TYLKO W VIVIE!. Była producentką filmową, dziś jest marszałkiem Senatu. Małgorzata Kidawa-Błońska szczerze o początkach kariery
Małgorzata Kidawa-Błońska przez lata budowała swoją zawodową drogę w świecie filmu, jednak ostatecznie to polityka stała się jej życiową misją. W szczerej rozmowie z nami marszałek Senatu opowiada o utracie anonimowości, hejcie, ogromnych kosztach życia publicznego i chwilach, gdy polityka doprowadzała ją do granic wytrzymałości. Nie zabrakło także osobistych refleksji o rodzinie, odpowiedzialności i cenie, jaką płaci się za obecność na świeczniku.

Była producentką filmową, ale to polityka stała się jej misją. Prawnuczka dwóch wybitnych polityków – prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego i premiera RP Władysława Grabskiego, przez 25 lat była posłanką, rzeczniczką rządu Donalda Tuska i Ewy Kopacz, marszałkiem Sejmu, a od 2023 roku jest marszałkiem Senatu. Małgorzata Kidawa-Błońska opowiedziała Katarzynie Piątkowskiej o tym, czy możliwa jest przyjaźń w parlamencie, czy miała ochotę podać się do dymisji i czy polityka doprowadziła ją do łez.
Małgorzata Kidawa-Błońska o kulisach pracy jako producentka filmowa
[...]
Rozumiem, że decyzję o zamianie świata filmu na świat polityki podjęła Pani sama?
Sama. Na początku moja rodzina obserwowała z dużym zainteresowaniem, jak mi pójdzie. Potem obdarzyła mnie wielkim wsparciem, a teraz… teraz to już dla nas wszystkich jest normalność.
Normalność, ale okupiona dużymi kosztami?
Niestety tak, bo najpierw człowiek traci anonimowość, w związku z tym wolność. Pewnych rzeczy nie można, bo po prostu nie wypada. Jest się cały czas obserwowanym, od rana do wieczora, i to jest chyba najtrudniejsze. Niestety nie można też niczego zaplanować, co ja bardzo lubię. Moje plany często ulegają modyfikacji. Na szczęście rodzina to rozumie i wytrzymuje. Pewnie dlatego, że mój mąż, syn i synowa od zawsze związani są z kulturą i wiedzą, że zdarzają się bardzo intensywne okresy pracy, bardzo dużo zadań do wykonania, brak czasu dla siebie i rodziny, a potem chwila wytchnienia.

Świat filmu przygotował ją na życie publiczne? Małgorzata Kidawa-Błońska szczerze o presji i hejcie
W świecie filmu, w którym Pani kiedyś funkcjonowała, też przecież jest się „na świeczniku”. Ludzie obserwują, komentują, często niestety hejtują.
Kiedyś artyści byli bardziej lubiani, patrzono na nich z większym szacunkiem, nawet z podziwem, i doceniano to, co robią. Dzisiaj, w dobie internetu, gdy ludziom się wydaje, że pozostają anonimowi, zachowują się okrutnie wobec osób rozpoznawalnych. U nas od miłości do nienawiści jest jeden krok. Jednego dnia kochamy jakiegoś sportowca, bo wygrał turniej czy mecz, a drugiego, gdy przegra, komentujemy złośliwie. Polityków ludzie nie lubią w ogóle, a co najmniej im nie ufają. Na początku mojej politycznej drogi nie zdawałam sobie sprawy z tego, że aż tak bardzo, obarczając nas nawet za to, co przydarzyło im się w życiu prywatnym. Na hejt trzeba spróbować się uodpornić, choć jest to ekstremalnie trudne, a liczyć się z opiniami ludzi, na których zdaniu nam zależy. Jeśli ktoś nie jest w stanie podpisać się pod krytyką swoim imieniem i nazwiskiem, to albo jest tchórzem, albo botem. Takimi komentarzami się nie przejmuję.
[...]
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Trudne doświadczenia mogły ją zniszczyć, a stały się jej siłą. TYLKO W VIVIE! Edyta Górniak wprost o dzieciństwie: "To było okrutne"
