Reklama

Kiedy Barbra Streisand powiedziała matce, że chce zostać aktorką, usłyszała coś, co mogło zniszczyć marzenia każdej dziewczyny. Diana Streisand spojrzała na córkę chłodno i stwierdziła, że z takim wyglądem nie ma najmniejszych szans. W świecie, w którym aktorki miały być delikatne, idealne i nieskazitelne, jak młoda Mia Farrow, Barbra wydawała się kimś z innej bajki. Miała długi nos z garbkiem, mięsiste usta, mocne rysy, nie była idealnie zgrabna. Wspomina, że czuła się „przegrywkiem”, dziwacznym dzieciakiem z Brooklynu. A jednak to właśnie ona została jedną z największych ikon XX wieku. Zdobyła dwa Oscary, wiele nagród Grammy, Emmy i Tony, sprzedała ponad 150 milionów płyt na całym świecie, z czego około 70 milionów w samych Stanach Zjednoczonych. Można ją lubić albo nie, ale jest wielką diwą. Nigdy nie poprawiła nosa. Nie pozwalała retuszować swoich zdjęć. Nie złagodziła charakteru i nie nauczyła się udawać kogoś innego. Jak jej się to wszystko udało?

Mit ojca

Urodziła się 24 kwietnia 1942 roku jako Barbara Joan Streisand i dorastała w skromnym żydowskim domu na Brooklynie. Naukę zaczęła w jesziwie, dopiero potem poszła do publicznej szkoły. Nigdy nie zapomniała, że jest Żydówką, choć czasem słyszała z tego powodu przykre komentarze. Odwiedzała Izrael, ufundowała jeden z budynków Uniwersytetu Hebrajskiego. Dzisiaj krytykuje premiera Netanjahu i opowiada się za polityką two-state solution, czyli współistnieniem dwóch państw – żydowskiego i palestyńskiego.
Jej ojciec, Emanuel Streisand, był nauczycielem i intelektualistą, człowiekiem wykształconym, kochającym książki i sztukę. Dla Barbry stał się niemal mityczną postacią, choć prawie go nie pamiętała. Zmarł nagle, kiedy miała zaledwie 15 miesięcy, a jego śmierć na zawsze zmieniła życie rodziny. Streisand przez lata wracała do postaci ojca, jakby próbowała odtworzyć utracony świat, którego nigdy nie zdążyła naprawdę poznać. W swojej posiadłości w Malibu przechowuje ogromny księgozbiór należący do ojca i traktuje go niemal jak relikwię.
Po latach przyznawała, że właśnie po ojcu odziedziczyła perfekcjonizm i obsesyjną potrzebę kontroli. Właściwie wszystko, co robiła jako artystka, było próbą panowania nad rzeczywistością. Nie chciała jedynie śpiewać czy grać. Musiała wszystkim zarządzać, kontrolować każdy detal. Żaliła się, że gdy mężczyzna egzekwuje swoją wolę, mówi się, że ma cechy przywódcze. Ona uchodziła za dziwaczkę. Gdy w 1983 roku postanowiła zrealizować swój debiutancki film „Yentl” na podstawie prozy Isaaca Bashevisa Singera, napisała scenariusz, została jego reżyserką, producentką i zagrała główną rolę. Singer, pytany, jak podobała mu się ekranizacja, odpowiedział kąśliwie: „Streisand, Streisand, Streisand”. Że niby przytłoczyła sobą wszystko.

Czytaj też: Mało kto wie, co naprawdę łączy Igę Świątek i Maję Chwalińską. Ta historia zaczęła się lata temu

Barbra Streisand na jednym z jej najbardziej znanych zdjęć, z sesji do amerykańskiego „Vogue’a”, 1975 rok.
Barbra Streisand na jednym z jej najbardziej znanych zdjęć, z sesji do amerykańskiego „Vogue’a”, 1975 rok. Francesco Scavullo/Conde Nast via Getty Images

Zazdrość matki

Relacja z matką to kolejny wielki temat Barbry. Diana Streisand była kobietą trudną, emocjonalnie zamkniętą i niespełnioną. Marzyła o śpiewaniu i karierze artystycznej, ale nie zrobiła niczego, żeby to osiągnąć. Barbra przez lata zastanawiała się, czy sukces córki budził w niej dumę, czy raczej zazdrość. Zepsuła córce wiele wieczorów, wychodziła z jej koncertów albo nie przychodziła. „Matka dbała o mnie najlepiej, jak potrafiła, ale nie była sympatyczną mamusią z filmu”, wspomina Barbra.

