Reklama

Aleksandra Uznańska-Wiśniewska podzieliła się z obserwatorami wyjątkową wiadomością. We wzruszającym wpisie opublikowanym w mediach społecznościowych poinformowała, że ona i Sławosz Uznański-Wiśniewski zostali rodzicami. „Za nami najpiękniejszy Dzień Matki i Dzień Dziecka. Od 25 maja jest z nami nasz syn”, napisała. A my przypominamy wywiad posłanki dla „Vivy!”, który pojawił się na łamach magazynu w 2025 toku. Aleksandra Uznańska-Wiśniewska opowiadała o nam budowaniu rodziny i wyjątkowej relacji z mężem, podkreślając, że więcej ich łączy, niż dzieli.

Przypominamy archiwalny wywiad VIVY! z Aleksandrą Uznańską-Wiśniewską

Działaczka humanitarna, społeczna i polityczna, posłanka na Sejm. W zaledwie kilkanaście dni stała się bohaterką zbiorowej wyobraźni. Cały świat śledził, jak kibicuje mężowi, astronaucie Sławoszowi Uznańskiemu-Wiśniewskiemu. Aleksandra Uznańska-Wiśniewska w egzystencjalnej i wzruszającej rozmowie z Krystyną Pytlakowską. Nie tylko o miłości.

Nasz wielki Polak”, „bohater” – tak mówią dzieci, którym dziennikarz TVN-u podsuwa mikrofon na Okęciu przy powitaniu polskiego astronauty Sławosza, który wraca z długiej i dalekiej podróży. Ale bohaterką jest też jego żona Aleksandra, która wspiera męża, odkąd go zna, odważnie jest przy nim i mówi o Sławoszu, że to najważniejszy człowiek w jej życiu. Spotkałyśmy się w Czytelniku przy Wiejskiej, kiedy jeszcze przebywał w kosmosie. Udało się, bo Aleksandra była w tym dniu w Sejmie, jest w tej kadencji parlamentarzystką w klubie PO. Śliczna, uśmiechnięta i bardzo spontaniczna dziewczyna. Tak naprawdę chcę wiedzieć, nie jaki jest Sławosz, bo to widać, słychać i czuć – specjaliści od mowy ciała określają go jako władczego i pewnego siebie, ale skromnego – tylko jaka jest jego partnerka. Bo to, kim jesteśmy, zależy nie tylko od nas samych, lecz od najbliższych nam ludzi, którzy są naszą opoką. W chwilach i tych trudnych, i tych cudownych. I dlatego to właśnie ich wybraliśmy na życiową drogę.

– Zacznijmy od uśmiechu. Dlaczego jest w życiu taki ważny?

To najprostszy dar i gest, jakim możemy przekonać do siebie drugiego człowieka i obdarowywać go dobrem. Sami często przechodzimy przez momenty mroku czy niepokoju i tak bardzo potrzebujemy wtedy ciepła i wsparcia. A taki bezinteresowny uśmiech, zwłaszcza w tym świecie i w tych czasach, jest najważniejszy. Ja na uśmiechach nie oszczędzam.

– Pytam, bo Wasza znajomość i miłość ze Sławoszem zaczęła się właśnie od uśmiechu…

