Reklama

Mają silne temperamenty, różnią się od siebie, przechodzili przez trudne momenty i nieraz musieli na nowo odnajdywać drogę do siebie. Dziś jednak Joanna i Krzysztof Ibiszowie mówią o swojej relacji z czułością, dojrzałością i rozbrajającą szczerością. To właśnie wspólne randki, rozmowy i gotowość do wzajemnej pracy sprawiły, że po sześciu latach wciąż potrafią poczuć się jak na pierwszym spotkaniu. „Zapaliła się iskra, wróciła wzajemna fascynacja. Zrozumieliśmy, że nigdy nie zniknęła” – wspomina Joanna. A Krzysztof nie ma wątpliwości: „Wciąż czuję motyle w brzuchu. Kocham i jestem zakochany”.

Joanna i Krzysztof Ibiszowie w VIVIE! o pielęgnowaniu swojej miłości. Tak dziś wygląda ich relacja

– Optymista i… sceptyczka.

Joanna: Trochę tak. Moje ulubione motto życiowe brzmiało: „Stabilizacja motylka to szpilka”. Szczyciłam się nim, wpisałam jako bio na Instagramie i Facebooku. Znajomi żartowali: „Kudzbalską wszędzie nosi, wyjdzie za mąż na samym końcu!”. Nagle się okazało, że byłam pierwszą wśród moich koleżanek, która wzięła ślub. Potem ciąża, dziecko… Było to dla mnie bardzo trudne. Muszę przyznać, że na początku zupełnie nie umiałam się w tym odnaleźć. Krzysztof rozwijał przede mną wizję wspólnej przyszłości, jednak decyzje, jakie chciał podejmować, nie były z nią spójne. Oboje wykonaliśmy ogrom pracy, by lepiej zrozumieć samych siebie, a następnie siebie nawzajem.

Krzysztof: Dla mnie ślub był oczywistością, chciałem zbudować sobie nowe życie. Wykorzystać szansę na miłość, na rodzinę. Chciałem załapać się na moment, kiedy będę dzieci wypuszczał w świat. Chciałem to zobaczyć, poczuć, przeżyć. Przy dorastaniu moich starszych synów byłem za mało obecny, mam tego świadomość. Dzieciństwo Boryska i Helenki chłonę garściami. W naszym związku z Asią mieliśmy różne przygody, ale zawsze coś nas do siebie ciągnęło. Ciągle wracaliśmy.

Czytaj też: TYLKO W VIVIE!: Po latach Joanna i Krzysztof Ibiszowie ujawniają kulisy ślubu: "W środku czułam, że nie jestem gotowa"

Joanna: Ty wracałeś.

Krzysztof: Ja wracałem, a ty przyjmowałaś mnie z powrotem.

Joanna: Zawsze ciągnęło nas do siebie.

Krzysztof: Nawet w najtrudniejszych chwilach, których było sporo, nigdy nie padło ostateczne „do widzenia”.

Joanna: Kiedy poznałam Krzysztofa, nie wiedziałam, jakie programy obecnie prowadzi. Pamiętałam go z dziecięcych lat, ale nie znałam jego aktualnego medialnego wizerunku. Nie miałam telewizora, ten świat w ogóle mnie nie interesował. Nie zakochałam się w osobie publicznej, tylko w fajnym chłopaku, który był harcerzem i opowiadał mi, co wyczyniał na obozach. Kiedy jego praca z impetem wtargnęła do naszego życia, nagle w domu pojawiła się „postać medialna”, z którą nie umiałam się dogadać. W natłoku codzienności i spraw zawodowych za mało było jego. Nie chciałam Krzysztofa Ibisza, tylko mojego Krzysia. Pytałam: Gdzie jest ten mój chłopak z podwórka? Próbowałam się do niego dogrzebać, dobić, w końcu się poddałam. To był pierwszy punkt zwrotny.

Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026
Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026 Zdjęcia Zuza Krajewska
Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026
Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026 Zdjęcia Zuza Krajewska

Krzysztof: Przez sześć lat zaliczyliśmy liczne górki i dołki. Widocznie musieliśmy przejść tę wyboistą drogę. Wierzę, że byliśmy sobie przeznaczeni. Jesteśmy swoimi lustrami. Latarnią morską, która oświetla te rzeczy, które powinniśmy w sobie przerobić. Pracowaliśmy nad sobą. Wydaje mi się, że miłość jest dobrym pretekstem, żeby zmienić się dla drugiego człowieka. Dla siebie również, ale też po to, aby łatwiej i przyjemniej żyło się w związku. Uważam, że jesteśmy – przynajmniej ja jestem – na innym etapie niż przed spotkaniem Asi. Czasami to były bolesne wspólne lekcje, ale dla mnie bardzo cenne i potrzebne. Może dlatego się spotkaliśmy?

Joanna: Też tak uważam. Wszystko do siebie pasowało, nawet zapach. Do dziś rozczula mnie zapach perfum, które Krzysztof miał na pierwszej randce. A z drugiej strony bywało wiele trudnych chwil. Pokonaliśmy je, żeby dojść do punktu, w którym jesteśmy. Mam wrażenie, że teraz nasz związek jest bardziej spójny z nami obojgiem, z naszymi pragnieniami. Dużo czasu nam to zajęło… [...]