„Dorastałam bez jej uznania, bez wsparcia dla moich marzeń”, pisze. I dalej: „Nie przypominam sobie, żeby powiedziała mi coś miłego. Raz, kiedy ją spytałam dlaczego, odparła: «Nie chciałam, żeby ci się przewróciło w głowie». Dlatego nie przywykłam do komplementów. Nic dziwnego, że nie ufałam oklaskom”, wspomina Streisand. Gdy coś poszło nie tak, winna była zawsze Barbara. Kiedy oznajmiła, że chce zostać aktorką, usłyszała od matki: „Nie jesteś dość ładna, lepiej obciąć paznokcie i zostać maszynistką, będziesz miała pewną pracę”. Paznokci nie obcięła. Ale słowa mamy i ojczyma, który do małej Barbry mówił, że jest brzydkim zerem, pozostały w niej na zawsze. Kiedy była już wielką gwiazdą, mówiono, że wciąż walczyła z poczuciem odrzucenia i z nieustannym głodem akceptacji. Nawet po dekadach sukcesów przed koncertami potrafiła myśleć: A jeśli nikt nie przyjdzie?

Z pierwszym mężem, aktorem Elliottem Gouldem i synem Jasonem. To małżeństwo nie przetrwało wielkiej kariery Streisand. Zdjęcie z 1967 roku.
Z pierwszym mężem, aktorem Elliottem Gouldem i synem Jasonem. To małżeństwo nie przetrwało wielkiej kariery Streisand. Zdjęcie z 1967 roku. Courtesy Everett Collection/EAST NEWS

Droga w górę

Co ją ocaliło i pozwoliło pójść do przodu? Wiara w siebie i swój talent. „Od zawsze czułam, że będę sławna. Po prostu to wiedziałam i już, jeszcze w czasach, kiedy stałam w drzwiach i gapiłam się na swoje niepościelone łóżko. Miałam wizję i niekiedy myślę sobie, że robiłam wszystko, by stała się rzeczywistością. Od dziecka chciałam być aktorką i uznałam, że przyszedł czas, by świat spełnił moje marzenia”, wspomina młode lata. Śpiewała wszędzie – na ulicy, na schodach przed blokiem, w szkolnych przedstawieniach. Sąsiedzi zatrzymywali się i słuchali jej z zachwytem, a ona sama wspominała później, że w okolicy była znana jako „ta dziewczyna z dobrym głosem i bez ojca”.
Miała niezwykłą charyzmę, ale jednocześnie kompletnie nie przypominała przyszłej gwiazdy Hollywood. Prasa bywała okrutna. Pisano, że ma wielki talent i wielki nos, czasem, że ma dziób. W jej wspomnieniach widać, jak ważna była sprawa urody. „Zostałam gwiazdą mimo asymetrycznej twarzy, wielkiego nosa i ust, które nie pasowały do stereotypowego wyobrażenia o pięknie”, wspomina kilkakrotnie w książce.
Nie chciała jednak słyszeć o operacji. Bała się, że ucierpi na tym jej głos. Zmieniła jedynie zapis swojego imienia z Barbara na Barbra, żeby się wyróżnić. Reszty siebie poprawiać nie zamierzała. W czasach, gdy kobiety w Hollywood podporządkowywały się brutalnym standardom urody, Streisand powiedziała światu, że nie zamierza udawać nikogo innego. To właśnie ta inność okazała się jednym z jej wielkich atutów. I znakiem rozpoznawczym.

Barbra na początku aktorskiej drogi, w towarzystwie ukochanego psa rasy coton de tulear. Zdjęcie z 1969 roku.
Barbra na początku aktorskiej drogi, w towarzystwie ukochanego psa rasy coton de tulear. Zdjęcie z 1969 roku. Pierluigi Praturlon/Reporters Associati & Archivi/Mondadori Portfolio via Getty Images

Narodziny legendy

W wieku 16 lat zaczęła żyć na własny rachunek. Pracowała jako bileterka, chodziła na castingi i śpiewała w klubach nocnych. Pierwszą publicznością, która naprawdę ją pokochała, była bohema Greenwich Village. Szczególną popularność zdobyła w klubach gejowskich, gdzie liczył się talent, błyskotliwość i autentyczność, a nie klasyczna uroda. Występując w znanym klubie Bon Soir – miała wtedy 20 lat – szybko stała się sensacją. Jej debiutancką płytę „The Barbra Streisand Album” z 1963 roku natychmiast okrzyknięto wydarzeniem. Streisand śpiewała inaczej niż wszyscy. Publiczność miała poczucie, że słucha kobiety, która śpiewa „od siebie”, prawdziwie opowiada o emocjach. Mocny głos o pięknej barwie i świetna technika wokalna sprawiły, że zaczęto mówić, że jest najlepiej śpiewającą białą kobietą. Wylansowała wiele przebojów, wystarczy przypomnieć „Woman in Love” z 1980 roku.