Tego uśmiechu z ulicy Piotrkowskiej w Łodzi? Jechałam wtedy rowerem z grupą wolontariuszy mojego ideowego zespołu. Latem 2023 roku braliśmy udział w kampanii wyborczej, namawiając do udziału w wyborach, bo mieliśmy głęboki sprzeciw wobec ludzkiej obojętności w tak krytycznym dla naszej demokracji momencie. Wróciłam właśnie z 12-miesięcznej misji w Ukrainie, gdzie pracowałam jako kierownik misji INTERSOS – organizacji humanitarnej niosącej pomoc medyczną i psychologiczną na linii frontu. W sektorze humanitarnym pracowałam przez całe życie zawodowe, niosąc pomoc ofiarom konfliktów zbrojnych, między innymi przez dwa lata kierując misją PAH na wojnie w Jemenie. Wcześniej pracowałam też w Iraku, Jordanii, Turcji i w obozach dla uchodźców. Do Polski wróciłam po 12 latach za granicą. Po raz pierwszy na poważnie rozważyłam powrót po masowym rosyjskim bombardowaniu Ukrainy 14 stycznia 2023 roku. Jedna z rakiet hipersonicznych uderzyła w budynek mieszkalny nieopodal naszego biura w Dnipro. Ponad 200 mieszkań zawaliło się, było wiele ofiar śmiertelnych. Organizacje humanitarne są poniekąd sumieniem świata, ale odwracają uwagę od tych, którzy mają prawdziwą odpowiedzialność i sprawczość – podmiotów politycznych. Miałam dość nakładania metaforycznego bandaża na rany, do których ktoś cały czas strzela. W tym samym czasie, w mojej ocenie, nasze państwo, nabierające geopolitycznie dużo istotniejszej odpowiedzialności przez tragedie tej wojny, ulegało erozji instytucji demokratycznych, populizmowi i flirtowi z autorytaryzmem ówczesnej władzy. Wróciłam i dołączyłam do walki o Polskę. I tak, na łódzkiej ulicy, jadąc rowerem, w kampanii zobaczyłam Sławosza. Szedł do galerii sztuki taty, Piotra Uznańskiego. Uśmiechnęłam się. Odnalazł mnie. Umówiliśmy się na obiad. Szybko zrozumiałam, że jest w nim coś wyjątkowego, że to niesamowity umysł. Mówił z pasją, był już wtedy rezerwistą Europejskiej Agencji Kosmicznej. On był za granicą blisko 18 lat, ja 12. A spotkaliśmy się właśnie tu, w naszym mieście rodzinnym.

Czytaj też: Wielka radość w domu Sławosza i Aleksandry Uznańskich-Wiśniewskich! Dumni rodzice przekazali wesołą nowinę

Aleksandra Uznańska-Wiśniewska, Viva! 15/2025
Rafał Masłow

– Jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?

Nie wiem, czy to przeznaczenie. Ale los nas wtedy zetknął.

– A przecież mogłaś się bawić i żyć życiem młodej dziewczyny.

Tak, tylko że ja musiałam coś robić dla ludzi. Musiałam zająć się pomocą psychologiczną i medyczną w Ukrainie, a głównie przy linii frontu, od Charkowa po Mikołajew. Babcia, która mnie wychowywała, bo rodzice dużo pracowali, zawsze dawała mi błogosławieństwo ze słowami czułości i obawy. Mówiła: „Dziewczyny w twoim wieku się bawią, a ty ryzykujesz życie”. Miałam w sobie głęboką potrzebę pomagania, którą nasiąkłam w domu rodzinnym, mając wyjątkowo mądrych najbliższych. Rodzice założyli fundację prowadzącą dziś kilkanaście rodzinnych domów dziecka, jednoczącą rozdzielone rodzeństwa w państwowej pieczy zastępczej. Kiedy miałam 17 lat, otrzymałam stypendium z włoskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, by przez dwa lata uczyć się Włoszech w United World College of the Adriatic. Wiele lat później – jako absolwentka byłam w jury – wybraliśmy na stypendystkę Małgosię Stadnicką, którą przed chwilą poznałaś i która jest teraz stażystką w moim biurze poselskim.

– W 2015 roku, kiedy kończyłaś już studia w Londynie, pojechałaś na wyspę Lesbos do Grecji.

I widziałam, jak ludzie tracą życie, tonąc w Morzu Egejskim, próbując przedostać się do Unii Europejskiej. Dla mnie polityka była nieistotna – jeśli ktoś tonie, trzeba mu pomóc. Taki ludzki odruch.

– Masz współczucie w genach. Po ojcu, mamie?