– Z ciekawości – leczy Pani męża?

Joanna: Krzyś nie lubi, jak go leczę. Zwykle mi nie wierzy, gdy mówię, co ma zrobić. Czasami korzysta z moich porad i… dziwi się, że zadziałały (śmiech). Preferuje metody konwencjonalne, szkiełko i oko. Potrzebuje czasu, żeby oswoić się z metodami naturalnymi, które cenię.

Krzysztof: A ja bardzo cenię Asię. Zaimponowała mi od początku, że mimo pracy w modelingu skończyła tak trudne studia. Jest mądrą dziewczyną, ma poukładane w głowie. Ciekawa świata. Łączy wiedzę medycyny zachodniej z holistycznym podejściem do człowieka w medycynie wschodniej. Skupia się na przyczynie, żeby wyleczyć skutek. Wspieram ją we wszystkim, co robi. [...]

Czytaj też: Są razem od sześciu lat, razem przetrwali wzloty i upadki. Tylko w VIVIE! wyznają: „W najtrudniejszych chwilach nigdy nie padło ostateczne „do widzenia”

Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026
Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026 Zdjęcia Zuza Krajewska

– Chodzicie na randki?

Joanna: Najbliższa w sobotę. Mamy umowę, że idziemy na randkę raz na dwa tygodnie. Czasami się udaje, czasami trochę mniej, ale staramy się tego pilnować. Paradoksalnie łatwiej nam się zmobilizować przy dwójce dzieci. Pamiętam jeden z momentów, kiedy nie układało nam się w związku. Mimo to postanowiliśmy jednak spędzić wieczór we dwoje. Poszliśmy do klubu Pod Gigantami Piotrka Kędzierskiego i… zadziała się magia. Chwilę wcześniej nie mogliśmy się dogadać, nagle poczuliśmy się jak na pierwszej randce. Zapaliła się iskra, wróciła wzajemna fascynacja. Zrozumieliśmy, że nigdy nie zniknęła.

Krzysztof: Prowadziłem kiedyś program „Czar par”, jego znakiem były dwa gruchające gołąbki. My takimi gołąbkami nie jesteśmy. Mamy zbyt mocne temperamenty. Na randkach chodzimy do kina, teatru, jeździmy na wycieczki rowerowe. Uwielbiamy miejsca, w których można coś zjeść, a potem potańczyć.

Joanna: Nie za bardzo umiemy, ale się tym nie przejmujemy (śmiech). Taniec to wyrażanie emocji. Z okresu „przed dziećmi” najbardziej brakuje mi właśnie takiego spontanicznego wypadu na tańce. Lubiłam się wyszaleć. Oboje mamy wewnętrznego chochlika, on nas połączył.

Krzysztof: Cudowne, że mogę poimprezować z żoną! To wielka frajda.

– Piękne wyznanie! Czego dowiedziała się Pani o sobie w tym związku?

Joanna: Z najważniejszych rzeczy – poznałam swoją wartość. Przejrzałam się w nim jak w lustrze. Związek z Krzysztofem nauczył mnie jasnej komunikacji: co czuję, czego potrzebuję, co mi nie odpowiada, jakie emocje buzują w środku, jaka jestem naprawdę. Wcześniej, gdy moje ciało podpowiadało, że coś jest nie tak, ignorowałam te sygnały. Teraz się wsłuchuję. Żartowałam, że Krzysztof jest twardym przeciwnikiem. Ja też. Okazało się, że oboje jesteśmy mocni. Może banalnie to zabrzmi, ale przy moim mężu spotkałam się ze sobą. Przestałam żyć w iluzji. Krzysztof również. Wsłuchaliśmy się w siebie z osobna i dzięki temu jesteśmy bliżej siebie jako para. Nasz związek stał się głębszy, prawdziwszy. Nie wiemy, co nas jeszcze czeka, ale…

Krzysztof: …jeśli nie kochasz siebie, nie możesz dać miłości drugiej osobie.

– Czego Pan nauczył się od żony?

Krzysztof: Cały czas się uczę życia tu i teraz. Zawsze byłem optymistą, mam to po mamie. Kocham życie, chłonę je całym sobą. Asia też taka jest. Oboje jesteśmy pozytywnie zakręceni, ale dzięki żonie udoskonaliłem tę umiejętność. Nigdy nie trząsłem się z lęku o przyszłość, ale lubiłem planować. Byłem control freakiem, wszystko musiałem mieć poukładane. I wciąż mam. Przy Asi praktykuję sztukę odpuszczania i dobrze mi z tym. Dwudziestego trzeciego kwietnia minęło sześć lat, a ja wciąż czuję motyle w brzuchu. Kocham i jestem zakochany. Uwielbiam na nią patrzeć i z nią rozmawiać. Albo milczeć, jedząc orzeszki i oglądając film. Każdy moment mi się podoba. Kocham każdą minutę spędzoną z moją żoną.

Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od środy, 3 czerwca.

Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026 okładka
Joanna Ibisz, Krzysztof Ibisz, Viva! 11/2026 okładka Zdjęcia Zuza Krajewska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...