W latach 60. zaczęła pojawiać się w telewizji i na Broadwayu, a krytycy pisali o niej jak o objawieniu. Dzisiaj jej dorobek jest ogromny – zagrała w tak legendarnych filmach jak „Hello, Dolly!” czy „Narodziny gwiazdy” – to w jej rolę wcieliła się w remake’u filmu Lady Gaga. Ogromnym powodzeniem cieszył się film „Tacy byliśmy”, w którym zagrała z Robertem Redfordem. Hollywood zastanawiało się wtedy: Czy oni mieli romans? Za reżyserię „Yentl” dostała Złoty Glob jako pierwsza kobieta w historii tego wyróżnienia. Uznaniem cieszył się także reżyserowany przez nią „Książę przypływów”, choć na planie, jako perfekcjonistka, dała wszystkim w kość. Dwukrotnie dostała Oscara – jako 26-latka za pierwszoplanową rolę w filmie „Zabawna dziewczyna” i za piosenkę „Evergreen” z filmu „Narodziny gwiazdy” z 1976 roku. W wywiadach nie udawała skromnisi. „Od zawsze wiedziałam, że będę sławna i bogata – najlepsza. Wiedziałam, że nie potrafię być przeciętna”, mówiła dziennikarzom.

Musical „Zabawna dziewczyna” uczynił z niej prawdziwą gwiazdę. Za rolę w tym filmie dostała Oscara. Nowy Jork, 1968 rok.
Musical „Zabawna dziewczyna” uczynił z niej prawdziwą gwiazdę. Za rolę w tym filmie dostała Oscara. Nowy Jork, 1968 rok. Richard Corkery/NY Daily News Archive via Getty Images
Jamesa Brolina spotkała w 1996 roku. Został jej drugim mężem. Są nierozłączni. Oboje na oscarowym party, 2019 rok.
Jamesa Brolina spotkała w 1996 roku. Został jej drugim mężem. Są nierozłączni. Oboje na oscarowym party, 2019 rok. Kevin Mazur/VF19/WireImage

Barbra i mężczyźni

Jej pierwszym mężem został aktor Elliott Gould, którego poznała, gdy miała 19 lat. Szybko razem zamieszkali, doczekali się syna Jasona, jedynego dziecka Barbry. Małżeństwo nie wytrzymało tempa kariery Streisand. Gould po latach mówił, że życie z Barbrą przypominało przebywanie w centrum huraganu. Po rozwodzie jej życie uczuciowe zaczęło przypominać hollywoodzką kronikę towarzyską. Omar Sharif, Ryan O’Neal, Warren Beatty, Richard Gere, Liam Neeson, Don Johnson, Kris Kristofferson, Jon Voight, a także premier Kanady Pierre Trudeau (ojciec Justina) – lista mężczyzn zafascynowanych Streisand była imponująca. Szczególne emocje wzbudzał jej związek z Andre Agassim. Pewnie dlatego, że ona była po pięćdziesiątce, a on miał 22 lata.

Wydawało się, że nie jest stworzona do rodzinnego życia. Wszystko jednak się zmieniło, gdy w latach 90. poznała aktora Jamesa Brolina. U jego boku okazała się czułą partnerką, wspaniałą macochą i kochającą wnuki „babą Barbrą”.

Barbra Streisand i Omar Sharif poznali się na planie filmu „Zabawna dziewczyna”. Byli kochankami, zostali przyjaciółmi. Zdjęcie z 1980 roku.
Barbra Streisand i Omar Sharif poznali się na planie filmu „Zabawna dziewczyna”. Byli kochankami, zostali przyjaciółmi. Zdjęcie z 1980 roku. Columbia Pictures/Getty Images

Gniazdo gwiazdy

Mieszkają w ogromnej posiadłości w Malibu, ze stawami, strumykami i parkami. W podziemiach posiadłości Streisand wybudowała coś, co przypomina małe miasteczko. Znajduje się tam brukowana uliczka z latarniami, sklepy z antykami, lalkami, prezentami i cukiernia. Jest także kino. W posiadłości mieści się również muzeum filmowych kostiumów i rekwizytów Barbry. Gwiazda zbiera obrazy Tamary Łempickiej, klasyczne lampy Tiffany’ego, meble art déco.