Po obojgu. Mama urodziła się w Bangkoku. Dziadek był uchodźcą z Chin i jako sześcioletnie dziecko uciekł łodzią właśnie do Bangkoku. Mama jest pracowita, analityczna, studiowała na stypendium w Stanach Zjednoczonych, potem wróciła do Bangkoku i prowadziła rodzinny biznes – wysyłania cargo do Europy.

Czytaj też: O ich ślubie mówiła cała Polska, pokazali zdjęcia. Tak zaczęła się ich miłość!

– I wtedy poznała Twojego ojca?

Tata był studentem medycyny Akademii Medycznej w Łodzi, a jednocześnie wyjeżdżał na Bliski Wschód, próbując importować różne produkty. Poznali się w Bangkoku i pobrali, wbrew kulturze, geografii, uprzedzeniom. Na początku lat 90. mama przyjechała do Polski. Jest wyjątkowa, mądra, silna i oddana swojej drugiej ojczyźnie. Daje mi poczucie, że przynależymy do ludzkiego świata, któremu trzeba służyć.

– Dała Ci poczucie wspólnoty ze wszystkimi ludźmi. To niezwykle szerokie myślenie.

To prawda, w mojej rodzinie łączyło się zarówno tradycje chrześcijańskie, jak i buddyzm. A o tym, że coś mnie różni od innych dzieci, dowiedziałam się, gdy poszłam do przedszkola i rodzice przedszkolaków zabraniali im się ze mną bawić. Jako pięciolatka nie miałam poczucia inności. Dorastałam w Łodzi, czułam się Polką. Babcia nigdy mi nie powiedziała, że nią nie jestem w stu procentach. W dzieciństwie czasem mojego brata i mamę spotykały niełatwe sytuacje. Pewnie wykształciło to we mnie wrażliwość na krzywdę i chęć niesienia pomocy.

– Nie było Ci łatwo…

Uciekałam w literaturę, sztukę. To była bezpieczna przestrzeń, bez agresji czy przemocy. Nauczyłam się też mówić po tajsku, dopiero gdy miałam 15 lat. Wyjechałam wtedy do Tajlandii na kilka miesięcy intensywnej nauki języka.

– Twoja mama rozmawia w domu po polsku?

Oczywiście, jest Polką, ma polskie obywatelstwo. Przez wiele lat z tatą tworzyli nie tylko organizacje pozarządowe, ale też przedsiębiorstwa. I dlatego moja rodzina padła ofiarą szantaży mafijnych.

Aleksandra Uznańska-Wiśniewska, Viva! 15/2025
Aleksandra Uznańska-Wiśniewska, Viva! 15/2025 Rafał Masłow

– Wiem, oskarżali Twojego tatę o dawanie łapówek.

Został uniewinniony. Byłam jeszcze małą dziewczynką, ale pamiętam, co się wtedy działo. Mafia szantażowała wtedy i wymuszała haracze od wielu rodzin przedsiębiorców: mamy nowy biznes, porywanie i mordowanie dzieci biznesmenów. Prawica do dzisiaj próbuje to wyciągać na światło dzienne i szkalować mnie i moją rodzinę. Tata walczył o nasze życie po prostu.

– Mówiłaś, że nie chciałaś wracać do Polski z Ukrainy. Jednak wróciłaś.

