Takiej relacji w show-biznesie prawie nie ma. TYLKO W VIVIE! Wellman i Młynarska otworzyły się jak nigdy wcześniej i ujawniły swój sekret
Dorota Wellman i Paulina Młynarska wróciły wspomnieniami do początków „Miasta kobiet” i po latach opowiedziały o relacji, która w świecie mediów okazała się prawdziwym ewenementem. W rozmowie dla magazynu VIVA! mówiły o kobiecej solidarności, trudnych realiach show-biznesu oraz przyjaźni, która przetrwała lata intensywnej współpracy.

Czy życie zaczyna się po pięćdziesiątce, czy po sześćdziesiątce? Czy może się nam przestać chcieć? Gdzie jest prawdziwy dom i czym zapełnić samotność? Dorota Wellman i Paulina Młynarska w niezwykłej rozmowie z Ewą Wojciechowską otwierają drzwi do… „Miasta kobiet”. Wejdźcie, posłuchajcie…
Dorota Wellman o Paulinie Młynarskiej: „To najodważniejsza osoba, jaką znam”
[...]
Dorota, powiedziałaś jeszcze jedno piękne zdanie o Paulinie, że to jest najodważniejsza osoba, jaką znasz, ale rozumiem, że nie tylko ze względu na jej przeprowadzki?
Dorota: Paulina ma niezwykłą odwagę życiową i nie patrzy na konsekwencje. Jest mądra i głośno mówi to, co myśli. Jest dla mnie uosobieniem współczesnej, fajnej kobiety, bardzo odważnej, bardzo ładnej, bardzo kobiecej i jednocześnie bardzo silnej. Oczywiście ma tam, jak każdy, swoje miękkie miejsce w środku.
Jesteście ewenementem w świecie show-biznesu i mediów. Zaiskrzyło od początku? Akurat byłam świadkiem, kiedy Dorota poznała się z Marcinem Prokopem, z którym teraz tworzy super duet, i na pewno nie była to miłość od pierwszego… to nawet nie była sympatia od pierwszego wejrzenia. A jak było z Wami?
Paulina: U mnie to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wiele lat temu zobaczyłam w telewizji wywiad, który Dorota przeprowadzała z Szymonem Wiesenthalem, i byłam absolutnie zafascynowana dziennikarstwem Doroty i w ogóle zjawiskiem, które się nazywało „Dorota Wellman”. Fascynowałam się tym rodzajem inteligencji, skupienia, bo Dorota ma laser w oczach. I ona ciebie słucha, i to nie jest taki przeszywający wzrok, tylko wzrok, który jest skupiony na swoim rozmówcy, i dla mnie to było coś wspaniałego. Dorota potrafi operować ciszą, skupieniem, pauzą. Nie szasta słowami na prawo i lewo.

Wellman i Młynarska szczerze o kulisach pracy w mediach
Dorota: Dziękuję, to było piękne. Ale ja ci nie płacę aż tyle za promocję (śmiech). W moim przypadku to też była miłość od pierwszego wejrzenia. Pamiętam dokładnie ten moment, kiedy się spotkałyśmy i powstał pomysł na to, żebyśmy prowadziły razem „Miasto kobiet”. Zaczęłyśmy rozmawiać po prostu tak, jakbyśmy się znały od dawna. Te same rzeczy nas interesowały, a gdy czasem miałyśmy odmienne zdania na różne tematy, zawsze potrafiłyśmy się dogadać. Jak się dowiedziałam, że współprowadzącą program będzie Paulina Młynarska, powiedziałam, że będzie gorąco, będzie się działo, namiesza, będzie stawiała trudne pytania, będzie chciała się dowiedzieć więcej, nigdy nie będzie powtarzała tego samego zdania, które wygłaszają wszyscy inni, będzie ferment, że będę miała naprzeciwko siebie osobę, która będzie pobudzała do tego, żeby to było interesujące, ciekawe i żeby też mnie zmuszało do innego rodzaju pracy. Trafić na takiego partnera to jest to!
Paulina: Ja ci też aż tyle nie płacę (śmiech).
I to drugi raz w życiu Ci się tak udało.
Dorota: Bardzo lubię pracować z drugim człowiekiem. Jestem zwolennikiem duetów i pracy zespołowej. Uważam, że ma ogromną wartość. Dwie dziewczyny, które nie chciały wzajemnie sobie wsadzić noża w plecy, wzajemnie się wspierały, a nie rywalizowały, i robiły wszystko, żeby im się ta wspólna sprawa udała. To moim zdaniem jest też wartość „Miasta kobiet”.
Paulina: Tyle lat intensywnej współpracy w trudnym środowisku, bo to jednak nie jest szkółka niedzielna. To są naprawdę ciężkie przypadki narcyzmu i potrzeby kontroli, i po trupach do celu, i tak potworne intryganctwo. A my pracowałyśmy tyle lat i nie miałyśmy nigdy żadnego większego, w ogóle żadnego konfliktu. Co nie znaczy, że nie było sytuacji trudnych, bo były i spięcia. Były też chwile, w których któraś z nas miała gorszy moment, ale zawsze miałyśmy dla siebie dużą dozę akceptującej, przyjaznej tolerancji.
[...]
