rzeczy do mnie – mąż zazwyczaj ma do mnie różne sprawy, więc trzeba go „uśpić”, żeby był święty spokój. Lubię sobie wtedy zaplanować cały dzień.
To wytłumaczcie mi, jak osoby, które wstają o czwartej rano, mogą chodzić na afterparty?
Dorota: Spokojnie.
Paulina: Ale to afterparty właśnie wtedy jest!
A! Rozumiem, czyli Wasze afterparty zaczyna się o czwartej rano?
Paulina: No a co? Jeżeli porównamy życie do fajnej imprezy, to dla mnie afterparty to jest ten moment, kiedy zrzucamy niewygodne wysokie obcasy, w których może i wygląda się super, ale wiadomo, że nogi bolą. Makijaż też już się ulotnił. Zostaliśmy z bliskimi przyjaciółmi, z którymi jest nam najcieplej, najmilej. Chodzisz sobie na bosaczka, trochę sprzątasz bałagan po tym party, bo czasami jest trochę bałaganu, w tle jakaś fajna muzyczka leci i już nic nie trzeba, i już można sobie poleżeć pod kocykiem z herbatką. W towarzystwie albo sama i totalnie się relaksować. W tym miłym poczuciu, że wszystko mogę, nic nie muszę. Ja myślę, że ten tytuł „Afterparty”, który Dorota wymyśliła, jest super tytułem! A dużo mogłybyśmy o tym opowiadać, bo były różne propozycje.

Dorota Wellman i Paulina Młynarska o sile kobiet po pięćdziesiątce
Czyli jaki miał być inny tytuł Waszej książki?
Dorota: To był najlepszy tytuł na świecie i ja uważam, że to duży błąd, że nie został wykorzystany. Proszę bardzo, Paulina opowie, jaki był właściwy tytuł, wymyślony przez nią…
Paulina: Po prostu różne tytuły przychodziły nam do głowy, ale cały czas brakowało tego właściwego. Wreszcie spotkałyśmy się na sesji zdjęciowej – my i dziewczyny z wydawnictwa z Krakowa. W pewnym momencie powiedziałam, że musimy wymyślić tytuł dziś, bo inaczej będzie: „Głowa siwieje, dupa szaleje” i nie wiem, jak szacowne krakowskie Wydawnictwo Znak udźwignie taką sytuację? A wiadomo, że jak my z Dorotą się na coś uprzemy, to tak będzie. Dorota właśnie wtedy wymyśliła „Afterparty”. I to afterparty świetnie oddaje ten rozdział życia, kiedy my już nie musimy się tak napinać. Nie musimy ani sobie, ani światu nic udowadniać. Znamy już dokładnie reguły tego balu, którym jest życie. Nie musimy się już ani stroić, ani sadzić i patrzymy trochę może ze wzruszeniem na te kobiety, którymi byłyśmy, wchodząc na ten bal. A jakie byłyśmy? W wielu sprawach niepewne, ale też dzielne, zdeterminowane, choć było w tym mnóstwo niepewności. W książce gadamy o tym, że trochę nie zdawałyśmy sobie sprawy, jakim jesteśmy silnym pokoleniem kobiet. Przecież my się jeszcze uczyłyśmy pisać na maszynie! Nikomu się wtedy nie śniła sztuczna inteligencja. Jako dziennikarki tego pokolenia rzucałyśmy wyzwanie systemowi i niesprawiedliwości wobec kobiet. Naprawdę zawalczyłyśmy o wiele tematów.
Cały czas walczycie.
Paulina: I cały czas walczymy.
Dorota: Czy osoby wstające o czwartej rano mogą być na afterpaty i mogą być aktywne? Właściwie o tym jest ta książka. Jesteśmy osobami, które są pełne siły, wigoru, chęci, ciekawości świata, potrzeby samorozwoju. Po tym party właściwym, o którym mówi Paulina, jesteśmy w stanie albo położyć się z herbatką pod kocykiem, w otoczeniu bliskich osób, albo zdjąć buty i tańczyć na ulicy, bo stać nas także na takie szaleństwo i na to, żeby ta noc była nieprzespana. Wydaje mi się, że pokazujemy innym kobietom, żeby nie rezygnować z tego etapu życia, który może się czasem wydawać zakończony. My pokazujemy, że to jest świetny i twórczy czas, że to jest czas naszych nowych szans i może kompletnej zmiany drogi, którą do tej pory szłyśmy. Nie należy sobie mówić pas, nie należy mówić sobie o końcu kobiecości ani o końcu możliwości, ani o tym, że nasze życie już jest spełnione, bo to nie jest prawda. To piękny okres życia. Można wszystko, byle tylko nie siedzieć w domu, nie narzekać, nie udawać, że po prostu to już jest koniec naszego świata i zostało nam tylko i wyłącznie wychowywanie wnuków.
[...]