To masowe bombardowanie 14 stycznia 2023. A ja cały czas z determinacją dążyłam, żeby nieść pomoc cywilom. Stanęłam pod zbombardowanym budynkiem, zapaliłam świeczkę w hołdzie ofiarom i poczułam skrajną bezsilność. Pomyślałam, że co z tego, że rekonstruujemy kolejne kliniki, jeżeli jutro dojdzie znowu do zmasowanego bombardowania przez Rosjan. To był moment przewartościowania. Czułam, że nie mogę już przez kolejne pięć czy 10 lat klęczeć przed kolejnymi zamordowanymi. Zadzwoniłam więc do moich ideowych przyjaciół, którzy próbowali wielokrotnie namówić mnie do powrotu do Polski, powiedziałam, że jeżeli jeszcze we mnie wierzą, to niech poczekają, aż znajdę mojego zastępcę na kierownika misji i wrócę do Polski. No i wróciłam, i rzuciłam się w kampanię wyborczą. Zostałam wybrana do Sejmu, uzyskując drugi najwyższy wynik w Łodzi, mimo dość brutalnych ataków ze strony TVP i innych mediów ówczesnej władzy. Wygrałam sprawę w trybie wyborczym przeciwko „Gazecie Polskiej”. Przekonałam się, jak działa machina pomówień i kłamstw do niszczenia ludzi – opozycjonistów, dziennikarzy, aktywistów i polityków niewygodnych dla ówczesnej władzy. Codziennie rano wychodziliśmy na ulicę, nawołując, żeby każdy wziął udział w wyborach. I wtedy zobaczył mnie Sławosz.

– Świat Was obojga był o wiele większy niż wielu innych Polaków.

W dodatku poczuliśmy nić zrozumienia, bo to był moment transformacji naszych żyć. On z naukowca i inżyniera, przez 12 lat pracującego przy Wielkim Zderzaczu Hadronów, został wybrany na rezerwistę do korpusu astronautów, a ja z pracowniczki humanitarnej zostałam wybrana na posła na Sejm.

– O czym rozmawiacie?

To nieustanny dialog. Od początku rozmawialiśmy o naszych doświadczeniach, ideałach i marzeniach dotyczących rozwoju Polski, Europy. A w Sławoszu ujął mnie nie tylko jego intelekt, ale to, że potrafi łączyć go z działaniem. Był gotowy położyć na szali własne zdrowie i życie za naukę i wartości, które uważa za ważne. Bardzo to szanuję. I tak 25 czerwca wsiadł do kapsuły Dragon, która została wyniesiona rakietą Falcon 9 na orbitę okołoziemską.

– Ale taka odwaga i dociekliwość dotycząca nieznanego świata to dla partnera duże obciążenie.

Musieliśmy przetrwać i odległość, i intensywne przeżycia, i pokonywanie wyzwań na naszej drodze. Starałam się wspierać go całą sobą w jego wielomiesięcznym przygotowaniu do tej trudnej misji, a on tak samo rozumie etos służby publicznej i wspiera mnie w mojej pracy parlamentarnej, gdzie dziś służę w Komisji Spraw Zagranicznych i Komisji Obrony Narodowej.

Aleksandra Uznańska-Wiśniewska, Viva! 15/2025
Aleksandra Uznańska-Wiśniewska, Viva! 15/2025 Rafał Masłow

– Próbowałaś odwieść Sławosza od pomysłu podróży w kosmos?

Nigdy.

– Miałaś obawy?

To naturalne, że odczuwałam strach, gdy wsiadał do rakiety…

– I czułaś, jakie to niebezpieczne?

Tak, to ryzyko. Opóźnienia misji wynikające z awarii technicznych czy zamiana jednej kapsuły na inną. Dostawaliśmy kolejne informacje, że nowa kapsuła jeszcze nie przeszła testów spadochronowych czy testów systemów elektronicznych…

– No cóż, takiego mężczyznę wybrałaś. Zakochałaś się przecież nie tylko w nim, ale także w jego ambicjach.

Ujął mnie jako człowiek, ale również tym, z jaką konsekwencją walczył o nas. Był zdeterminowany. Przez wiele lat mojego życia nie starczało w nim już miejsca na odpowiedzialność za kogokolwiek poza moimi zespołami humanitarnymi. Moi najbliżsi obawiali się, czy w ogóle spotka mnie szczęście osobiste.

– Zapewne wiele razy musiałaś stawiać czoło oczekiwaniom bliskich…

…którzy obawiali się, że choć spełniona zawodowo, będę wracać do pustego mieszkania. I nagle pojawiła się przyjaźń ze Sławoszem. Mimo naszej ostrożności ujęliśmy się wzajemnie konsekwencją i pasją. Nie byliśmy już tacy młodzi. Mieliśmy za sobą różne życiowe doświadczenia i silne osobowości.