Kiedy czyta się wspomnienia Streisand – bardzo drobiazgowe, mające prawie 1000 stron – od razu widać, że wchodzimy w świat wielkiej gwiazdy z jej ekscentryzmem, kaprysami, czasem dziwnymi pomysłami. Swojego ukochanego psa, suczkę Sammy rasy coton de tuléar, postanowiła sklonować, co odbiło się szerokim echem i wzbudziło falę krytyki. Wspomina też, że zobaczyła ukochaną suczkę nad basenem w postaci psiej chmurki, co było dla niej znakiem, że Sammy jest szczęśliwa.

Czytaj też: Życie mogło ich rozdzielić, dziś świętują narodziny syna. Tak Aleksandra Uznańska-Wiśniewska mówiła o ukochanym. Przypominamy wywiad dla VIVY!

Barbra Streisand nigdy nie ukrywała swojego zaangażowania politycznego, jest od lat gwiazdą Demokratów, przyjaźniła się z Billem Clintonem, popierała Hillary Clinton w walce o prezydenturę. Dziwi się, że Trump „zaszedł tak daleko”. Mówi, że dostała od świata wiele dobra, które pragnie oddać. Angażuje się więc w projekty klimatyczne, równościowe, walczy o prawa kobiet.
Zna chyba całe Hollywood. Od wielu lat przyjaźni się z królem Karolem III i bardzo sobie to ceni. Angielska tradycja, klasa, styl wyższych sfer – wszystko to robi na niej wrażenie. Wspomina, że młody Karol opisywał ją jako „niesamowicie atrakcyjną” i „pełną seksapilu”. Plotki o romansie nie zostały oficjalnie potwierdzone, ale sama Streisand po latach przyznała, że gdyby spotkali się wcześniej i w innych okolicznościach, ich historia mogłaby wyglądać inaczej.

Z Donem Johnsonem wylansowała przebój „Till I Loved You”. Połączyła ich wielka i krótka namiętność. Zdjęcie z 1988 roku.
Z Donem Johnsonem wylansowała przebój „Till I Loved You”. Połączyła ich wielka i krótka namiętność. Zdjęcie z 1988 roku. Ron Galella/Ron Galella Collection via Getty Images

Miałam marzenie

W swojej autobiografii „Na imię mam Barbra” pisze, że o wiele przyjemniej było marzyć o sławie, niż naprawdę być sławną. Zauważa, że czasem dochodzi się do szczytu, z którego potem zostaje się strąconym w zapomnienie. Ma 84 lata i cały czas myśli, że mogła zrobić więcej i lepiej, wraca do niespełnionych projektów, na przykład filmu „Wojna państwa Rose”, w którym miała grać główną rolę. Swoją autobiografię pisała 10 lat, czemu właściwie trudno się dziwić przy jej obsesji kontroli, perfekcji i ciągłego poprawiania wszystkiego, co robiła.

Barbra Streisand zmieniła sposób myślenia o kobiecym sukcesie. Pokazała, że można nie mieścić się w kanonach piękna i mimo to stać się wielką, uwielbianą gwiazdą. Że można być wymagającą, dominującą i ambitną w świecie, który od kobiet oczekiwał głównie wdzięku i uległości. „Miałam marzenie i nie słuchałam ludzi, którzy próbowali mnie zatrzymać. Po prostu parłam przed siebie i kto wie, może przekułam swoją wizję w rzeczywistość”, pisze Barbra.

Czytaj też: TYLKO U NAS: Ania Wyszkoni i psycholożka Igi Świątek są przyjaciółkami! „Ona była założycielką fanclubu Łez”

FLUSHING MEADOBarbra i Andre Agassi. Ona była po pięćdziesiątce, on miał 22 lata. O ich romansie mówiło całe Hollywood. Zdjęcie z 1992 roku.W: BARBRA STREISAND AND ANDRE AGASSI (Photo by Rick Maiman/Sygma via Getty Images)
Barbra i Andre Agassi. Ona była po pięćdziesiątce, on miał 22 lata. O ich romansie mówiło całe Hollywood. Zdjęcie z 1992 roku. (Photo by Rick Maiman/Sygma via Getty Images) Rick Maiman/Sygma via Getty Images
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...