– Jak doszło więc do tego, że się pobraliście w styczniu 2025 roku?

Sławosz wszedł już w ostatni etap treningu kosmicznego. Mieliśmy poczucie, że jeśli nie podejdziemy poważnie do zbudowania rodziny, to życie nas rozdzieli. Wzięliśmy cichy ślub, a potem poinformowaliśmy o nim świat.

– Co Ty jako żona poczułaś, gdy okazało się, że Twój mąż spełni swoje marzenie i naprawdę poleci w kosmos?

Dumę, poruszenie. Wiem, ile wysiłku i determinacji kosztowało to Sławosza, i że od lat przygotowywał się do tej misji. Może dlatego, że się urodził w rocznicę lotu Jurija Gagarina (uśmiech). Mama Sławosza zaszczepiła w nim to marzenie, przypominając, że 12 kwietnia to nie tylko jego urodziny, ale też Dzień Kosmonautyki. I sprawiła, że zapragnął sięgnąć gwiazd.

Czytaj też: Najpierw kampania, potem ślub i lot w kosmos, teraz… narodziny dziecka. Ich historia miłości to gotowy scenariusz na film

Aleksandra Uznańska-Wiśniewska, Viva! 15/2025
Aleksandra Uznańska-Wiśniewska, Viva! 15/2025 Rafał Masłow

– Ale mogło się to nie wydarzyć. Polska nie była członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Ale potem już była, a Sławosz był ekspertem do spraw promieniowania i przez 12 lat nadzorował wielkie ilości dronów. A poza tym ma naprawdę wybitny umysł. Pokonał 22,5 tysiąca aplikantów z całej Europy, a wśród nich kilkaset osób z Polski. I wtedy Europejska Agencja Kosmiczna zwróciła się do polskiego rządu z pytaniem, czy nasz kraj nie chciałby zainwestować w jego misję kosmiczną. Ja, znając charakter Sławosza i jego determinację, wiedziałam, że na pewno poleci, bo to było jego przeznaczenie.

– Jak się wspiera takiego męża?

Stara się jak najgłębiej zrozumieć. On jest, powiedziałabym, kartezjański z matematycznym, ścisłym umysłem, a ja bardziej społeczna, egzystencjalna i humanistyczna.

– A czego Ty dowiedziałaś się o kosmosie?

W naszym małym skrawku wszechświata często skupiamy się na nieistotnych różnicach, zapominamy, że jesteśmy jedną ludzkością i więcej nas łączy, niż dzieli. Nie trzeba być naukowcem, żeby być absolutnie zachwyconym pięknem i tajemnicą kosmosu.

– Ale my jeszcze o nim niewiele wiemy. A ja cały czas czekam na to, aż pojawi się informacja, że na innych planetach są ludzie.

Siedzimy w kawiarni Czytelnika, do której przychodził Tadeusz Konwicki, jeden z moich ulubionych pisarzy polskich. Poczytaj, jak on pisał o kosmosie. Operował metaforami. W „Małej apokalipsie” pisał, że jesteśmy „kotletem z białka kosmicznego pyłu”.

– I tkwi w nas cały czas wielka tajemnica.

Tak. Ale eksploracja kosmosu to nie tylko inwestycja w naukę i technologię, ale również inwestycja w nasze bezpieczeństwo. Od 2019 roku NATO uznaje przestrzeń kosmiczną jako jedną z kluczowych domen w dziedzinie obronności. Teraz Polska może zawalczyć o to, żeby Europa – i przede wszystkim zagrożona ze wschodu flanka NATO – wykształciła niezależność technologiczną. I o to zawalczymy. Ja w parlamencie, a mój mąż naukowo. Oboje mamy nadzieję pozytywnie przysłużyć się Polsce.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...